– Nie mam zamiaru obsługiwać ciebie i twojego psa! Kserkses znów warknął złowieszczo. Emelina szybko odwróciła głowę i spojrzała na niego.
– Chyba powinnaś się ruszyć – powiedział Julian dobrotliwie za jej plecami. – Zdaje się, że zaczyna się niecierpliwić. A mnie przydałaby się filiżanka kawy.
– Mówiłam już, że nie będę służącą żadnego z was! – prychneła.
Tym razem to Julian warknął. Emelina nie czuła się na siłach walczyć z dwoma osobnikami płci męskiej. Ściągnęła narzutę z łóżka, owinęła się nią i posłusznie poszła za wezwaniem Kserksesa.
W oczach patrzącego na nią Juliana widoczne było rozbawienie, ale także zaborczość – ślad przeżytej namiętności. Gdy wyszła z pokoju, rzucił się z powrotem na poduszkę i zaczął rozmyślać o przyszłości. Będzie musiał teraz zachować ostrożność. Nie wątpił w to, że poprzedniego wieczoru zaciągnął ją do łóżka wbrew jej zdrowemu rozsądkowi, ale jak mógł się oprzeć pokusie nawiązania z nią intymnej więzi? Emelina była jakby stworzona dla niego i Julian otwarcie przyznawał przed sobą, że zachował się tak z powodu bardzo prymitywnego strachu przed jej utratą. Wszystkie instynkty nakazywały mu przykuć ją do siebie tak mocno jak tylko możliwe, a więzy namiętności wydawały mu się najlepszym sposobem.
Uśmiechnął się lekko na wspomnienie uwolnionej namiętności Emeliny. Do diabła, jeśli jeszcze kiedyś spróbuje udawać, to naprawdę sprawi jej lanie! Jej były mąż musiał być kompletnym idiotą, jeśli dawał się na to nabrać. To może i lepiej, pomyślał Julian z zadowoleniem. Nie chciał nawet wyobrażać sobie problemów, jakie stanęłyby przed nim, gdyby poznał Emelinę jako szczęśliwą mężatkę.
Westchnął, odrzucił prześcieradło i opuścił stopy na drewnianą podłogę. Poszedł do łazienki i włączył elektryczny grzejnik w ścianie. To, co zdarzyło się poprzedniego wieczoru, prawdopodobnie było nie do uniknięcia, pomyślał rzeczowo, wchodząc pod prysznic. Ale dzisiaj rano, gdy się obudziła, zauważył w jej oczach ostrożność i wiedział, że nie była jeszcze gotowa spędzać wszystkich nocy w jego łóżku.
I ma ragę, pomyślał ponuro. W końcu jeszcze nie wypełnił swojego przyrzeczenia.
– Twoja kawa. Możesz ją wypić albo wylać – obwieściła Emelina, wchodząc śmiało do łazienki i podając mu kubek ponad zasłoną prysznica.
Julian wziął od niej kubek, ale zanim zdążyła wycofać dłoń, ujął jej przegub i przytrzymał.
– Chyba nie uważałaś, gdy ci dawałem lekcję -powiedział z namysłem, upijając łyk. -Tego się nie da pić.
Po drugiej stronie zasłony Emelina uśmiechnęła się z satysfakcją.
– Uczę się powoli.
– Nie wszystkiego – odrzekł przeciągle, odsuwając zasłonę, by na nią spojrzeć. Stała nadal owinięta narzutą, włosy miała potargane i wyglądała bardzo kusząco. Powoli odstawił kawę i wolną ręką odwinął z niej narzutę.
– Julianie, nie! – zaprotestowała i uderzyła go po palcach, pospiesznie odwracając wzrok od jego nagiego ciała.
– Cicho, kochanie – powiedział hipnotyzującym tonem. – Chcę ci tylko pomóc przygotować się do nowego dnia. – Łagodnie pociągnął ją pod prysznic.
Po dłuższym czasie usiedli do śniadania.
– Co do dat na tych paragonach -powiedział Julian spokojnie, polewając syropem stertę gryczanych racu-chów.
– Właśnie, co z tym zrobimy? – Emelina była mu bardzo wdzięczna za neutralny temat rozmowy.
– Jeśli w tej twojej zwariowanej teorii, że Leighton używa domu na plaży do jakichś przestępczych celów, kryje się choćby cień prawdy, to prowadzi do wniosku, że ta działalność odbywa się według jakiegoś schematu. Jeśli cokolwiek się dzieje, to wyłącznie w końcu miesiąca.
– To ma sens, prawda?
– Emmy – westchnął Julian. – Mam nadzieję, że wiesz, jak bardzo mało prawdopodobne jest, że coś istotnego zajdzie w tym domu w przyszłym tygodniu.
– Musimy się przekonać, Julianie! To może być przełom!
– Dobrze, dobrze. Zobaczymy. Chciałbym tylko, żebyś się przygotowała na rozczarowanie – poradził.
– Przygotuję się – zgodziła się natychmiast, zupełnie nie mając takiego zamiaru.
– Chciałbym także przypomnieć, że jeśli pomogę ci się dowiedzieć, co się dzieje lub co nie dzieje w domu Leightona, tym samym wypełnię zobowiązanie ze swojej strony.
Emelina przełknęła duży kawałek racucha i w milczeniu skinęła głową.
– Nie musisz mi o tym przypominać – wykrztusiła w końcu cicho.
Westchnął i nakrył jej dłoń swoją.
– Przepraszam, kochanie. Powinienem był wiedzieć, że nie muszę ci przypominać. W końcu zawsze płacisz swoje rachunki, prawda?
– Tak – szepnęła i zajęła się racuchami.
Po śniadaniu Julian bez sprzeciwu pozwolił jej wrócić do siebie. Emelina była tym dosyć zaskoczona.
– Co będziesz dzisiaj robił? – zapytała niespodziewanie, stojąc na schodach i żegnając się z Kserksesem.
– Muszę zadzwonić.
– Do kogo?
– Do kogoś, kto dla mnie pracuje. Uciekaj już, Emmy. Wpadnę na lunch. Nie zawracaj sobie głowy robieniem kawy. Przyniosę swoją.
– Tak łatwo się poddajesz? – uśmiechnęła się.
– Absolutnie nie. Po prostu wydaje mi się, że nie powinienem cię uczyć zbyt wielu rzeczy naraz. Postanowiłem na razie skupić swoje wysiłki na tych dziedzinach, w których wykazujesz znaczny talent.
Emelina poczerwieniała i szybko zbiegła ze schodów.
Na świecie było tylu mężczyzn. Dlaczego musiała się wplątać akurat w kogoś takiego, jak Julian Colter? Dlaczego nie mogła sobie znaleźć kogoś konserwatywnego, niegroźnego i bezpiecznego?
Godzinę później wyjrzała przypadkiem przez okno i ujrzała Juliana, który wychodził z domu z Kserk-sesem przy nodze. Obydwaj skierowali się w stronę wsi. Do automatu? W letnich domkach nie było telefonów. Do kogo Julian miał zamiar dzwonić? Emelina wzdrygnęła się na myśl o tym, do jakich osób dzwoni się w takiej sytuacji. Chcąc uwolnić umysł od myśli o mafii, skuliła się na krześle przy oknie i zaczęła pracę nad swym najnowszym wątkiem, ale z jakichś nieznanych powodów jej bohater zaczął wyraźnie przypominać Juliana Coltera.
Ten zaś zgodnie z obietnicą pojawił się w porze lunchu. Pod pachą miał termos z kawą, a przy nodze Kserksesa. Jedli lunch w atmosferze rodzinnej swojs-kości, gdy jednak Julian ani słowem nie wspomniał o swoich porannych telefonach, Emelina nie potrafiła pohamować ciekawości.
– No i co? – zapytała, nalewając kawę z termosu do filiżanek. – Czy ten telefon załatwił wszystko tak, jak chciałeś?
– Cardellini będzie tu dziś po południu – powiedział Julian spokojnie, przechylając się na oparcie krzesła.
– Kto to jest Cardellini?
– Mówiłem ci. Pracuje dla mnie.
– Tak, ale co właściwie dla ciebie robi?
– Zajmuje się dla mnie sprawami ochrony i bezpieczeństwa -wyjaśnił Julian łagodnie. W jego oczach pojawił się błysk, na widok którego Emelina zrezygnowała z zadawania dalszych pytań.
– Rozumiem – powiedziała słabo i zajęła się kawą. Cardellini rzeczywiście pojawił się po południu.
Emelina wyjrzała przez okno i przygryzła wargę na widok długiego, czarnego lincolna continentala, który zatrzymał się przed domem Juliana. Poważny, młody człowiek z ciemnymi włosami, ubrany w prążkowany garnitur, wysiadł z samochodu i przyjaźnie pogłaskał Kserksesa po łbie. Emelina mogłaby przysiąc, że zauważyła pod jego marynarką lekkie wybrzuszenie, jakie zwykle tworzy kabura pistoletu. Pięknie, pomyślała. Okazywało się, że wszystkie jej wyobrażenia o stylu życia Juliana Coltera miały pokrycie w rzeczywistości.
Opuściła zasłonę i z determinacją podniosła głowę do góry. Gdy zawierała ten układ, wiedziała, kim jest Julian. Nie ma sensu teraz się tym przejmować. Najważniejsze to powstrzymać Erica Leightona, a wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że Julian Colter był w stanie to zrobić.