Выбрать главу

– Twój dziadek nigdy o nim nie wspominał.

– O swoim własnym bracie?

– Zdarzają się różne rzeczy. Po niektórych przejściach rodziny się rozpadają.

Na przykład po takich przejściach, jak jej znajomość z Hansem, agentem obcego wywiadu?

Ani ojciec, ani córka nie wypowiedzieli tej myśli głośno. Erin wstała, wyjęła blaszane pudełko ze swojej dużej torby i pokazała ojcu papiery.

– Dopóki się nie przekonałam, że diamenty są prawdziwe, miałam wątpliwości, czy cały ten spadek to nie jakieś jedno wielkie oszustwo. Szczerze mówiąc, po przeczytaniu „Pawia z Antypodów” pomyślałam sobie, że stryjeczny dziadek Abe wymyślił sobie to wszystko w jakimś australijskim szpitalu dla wariatów. Proszę. Sam zobacz. Podobno są tutaj wskazówki, jak odnaleźć kopalnię.

Przez kilka minut jedynym dźwiękiem w pokoju był suchy szelest papieru, kiedy Windsor szybko przeglądał kartki i podawał je współpracownicy. Przeczytawszy piątą stronę podniósł wzrok.

– Czy reszta jest taka sama? – zapytał córkę.

– Inne słowa, ale styl ten sam.

Westchnął, przerzucił pozostałe strony i wziął od Faulkner pierwszą kartkę.

– Kiedy się to czyta drugi raz, wydaje się jeszcze gorsze – ostrzegła Erin. – Czytałam to już wiele razy, używając wszelkich technik i sztuczek, jakich nauczyłam się jako piątkowa studentka literatury angielskiej.

– I co? – zapytał Windsor.

– Nie znalazłam żadnych ukrytych znaczeń. Bohater je surową wątrobę krokodyla, pije, rozprawia o czarnych łabędziach, pije, sika, pije, ugania się za wszystkim, co się rusza, i… nie, znów je surowe mięso krokodyla i sika. Aha, jeszcze pije. Czy już o tym wspominałam?

– To może być jakiś szyfr albo kod – zasugerowała Faulkner.

– Zgodzisz się, żebyśmy to przepisali i wysłali do Waszyngtonu, do analizy?

– Podejrzewam, że przydałby się jakiś Australijczyk jako ekspert – powiedziała Erin. – Na przykład, dlaczego w tytule jest paw? Czy to częste ptaki w Australii?

– Nic nie wiem na ten temat – odparł Windsor. – Moi rodzice byli Australijczykami, ale nigdy nie opowiadali o swoim życiu na tym kontynencie.

– To trochę dziwne, nie sądzisz?

Windsor wzruszył ramionami.

– Takie drobne rodzinne dziwactwa. Jak uganianie się za kopalnią diamentów, która być może wcale nie istnieje, ale i tak można zapłacić za nią życiem.

Erin wzruszyła ramionami równie energicznie jak ojciec.

– Dziecinko, dlaczego to robisz? Co takiego znajdziesz w Australii, czego tutaj nie ma? Mityczną kopalnię jakiegoś zwariowanego starca? Tego właśnie chcesz od życia?

– To byłby niezły początek – odparowała. Potem westchnęła i postarała się ubrać w słowa to, czego nie potrafiła sformułować nawet w myślach. – Po „Arktycznej Odysei” nie przychodziło mi do głowy nic, co naprawdę pragnęłabym robić. Odnalazłam trochę spokoju w Arktyce, ale już nie wierzę, że moja przyszłość jest z nią związana. Może znajdę sens życia w Australii. Może nie. Nie dowiem się tego, dopóki tam nie pojadę.

– A tutaj, w Ameryce?

– Gdybym tu została, i tak nie widywalibyśmy się częściej niż wtedy, kiedy wyjechałam na Alaskę

– Dziecinko…

– Właśnie o to chodzi – przerwała mu spokojnie. – Nie jestem dziecinką. Od siedmiu lat sama decyduję o wszystkim, co mnie dotyczy.

Windsor na chwilę zamknął oczy, ale zaraz je otworzył i spojrzał na córkę. Była taka podobna do kobiety, którą kochał i utracił, kiedy pijany kierowca zboczył ze swojego pasa jadąc z szybkością stu czterdziestu kilometrów na godzinę.

– Spróbuj ty, Nan – odezwał się w końcu. – Mówiłem ci, że nie pozwoli mi zająć się spadkiem.

Stanął przy oknie, plecami do pokoju, wyraźnie odcinając się od tego, co miało tu za chwilę nastąpić.

– Sama mam dziecko – zaczęła Faulkner, zapalając cienką cygaretkę. – Gdyby to jemu przytrafiła się podobna sytuacja, też stanęłabym przy oknie i pozwoliła twojemu ojcu tłumaczyć mu podstawowe prawdy o świecie. Twój ojciec to dobry człowiek, ale jest osobiście zaangażowany w tę sprawę, więc nie on reprezentuje tu interesy agencji, tylko ja.

Erin czekała bez ruchu, kiedy Faulkner zaciągnęła się cygaretką i wydmuchnęła smugę dymu.

– Zastanówmy się nad kilkoma scenariuszami tej historii – ciągnęła Faulkner. – Jeśli założymy, że Abe był po prostu szalony i na jego stacji nie ma nic oprócz bydła i much, to nie ma problemu. Pojedziesz do Australii, zamieszkasz tam albo wrócisz do domu. Nic wielkiego. Zgadza się? – Erin skinęła głową. – Bardzo ładny scenariusz – stwierdziła kobieta, wyglądając przez okno. – Dobrze by było, gdyby okazał się prawdziwy. Ale coś mi mówi, że tak nie będzie.

– Dlaczego? To, że mój ojciec zdecydował się żyć w świecie spisków, zdrady i kłamstw, nie oznacza, że ja też muszę w nim zamieszkać.

– Dopóki nie zostałaś spadkobierczynią Abe'a, miałaś wybór. Teraz już go nie masz. Rozważ taki scenariusz. Może te diamenty są prawdziwe, ale nie zostały znalezione w Australii. Możliwe, że ukradli je w Namibii rebelianci, żeby zakupić za nie broń.

– W takim razie, skąd się wzięły u Abe'a?

– Czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Najczęściej droga przemytu diamentów prowadzi przez Egipt do europejskich lub amerykańskich centrów obróbki. Niewykluczone, że niektórzy przyjaciele Abe'a byli przemytnikami. A może okradali przemytników albo znali kogoś, kto to robił. Może Abe sam był przemytnikiem? Co ty na to, Matt?

– Mam nadzieję, że tak było, bo wtedy Erin nie groziłoby w Australii wielkie niebezpieczeństwo. Przemytnicy z pewnością nie szukaliby z nią kontaktu, żeby kupić, sprzedać czy przechować swój towar. Nielegalne pochodzenie diamentów wyjaśniałoby też, dlaczego Erin ostrzeżono przed kontaktami z ConMinem. Kartel prawdopodobnie okazałby się prawowitym właścicielem diamentów.

Erin nie podobały się te teorie, ale układały się w logiczną całość, a była za inteligentna, żeby je zbyć machnięciem ręki.

– Ale ten scenariusz wciąż nie rozwiązuje zagadki „skarbca” Abe'a – ciągnął Windsor. – Czy to jest po prostu skrytka, w której przechowywał kradzione namibijskie kamienie? Jeśli tak, to jednak Erin narazi się w Australii na pewne niebezpieczeństwo, ponieważ przemytnicy będą wiedzieli o tej kryjówce.

– Twój ojciec ma rację – powiedziała Faulkner, patrząc na Erin. – Niebezpieczeństwo byłoby mniejsze, gdyby Abe był tylko przemytnikiem albo łącznikiem szajki. Mogłabyś pojechać do Australii w obstawie doborowych goryli i demonstracyjnie udawać, że szukasz diamentów na terenie stacji. Nic byś nie znalazła. Wyjechałabyś do interioru robić zdjęcia i zniknęłabyś wszystkim z oczu. Potem nikt już by cię nie niepokoił. – Długi pióropusz dymu wydobył się z wydatnych ust Faulkner. – Oto jeszcze jeden scenariusz. Powiedzmy, że Abe był kompletnie stuknięty. Załóżmy, że naprawdę odkrył kopalnię diamentów gdzieś na swoich terenach, kopalnię, z której można uzyskać dziesiątki, a nawet setki kilogramów diamentów takich jak te tutaj. – Faulkner widziała, jak na twarzy Erin maluje się najpierw niedowierzanie, potem zastanowienie i wreszcie troska. – No, właśnie – mówiła dalej. – Wchodziłyby tu w grę sumy pieniędzy, które dają coś więcej niż bogactwo. One dają władzę i wpływy polityczne. Za taką władzę ludzie, korporacje i narody zdolne są zabijać.

– Ja tego nie chcę – powiedziała Erin.

– To, czego chcesz, i to, co dostaniesz, to są dwie zupełnie różne rzeczy – odparła Faulkner i ciągnęła nieubłaganie: – Scenariusz numer cztery. Czy masz pojęcie, ile w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat uruchomiono kopalń, które dają diamenty klasy jubilerskiej?

– Nie.

– A ja wiem. Przeprowadziłam analizę, której wyniki leżą teraz zamknięte w skarbcu w Wirginii. Nowe kopalnie uruchomiono w Związku Radzieckim, w Australii, w kilku afrykańskich republikach, które słuchają każdego gwizdnięcia kartelu. Rosjanie się z tym kryją i wymyślają jakieś ideologiczne historyjki, ale oni też słuchają ConMinu, bo kartel kontroluje wypływ ich kamieni w świat. Australia postąpiła tak samo. Uruchamia się bardzo niewiele nowych kopalń, może jedną na dziesięć lat.