Выбрать главу

– Nic dziwnego. Diamenty to rzadkość.

– To przy każdej okazji powtarza nam ConMin – odparła Faulkner. – Kartel diamentowy zatrudnia setki geologów, którzy prowadzą badania na całym świecie. To najlepsi specjaliści, elita fachowców. I nigdy, powtarzam, nigdy, nie znaleźli nowej kopalni. Ani razu. W ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat jedyne nowe kopalnie zostały odkryte przez badaczy nie związanych z ConMinem, którzy pracowali na terenach dokładnie już przebadanych przez kartel. Czy to ci coś sugeruje?

– Może geolodzy ConMinu nie są tacy dobrzy albo po prostu nie mają szczęścia. Istnieje też możliwość, że kartel nie chce żadnych nowych kopalń – odparła Erin.

– Odpowiedź szybka, zwięzła i celna. Szkoda, że tak nie znosisz pracy swojego ojca. Przydałabyś się nam, ale tylko jeśli zdecydowałabyś się używać swoich szarych komórek. Pomyśl o tych tajemniczych diamentach i o ostrzeżeniach, o ConMinie i skarbcu Szalonego Abe'a. ConMin trzyma rękę na każdej nowej kopalni, w dowolnym miejscu na świecie, jeśli kopalnia dostarcza znaczącej ilości diamentów jubilerskich. Ten monopol ma znaczenie polityczne i ekonomiczne.

– Masz na myśli tę diamentową oś? – Erin nie chciała wierzyć w te słowa, ale wątpliwości stawały się coraz mniej usprawiedliwione.

– Właśnie – potwierdziła Faulkner. – Równowaga sił to delikatne ustawianie szalek. Kiedy coś jest aż tak delikatne, nie trudno to zburzyć. W tej chwili Stany Zjednoczone bardzo by chciały zyskać kontrolę nad kopalnią diamentów, która dałaby mocną pozycję przetargową w rozmowach z kartelem. Inne kraje też wiele by za to dały.

– Rozumiesz teraz? – zapytał cicho Windsor. – Jeśli Szalony Abe rzeczywiście miał kopalnię diamentów, jej obecny właściciel zostanie ruchomym celem. Obawiam się, że ty nie potrafiłabyś wystarczająco szybko paść na ziemię i zejść z linii strzału. Ja to umiem. Dziecinko, pozwól mi załatwić tę sprawę.

Erin w milczeniu podeszła do okna. Chociaż nieświadomie, stanęła tuż przy ścianie, żeby widzieć, pozostając w ukryciu. Światła miasta jak fale jeziora omywały podnóże czarnych gór.

– Spodobałby się wam Cole Blackburn – odezwała się w końcu. – On też chce, żebym się wycofała z tej gry. Mam się z nim jutro spotkać i odpowiedzieć na jego ofertę wykupienia spadku.

– Ile ci oferuje?

– Trzy miliony dolarów.

– Taka suma i te trzynaście diamentów zrobiłyby z ciebie bardzo bogatą kobietę – zauważył szybko Windsor. – Nigdy już nie musiałabyś robić niczego, na co nie masz ochoty. A ile pieniędzy chciałabyś dostać?

– Jeśli więcej niż trzy miliony, to znam inwestorów, którzy przelicytują Blackburna – wtrąciła gładko Faulkner. – Wszyscy bylibyśmy bardziej zadowoleni, gdyby spadek trafił w ręce amerykańskiego inwestora, a nie takiego wolnego strzelca jak Blackbum.

W pokoju na chwilę zaległa cisza. Erin spojrzała na leżące na stole diamenty. Nawet w mrocznym pokoju wypływało z nich światło jak sekretny szept. Znikało, kiedy odwracała głowę, błyszczało na załamaniach powierzchni i znów niknęło. Kryształy zafascynowały ją jak nic przedtem. Nawet arktyczny lód nie zrobił na niej takiego wrażenia.

– Dziękuję, nie – powiedziała łagodnie. – Zachowam spadek. Co do ostatniego nie odkrytego diamentu.

Rozdział dziewiąty

Cole Blackbum siedział z nogami na stole do map i spoglądał ponad Los Angeles na ciągnącą się w odległości dwudziestu kilometrów czarną połać Oceanu Spokojnego. Starał się skupić nad wpisywaniem nowego zestawu danych komputerowych na sporządzoną przez LandSat mapę Australii Zachodniej, która leżała przed nim. Zapał do pracy gasiła myśl, że ten wysiłek na nic się nie przyda. Szalony Abe należał do dinozaurów: Nie pasował do dwudziestego wieku i jego tajemnicy nie sposób było odgadnąć za pomocą nowoczesnych metod.

Z drugiej strony, Cole nie miał nic innego do roboty, jak tylko przeglądać mapy satelitarne, do czasu kiedy Erin zdecyduje się sprzedać spadek. Jeśli się zdecyduje. Jeśli nie, będzie się musiał uciec do pomocy skryptu dłużnego, w który przezornie zaopatrzył go Wing. Cole'owi nie podobało się takie wyjście, ponieważ nie wyłączało Erin z gry. Wolałby wykupić jej prawo do spadku i zakończyć tę sprawę.

Spojrzał na zegarek i stwierdził, że ma jeszcze wolną godzinę do czasu, kiedy Erin z ojcem stawią się na spotkanie w BlackWing. Pojawienie się Matthew Windsora nie zaskoczyło go, ale nieco komplikowało bieg wydarzeń. Miał nadzieję, że Windsor namówi córkę do sprzedaży i odwiedzie ją od rozgrywek z diamentowym tygrysem.

Cole wiedział też, że ojciec Erin pracuje dla CIA, a CIA jest bardzo zainteresowane kartelem diamentowym. Korporacje, klany i instytucje rządowe w jednym są do siebie podobne – każda z nich wymaga od swoich pracowników całkowitej lojalności, poświęcenia dzieci, żon i prywatnego życia dla większej chwały całej zbiorowości. Każdego niezależnego człowieka trzeba było dla zasady uwieść, zastraszyć, przekupić lub usunąć. Niezależność jest jak klątwa dla ConMinu, Centralnej Agencji Wywiadowczej i rodziny Chen.

Jeśli Matthew Windsor jest oddanym oficerem CIA, bez wahania użyje spadku córki jako narzędzia w jakiejś politycznej rozgrywce Stanów Zjednoczonych. Jeśli zaś jest wyjątkowo zdemoralizowanym graczem, wykorzysta córkę, nic jej o tym nie mówiąc.

Zapadający mrok zmieniał szyby w oknach na trzydziestym ósmym piętrze w półprzezroczyste lustra. Wciąż było widać miasto, ale odblaski z pokoju migotały na szklanej tafli, ilekroć Cole się poruszył.

A nawet kiedy trwał nieruchomo.

Zaledwie jego mózg zarejestrował to zjawisko, jednym ruchem wyskoczył zza biurka. W jego dłoni zalśniło ostrze noża. Szybko, bezgłośnie podszedł do drzwi łączących dwa pomieszczenia biura.

– To robi wrażenie – odezwał się głos w sąsiednim pokoju. – Ale pistolet ma większy zasięg. A tak przy okazji, nazywam się Matthew Windsor. Mogę to udowodnić, jeśli tylko pozwolisz mi sięgnąć do kieszeni.

Cole popatrzył na wysokiego, dobrze zbudowanego mężczyznę, który stał w drzwiach wychodzących na korytarz. Nieznajomy miał chłodny i pewny siebie wyraz twarzy. Jego oczy były tego samego kształtu i koloru co oczy córki.

– Przyszedłeś wcześniej, niż było umówione – odezwał się Cole i płynnym ruchem schował nóż do ukrytej w rękawie pochwy.

– Nikt nie wie, że tu jestem, i chciałbym, żeby tak zostało.

Strumyk adrenaliny popłynął w żyłach Cole'a, pobudzając każdy nerw ciała.

– Co zrobiłeś ze strażnikiem?

– Nie martw się. Nie ukryłem żadnych zwłok w schowku.

Strażnik dyżurujący przy windzie był bardzo miły. Właśnie poszedł po szklankę wody, żebym mógł zażyć swoje lekarstwo na serce.

– Dopilnuję, żeby jeszcze raz go przeszkolono. Może znajdziemy mu pracę w szpitalu. – Cole ruchem ręki wskazał na korytarz. – Proszę przodem.

– Ostrożny z ciebie człowiek.

– Chcę żyć wystarczająco długo, żeby zażywać lekarstwa na serce.

Windsor roześmiał się cicho i wyszedł na korytarz. Cole zamknął drzwi i skinął kciukiem w prawo.

– Tędy. Piąte drzwi po lewej to sala konferencyjna.

Kiedy mijali kolejne biura, Windsor się rozglądał. Zatrzymał się przed piątymi drzwiami po lewej, nacisnął klamkę i cofnął się.