A skoro ona bierze w tym udział, to do końca, pomyślała. Wyjęła z szafy kurtkę i wyszła z domu. Zdecydowanie przeszła przez ulicę i wkroczyła na schody domu Juliana. Drzwi otworzył młody człowiek o pochmurnej twarzy.
– Jestem Emelina Strat ton – oświadczyła śmiało.
– Wpuść ją, Joe. Ta dama zarządza naszą małą operacją – zawołał Julian z kuchni. – Przyszła w samą porę, by zobaczyć, jak profesjonalista przyrządza doskonałą kawę.
Joe Cardellini poważnie skinął głową i odsunął się o krok. Emelina pospiesznie przemknęła obok niego i zajrzała do kuchni.
– Cześć, Julianie, pomyślałam, ze wpadnę na chwilę – powiedziała szybko.
Julian spojrzał na nią z ukosa.
– Chcesz powiedzieć, że przyszłaś sprawdzić, jak postępują nasze plany, tak? Poznaj Joe'ego Cardel-liniego. To jest człowiek, który zdobędzie dla ciebie dowody, jeśli będą jakieś do zdobycia.
Emelina uprzejmie wymieniła uścisk dłoni z młodym człowiekiem. Zauważyła, że nadal miał na sobie marynarkę, i ucieszyło ją to. Trudno byłoby prowadzić normalną rozmowę z człowiekiem, który ma przy sobie broń. Wolała tego nie widzieć.
– Miło mi pana poznać, panie Cardellini.
– Panno Stratton. – Skinął oficjalnie głową. Na jego twarzy malowała się spokojna rezerwa, która, zdaniem Emeliny, świadczyła o zbyt dużej ilości niewłaściwych doświadczeń życiowych. Uświadomiła sobie, że twarz Juliana miała ten sam wyraz. Jak to się stało, że wcześniej tego nie zauważyła?
Pospiesznie włączyła się w rozmowę.
– Co będziesz robił w tym domu, Joe? – zapytała z nadzieją, że ton jej głosu jest towarzyski i niezobowiązujący.
– Założę podsłuch i nagram to, co będzie się tam działo w najbliższą środę lub czwartek – wyjaśnił spokojnie.
– Och. – Emelina zmarszczyła brwi. Julian zaśmiał się za jej plecami.
– A ty myślałaś, że co on będzie robił, leżał na plaży i czekał, żeby zastrzelić Leightona, gdy ten się pojawi? To jest dwudziesty wiek, Emmy. Takie rzeczy robi się naukowo, używając najnowszych technologii. Chcesz dowodów? Będziesz je miała.
– Dziękuję -wymamrotała pokornie, nie patrząc na nich.
– Proszę bardzo. – Julian włączył ekspres do kawy.
– Strzelać będziemy później, jeśli będzie taka potrzeba. Emelina wzdrygnęła się.
– Jeśli będzie potrzeba? – wychrypiała.
– Jeśli nie uda nam się zdobyć wystarczających dowodów przeciwko Leightonowi, to będziemy musieli uciec się do bardziej prymitywnych metod, prawda?
– uśmiechnął się Julian szeroko.
ROZDZIAŁ SZÓSTY
– Niech pan jej nie straszy, szefie. – Cardellini pierwszy zareagował na słowa Juliana. Jego poważne spojrzenie przesunęło się współczująco po twarzy Emeliny. – Nie ma sensu jej denerwować.
– Przy mnie zawsze jest zdenerwowana – odrzekł Julian sucho. – Nie martw się o nią, Joe. Wie, w co się pakuje. I ja też wiem. Może pójdziesz się rozejrzeć po domu Leightona.
– Tak, proszę pana. – Odesłany do swoich obowiązków Joe cicho wysunął się na zewnątrz. Emelina zmrużyła oczy.
– On tylko chciał być miły. Nie musiałeś go potraktować jak… jak służącego!
– Pracuje dla mnie. Za pieniądze jakie dostaje, może od czasu do czasu posłuchać polecenia. To, jak ja go traktuję, nie jest najważniejsze.
– A co jest najważniejsze? – zapytała podejrzliwie.
– To, czy utrzyma swoją wygodną posadę, czy też nie, zależy od tego, jak ty go będziesz traktowała.
Emelina otworzyła usta ze zdumienia.
– Jak ja go będę traktowała? Przecież go dopiero co poznałam!
– Właśnie. A on już wyrywa się w twojej obronie. Trzymaj się od niego z daleka, Emmy, bo go wyrzucę z pracy.
– Dobrze wiesz, że to, co mówisz, jest po prostu śmieszne! Zupełnie zwariowałeś! Co się z tobą dzieje?
– Mam ten mały problem z zaborczością. Chcesz dobrej kawy?
– Nie, dziękuję! Jak pan Cardellini słusznie zauważył, jestem trochę zdenerwowana. I denerwuję się coraz bardziej! – Odwróciła się do niego plecami i podeszła do okna.
Nie słyszała, jak przechodził przez pokój, ale nagle stanął za nią. Gdy wyciągnął rękę i podał jej kubek parującej kawy, wiedziała, że jest to oferta rozejmu i nie mogła powstrzymać uśmiechu, który pojawił się w kącikach jej ust.
– Ze mnie się śmiejesz? – zapytał, przesuwając ustami po jej włosach.
Potrząsnęła głową.
– Po prostu czasami bardzo przypominasz mi Kserkse-sa. Gdy włożyłeś mi w rękę ten kubek kawy, skojarzyło mi się z tym, jak Kserkses wtyka mi nos w dłoń, gdy chce, żebym go pogłaskała. Co ja mam z wami zrobić?
– Pogłaskać. – Przesunął palcami po jej karku. Emelina zadrżała.
– Czy chcesz mnie w ten sposób przeprosić za to, że oskarżyłeś mnie o uwodzenie biednego Joe'ego?
– Może. – Westchnął. – Nie przywykłem do przepraszania, Emmy.
– Spróbuj.
Usłyszała, że wciągnął oddech, po czym powiedział równym tonem:
– Przepraszam, Emmy. Nie powinienem był tak się na ciebie rzucać bez powodu.
– Nie, nie powinieneś – przyznała gładko.
– Po prostu jestem trochę przewrażliwiony na tym punkcie.
– Nie masz prawa! – zawołała, wciąż zwrócona twarzą do okna.
– I ty to mówisz? Po ostatniej nocy? – Nadal przesuwał pieszczotliwie palcami po jej karku.
– To, co zdarzyło się ostatniej nocy, nie daje ci do mnie żadnych praw, Julianie – powiedziała.
– Myślę, że sama nie wierzysz w to, co mówisz, kochanie. Wiesz chyba, że teraz, kiedyjuż jesteś moja, nie mam zamiaru oddać cię żadnemu mężczyźnie – odparł Julian z napięciem. -Ale nie wpadaj w panikę. Nie będę cię popędzać.
– Nawet nie potrafię powiedzieć, jak bardzo jestem ci wdzięczna! – zdobyła się na sarkazm.
– Cieszę się. A teraz, skoro już wyczerpaliśmy temat, proponuję, żebyśmy przeszli do następnego. Chciałem ci dzisiaj zaproponować kolację w restauracji na wybrzeżu. Ale nie mam tu samochodu, więc musielibyśmy pojechać twoim.
– Czy to zaproszenie obejmuje również Joe'ego?
– To nie wchodzi w grę. Joe zaraz po założeniu podsłuchu wyjeżdża. Nie wróci, dopóki go nie przywołam.
– A kiedy to nastąpi? – zapytała zaczepnie. -Wtedy, gdy będę miał powody do przypuszczeń, że coś się nagrało na taśmach zainstalowanych w domu Leightona. A teraz przestań mnie prowokować, kochanie. Do dwudziestego ósmego zostały nam jeszcze cztery dni.
– Jeśli sądzisz, że będę się tu kręcić dokoła ciebie, żebyś nie umarł z nudów… – zaczęła, ale on natychmiast jej przerwał. Podszedł o krok bliżej i wyjął kubek z jej dłoni. Pocałunek przywołał wszystkie wspomnienia namiętnej nocy i skutecznie uciszył Emelinę. Gdy Julian odsunął się od niej, oboje mieli przyspieszone oddechy.
– Zapraszam cię tylko na kolację. Nie do łóżka – powiedział.
Julian przebywał z nią prawie bezustannie, ale nie próbował zaciągnąć jej do łóżka. Chodziła z nim i z Kserksesem na długie spacery po plaży, czasami także do wsi na kawę i po pocztę. Wyprawy do wioski przynosiły jej pewną satysfakcję: otwarte spojrzenia i ciche szepty ustały. Najwyraźniej po wiosce rozniosło się, że pan Colter nie ma ochoty być przedmiotem otwartych dociekań. Nikt też nie próbował już więcej ostrzegać Emeliny, że dobiera sobie niewłaściwych przyjaciół.
– Sterroryzowałaś ich, kochanie – zauważył Julian.