Выбрать главу

– Zamknięte.

– Przedtem ci to nie przeszkadzało – odparł Cole, otwierając kluczem drzwi.

Kiedy zapalił światło, zalśniły kremowo-rdzawe okładziny z egzotycznego australijskiego drewna jarrah.

Windsor bez żadnych wstępów zwrócił się do geologa:

– Gdybym wiedział, kto ci rozkazuje, mógłbym zdecydować, czy nie zwracać na ciebie uwagi, czy wyeliminować cię z gry.

Cole nie pocieszał się myślą, że Windsor blefuje. Mimo siwych włosów, ojciec Erin miał mocne ciało i sprawny umysł. Poza tym wprawiał się w brudnych grach przez dwadzieścia lat dłużej niż Cole Blackbum.

– Nikt mi nie rozkazuje – odparł zwięźle geolog. – Tylko tak lubię pracować i nie będę tego zmieniał.

– Nikt nie jest niezależny.

– I kto to mówi, Windsor? Tajny agent czy ojciec Erin?

– Tymczasem załóżmy, że tajny agent, który widzi wiele ciemnych kart w teczce opatrzonej nazwiskiem Blackbum. Przede wszystkim, jesteś zabójcą. Masz na ten temat coś do powiedzenia?

– Konkretnie, o który przypadek ci chodzi?

– Zacznijmy od tego, co się zdarzyło, kiedy miałeś osiemnaście lat i zaciągnąłeś się do piechoty morskiej, żeby uniknąć więzienia za zamordowanie człowieka.

Cole podszedł do skórzanego fotela ustawionego u szczytu stołu konferencyjnego i usiadł. Zastanawiał się, dlaczego Windsor stara się wyprowadzić go z równowagi – i dlaczego mu się to udaje.

– To było zabójstwo, a nie morderstwo – wyjaśnił. – Nieszczęśliwie zakończona bójka w barze.

– Martwy człowiek to martwy człowiek.

– Jeśli chodzi o wstąpienie do piechoty morskiej, to tam, skąd pochodzę, był to częsty sposób na uniknięcie więzienia.

– Zostałeś więc zwiadowcą w piechocie morskiej – podsumował chłodno Windsor. – Dobre miejsce dla morderców.

– Skończ z tymi bzdurami. Nie będziesz mi wypominał przelanej krwi. Sam niejednego wyprawiłeś na tamten świat.

– Niektórzy lubią widok krwi. Inni są na nią obojętni. Do których ty należysz?

– Ani do jednych, ani do drugich.

Po chwili Windsor skinął głową, jakby taka odpowiedź go zadowoliła.

– Uzupełnijmy luki w twojej kartotece. Jak ci się udało z żołnierza zmienić się w geologa bez ukończenia college'u?

Zapadła cisza, w czasie której Cole zastanawiał się, czy odpowiadać na to pytanie. W końcu wzruszył ramionami. Przecież to nie miało znaczenia…

– Mój sierżant służył w wielu krajach i w każdym uczył się czegoś nowego o kamieniach i geologii. Opowiadał o tym każdemu, ale tylko ja naprawdę go słuchałem. To on kupił mi pierwszy kompas firmy Brunton i pomógł mi zrozumieć podstawowe podręczniki do geologii. To był wspaniały gość.

Windsor znowu skinął głową.

– Nazywał się Marcel Arthur Knudsen, tak?

Po raz pierwszy Cole był zaskoczony.

– A więc to oznaczała litera M przed nazwiskiem. Nigdy mi tego nie powiedział.

– Stara się to ukryć.

– Skąd, u diabła, go znasz.

– Mamy wspólnych znajomych – odparł Windsor. – Wciąż jeszcze są w Pentagonie ludzie, którzy uważali go za ósmy cud świata. Od czasu służby wojskowej dużo podróżowałeś. Na przykład po Zairze.

– Tak, byłem tam. – Cole uśmiechnął się niewyraźnie. – Ile kosztowało twoich ludzi wykupienie Thompsona z więzienia w Kinszasie?

– W przeciwieństwie do ciebie, Agencja nie uznała tego za zabawne. Gdyby policja polityczna dowiedziała się, kim naprawdę jest Thompson, zostałby rozstrzelany. O mały włos twoja sztuczka by go wykończyła.

Uśmiech Cole'a stał się tak samo zimny jak spojrzenie.

– Serce mi pęka, kiedy cię słucham. Thompson chciał mnie zabić. I prawie mu się to udało. Jeśli jeszcze raz będzie próbował, dobiorę mu się do skóry tak, że popamięta.

Windsor mruknął coś pod nosem.

– Muszę przyznać, że sprawiedliwie rozdzielasz ciosy – powiedział. – Tak samo potraktowałeś tego agenta KGB w Kairze. Kiedy to było? Chyba w osiemdziesiątym drugim, co?

– Więc Schmelling rzeczywiście pracował dla KGB? Myślałem, że jest tylko wyjątkowo wrednym typkiem zajmującym się handlem przemycanym towarem.

– Był pułkownikiem wywiadu.

– Gdybym to wtedy wiedział, skończyłby jako jedne z tych zwłok, którymi tak się przejmujesz.

– To nie byłoby słuszne pociągnięcie. Był podwójnym szpiegiem, pracował również dla nas. Schmelling był dla nas wiele ważniejszy, niż Thompson mógł sobie zamarzyć.

– Ale nie dla mnie. Był mi tak samo przydatny jak mój brazylijski wspólnik.

– Ten, którego zabiłeś?

– Ten, który wbił mi nóż w plecy, ale nie udało mu się trafić w żaden ważny narząd. Potem miał tego gorzko pożałować.

– Długo nie pożył.

– Dwa miesiące. Wystarczy.

– Wydaje ci się, że straszny z ciebie twardziel, co?

Cole wolno potrząsnął głową.

– Jestem po prostu człowiekiem, który chce, żeby go zostawiono w spokoju. To niektórych drażni, i to bardzo. Zaczynają mi wchodzić na kark, a ja tego nie lubię i atmosfera z miłej robi się napięta. A dlaczego ty chcesz mi wejść na kark, Windsor? Czy CIA chce mnie usunąć z tej rozgrywki? Czyżby agencja rościła sobie prawo pierwokupu do spadku Erin?

– Nie wiem. Wiem tylko, że bardzo mi się nie spodobało to, co zobaczyłem w twojej kartotece. Jesteś niebezpieczny i nie można ci ufać. Jeszcze nikomu nie udało się wziąć cię w ryzy, może oprócz tego starego, zgorzkniałego sierżanta w piechocie morskiej. Nie życzę sobie, żebyś się kręcił w pobliżu mojej córki.

– Nie staram się przecież o jej rękę. Próbuję tylko kupić spadek po jej stryjecznym dziadku.

Windsor zawahał się i głęboko nabrał powietrza.

– Właśnie w tym problem, Blackburn. Zdaje się, że Erin nie zamierza nic sprzedawać. Nie chce przyjąć mojej rady i pomocy ani odsprzedać swoich praw inwestorom wskazanym przez Agencję. Uparła się jak osioł i nic na to nie poradzę.

Przez chwile Cole nie wiedział, czy kląć ze złości czy wiwatować. Domyślał się, że Erin to kobieta, która sama podejmuje decyzje i bierze za nie odpowiedzialność, i że równie niechętnie poddaje się wszelkim ograniczeniom jak on. Jednak chociaż niezależny duch Cole'a cieszył się, że znalazł pokrewną istotę, to pragmatyczna część jego osobowości reagowała gniewem. Umiłowanie wolności Erin mogła przepłacić życiem.

Nie mówiąc już o życiu Blackburna.

– Cholera – powiedział głośno. W jego zmrużonych oczach zalśnił gniew i podziw, który go zaskoczył.

– No, właśnie – zgodził się Windsor. – Cholera. Moja córka jest śliczna, utalentowana i bystra, ale nie ma pojęcia o rozgrywkach z obcymi państwami i korporacjami. W zasadzie do tej pory robiła wszystko, żeby zachować prywatność i unikać ludzi.

– Dziwisz się?

– Nie. Czasami sam chciałbym uciec od świata. Ale to nie ja odziedziczyłem Kopalnie Śpiącego Psa, tylko Erin. Jeśli nie zechce sprzedać spadku, będzie musiała żyć w prawdziwym świecie.

– Albo umrzeć.

– Tego chcę uniknąć. Jakie jest twoje zdanie?

– Kobieta, która stworzyła „Arktyczną Odyseję”, jest warta więcej niż jej waga w diamentach.

Przez chwilę Windsor milczał zdziwiony, a potem wybuchnął śmiechem.

– Oni mieli rację. Trudno przewidzieć, jak zareagujesz.

– Jacy „oni”? – zapytał chłodno Cole. – Faceci od tajnych zadań, dla których pracujesz?

– Między innymi. – Windsor zawahał się, ale mówił dalej. – Pracuję dla CIA od trzydziestu dwóch lat. W tym czasie musiałem robić wiele trudnych rzeczy, ale jestem dumny z agencji, ze swoich zasług dla niej i z mojego kraju. – Cole mruknął coś niezobowiązująco. – Po raz pierwszy w swojej karierze przedkładam interes rodziny nad interesy agencji – oznajmił z prostotą.