Na razie nic takiego nie zrobiła.
– Mnie też przyda się łyk świeżego powietrza – odparł.
– Daj mi trzy minuty. – Erin odwróciła się na pięcie i szybko pobiegła do swojego pokoju.
Wróciła szybciej, niż zapowiadała, właśnie gdy Cole wyjmował z szafy czarną kurtkę. Nie czekając na niego ruszyła do drzwi na korytarz.
– Erin!
Było jej tak spieszno, że nawet się nie zatrzymała. Cole szybko i bezszelestnie przebiegł przez pokój. Kiedy uchyliła drzwi na kilka centymetrów, położył jej ręce na ramionach i unieruchomił w miejscu. Krzyknęła przestraszona. Obejmował ją silnymi ramionami, był blisko, otaczał ją, zamykał w pułapce.
Erin zamarła, przypomniawszy sobie inny czas, inne drzwi i innego mężczyznę, który ją osaczył. Wspomnienia napłynęły jak dusząca czarna chmura i odebrały jej kontrolę nad własnymi czynami.
– Co ty, do cholery, wyprawiasz? – zapytał ostro Cole. – Nie możesz tak po prostu otworzyć drzwi i wyjść na korytarz, jakby…
Z nie artykułowanym okrzykiem Erin odwróciła się i ruszyła do ataku. Kantem dłoni wycelowała w szyję Cole'a. Z trudem udało mu się uniknąć ciosu. Zablokował udem kolano Erin, ale udało się jej uderzyć go głową w podbródek i stracił równowagę. Uważając, żeby jej nie zranić, schylił się, podciął jej nogi i pociągnął w dół, aż padła płasko na dywan.
Walczyła zaciekle i w milczeniu, stosując wszelkie chwyty, jakich się nauczyła w ciągu ostatnich siedmiu lat. Na darmo. Cole unikał ciosów z większą siłą i wprawą, starając się nie zrobić dziewczynie krzywdy. Szybko zdała sobie sprawę, że tylko marnuje energię. Znieruchomiała i czekała, aż weźmie jej bezruch za poddanie się.
Cole spojrzał z bliska w zielone oczy i zimny dreszcz przebiegł mu po skórze.
– Posłuchaj mnie, Erin, nie mam zamiaru cię skrzywdzić. Nie mogę pozwolić, żebyś beztrosko wychodziła na korytarz, zanim nie sprawdzę, czy kogoś tam nie ma. Nic ci nie zrobię. Jestem po twojej stronie.
Powtarzał jej to raz po raz, a Erin przyglądała mu się dzikim wzrokiem. Stopniowo jego słowa zaczęły przebijać się przez strach, który tłumił cały rozsądek.
– Rozumiem – wyszeptała. – Możesz mnie już puścić.
– Nie ma mowy – odparł szybko. Jego głos nie brzmiał teraz uspokajająco. – Nie puszczę cię, dopóki mi nie powiesz, dlaczego przed chwilą chciałaś mnie zabić.
– Przepraszam. Wpadłam w popłoch.
– Zauważyłem. Dlaczego?
Erin nie mogła wydobyć z siebie głosu. Zdała sobie sprawę, że Cole ma ją w swojej mocy, przygniata ją do podłogi ciężkim ciałem. Powinna być przerażona, ale nie była. Bardziej niż łagodne słowa koiło ją jego opanowanie. Zaatakowała go, a on tylko się bronił. Nawet teraz, mimo że krew płynęła mu z rozciętej wargi, a siniak na brodzie, tam gdzie go uderzyła, powoli ciemniał, Cole dbał tylko o nią.
– Nie skrzywdziłeś mnie – stwierdziła zdziwiona. – Nawet teraz nie sprawiasz mi bólu.
Zdziwienie w głosie Erin zaskoczyło Cole'a, ale zanim zdążył ją o to zapytać, sama spróbowała mu wszystko wytłumaczyć.
– Kiedy przyparłeś mnie do drzwi, wydawało mi się, że znów dopadł mnie Hans. Biegłam do drzwi, on mnie złapał, potem puścił, ja uciekłam, znowu mnie złapał i tak bez końca…
– Hans? – zapytał łagodnie Cole, chociaż jego oczy spoglądały twardo. Przez chwilę nie odpowiadała. – Mów do mnie, Erin. Przez najbliższy czas nie będziemy odstępować siebie ani na krok. Nie chcę znowu nastąpić na jakąś minę.
Zamknęła oczy. Cole miał rację.
– Hans to mój narzeczony sprzed siedmiu lat. Był taki duży jak ty, i taki silny. Boże, taki silny. – Erin zadrżała. Po chwili mówiła dalej, dziwnym, bezbarwnym głosem. – Zaskoczyłam go, kiedy przeglądał zawartość sejfu mojego ojca. Fotografował każdy dokument. Odwróciłam się i zaczęłam uciekać, ale za późno. On był taki szybki. Jak ty.
Cole czekał. Źrenice miał równie rozszerzone jak Erin.
– Kiedy próbowałam krzyczeć, uderzył mnie w szyję – wyszeptała. – Potem bił mnie po ramionach. Nie mogłam wołać o pomoc, oddychałam z trudnością, straciłam czucie w rękach, nie mogłam poruszać palcami. Udało mi się podbiec do drzwi, ale nie potrafiłam ich otworzyć. Ramiona nie chciały się poruszać, palce się nie zaciskały. Kiedy zmęczyło go moje kopanie, wybił mi kolana ze stawów. Nie byłam w stanie się ruszyć, ale nadal czułam i widziałam. Kiedy tylko zamykałam oczy, zaczynał mnie bić.
Głos uwiązł Erin w gardle, ale zaraz znowu zaczęła mówić, przerażającym, pozbawionym emocji tonem. Cole słuchał, mimo że czuł nieodparty przymus, żeby przerwać jej opowieść. Nie chciał słuchać niskiego głosu, którym opisywała, jak bardzo jej byłemu narzeczonemu seks kojarzył się z krwawym, okrutnym sportem.
Cole z trudnością hamował mdłości podchodzące do gardła. Zadziwiała go własna gwałtowna reakcja. Słyszał już potworniejsze historie, widział gorsze rzeczy, zwyrodniałe czyny zwane nieludzkimi, ponieważ zdrowi ludzie nie chcą uwierzyć, że człowiek może upaść tak nisko. Wiedział, że po tylu doświadczeniach to, co wyrządzono Erin, nie powinno go zaskoczyć ani oburzyć, a tym bardziej wprawić we wściekłość.
Jednak właśnie to czuł.
Słuchał z zaciśniętymi zębami, starając się opanować szarpiące nim gwałtowne emocje, połączenie rozpaczy i morderczej furii. Podobnie się czuł, kiedy Lai beznamiętnie usunęła ciążę i na rozkaz rodziny wyszła za mąż za innego mężczyznę.
Słowa Erin powoli cichły. Zauważyła, że Cole już dawno odsunął się na bok, nie przygważdżał jej do podłogi i tylko wolno głaskał jej włosy. Spojrzała mu w oczy i zobaczyła w nich smutek i gniew. Na ten widok łzy zakłuły ją pod powiekami. Bez namysłu zwinęła się w kłębek i przytuliła do niego. Potrzebowała ukojenia płynącego z jego ciepłego ciała. Zastanawiała się, czy i on kiedyś doznał takiego uczucia.
– Nic ci nie jest? – zapytał w końcu. Potrząsnęła głową.
– Sądziłam, że już zapomniałam. Ale nie zapomniałam. Nie do końca. Teraz czuję się lepiej. Jestem lżejsza. Jakbym unosiła się na wodzie. – Otarła się policzkiem o jego pierś i westchnęła przeciągle. – Dziękuję, że byłeś taki… delikatny.
– Jesteś pierwszą osobą, która mi to zarzuca – odparł z dziwnym uśmiechem.
Po chwili Erin podniosła wzrok i zobaczyła kroplę krwi wolno wzbierającą na dolnej wardze Cole'a. Dotknęła niewielkiej rany czubkami palców.
– Przepraszam.
– Nic nie szkodzi.
Jej palce zsunęły się niżej. Wyczuła lekkie wzniesienie tam, gdzie uderzyła go głową.
– Tutaj też cię zraniłam.
Cole starał się zdusić żywiołową reakcję na dotyk Erin.
Dziewczyna ze zmarszczonymi brwiami patrzyła na siniec. Dotknęła go jeszcze delikatniej, niemal pieszczotliwie. Zamknął oczy i powtarzał sobie, że Erin robi to nieświadomie.
– Przepraszam. Nie pomyślałam, co robię – powiedziała odsuwając rękę, kiedy dotarło do niej, jak bardzo napięte jest jego ciało. – Pewnie cię boli, jak dotykam.
Cole wydał z siebie dźwięk, który mógł być zduszonym jękiem lub stłumionym przekleństwem.
– Nic mnie nie boli. To bardzo przyjemne. Aż za bardzo – odparł wprost.
– Co takiego?
– Twoje palce. Moja skóra. Podoba mi się to połączenie. A tobie?
Erin zawahała się, a potem znowu dotknęła Cole'a. Milcząco przyznała, że to są raczej pieszczoty, nie poszukiwanie śladów po walce. Wolno odwrócił się na bok i znów zaczął gładzić jej włosy. Po chwili obwiódł palcami kości policzkowe i zarys ust. Westchnęła dziwnie i spojrzała na niego. Zamknął oczy i ze skupionym wyrazem twarzy, jakby całkowicie koncentrował się na doznaniach płynących z czubków jego palców, ponownie badał zarys jej warg.