Выбрать главу

Nic z tego wszystkiego nie rozumiała. Przecież jedynym zwierzchnikiem D'Eona powinien być Ludwik XV.

1 dlaczego D'Eon przestraszył się, kiedy Rothgar wymienił nazwisko hrabiego? Czyżby rzucił mu w ten sposób wyzwanie? Cała ta sprawa wymagała dalszych wyjaśnień.

Ale markiz kłaniał się już kolejnym osobom. Wprost nie mogła za nim nadążyć. Bała się, że znowu zaangażuje się w jakieś ryzykowne przedsięwzięcie, a ona nie będzie mu mogła pomóc. Czuła, że znienawidzi tę złotą klatkę, jaką był królewski dwór. Musi jednak wytrwać do końca.

Weszli do środka i Diana zaczęła się rozglądać po ponurym wnętrzu. Jak dobrze, że to nie tutaj znajduje się królewska rezydencja. Stare, przyciemnione ściany wydawały się ociekać jeszcze krwią, a w korytarzach rozbrzmiewały echa okrzyków skazańców. Ilu wśród nich było jej przodków? Co najmniej paru. Nastawiła uszu, żeby sprawdzić, czy nie woła jej któryś z hrabiów z rodu Arradale.

Nie, to przecież są rozmowy, poprawiła się. Ale jakoś brakuje im wesołości i beztroski, do których przyzwyczaiła się w swoim zamku. To prawda, że po wyjeździe Rosy, zrobiło się trochę smutno. Ale z pewnością nie tak ponuro jak tutaj.

Serce zabiło jej mocniej, kiedy weszli do wielkiej, pozbawionej mebli sali przyjęć. Widziała teraz miejsce, gdzie siedziała para królewska w otoczeniu swego dworu. Większość gości składała jej ukłon powitalny, ale osoby nowe zatrzymywano na krótką rozmowę, co było oczywiście przejawem królewskiej łaski. Diana zauważyła, że niektórzy goście wychodzili zaraz po powitaniu i żałowała, że sama nie może tego zrobić.

Kiedy przyszła jej kolej, Bey poprowadził ją do tronu, a ona złożyła głęboki ukłon królewskiej parze. Królowa wskazała gestem, że może wstać. Jednak tym razem Diana czekała aż Rothgar poda jej ramię, co spotkało się z wyraźną aprobatą króla. Oboje z małżonką przyglądali jej się tak, jakby spodziewali się zobaczyć jakieś monstrum.

– Witamy w Londynie, lady Arradale – powiedziała królowa, kładąc dłonie na swym wielkim brzuchu.

Mówiła z silnym niemieckim akcentem i nie grzeszyła urodą. Miała nieco małpią twarz i wyłupiaste oczy.

– Z radością przyjęłam zaproszenie Waszej Królewskiej Mości. Diana ponownie się skłoniła.

Zapomniała już, że królowa jest taka młoda. Miała przecież zaledwie dziewiętnaście lat. Ale wiek nie miał tu niestety żadnego znaczenia. Król był o rok młodszy od hrabiny, ale mógł z nią igrać niczym z małym dzieckiem.

Królowa ściągnęła brwi.

– Słyszeliśmy, że odziedziczyłaś, pani, tytuł i majątek po ojcu. To bardzo dziwne, bardzo dziwne.

– Tak, nawet w Anglii nie zdarza się to często, Wasza Królewska Mość – przyznała Diana.

– To straszny ciężar, prawda?

– O, tak – potwierdziła, dodając w myślach, że nigdy nie chciałaby się go wyzbyć.

– Więc tym dziwniejsze, pani, że nie wyszłaś jeszcze za mąż.

Więc od razu atak! Tego się nie spodziewała. Miała nadzieję, że znajdzie w sobie tyle pokory, by stosownie odpowiedzieć królowej.

– Niestety, najjaśniejsza pani, nie znalazłam jak dotąd nikogo, kogo mogłabym pokochać.

W oczach królowej Charlotte pojawiły się cieplejsze tony.

– Das ist gut. Ale nie powinnaś, pani, za bardzo zwlekać, bo z czasem będzie ci jeszcze trudniej znaleźć odpowiedniego kandydata – ostrzegła ją. – Porozmawiamy o tym później. Na razie zostań z nami, jako nasza dama dworu.

Królowa ustaliła to już wcześniej, ale teraz oficjalnie poinformowała o tym wszystkich. Tego rodzaju „nominacje" uważano za wielki honor. Szkoda, że Diana miała na ten temat zupełnie inne zdanie.

– To dla mnie prawdziwy zaszczyt, Wasza Królewska Mość. Skłoniła się raz jeszcze królewskiej parze i mogła przejść

dalej. Pierwsza potyczka skończona, pomyślała. Jednak w tym momencie król podniósł się ze swego miejsca.

– Chwileczkę, lordzie Rothgar. Słyszeliśmy, że napadli na was francuscy bandyci! Czy to możliwe?! W środku Anglii, co?!

– To niefortunny wypadek, najjaśniejszy panie.

– Niefortunny?! – Król cały poczerwieniał. – Wysłaliśmy już pułkownika Allenby'ego, żeby zajął się tą sprawą. Nie pozwolimy, żeby coś takiego działo się tuż pod Londynem. Nic ci się nie stało, panie?

– Zupełnie nic, najjaśniejszy panie – zapewnił Rothgar.

– A lady Arradale? – Król spojrzał na nią, ale Diana wiedziała, że nie powinna się odzywać.

– Była tylko przerażona, Wasza Królewska Mość. Diana błogosławiła swój puder i farbę, którą miała na

twarzy. Próbowała też zrobić odpowiednią minę.

– To w pełni zrozumiałe, co? – Król skinął głową. – Słyszeliśmy, że aż czterech bandytów nie żyje. Wiemy, panie, że jesteś prawdziwym mistrzem, ale to i tak nieprawdopodobne. Musisz nam o tym opowiedzieć, co? Nie teraz -dodał po namyśle. – W apartamentach królowej.

Diana myślała, że parsknie śmiechem, ale markiz skinął poważnie głową.

– Tak jest, najjaśniejszy panie. Jeśli chcesz, mogę tam odwieźć lady Arradale.

Król Jerzy zgodził się łaskawie i już przeszedł do dalszych obowiązków. Diana cieszyła się, że spędzi więcej czasu z Beyem. Ciekawe, czy przemyślał tę propozycję, czy też uległ chwilowej słabości?

Trudno było zgadnąć, patrząc na niego. Oprowadzał ją po sali, przedstawiając kolejnym osobom. Jak się okazało, Diana budziła powszechne zainteresowanie. Rzadko widywało się przecież utytułowaną dziedziczkę rodu. Zwykle tytuły, a co za tym idzie i majątek, przechodziły na męskich potomków. Zapewne, z wyjątkiem królowej, była najbogatszą kobietą na sali.

Paru przedstawionych jej dżentelmenów zajrzało nawet zalotnie w oczy hrabiny. Diana wiedziała, że stanowi dobrą partię i trudno jej będzie wymigać się od małżeństwa, jeśli król zdecyduje, że ma wyjść za mąż.

Przypomniała sobie spojrzenie, jakie wymieniła królewska para na jej widok. Być może Jerzy III i Charlotte spodziewali się, że wpadnie na salę ubrana w spodnie i surdut. To była jeszcze jedna krzycząca niesprawiedliwość. Jeśli jakaś kobieta uchodziła za silną, wszyscy oczekiwali, że będzie się ubierać i zachowywać jak mężczyzna.

Pomyślała, że powinna porozmawiać o tym z Beyem. Niestety, w najbliższym czasie nie będzie miała ku temu okazji. Musi już teraz nastawić się na rozmowy o niczym. Nie powinna zdradzić się z tym, że interesują ją poważne tematy.

Sala powoli pustoszała, ale ani ona, ani Rothgar nie mogli jej jeszcze opuścić. Czekali na królewskie przyzwolenie. Oczywiście Diana potrafiła ukryć zmęczenie czy znudzenie, choć nie ćwiczyła tego zbyt często. Za to markiz czuł się tutaj jak ryba w wodzie.

– Wyczerpana? – szepnął, widząc jej minę.

W sali nie było krzeseł. Wszyscy musieli stać w towarzystwie królewskiej pary.

– Raczej zniecierpliwiona – odparła.

– Cierpliwość jest najlepszym lekarstwem na wszystko.

– Plaut – mruknęła wznosząc oczy ku niebu. – Musiałam to kiedyś napisać sto razy po łacinie.

Rothgar zaśmiał się bezgłośnie.

– Ciekawe, dlaczego?

– Nie twoja sprawa! – warknęła i poruszyła parę razy swoim wachlarzem.

Damy i dżentelmeni wokół pogrążeni byli w rozmowie na błahe tematy. Będzie jej trudno przetrwać najbliższe tygodnie. I oby Bóg dał, żeby nie stały się miesiącami.

– Będzie mi tutaj ciężko – wyznała szczerze. Markiz rozłożył ręce w teatralnym geście.

– Obawiam się, że nie jestem w stanie powiedzieć niczego, co by nie brzmiało jak pouczenie albo wykład.

Diana dostrzegła w jego oczach wesołe iskierki. Czyżby z niej kpił?

– Wobec tego sama zajmę się czytaniem Marka Aureliusza – powiedziała. – Bardziej mi odpowiadał. Zwłaszcza -te cytaty, które musiałam przepisywać z „Myśli".