Выбрать главу

Cole podejrzewał, że ojciec Erin nie kłamie. Jednak wiedział też, że to doskonale wyszkolony, doświadczony i wprawny agent, specjalista od tajnych zadań i manipulacji.

– To brzmi budująco – odparł z ironiczną uprzejmością. – Ale nie zapominaj, że wiem, jak zarabiasz na życie.

Windsor uśmiechnął się ponuro.

– Ostatniej nocy długo przeglądałem twoją kartotekę. Pod wieloma względami, i to tymi znaczącymi, jesteśmy do siebie podobni. Nigdy nie zdradziłeś przyjaciela ani nie zapomniałeś wroga. Chcę, żeby Erin została twoją przyjaciółką. Chcę, żebyś jej pomagał, nawet jeśli nie sprzeda ci działek Abe'a. W zamian zrobię wszystko, żeby ci pomóc. Nie zdradzę agencji, ale postaram się ułatwiać ci zadanie tak długo, jak będę mógł. Dostarczę ci informacji, danych logistycznych, czego tylko będzie ci trzeba. Kiedy nadejdzie odpowiedni czas i Erin zdecyduje się zająć czymś innym, zapewnię ci informacje o tym, w czyje ręce trafią kopalnie. Tylko dopilnuj, żeby przeżyła.

– Zrobię, co w mojej mocy.

Windsora na chwilę ogarnęła wściekłość. Nagle, patrząc w czyste, jasne oczy, zdał sobie sprawę, że Blackbum mówi szczerze. Zrobi wszystko, co w jego mocy.

– Dobrze – odparł cicho agent. – Jest jeszcze kilka szczegółów, których nie rozumiem.

– Czy to ma znaczenie?

– Być może. Jak testament Abe'a trafił w twoje ręce?

Cole pokręcił odmownie głową.

– Tego się spodziewałem – odparł chłodno Windsor. – Więc może mi wyjaśnisz, dlaczego człowiek, który tak sobie ceni niezależność, zaprzedał się jednemu z najbezwzględniejszych klanów Azji?

– To proste. Nie zaprzedałem się rodzinie Chen.

– Ale czy oni o tym wiedzą?

– To nie mój problem.

– Ale to będzie twój problem, jeśli zrobisz błąd i uznasz, że interesy Erin pokrywają się z interesami Chenów.

– Mam gdzieś interesy wuja Li – odparł zwięźle Cole. Po chwili Windsor szorstko skinął głową.

– Dobrze. Dzięki temu nie będę musiał zadawać sobie kłopotu, żeby usunąć cię z tej rozgrywki i wyszukać kogoś innego, kto znalazłby diamenty dla Erin; kogoś, kogo bym kontrolował. W agencji mamy z pół tuzina znakomitych geologów.

– Dobry jest jedynie Baker. Reszta nie dostrzegłaby gówna na białym obrusie. A on jest wypożyczony z ConMinu. Jeśli CIA będzie kiedyś rzeczywiście chciała znaleźć jakąś kopalnię diamentów, skontaktuj się ze mną.

– Przecież właśnie to zrobiłem – odparł Windsor z łagodnym uśmiechem.

Drzwi otworzyły się, zamknęły i Cole został sam w sali konferencyjnej. Wciągnął głęboko powietrze i wypuścił je bezgłośnie. Zastanawiał się, skąd wiele od niego młodsza Erin wzięła tyle odwagi, żeby przeciwstawić się swojemu staremu.

Rozdział dziesiąty

Erin wychodziła właśnie z pokoju hotelowego, kiedy zadzwonił telefon. Odebrała, spodziewając się, że to ojciec albo Nan Faulkner, która spokojnie, ale stanowczo nalegała, żeby uczestniczyć w spotkaniu z Cole'em Blackbumem. Słysząc dziwny pogłos w słuchawce Erin domyśliła się, że to rozmowa międzymiastowa, zanim jeszcze rozległ się głos Jeffreya Fishera, jej redaktora z Nowego Jorku. Jeff był w jej wieku i uchodził za wschodzącą gwiazdę wśród ludzi zajmujących się wydawnictwami artystycznymi. Był tak podniecony, że ledwie mógł mówić.

– Jak ty to robisz? – zapytał. – Jesteś chyba czarownicą. Rzucasz na ludzi uroki zza koła polarnego. Na pewno. Jesteś wiedźmą. Myślałem, że tylko ja czuję przed tobą respekt, ale teraz widzę, że do ciebie należy cały świat. Wszyscy dobijają się do twoich drzwi, gotowi rzucić ci do stóp sławę i pieniądze.

– Jeff, na miłość boską, co ty bredzisz? Zwolnij trochę.

– Mam zwolnić? Nie ma mowy, nie mogę. Zresztą nie mam powodu. Jak się dowiesz, co się stało, też będziesz skakała z radości. To życiowa szansa. Ten album zrobi z ciebie najsłynniejszego fotografika pod słońcem. To fantastyczne, niewiarygodne. To… – Zamilkł, szukając odpowiedniego słowa.

– Jeff, wyduś wreszcie, o co tu chodzi..

– O diamenty – wyszeptał.

Erin przebiegł zimny dreszcz.

– Co takiego?

– Diamenty. Zaproponowano ci właśnie, żebyś zrobiła album… Nie album, wielką księgę o tych najwspanialszych kamieniach na ziemi.

– Zaproponowano? – Odchrząknęła. – Naprawdę? Kto? Kiedy?

– Ludzie, do których należą wszystkie diamenty świata. Właśnie oni. Consolidated Minerals, spółka kontrolująca wydobycie każdej znaczącej kopalni diamentów. ConMin zdecydował się na współpracę przy tworzeniu najobszerniejszego i najdroższego studium swojego produktu, jakie dotychczas powstało. Chcą do tego zadania tylko jednego fotografika. Erin Shane. Zdaje się, że ktoś widział twoją „Arktyczną Odyseję” i doszedł do wniosku, że jeśli potrafisz wyczarować takie zdjęcia lodu, to aż trudno sobie wyobrazić, co zrobisz z najprawdziwszymi diamentami.

Erin zamknęła oczy i zastanawiała się nad tym zadziwiającym zbiegiem okoliczności. Fisher zdał sobie sprawę, że jego rozmówczyni wcale nie jest tak przejęta jak on.

– Słuchaj, kochana – odezwał się. – Zbyt długo przebywałaś na mrozie. Mózg ci zamarzł. Harry Conner oszalał na punkcie tego pomysłu, zwłaszcza że ConMin sfinansuje całe przedsięwzięcie. Zapowiada, że weźmie dużą zaliczkę, sześciocyfrową, a nawet większą. Jeśli dobrze to rozegrasz, twój agent może wyciągnąć dla ciebie siedmiocyfrową sumę. I mówię tu o cyfrach przed przecinkiem. Rzecz jasna, wchodzą w grę prawa autorskie na cały świat.

Erin wydała z siebie dźwięk, który mógł oznaczać zarówno radość, jak i rozpacz.

– Jeff…

– Tak, wiem, że to wydaje się zbyt piękne…

– Kiedy oni zadzwonili? – przerwała mu szorstko.

– Kto?

– ConMin.

– Pierwszy telefon dostałem mniej więcej godzinę temu. Dzwonił jakiś gość z holenderskim nazwiskiem, Hugh van Louk czy coś takiego. Właśnie w tej chwili omawia z Harrym szczegóły.

– Rozumiem.

– Nic nie rozumiesz, bo inaczej skakałabyś z radości jak ja – odparował Fisher. – Pamiętasz, co chciałaś robić kilka lat temu. Przecież to właśnie to. „Od diamentu do brylantu”. Tym razem ConMin wpuści cię na swój londyński przegląd. Teraz zgodzą się na wszystko, co zechcesz, i w dodatku zapłacą ci fortunę. To nie mogło się zdarzyć w lepszym momencie. Trzeba będzie przełożyć twój wyjazd do Europy, ale i tak miałem wrażenie, że wcale się tam nie wyrywasz.

Erin jeszcze kilka minut słuchała jego wynurzeń, zadała kilka pytań i zakończyła rozmowę. Chciała uwierzyć, że to zbieg okoliczności, ale nie mogła. Zastanawiała się, w jaki sposób ConMin tak szybko wpadł na jej trop.

Może ojciec będzie wiedział. Albo Cole. Żadna z tych myśli nie dodawała jej otuchy.

Przybyła do budynku BlackWing zdecydowana za wszelką cenę uzyskać odpowiedzi na swoje pytania. Cole czekał na nią przy drzwiach windy. Kiedy na niego spojrzała, zauważyła, że oboje mają na sobie ten sam strój co poprzedniego dnia, Widać było, że jego koszula i jej bluzka zostały wyprane i wysuszone w hotelowej pralni. Domyśliła się, że oboje lubią podróżować z minimalną ilością bagażu. To dziwnie poprawiło jej humor.

– Czy mój ojciec już jest? – zapytała.

– Strażnik jeszcze mnie nie powiadomił o jego przyjściu – odparł Cole. Nie skłamał, ale też nie powiedział całej prawdy. Zmrużył oczy widząc wywołane napięciem wyraźne bruzdki wokół jej oczu i ust. – Co się stało?

– Nie wiem. I nie dowiem się, dopóki nie otrzymam kilku odpowiedzi.

Zanim Cole zdążył się odezwać, zadzwonił telefon. Blackbum wysłuchał wiadomości i odłożył słuchawkę.