Gniew zniknął z jego oczu i w jego miejsce pojawiło się coś w rodzaju rozbawienia. Uciszył ją, kładąc dłoń na jej ustach.
– Proszę cię, Emmy, wystarczy już na dzisiaj. Ranisz moje uczucia!
– Wątpię, byś miał jakiekolwiek uczucia oprócz tych… tych, które właśnie ujawniłeś, gdy mnie całowałeś – zakończyła bezradnie.
– Masz na myśli inne niż seksualne? – podpowiedział. – No cóż, przyznaję się do nich. – Spojrzał na swoje wciąż napięte ciało, a Emelina z przerażeniem uświadomiła sobie, że jej wzrok powędrował w ślad za jego spojrzeniem. Pośpiesznie oderwała oczy od jego sylwetki i wpatrzyła się w ogień na kominku. – Ale mam także i inne uczucia, Emmy – dodał Julian miękko.
– Chciałabym już pójść do domu.
– Dobrze. – Bez dalszych protestów sięgnął po kurtkę i gwizdnął na Kserksesa. – Chodźmy.
Odprowadził ją do drzwi i zaczekał, aż wejdzie. Dopiero gdy dobiegł go odgłos przekręcanego klucza, niechętnie zawrócił w stronę swojego domu. Emelina nigdy się nie dowie, jak niewiele brakowało, by tego wieczoru zlekceważył wszystkie jej nerwowe protesty. Zacisnął szczęki. Chłodna bryza znad oceanu mierzwiła mu włosy i chłodziła ciało. Pomyślał, że może ten chłodny wiatr podziała podobnie jak zimny prysznic i pomoże mu się uspokoić. Do diabła, dawno już nie pragnął kobiety tak mocno i natarczywie. Przypomniał sobie miękkie kształty jej piersi i ud i nieświadomie zacisnął dłonie w pięści. Wiedział, co znaczy fizycznie pragnąć kobiety, ale niespodziewanie dla samego siebie od Emeliny Stratton chciał czegoś o wiele ważniejszego niż tylko zwykłe fizyczne zaspokojenie. Ponuro przyznał przed samym sobą, że pragnął zostać obdarzony tą samą lojalnością, którą ona gotowa była dać kochanej przez siebie osobie, Chciał wiedzieć, jakie to jest uczucie, posiadać kobietę, która byłaby wobec niego całkowicie lojalna. Kobietę, która wytrwałaby przy jego boku przeciwko całemu światu, gdyby zaszła taka potrzeba. Kobietę, która oddałaby mu się całkowicie.
Zawarł z nią układ i Emelina wydawała się przygotowana na to, by go dotrzymać ze swej strony. Jak jednak się zachowa, gdy on przedstawi jej rachunek? Czy naprawdę zapłaci cenę, której on miał zamiar zażądać? Czy odpłaci mu tym, czego pragnął – honorem, lojalnością i wiernością?
Pomyślał z ironią, że w wieku prawie czterdziestu lat staje się romantykiem. Czy przyjechał na to odludzie po to, by przechodzić kryzys średniego wieku? Co się z nim dzieje? Emelina Stratton nic mu nie jest winna. W każdym razie, jeszcze nie. No cóż, trzeba zacząć od początku. Emelina pozwoliła mu zbliżyć się do siebie tylko dlatego, że potrzebowała pomocy.
Kserkses automatycznie skręcił na ścieżkę prowadzącą do domu. Julian przywołał go gwizdnięciem i razem podeszli do skraju urwiska. Przystanęli i z góry patrzyli na pusty dom na plaży. Julian wbił ręce w kieszenie, podniósł kołnierz kurtki i ponuro myślał o historii, którą opowiedziała mu Emelina. Nie wątpił już, że to była prawda, ale nadal uważał jej plan za bezsensowny. Skrzywił się lekko i pomyślał, że jego kobieta ma bardzo bujną wyobraźnię.
Jego kobieta. Jak to dobrze brzmiało. – Jutro wieczorem zabierzemy ją do tego domu i rozejrzymy się tam trochę. Prawdopodobnie nie znajdziemy żadnego dowodu przestępstwa leżącego na środku podłogi, ale w każdym razie sprawi to na niej wrażenie, że staram się wypełnić zobowiązania – podzielił się swym postanowieniem z Kserksesem.
Odwrócił się i ruszył w stronę domu.
Kładąc się do łóżka w jakiś czas później, przypomniał sobie uczucie głębokiego wewnętrznego zadowolenia, które go ogarnęło, gdy otworzył drzwi i zobaczył ją na ganku. Leżał na plecach z rękami pod głową i wpatrywał się w sufit. Słusznie postąpił, zwabiając ją propozycją pomocy. Obserwowanie postępów jego planu sprawiało mu pewną satysfakcję, która jednak nie była w stanie zrekompensować fizycznego rozczarowania.
Emelina zaś robiła, co mogła, by oderwać się od wspomnienia chwil spędzonych z Julianem, ale następnego ranka czuła się jak po przepiciu. Jej niepokój nie miał nic wspólnego z kłopotami brata. Zrobiła sobie dzbanek kawy i ponura usiadła przy oknie.
Usłyszała radosne szczeknięcie Kserksesa i pukanie do drzwi. Skrzywiła się. Ten pies był wart swego pana. Za wszelką cenę usiłował wkraść się w jej łaski.
– Och, dzień dobry, Julianie – powiedziała słabym głosem, otwierając drzwi.
Julian skierował oskarżycielskie spojrzenie na kubek kawy w jej dłoni.
– Kserkses i ja nie widzieliśmy cię dziś rano na drodze. Nie poszłaś do wsi na poranną kawę.
– Mhm, to dlatego, że postanowiłam wypić kawę w domu. – Nie chciała się przyznać, że bała się zaryzykować przejście obok jego domu.
– Czy robisz dobrą kawę? – zapytał Julian bez zahamowań.
Emelina omal nie jęknęła na głos.
– Nie – odrzekła z nadzieją, ale to go nie zniechęciło.
– No cóż, nie jestem zbyt wybredny. – Wyraźnie czekał na zaproszenie.
– Napijesz się? – zapytała z rezygnacją. -Już myślałem, że nigdy mi tego nie zaproponujesz.
– Zanim zdążyła mrugnąć okiem, wszedł do środka i odesłał Kserksesa na dywanik przed kominkiem. -Właściwie to wstąpiłem, żeby zapytać, czy chciałabyś pójść ze mną dziś wieczorem. Mam zamiar rozejrzeć się trochę po domu Leightona – ciągnął swobodnie, siadając na krześle przy oknie.
– Och, tak! – Emelina ożywiła się po raz pierwszy tego ranka i szybko nalała mu kawy. -Kiedy idziemy?
– Myślę, że około zachodu słońca, żebyśmy nie musieli używać latarek. Światło mogłoby ściągnąć czyjąś uwagę. – Przyjął od niej kubek i ostrożnie upił łyk. Przełknął i przymrużył oczy. -Miałaś rację -rzucił sucho. – Teraz już rozumiem, dlaczego co rano] chodziłaś na kawę do wsi!
– Jeśli nie smakuje ci moja kawa, to możesz wyjść – powiedziała Emelina zaczepnie.
– Nie ośmieliłbym się zachować tak niegrzecznie – odrzekł Julian z galanterią. – Ale jutro rano musisz pozwolić, żebym zabrał cię do wioski albo sam zrobił ci kawę!
Z jakiegoś powodu Emelinie wróciło poczucie humoru.
– Kochaj mnie razem z moją kawą – rzuciła lekko i w jej błękitnozielonych oczach zamigotał śmiech.
– Myślałem, że mówi się: „kochaj mnie razem z moim psem" – odparł Julian swobodnie, ale jego oczy zabłysły.
– Nic z tego. – Spojrzała ostrożnie na leżącego j spokojnie dobermana. – Takie psy nie są po to, by je kochać. Są tresowane do okrucieństwa. Na psy wartownicze, obronne, do zabijania.
Kserkses podniósł łeb.
– Nie sądzę, żebyś w pełni rozumiała Kserksesa. Ani mnie.
Zanim Emelina zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, Kserkses, który pojął, że jest w centrum uwagi, zręcznie podniósł się na cztery łapy, przebiegł przez pokój i położył łeb na jej kolanach. Poczuła na sobie spojrzenie jego inteligentnych brązowych oczu. Nie miała innego wyboru, musiała go pogłaskać.
– Gdybym się nauczył znosić twoją kawę, czy ty mogłabyś się nauczyć znosić mojego psa? – zapytał Julian nieco zbyt łagodnie, patrząc na nią z uwagą.
– Zawarliśmy już jeden układ, Julianie. Julian nie pozostał długo. Emelina pomyślała tępo, że może nie chciał jej znużyć swoją obecnością. Powinna być szczęśliwa, że nie zobaczy go aż do wieczora, ale wraz z
Julian wrócił tuż przed zmierzchem. Miał na sobie dżinsy i starą flanelową koszulę. Kserkses został w domu.
– Chyba nie będziemy go potrzebować – powiedział Julian do Emeliny. – Na takiej wyprawie tylko by przeszkadzał. Poza tym na pewno zostawiłby ślady łap w kurzu na podłodze. – Spojrzał z aprobatą na jej dżinsy i obcisły sweter.