Выбрать главу

Fandorin odsunął się.

– Uchowaj B-boże. Nigdy nie trzymałem w rękach miecza!

– To tylko jeden cios! Ja pana nauczę. Godzinkę poćwiczymy na bambusowym kiju i pójdzie panu świetnie! Proszę! Okaże mi pan nieocenioną przysługę!

Widząc wyraz twarzy rozmówcy, inspektor stracił rezon. Z wysiłkiem wziął się w garść.

– Dobrze! – powiedział głucho. – Proszę wybaczyć, że prosiłem. To słabość. Bardzo się wstydzę.

Ale Erast Pietrowicz wstydził się jeszcze bardziej. W świecie jest tyle rzeczy o wiele ważniejszych niż podrażniona miłość własna, zazdrość czy nieszczęśliwa miłość! Choćby dążenie do prawdy i sprawiedliwości. Czyste ręce. Poświęcenie się w imię sprawiedliwości.

– Proszę posłuchać – ze wzburzeniem przemówił radca tytularny, ściskając dłoń Japończyka. – Jest pan rozumnym, nowoczesnym, wykształconym człowiekiem. Cóż to za barbarzyństwo rozcinać sobie brzuch! Przeżytek średniowiecza! Przecież kończy się dziewiętnasty wiek! Przysięgam panu, że wkrótce coś wymyślimy!

Lecz Asagawa nie słuchał.

– Nie mogę tak żyć. Pan, Europejczyk, nie zdoła tego pojąć. Trudno. Niech będzie bez sekundanta! Nie będę czuł bólu. Przeciwnie, uwolnię ból, który spala mnie od wewnątrz. Ten łajdak zdradził wielkiego człowieka, który mu zaufał! Kopnął mnie szpicem buta niczym grudkę łajna, a teraz napawa się zwycięstwem! Nie mogę patrzeć, jak tryumfuje draństwo! Zbrodniarz Suga naczelnikiem policji! Pyszni się w nowym mundurze przed lustrem, urządza się w swym nowym majątku Takarazaka! Nie wątpi, że ma cały świat u stóp. To nie do zniesienia!

Erast Pietrowicz zmarszczył czoło. Takarazaka? Gdzieś słyszał tę nazwę.

– Co to za p-posiadłość?

– Wspaniała siedziba w pobliżu stolicy. Suga wygrał ją w karty kilka dni temu. To szczęściarz, ma mocną karmę!

I tu Fandorin przypomniał sobie podsłuchaną w gabinecie Bullcoksa rozmowę. „Cóż, Onokoji, to bardzo po japońsku dać komuś reprymendę, a po tygodniu nagrodzić go awansem”. Książę odpowiedział: „To nie nagroda, tylko zajęcie wakansu. Lecz za zręcznie wykonaną robotę nie minie go i nagroda. Otrzyma na własność podmiejską posiadłość Takarazaka. Ach, jakież tam śliwy! Jakie strumyki!”. A więc wygląda na to, że rozmawiano o Sudze!

– Co się z panem dzieje? – spytał inspektor, patrząc na Fandorina ze zdziwieniem.

Ten wycedził powoli:

– Wydaje mi się, że wiem, co powinniśmy zrobić. Dowodów rzeczowych nie mamy, lecz możliwe, że będzie świadek. Albo w ostateczności informator. Jest człowiek, który zna prawdziwe tło zabójstwa.

I Fandorin opowiedział o obrotnym dandysie, handlarzu cudzych tajemnic. Asagawa słuchał chciwie, jak skazaniec aktu ułaskawienia.

– Onokoji mówił, że „Suga zręcznie wykonał robotę”? A więc książę istotnie wie sporo!

– W każdym razie więcej niż ja i pan. Ciekawe, któż to wynagrodził intendenta tak szczodrze. Czy dałoby się wyjaśnić, do kogo posiadłość należała wcześniej?

– Do jednego z krewnych zdetronizowanego szoguna. Ale Takarazakę od dawna wystawiono na sprzedaż. Mógł ją kupić, kto chciał, jak też i przegrać w karty. Łatwo to będzie ustalić.

– Ale co począć z księciem? Trudno marzyć, że złoży dobrowolnie zeznania.

– Złoży – z pewnością siebie oznajmił inspektor. – Dobrowolnie i z czystego serca. – Na policzkach Asagawy wystąpił rumieniec, głos Japończyka stał się energiczny i dźwięczny. Trudno było uwierzyć, że zaledwie minutę wcześniej człowiek ten przypominał żywego trupa. – Onokoji jest wydelikacony i słaby, a przede wszystkim hołduje wszelkim możliwym nałogom, w tej liczbie i zakazanym. Dotąd go nie tykalem, uważając, że ten nierób jest w gruncie rzeczy nieszkodliwy. Przy tym ma mnóstwo możnych protektorów. Ale teraz go przytrzasnę.

– Za co?

Asagawa zamyślił się nie dłużej niż parę sekund.

– Niemal co dnia używa sobie w Numerze Dziewiątym. To najsławniejszy jokohamski burdel, wie pan?

Fandorin zaprzeczył ruchem głowy.

– Ach tak, jest pan przecież u nas od niedawna… Można tam znaleźć towar na każdy gust. Na przykład dla miłośników dziewczynek gospodarz prowadzi tak zwaną pensję. Trafiają tam trzynasto-, dwunasto-, a nawet jedenastolatki. To wbrew prawu, ale jak długo w Numerze Dziewiątym pracują same cudzoziemki, nie mieszamy się, nie nasza jurysdykcja. Onokoji to wielki amator takich smarkul. Każę gospodarzowi (ma wobec mnie zobowiązania), żeby dał znać, kiedy tylko książę znajdzie się sam na sam z dziewczynką. I wtedy trzeba go będzie wziąć. Ja sam, niestety, nie mogę, aresztowanie przeprowadzić musi policja municypalna.

– Czyli że znów popracujemy z sierżantem Lockstonem – Erast Pietrowicz skinął głową. – A proszę powiedzieć: czy nie ma wśród tych małoletnich prostytutek poddanych rosyjskich? To uzasadniłoby mój udział w sprawie.

– Jest bodaj jedna Polka – przypomniał sobie Asagawa. – Nie wiem tylko, jaki ma paszport. Pewno żadnego, bo jest przecież nieletnia.

– Królestwo Polskie wchodzi w skład Cesarstwa Rosyjskiego, wobec czego nieszczęsna ofiara nierządu może się jak najbardziej okazać moją rodaczką. Tak czy owak, wice – konsul ma obowiązek to sprawdzić. No cóż, inspektorze, rozmyślił się pan co do krojenia sobie brzucha?

Radca tytularny uśmiechnął się, lecz Asagawa był poważny.

– Ma pan rację – rzekł w zamyśleniu. – Seppuku to przeżytek średniowiecza.

W plecy Fandorina uderzyło coś niedużego i miękkiego. Obejrzał się: piłka krykietowa. Któryś ze sportsmenów posłał ją zbyt daleko od celu.

Podniósłszy elastyczną skórzaną kulkę, Erast Pietrowicz zamachnął się i rzucił ją na przeciwległą stronę placyku. Kiedy zaś znów obrócił się do krzaków, inspektora już nie było. Chwiały się tylko białe kiście akacji.

Zawraca w głowie.

Przywodzi do szaleństwa

Biała akacja.

Łut szczęścia

– No cóż, warto spróbować – rzekł Wsiewołod Witaljewicz, mrużąc zaczerwienione oczy. – Gdyby zdołał pan zdemaskować intendenta, byłby to dla stronników wojny tęgi cios. A pański udział w śledztwie nie tylko oczyszcza nas z podejrzeń o uczestnictwo w zamachu na Ōkubo, lecz i wydatnie wzmocni rosyjskie wpływy w Japonii.

Fandorin zastał konsula w szlafroku, przy porannej herbacie. Rzadkie włosy Doronina obejmowała siatka, z otwartego kołnierzyka sterczała chuda szyja, z wystającą grdyką.

Obayashi-san z ukłonem zaoferowała gościowi czarkę, ale Erast Pietrowicz odmówił, kłamiąc, że już pił. Tymczasem ani pić, ani jeść wciąż mu się nie chciało. Zniknęła za to apatia, serce biło silnie i równo. „Instynkt łowiecki jest równie pierwotny i potężny jak miłosny” – pomyślał radca tytularny i ucieszył się, że wraca mu nawyk racjonalizacji własnych uczuć.

– Raportować panu ambasadorowi o pańskich nowych planach nie będziemy. – Doronin, odstawiając mały palec, podniósł do ust czarkę, lecz nie wypił. – Zaraz powierzyłby sprawę kapitanowi-lejtnantowi Bucharcewowi, który bezbłędnie wszystko skopie.