Выбрать главу

– Twój ojciec właśnie jedzie na górę. Towarzyszy mu jakaś kobieta.

– Nan Faulkner. Zajmuje się diamentami.

Po chwili zjawił się strażnik, prowadząc za sobą Matthew Windsora i jego współpracownicę. Mężczyźni przywitali się obojętnie, uścisnęli sobie dłonie i zajęli miejsca w sali konferencyjnej. Faulkner również usiadła, tylko Erin nadal stała. Spojrzała na pozostałą trójkę.

– Który z graczy najbardziej skorzysta na ujawnieniu wiadomości, że to ja jestem spadkobierczynią Abe'a? – zapytała.

– O co ci chodzi? – zdziwiła się Faulkner.

– Dokładnie o to, o co pytałam. Kto odniesie korzyść? Agencja? ConMin? Cole? Ja?

– ConMin – odparł Cole.

Faulkner i Windsor spojrzeli po sobie.

– ConMin – potwierdziła kobieta.

Erin zwróciła się do Cole'a:

– Oferują mi milion. Ile tobie zapłacili?

– Ani centa.

– Erin, o co ci, u diabła, chodzi? – zapytał ostro jej ojciec.

Odpowiedziała mu, nie odrywając wzroku od Cole'a.

– ConMin zadzwonił do mojego wydawcy z propozycją, dla której większość fotografików gotowa by była kogoś zamordować. Kartel proponuje mi wykonanie zdjęć do albumu o diamentach. W zasadzie ma to być coś w rodzaju najdogłębniejszej na świecie wielkiej księgi diamentów. I wszystko to dlatego, jak twierdzą, że jestem wspaniałym fotografikiem i robię niepowtarzalne zdjęcia. Tylko ja się do tego nadaję. ConMin jest tak urzeczony tym pomysłem, że wyraził chęć przeznaczenia na ten projekt okrągłego miliona dolarów.

– Chryste – wymamrotał Windsor.

– On chyba nie ma z tym nic wspólnego – zauważył Cole. – Kto do ciebie dzwonił?

– Jeff Fisher, redaktor, który zajmuje się moimi pracami. Harry Conner, wydawca, właśnie ustala szczegóły. Harry nie posiada się z radości, a Jeff myśli, że przejdzie do historii sztuki edytorskiej.

– A co ty o tym sądzisz? – zapytał B1ackbum.

Erin machnęła znacząco ręką.

– To dobry pomysł. Kilka lat temu starałam się zainteresować Jeffa albumem przedstawiającym drogę diamentu od wydobycia z ziemi do zamiany w dzieło sztuki jubilerskiej. Nie mógł załatwić mi wstępu do ConMinu. Nie chodziło o nic osobistego. Odmawiali wszystkim innym fotografikom i wydawcom z Nowego Jorku. Taką mieli zasadę. – Nabrała głęboko powietrza. – Dlaczego więc teraz zmienili zdanie?

– Proste – odparł Cole. – Odkryli, że jesteś spadkobierczynią Abe'a.

– Błyskotliwy wniosek, Watsonie – kpiąco odparowała Erin. – Kto z naszej czwórki przekazał wiadomość ConMinowi?

Nan Faulkner parsknęła cichym, niemal bezgłośnym śmiechem. Erin spojrzała na nią ostro.

– Matt, niepotrzebnie się martwisz o swoją małą córeczkę – oznajmiła kobieta. – Jest wystarczająco bystra, żeby uniknąć kłopotów. Pocieszę cię, Erin, że przeciek nie pochodzi z Agencji. Tylko Matt i ja wiedzieliśmy o tobie, a żadne z nas nie otworzyło ust.

– Ja też nie – odezwał się Cole.

– Udowodnij – zażądała Faulkner.

Wzruszył ramionami.

– Ja wiedziałem, gdzie jest Erin. ConMin stracił co najmniej dwa dni, żeby do niej dotrzeć przez wydawcę, co oznacza, że nie wiedzieli, gdzie jej szukać. Gdyby było inaczej, nie zwracaliby się przez pośredników, tylko osobiście złożyliby jej ofertę. Poza tym, ja też chcę kupić prawa do wydobycia, które odziedziczyła, więc na pewno nie ułatwiałbym ConMinowi zadania.

Erin zastanawiała się przez chwilę, a potem skinęła głową.

– W porządku. W takim razie, kto to zrobił?

– Nie wiem. – Cole spojrzał na Faulkner i znowu na Erin. – Kto dzwonił do wydawnictwa?

– Jakiś Hugh van Louk.

Faulkner ze świstem wypuściła powietrze.

– To Hugo van Luik, najtwardsza sztuka w całym ConMinie. Dyrektor do spraw operacji specjalnych w Dziale Handlu Diamentami – OHO. Ma jeszcze z pół tuzina równie tajemniczych tytułów, ale jego praca sprowadza się do jednego. Jeśli ConMin ma jakieś problemy, van Luik je rozwiązuje.

– Znasz go? – zaciekawiła się Erin.

– Widujemy się przez okrągły rok, co piąty poniedziałek. Szczerze mówiąc prosto stąd lecę do Londynu.

Cole spojrzał na Windsora.

– Od jak dawna pani Faulkner pracuje dla ConMinu?

– Nigdy dla nich nie pracowałam, skarbie – odparowała kobieta. – Na szczeblu doradczym reprezentuję interesy amerykańskiego przemysłu diamentowego, a nie ConMinu. Cholernie dużo ludzi w tym interesie chciałoby zająć miejsce kartelu na grzbiecie diamentowego tygrysa. Tylko nie udało się nam jeszcze wymyślić, jak to zrobić.

– Co piąty poniedziałek – powtórzyła Erin, przypominając sobie, czego się dowiedziała, kiedy pięć lat temu przygotowywała się do opracowania albumu o diamentach, którego nie chciał jej wydać Harry Conner. – Chodzi o przeglądy, tak?

Wyraźnie nakreślone czarnym ołówkiem brwi Faulkner uniosły się.

– Tak. – Zapaliła zapałkę i przytknęła płomień do wąskiej cygaretki. – Dziesięć razy w roku, zawsze w poniedziałek, spotykają się w Londynie przedstawiciele biznesu diamentowego z całego świata i otrzymują od ConMinu przydział. – Wydmuchnęła kłąb gryzącego dymu. – Doradcy rządowi, tacy jak ja, są informowani, jakie potrzeby ma DHD i ile surowca zakupi. Z drugiej strony, szlifierzom i handlarzom – kiedyś było ich trzystu, teraz zostało tylko stu pięćdziesięciu – pokazuje się ofertę i oznajmia cenę.

– Opowiedz jej o negocjacjach – polecił kpiąco Cole.

– O jakich negocjacjach?

– Właśnie o to mi chodziło. – Spojrzał na Erin. – Nie ma tam żadnych negocjacji. Kontrahenci ConMinu mogą tylko przyjąć ofertę albo ją odrzucić. Producenci diamentów dowiadują się, ile surowca zakupi kartel i jaką cenę zapłaci. Szlifierze i handlarze dostają określoną ilość diamentów po z góry wyznaczonej cenie. Jeśli decydują się na zakup, muszą zapłacić gotówką. Jeśli odmówią więcej niż raz, nigdy więcej nie są zapraszani, co w praktyce oznacza całkowite wyeliminowanie z rynku diamentów.

– I ConMin chce, żebym to fotografowała? – zdziwiła się Erin. – Jeśli tak prowadzą interesy, to pewnie lepiej byłoby zachować to w tajemnicy, a nie opisywać w książce.

Faulkner machnęła lekceważąco ręką.

– Kartel jest potężny, więc nie musi się tłumaczyć ani ukrywać. Jak długo działają poza Stanami Zjednoczonymi, więc poza zasięgiem ustawy antytrustowej Shermana, nic im nie grozi i mogą robić, co zechcą.

– To zupełnie jak OPEC – stwierdziła Erin.

– Prawie. – Kobieta skinęła głową. – ConMin jest równie potężny jak kiedyś OPEC. Różnica polega na tym, że świat może się obejść bez diamentów o wiele dłużej niż bez ropy. Musieliśmy złamać OPEC, nie było wyboru. Kartel diamentowy to zupełnie inna sprawa. Diamenty to luksus, nie konieczność. Inaczej już dawno rozprawilibyśmy się z ConMinem, tak jak to zrobiliśmy z ukochanym tworem szejka Yamani. To byłoby jedyne wyjście.

– Jeśli ConMin jest tak potężny, to dlaczego bawią się w te podchody z albumem o diamentach?

– Żeby móc się wszystkiego wyprzeć – wyjaśniła szybko Faulkner. – Ludzie stojący na czele kartelu nie są głupi. Gdybyś była jakąś anonimową Jane Smith, a nie córką Matta, podejrzewam, że zginęłabyś, zanim jeszcze udałoby ci się przeliczyć te trzynaście diamentów starego Abe'a. Ale jesteś córką Matta, więc ConMin musi stąpać ostrożnie. Pozornie sponsorują artystyczne przedsięwzięcie, a nie przeszkadzają Ci w odkryciu nowej kopalni. Wcale nie chcą ci ukręcić ślicznej główki, tylko zrzucają ci na nią deszcz pieniędzy. – Zaciągnęła się głęboko cygaretką. – Do diabła, dziecino! Będą cię zapraszać na wystawne kolacje, kusić olbrzymimi sumami i ani się obejrzysz, jak z własnej woli oddasz im swój spadek i jeszcze ucałujesz z wdzięczności w oba policzki. Przecież nawet nie wiesz, czy ta kopalnia rzeczywiście istnieje, zgadza się? – Erin przytaknęła. – Nawet jeśli istnieje, nie masz gwarancji, że ją znajdziesz. Więc ConMin wchodzi do gry oferując ci pewny milion i wydanie albumu, który przyniesie ci sławę. Tym chcą przebić ofertę Blackburna.