Emelina usłuchała i bez reszty skupiła się na zaspokojeniu go. Wyczuła, że on pragnie, by zupełnie się zapomniała. Musiał być przekonany, że nie potrafi mu się oprzeć. Oparła rozwarte dłonie na jego plecach i przylgnęła do niego, oplatając go mocno nogami i szepcząc słowa, które, jak sądziła, pragnął usłyszeć.
Próbowała ocenić tempo wzrastania jego podniecenia. Uświadomiła sobie, że jego ciało staje się coraz bardziej napięte, i uznała, że właściwa chwila nadeszła.
W pragnieniu, by okazać dokładnie taką reakcję, jakiej po niej oczekiwał, wyprodukowała coś, co miało być doskonałą imitacją spazmów namiętności wstrząsających kobietą w szczytowym momencie miłości. Ostrożnie wbiła paznokcie w rozpaloną skórę jego ramion, z całej siły napięła mięśnie i wstrzymując oddech powtarzała jego imię. Wiedziała, że musi to być dobra imitacja prawdziwych uczuć, gdyż kilkakrotnie wypróbowała ją na swoim byłym mężu, który okazał egoistyczne zadowolenie z efektu. Julian jednak nie odpowiedział na ten spektakl wybuchem męskiej satysfakcji, Emelina, nadal czując jego twardość, spłoszona otworzyła oczy. Co się dzieje, pomyślała w panice. Czy nie jest zadowolony? Dlaczego nie zachował się tak, jak powinien się zachować mężczyzna w tej sytuacji? Czy nie udało jej się go zadowolić? Na tę myśl poczuła strach. Tak bardzo chciała, żeby było mu dobrze!
– Jeśli już skończyłaś ten spektakl, to może wrócimy do tego, co prawdziwe?
W blasku ognia twarz Juliana była skurczona powstrzymywaną namiętnością i czymś jeszcze, co niebezpiecznie przypominało gniew. Emelina była zmieszana. Ani na chwilę nie dał się nabrać. Spojrzała mu w twarz bezradnie rozszerzonymi oczami. Co kobieta powinna powiedzieć w takiej sytuacji?
– Julian… – Schwyciła oddech. – Julianie, tak mi przykro. Nie potrafię. To znaczy, nigdy mi się nie udało i… i chciałam tylko zadowolić ciebie – wyrzuciła z siebie pospiesznie. Oczy Juliana pociemniały.
– Cicho bądź, moja Emmy, i pozwól, że ja się tym zajmę.
Pocałował ją w usta i wygiął biodra. Emelina poddała się. Zrobiła, co mogła, i nie udało się. Teraz pozostawało tylko trzymać się jego ramion, on zaś prowadził ją po szlakach, których nigdy jeszcze do końca nie poznała. Miała tylko nadzieję, że nie poczuje się zbyt mocno rozczarowany, jeśli nie uda jej się dotrzeć do końca.
Pozbawiona obciążenia, skupiła się teraz na własnych doznaniach. Jakieś rozżarzone węgle rozpalały jej biodra i przesyłały dreszcze wzdłuż kręgosłupa. Dokąd prowadziło to dziwne napięcie?
Julian kochał się z nią, jakby była całym jego światem. Drażnił ją i torturował dłońmi i ustami. Nikt nigdy tak jej nie pieścił. Poddała się nowym przeżyciom i nie myślała już o niczym oprócz przebiegającej przez nią falami rozkoszy. Poruszała się pod nim już nie z wyrachowaniem, lecz z nieświadomej potrzeby. Znów wbiła paznokcie w jego skórę, tym razem niemal do krwi.
– Julian! – Ten okrzyk był jednocześnie rozkazem i prośbą.
– Trzymaj mnie, Emmy. Trzymaj mnie tak, jakbyś mnie nigdy nie miała wypuścić! – szepnął Julian. Jego palce przesunęły się w dół między ich splecionymi ciałami, odnalazły wilgotny, gęsty krzew i zrobiły tam coś, od czego Emelina poszybowała głową naprzód w niewidzialną przepaść.
Narosłe napięcie eksplodowało w całym jej ciele. Przywarła do mężczyzny, jakby był jedynym schronieniem w burzy wstrząsającej całą jej istotą. Prawie nie zauważyła jego gwałtownego rozładowania. Jak zza mgły dobiegł do niej dźwięk własnego imienia, a potem opadła pod ciężarem Juliana, pewna, że już nigdy więcej nie będzie się w stanie poruszyć.
Po dłuższej chwili Julian zsunął się z niej i przetoczył na bok. Emelina wynurzyła się rozmarzona z chwilowego snu bez snów. Odwróciła głowę, spojrzała na niego spod gęstych rzęs i zauważyła, że przypatruje jej się z zadowoleniem.
– Nigdy, przenigdy nie kłam przede mną, Emmy – ostrzegł ją miękko, przesuwając palcami po jej potarganych włosach. – Ani słowami, ani ciałem. Próba kłamstwa to najpewniejszy sposób, żeby mnie rozgniewać. Chcę od ciebie tylko szczerości, rozumiesz?
Emelinę przeszył nagły dreszcz mrożącej niepewności.
– Przepraszam, Julianie. Chciałam tylko, żebyś był zadowolony. Nie sądziłam, że jestem zdolna do… do odkrycia, na czym to naprawdę polega, a wiedziałam, że nie będziesz zadowolony, dopóki mnie nie zaspokoisz, więc… więc próbowałam się zachowywać tak, jakby to się stało. Och, nie wiem, jak ci to wytłumaczyć – powiedziała, odwracając głowę, żeby nie patrzeć mu w oczy.
Przytrzymał dłonią jej podbródek i uniósł głowę do góry. Tym razem zobaczyła w jego twarzy czułość.
– Ty słodka kretynko. Jesteś stworzona do namiętności, nie wiesz o tym?
– Nie – odrzekła szczerze. – Nie wiem!
– Ale tak jest i od tej chwili ja będę jedynym mężczyzną, który ma prawo przywoływać do życia tę stronę twojej osobowości. Czy to jasne? – zapytał obrysowując kciukiem jej usta.
Emelina czuła zbyt wielki zamęt w myślach, by protestować. Patrzyła na niego, szukając w jego twarzy wyjaśnienia tego, co się działo. Julian zauważył pytanie w jej oczach. Pochylił się i przesunął ustami po je ustach.
– A jeśli kiedyś jeszcze przyjdzie ci do głowy, by udawać namiętność, to obiecuję, że natychmiast wszystko przerwę i przełożę cię przez kolano. A zanim skończę lanie, nie będziesz w stanie nawet myśleć o takich zabawach!
– To brzmi nieco perwersyjnie – zaryzykowała Emelina, widząc błysk w jego oku.
Jego rozbawienie przerodziło się w wybuch szczerego śmiechu. Przygarnął ją do siebie.
– To jest perwersyjne – zapewnił ją. – i to bardzo. Nie śmiałbym niczego podobnego sugerować, gdybyś nie była taką czarownicą w łóżku! – Przesunął dłonią po jej udzie i zaczął drażnić jej usta swoimi. Emelina poczuła, że jego rozbawienie zmienia się w coś innego.
– Julianie? – zapytała cicho, gdy poczuła w ciele pierwsze oznaki pobudzenia.
– Musisz się wiele nauczyć, kochanie, a biorąc pod uwagę twój zaawansowany wiek, wydaje mi się, że nie powinniśmy tracić czasu.
– Och – odrzekła bez zastanowienia – zawsze uważa się, że kobiety osiągają szczyt formy po trzydziestce.
– Udowodnij mi to!
Gdy Emelina się obudziła, był ranek. Leżała w łóżku Juliana, nie na dywaniku. Powodem, dla którego się obudziła, nie było światło słońca sączące się spomiędzy chmur ani kolejny przypływ namiętności leżącego obok niej mężczyzny. Obudził ją zimny, wilgotny nos dotykający jej dłoni.
Kserkses oparł ciemny łeb na łóżku i wpatrywał się w nią intensywnie. Wyczekujący, żałosny wyraz jego pyska sprawił, że Emelina jęknęła i nakryła głowę poduszką.
Kserkses przystąpił do bardziej zdecydowanego działania. Znów trącił ją nosem i z jego gardła wydobył się cichy pomruk. Czyżby warczał na nią? Ta myśl natychmiast ją rozbudziła. Spojrzała na psa podejrzliwie, podciągając prześcieradło na nagiej piersi. Nadal uważała, że między panem a psem istnieje znaczne podobieństwo. Obydwaj, jeśli nie mogli osiągnąć swoich celów za pomocą uprzejmości, uciekali się do zastraszenia.
Kserkses spojrzał na nią z nadzieją, wyczuwając, że poczynił pewne postępy.
– Chce wyjść – ziewnął Julian obok niej. – Zdaje się, że ciebie wybrał do tego zaszczytnego obowiązku. Widzę, że twoja obecność w moim łóżku niesie ze sobą niebagatelne korzyści uboczne. Może wypuścisz go, a potem poćwiczysz robienie kawy, tak jak ci to kiedyś pokazywałem?
Emelina spojrzała na jego twarz, na której malował się wyraz absolutnej niewinności i zmarszczyła brwi, uświadamiając sobie, że jest zupełnie naga pod prześcieradłem.