– Którą z australijskich spółek kontroluje ta firma?
– Która kontroluje? Ależ żadną. Wszystko opiera się wyłącznie na doradztwie.
– Jasne. ConMin też tak działa.
Wing nie zwrócił uwagi na jego słowa.
– Jeśli chodzi o helikopter, według mnie najlepsza będzie spółka Metalworks and Mines Ltd. Nie wykluczam też Zachodnioaustralijskiego Stowarzyszenia Poszukiwaczy Żelaza i Złota. Jeszcze dziś przeprowadzę wywiad.
– Co zrobisz, jeśli żadna nie będzie w stanie nam pomóc?
– Wiem z całą pewnością, że w Metalworks mają helikopter, który mogą wypożyczyć na krótki termin. Osobiście się tym zajmę. Potrzebujesz pilota?
– Sam będę pilotował. A co z listą sprzętu, którą ci przefaksowałem?
– Kiedy dotrzesz na stację, wszystko będzie na ciebie czekało – zapewnił Wing.
– Dobrze by było, gdybyś wysłał tam kogoś, kto by to zmontował i miał na wszystko oko. Jestem badaczem, a nie ekspertem od elektroniki, a w dodatku większość czasu będę spędzał w terenie.
– Zanotowałem. Coś jeszcze?
– Może trochę mebli i sprzętów domowych. Dla Abe'a wystarczającym umeblowaniem pokoju było gołe klepisko.
– Zanotowałem. Wolisz łóżko pojedyncze czy podwójne?
Cole przerwał połączenie nie udzielając odpowiedzi. Natychmiast wykręcił numer Matthew Windsora.
Przyszedł czas, żeby się dowiedzieć, co ojciec Erin jest skłonny zrobić dla swojej córki.
Rozdział trzynasty
– Czy po to spakowałam swoje ubrania i aparaty i wysłałam je do Londynu, żeby tu siedzieć i nic nie robić? – zapytała z niesmakiem Erin.
– Nie – odparł Cole, nie podnosząc wzroku znad map. – Zrobiłaś to, żeby ConMin pomyślał, że dałaś się nabrać na ich sztuczkę. Wprowadzaj zamieszanie, twórz pozory, myl tropy. Tylko w ten sposób przeżyjesz.
– Jeszcze raz przeczytam tego „Pawia”, i w ogóle odechce mi się żyć – odparowała.
Odrzuciła kartki z rymami Abe'a. Siedziała przy oknie w hotelu w Darwin, czytając wiersze i spoglądając na bujną tropikalną zieleń na zewnątrz, ale żadna z tych rzeczy nie przykuwała na dłużej jej uwagi.
Cole spojrzał na nią znad biurka ustawionego w saloniku apartamentu. Transparentne topograficzne i geologiczne mapy Australii leżały przed nim na blacie. Były tam również mapy pokazujące rozmieszczenie aktywnych i rezerwowych złóż mineralnych Australii Zachodniej i Terytorium Północnego. Na samym wierzchu znajdowały się przeźrocza wyżyny Kimberley. Kompas, linijka i ołówek leżały tuż pod ręką, tak samo jak notatnik.
Cole nie spodziewał się, że rozwiąże tajemnicę Kopalń Śpiącego Psa studiując mapy, ale w ten sposób mógł zająć czymś myśli i nie wspominać cały czas ciepłego języka i matowego głosu Erin.
– Nie dziwię ci się – powiedział. – Paw w slangu australijskim oznacza wymioty.
– Cudownie – wymamrotała dziewczyna. – Od razu widać, że dziadek Abe był wybitnie utalentowanym poetą.
W odpowiedzi Cole uśmiechnął się lekko. Paw to było najbardziej eleganckie z potocznych słów, które zawierał wiersz Abe'a. Gdyby Erin miała pojęcie, co oznaczają niektóre słowa, odczytywane przez nią na głos, zarumieniłaby się po uszy. Abe był starym rozpustnikiem aż do ostatniego dnia życia.
– Która godzina? – zapytała Erin.
– Za wcześnie, żeby kłaść się spać.
– Cholera.
Ziewając wstała z wygodnego, miękkiego fotela. Podeszła do Cole'a i spojrzała mu przez ramię na mapy.
– Może jeszcze raz spróbujesz mi wytłumaczyć, co oznaczają symbole na tych mapach. – Oparła się na jego ramieniu i pochyliła. – Tym razem postaram się nie ziewać ci do ucha.
– Usiądź, bo zaraz się przewrócisz – powiedział i posadził ją sobie na kolanach.
Erin natychmiast zesztywniała. Cole zaczął spokojnie objaśniać symbole na pierwszej mapie. Kiedy mówił, dziewczyna powoli uspokajała się i ufniej opierała całym ciężarem na silnych nogach i piersi Cole'a. Czuła, jak jego ciepło dociera do jej skóry. Chociaż Cole doskonale czuł każde poruszenie rozluźniających się mięśni dziewczyny, cały czas mówił o mapach.
– Potrafię czytać mapy topograficzne – przerwała mu. – Ale z tej nic nie rozumiem.
Erin przesunęła się na kolanach Cole'a. Poczuł ucisk jej bioder i zaczął szybciej oddychać. W myślach przeklinał nieposłuszne ciało. Z wysiłkiem skoncentrował się na leżącym przed nim przeźroczu. Przejrzysty plastyk miał rozmiar metr dwadzieścia na metr dwadzieścia. Sporządzona na nim mapa była w tej samej skali co mapa topograficzna. Pokrywały ją pozornie chaotyczne wzorki we wszystkich kolorach tęczy.
Świadomie sięgnął przed siebie, otaczając Erin ramionami z obu stron, i ułożył przeźrocze na mapie topograficznej. Przy tym ruchu otarł się o piersi dziewczyny, która wciągnęła nerwowo powietrze, ale się nie odsunęła. Znów poruszył ramionami, powtarzając ten sam manewr. Zaczął mówić, wodząc po liniach mapy palcem o stwardniałej skórze.
– Niebieskie linie oznaczają piaskowiec. Bardzo często występuje w Kimberley. Brązowe krzyżyki to wapień. Żółte ukośne kreski to skały wulkaniczne. Różowe kropeczki to złoża naniesione przez wodę. Białe kropki to złoża naniesione przez wiatr. Ma to dla nas duże znaczenie, ponieważ diamenty występują tylko w złożach naniesionych przez wodę.
Kiedy Erin przyzwyczaiła się do patrzenia jednocześnie na przeźrocze i przez nie, dostrzegła, że złoża naniesione przez wodę prawie zawsze sąsiadują z rzeką, plażą albo zagłębieniami w terenie na mapie topograficznej. W niektórych miejscach różowe kropki pojawiały się z dala od rzek, jezior i oceanu.
– Czy to też jest złoże naniesione przez wodę? – zapytała. – Nigdzie w pobliżu nie widzę wody.
Cole spojrzał na jej szczupły palec z czystym, nie lakierowanym paznokciem. Spostrzegł miejsce, na które wskazywała, i zadziwiła go jej spostrzegawczość.
– Takie coś geologowie nazywają paleozoicznym rozlewiskiem. To miejsce, gdzie wezbrana rzeka wylewała i nanosiła kamienie i muł. Rzeki dawno już nie ma, ale charakterystyczne osady zostały.
– Czy to oznacza, że tam mogą być diamenty?
– Tak, jeśli ta pradawna rzeka przepływała przez skałę, w której występują diamenty.
– A przepływała?
– Prawdopodobnie nie. Ta rzeka nie płynęła przez skały wulkaniczne.
Erin zmarszczyła brwi.
– Nie wiedziałam, że na wyżynie Kimberley są wulkany.
– Wulkany były tu kiedyś. Już dawno zerodowały, stały się zupełnie płaskie. Czasem następowała nawet głębsza erozja, aż do komory magmowej. Nic nie zostało, oprócz nagich kości czegoś, co kiedyś było wspaniałą, żyjącą naturą. Kiedy szukamy diamentów, skarbie, rozkopujemy groby.
– Urocza perspektywa – wymamrotała.
Sięgnął po kolejne przeźrocze i ułożył je na innych mapach.
Tym razem Erin nie drgnęła, kiedy ramię Cole' a otarło się o jej piersi.
– Ponieważ na powierzchni nie widać żadnych tworów wulkanicznych, musimy zajrzeć głębiej – mówił dalej, nadal otaczając ją ramionami.
– W jaki sposób?
– Ta mapa pokazuje stacje i działki ze złożami mineralnymi w Kimberley. Stacje są oznaczone na zielono, działki, na których prowadzone jest wydobycie, i działki rezerwowe na czerwono, a działki, do których prawa wygasły, na niebiesko.
Erin jęknęła z przerażeniem, widząc plątaninę zachodzących na siebie linii.
– W Kimberley nic już nie zostało. Każdy metr ziemi został dokładnie przeszukany!
– Ludzie wykupywali działki, a potem o nich zapominali. To wcale nie oznacza, że je dokładnie badali. – Ramię Cole'a zacieśniło się wokół Erin. Lekko przysunął do siebie dziewczynę, tak że mógł dotykać ustami jej włosów. – Wcale nie potrzebuję dziewiczych terenów, żeby znaleźć coś wartościowego, bo większość ludzi nie zna się na tej robocie.