Выбрать главу

Czując ciepły oddech na szyi, Erin zadrżała. Mrowie przebiegające po jej skórze wywołało przyjemność, a nie strach, więc przysunęła się bliżej Cole'a. Uśmiechnął się, przytulił ją i znów zaczął mówić, niskim, spokojnym głosem, jakby nic więcej oprócz map go nie obchodziło.

– Większość działek Abe'a została zbadana w latach dwudziestych przez ludzi szukających złota. Nie znaleźli nic godnego uwagi, więc opuścili te tereny. Od tego czasu nikt tam nie bywa, oprócz przypadkowych robotników najemnych albo wędrujących aborygenów.

Erin patrzyła na stos map. Widziała linie i wzory we wszelkich możliwych kolorach, zagmatwaną plątaninę symboli, w których nie znajdowała odpowiedzi.

– Problem nie polega na tym; że wyżyna jest zbyt dokładnie poznana – oznajmił Cole, wyjmując jeszcze jedną przejrzystą plastykową płachtę i układając ją na stosie map. Przy każdym ruchu delikatnie dotykał Erin. – Cały problem w tym, że wiemy zbyt mało.

Erin chciała coś powiedzieć, ale nie mogła wydobyć głosu. Otaczały ją silne męskie ramiona, ciepło ciała i oddech. Chciała być jeszcze bliżej Cole'a.

– To przeźrocze pokazuje, jaka roślinność występuje na tych terenach – powiedział i na chwilę zatrzymał usta na szyi Erin. – Roślinność zmienia się w zależności od położenia nad poziomem morza, opadów i gleby. Mówi nam, czy pod warstwą gleby znajduje się wapień, piaskowiec czy skała wulkaniczna.

Położył na stosie map kolejne przeźrocze. Układał je bardzo starannie, a przy każdym ruchu jego ramiona dotykały innej krągłości ciała Erin.

– Tutaj mamy drogi, linie kolejowe, tamy, pasy startowe, miasta, domy, wiatraki, wieże przekaźnikowe i wszystko inne, co człowiek dodał do naturalnego terenu. Spójrz na to. Patrz uważnie.

Mówiąc to, wyswobodził Erin z objęć. Patrzyła na ostatnie przeźrocze, starając się zebrać myśli, rozproszone przez przyjemne doznania, które wywołał dotyk ciała Cole'a. Stopniowo docierało do niej, że ostatnia mapa ma mniej znaków niż wszystkie poprzednie.

Ręka ludzka zmieniła Australię Zachodnią w bardzo niewielkim stopniu, a prawie nie tknęła wyżyny Kimberley.

– Na tych mapach zawarte jest wszystko, co wiemy o Kimberley – oświadczył Cole. – Połóż dłoń na którymkolwiek fragmencie mapy. Gdzie zechcesz.

Zaintrygowana Erin spełniła jego polecenie.

– Przykryłaś dłonią obszar kilku tysięcy kilometrów kwadratowych. Podnieś ją i powiedz mi, co wiemy o tym terenie.

Odsunęła rękę, spojrzała na mapę i na legendę zamieszczoną na jej marginesie.

– Nie ma tu dróg asfaltowych – zaczęła. – Jedna szosa utwardzana, kilka gościńców prowadzących na stacje, niewiele lepszych od ścieżek wydeptanych przez dzikie zwierzęta. Pięć skupisk budynków farmerskich. – Pochyliła się niżej. – Trzy z nich są opuszczone. Kilka wiatraków. – Nachyliła się jeszcze bardziej, wpatrując się przez wierzchnią mapę w tą pod spodem. Znów popatrzyła na kolorową legendę na marginesie. – Trawy nizinne, spinifeks, karłowate akacje.

Cole usunął dwie górne przezroczyste płachty i Erin mogła obejrzeć mapy znajdujące się pod spodem.

– Fragmenty trzech stacji – ciągnęła. – Około siedmiu działek ze złożami mineralnymi. Tworzą jakby jeden ciąg. – Pochyliła się. – Wszystkie położone są wzdłuż rzeki – stwierdziła, wpatrując się w mapę topograficzną. – No, można to nazwać rzeką tylko przez część roku. W ciągu pozostałych miesięcy koryto wysycha. Przerywana linia, zgadza się?

– Tak. Mów dalej.

Erin spojrzała ze zmarszczoną brwią na kolejną mapę.

– Teren jest niemal płaski. Piachy i piaskowiec. Żadnych stałych zbiorników wodnych.

– Co jeszcze?

Erin w ciszy ponownie przejrzała mapy. W końcu podniosła wzrok na Cole'a.

– To wszystko.

– Pomyśl tylko, Erin. Tysiące kilometrów kwadratowych, a ty w ciągu mniej niż trzech minut streściłaś wszystko, co wie o nich człowiek.

Erin przytaknęła zdziwiona.

– Można nazwać właścicieli tych odległych stacji pionierami. I słusznie. Dwudziesty wiek nie dotarł jeszcze do Kimberley. Australia Zachodnia to zupełnie inny kraj, inne czasy. Tam jedyną cywilizacją jest to, co przyniesiesz ze sobą.

– Ile lat miał Abe? – zapytała po chwili Erin.

– Kiedy zmarł, musiał mieć co najmniej osiemdziesiąt.

– W jakiej był formie?

– Mógł maszerować dłużej niż większość młodszych od niego – odparł Cole. – A umiał pić lepiej od wszystkich, włącznie ze mną.

Zmarszczyła brwi.

– W takim razie nie ma pewnie na jego stacji takiej działki, której nie zdążył zbadać ze względu na podeszły wiek?

– Raczej nie. Na pewno był w stanie to zrobić, kiedy go znałem, a odkrył swój skarbiec o wiele wcześniej.

– No, dobrze, a co ze Śpiącym Psem numer jeden, Śpiącym Psem numer dwa i całą resztą? Dlaczego jesteś taki pewny, że w tych kopalniach nie ma nic wartościowego?

– Widziałem Psa numer jeden. To zwykłe złoże pierwotne, cylindryczne, i to niezbyt bogate. Zwykle wydobywa się stamtąd bort. Diamenty z tego pudełka pochodzą ze złoża okruchowego, o dużej zawartości kamieni jubilerskich.

– Co to jest bort?

– Diamenty klasy przemysłowej -wyjaśnił. – Przydają się tylko do produkcji materiałów ściernych i wierteł.

– Nie znaleziono tam lepszych kamieni?

– Nie takie, jak twoje diamenty. Tamte miały ostre krawędzie, skazy i żółtą albo brązowawą barwę.

– Czy wszystkie kopalnie Abe'a są takie jak ta pierwsza?

Cole uśmiechnął się słysząc nutę rozczarowania w głosie Erin.

– Obawiam się, że tak. Żadna z nich nie jest położona w korycie lub w pobliżu współczesnej rzeki, co oznacza, że prawdopodobieństwo znalezienia takich diamentów jak twoje jest tam prawie żadne.

Erin spojrzała ponuro na mapy.

– Co miałeś na myśli mówiąc „współczesna rzeka”? Czy są tu jakieś inne rzeki?

Cole bezwiednie gładził dłonią papier, myśląc o tym, jak bieg czasu odciska swoje piętno na powierzchni ziemi, zmienia wszystko, czego dotknie, kruszy stare góry i wypiętrza nowe.

– Rzeki paleozoiczne – odezwał się w końcu. – Niemal tak stare, jak świat.

– Nie rozumiem.

– Wyżyna Kimberley od półtora miliarda lat wznosi się nad poziomem morza. Przez to jest najstarszą połacią lądu na ziemi. Reszta kontynentu australijskiego, tak samo jak inne kontynenty, na przestrzeni tych lat nie raz całkowicie się zmieniała, i to na różne sposoby. Ale nie Kimberley. – Cole na chwilę odsunął się od Erin, wyjął spod spodu dużą mapę Australii i położył ją na wierzchu. – Popatrz. Australia to najbardziej płaski zamieszkany kontynent na ziemi. Jest też najbardziej suchy. Wyżyna Kimberley to jedyny obszar na zachód od Ayers Rock, który ma wystarczająco wysokie wzniesienia, żeby je nazwać wzgórzami. – Erin z okrzykiem zdumienia spojrzała na mapę. – W środku Australii teren jest tak płaski, że woda zbiera się w okrągłych zbiornikach, niby krople rosy na jakimś olbrzymim stole ogrodowym. – Długim palcem wskazał na niskie wybrzuszenie Kimberley. – Te tereny zawsze były nad powierzchnią wody, ale reszta Australii, ten płaski środek i jeszcze bardziej równinne tereny na południowym wschodzie, częściej znajdowały się pod linią wody niż nad nią. Dowodzą tego rozległe warstwy wapienia i piaskowca. – Cole podniósł wzrok i zobaczył, że Erin z zadziwiającym skupieniem wpatruje się w mapę. – Na skraju Kimberley teren jest lekko falisty. Miejscowi ludzie nazywają to górami, my pewnie uznalibyśmy je za wzgórza. To pozostałości wapiennej rafy, która została pogrzebana, a potem wypiętrzona przez erozję.