– Chcesz powiedzieć, że to ty ich sterroryzowałeś, a ja tylko uświadomiłam im ryzyko, na jakie się narażają. Julianie, czy nie przeszkadza ci, że wszyscy tak o tobie gadają?
– Nieszczególnie. Przyjechałem tu, bo potrzebowałem odpoczynku i samotności. Dzięki podejrzanej reputacji uzyskałem jedno i drugie. Usłyszałem kilka przyciszonych uwag na swój temat, a poza tym nikt mnie nie zaczepiał – odrzekł swobodnie.
– Oprócz mnie – zauważyła Emelina sucho. – Popsułam wszystkie twoje plany dotyczące spokoju i izolacji, prawda?
– Ty – odrzekł miękko – sprawiłaś, że cała ta wycieczka nie była stratą czasu.
Emelina napotkała jego ciepłe spojrzenie i zebrała się na odwagę.
– Julianie, dlaczego właściwie przyjechałeś do Ore-gonu na urlop?
– Próbowałem uciec przed stresami w pracy – odrzekł łagodnie.
Co nie znaczy absolutnie nic, pomyślała, i pospiesznie zmieniła temat.
– Julianie, dzisiaj jest dwudziesty ósmy. Może wieczorem dowiemy się czegoś kompromitującego o Ericu Leightonie.
– Może.
– Brzmi to sceptycznie.
– Kochanie, mówiłem już, że twój plan jest raczej bezsensowny. Widać w nim dużą wyobraźnię, ale…
– Ale myślisz, że nic nam z niego nie przyjdzie? W takim razie po co zawracałeś sobie i Joe'emu głowę z zakładaniem podsłuchu?
– Bo zawsze staram się dotrzymać zobowiązań ze swojej strony. Tak jak i ty – odpowiedział po prostu.
Gdy Julian wieczorem odprowadzał Emelinę, w domu Leightona nadal nie było żadnych oznak życia. Julian pozwolił jej wejść na szczyt urwiska i rozejrzeć się szybko, by mogła się upewnić, że niczego nie przeoczyli.
– Emmy, jeśli cokolwiek zdarzy się dzisiaj w tym domu, będziemy to mieli na taśmie. Masz się nie zbliżać sama do tego miejsca, słyszysz?! – nakazał kategorycznie.
– Słyszę, Julianie – westchnęła.
– Nie martw się – powiedział z krzywym uśmieszkiem – nic przez to nie stracisz. Siedź w domu do rana. I myśl o mnie – dodał. Pociągnął ją w ramiona i pocałował szybko i mocno. Kserkses trącił ją nosem w rękę, domagając się czułego pożegnania, i po chwili Emelina patrzyła na dwie postacie płci męskiej oddalające się drogą. Czy Julian miał rację? Czy nic się dzisiaj nie stanie? I co wtedy zrobi? Bardzo liczyła na to, że jej plan przyniesie efekty. Jeśli nie, będzie musiała wymyślić jakiś inny sposób ochrony Keitha.
Wyglądało na to, że Julian chętnie poczyniłby dla niej kolejne kroki. Z lekkim dreszczem Emelina opuściła firankę i poszła do łóżka. Będzie się zastanawiać nad innymi możliwościami dopiero wówczas, gdy jej pierwotny plan nie przyniesie żadnych efektów. Nie ma sensu martwić się na zapas. Już i tak ma wobec Juliana wystarczające zobowiązania.
Ta myśl sprawiła, że nie mogła zasnąć przez następne dwie godziny. W końcu zirytowana odrzuciła kołdrę i poszła do kuchni sprawdzić zawartość lodówki.
Księżyc świecił jasno i nie musiała zapalać światła, stała więc w mroku i gryzła krakersa z serem topionym, gdy nagle w pewnej odległości zobaczyła tylne światła samochodu. Ktoś jechał w stronę plaży. Ściśle biorąc, ktoś jechał w stronę domu Erica Leightona. Emelina przełknęła resztę krakersa i poczuła, że w jej żyłach zaczyna płynąć czysta adrenalina. A więc jednak coś się tej nocy miało wydarzyć! Nie myliła się!
Pobiegła do sypialni. W ciemnościach znalazła tenisówki, spodnie i czarny sweter. Zakaz Juliana poszedł w zapomnienie. Emelina wysunęła się z domu i ruszyła w stronę morza.
Na skraju urwiska położyła się na brzuchu i ostrożnie zerknęła na plażę. Miała rację. Samochód, który wcześniej zauważyła, dużym łukiem dojeżdżał właśnie do domu Leightona po żwirowej drodze prowadzącej od dalszego końca plaży. Emelina obserwowała samochód, drżąc z zimna w wilgotnym nocnym powietrzu. Czy Erie Leighton znajdował się w środku?
Auto zatrzymało się na tyłach domu. Człowiek, który z niego wysiadł, w jednej ręce niósł papierową torbę, a w drugiej walizkę. Emelina wpatrywała się w mrok, usiłując sobie przypomnieć, jak dokładnie wyglądał Leighton. To musiał być on. Kto inny mógłby tu przyjechać o tej porze?
Przesunęła się o cal dalej po krawędzi urwiska. Gdy drzwi domu zamknęły się za mężczyzną, wzięła głęboki oddech i chyłkiem przekradła się w dół, na plażę.
Co tam może się dziać? Dlaczego nikogo więcej nie było w pobliżu? Co się znajdowało w tej walizce? Emelina zeszła z urwiska i ukryła się za skalnym nawisem. Na szczęście plaża była nierówna i kamienista. W skałach wzdłuż krawędzi urwiska z łatwością można było znaleźć schronienie.
Nikt więcej jednak nie przyjechał i wyglądało na to, że w domu nic się nie dzieje. Emelina przeczołgała się wzdłuż odkrytego kawałka plaży i dotarła do dużej skały w pobliżu domu. Skuliła się za nią i dla rozgrzewki przesunęła dłońmi po ramionach. Dlaczego, do diabła, nie wzięła żadnej kurtki? Zamarznie, jeśli będzie musiała czekać tu długo.
W tej samej chwili usłyszała za plecami cichy dźwięk i natychmiast zapomniała o chłodzie. Odwróciła się instynktownie, zareagowała jednak zbyt wolno. Twarda dłoń nakryła jej usta i ktoś pociągnął ją na piasek u podnóża skały. Jakiś mężczyzna nakrył ją swym ciałem i unieruchomił.
– Cicho bądź i przestań się szamotać, ty kretynko!
– zazgrzytał wściekle głos Juliana.
Uczucie ulgi było obezwładniające. Julian ostrożnie zdjął rękę z jej ust i przyciągnął ją do siebie.
– Zachowuj się cicho – polecił.
Skinęła głową, z trudem łapiąc oddech. Ciepło jego ciała było bardzo przyjemne. Przysunęła się bliżej. Julian otoczył ją ramieniem, wychylił się za krawędź skały i spojrzał w stronę domu.
– Cholera! – szepnął. – Teraz jesteśmy tu uwięzieni. Do brzegu przybija łódź.
– Łódź?
– Cicho. Mówię poważnie, Emmy. Ani słowa, dopóki nie znajdziemy się bezpiecznie w domu. Wierz mi, wtedy będziesz miała wiele powodów, by krzyczeć! Mówiłem, żebyś tu dzisiaj nie przychodziła! Jak śmiałaś być tak nieposłuszna? Boże drogi, kobieto, spiorę ci ten twój uroczy tyłek pasem!
Do brzegu zbliżała się wiosłowa łódź, w której siedziały dwie osoby, a Leighton – to musiał być on – schodził po schodach na ich spotkanie.
Łódź przybiła do brzegu i wszyscy trzej ruszyli w stronę domu. Gdy przechodzili przez plażę, Emelinie i Julianowi udało się pochwycić fragmenty prowadzonej przyciszonym głosem rozmowy:
– Jezu, jak zimno. Masz jakąś kawę, Leighton?
– Tak, kupiłem po drodze. Ty zawsze narzekasz na zimno, Dan, nawet w środku lata!
– No cóż – zauważył trzeci mężczyzna filozoficznie – biorąc pod uwagę zyski, jakie przynoszą nam te małe wycieczki, mnie osobiście nie przeszkadza, że trochę zmarznę po drodze.
– Wszystko zgodnie z planem? – zapytał krótko Leighton.
– Och, tak. Charlie siedzi na statku i czeka, aż wrócimy z towarem.
– Charlie? A co się stało z tym poprzednim facetem?
– W głosie Leightona zabrzmiał niepokój.
– Zgarnęli go w zeszłym tygodniu w gejowskim barze za palenie skręta – roześmiał się mężczyzna.
– Możesz to sobie wyobrazić? Przez dwa lata wozimy tu bez żadnych przeszkód poważny towar, a ten kretyn daje się zamknąć za marihuanę!
– Gliny pewnie namierzały bar, a on miał pecha, że znalazł się tam akurat niewłaściwego wieczoru – rzekł drugi. -Ale wszystko będzie w porządku. W przyszłym miesiącu wróci do pracy.
Dalszego ciągu rozmowy nie usłyszeli, gdyż mężczyźni weszli po rozchwianych schodkach na ganek i zniknęli we wnętrzu domu. Po chwili, która wydawała jej się wiecznością, Emelina poruszyła się pod ciężarem Juliana.