Выбрать главу

– Ale…

– Neutralność OHO jest szeroko znana – oświadczyła sucho Nan Faulkner, przerywając kolejny wybuch złości Ararna. – Podczas drugiej wojny światowej obu walczącym stronom udawało się jakoś nabywać diamenty przemysłowe. Od tamtych czasów nic się nie zmieniło. – Zdusiła papierosa i spojrzała Holendrowi prosto w oczy. – Jest również powszechnie wiadome, że to, co dzieje się na tych spotkaniach, ma pośredni wpływ nie tylko na rynek diamentów. Być może nie zajmujecie się ideologią, ale robią to wszystkie państwa, których przedstawiciele zgromadzili się przy tym stole. Jeśli ograniczenia sprzedaży surowca do Izraela zostaną utrzymane, będę zmuszona zasugerować naszym amerykańskim uczestnikom przeglądów, żeby znacznie zmniejszyli swoje zamówienia.

Van Luik był zaskoczony, ale nie dał nic po sobie poznać.

– Naturalnie, może pani postąpić, jak pani uważa. Jednakże amerykańscy uczestnicy przeglądów nie są zobowiązani postępować według rekomendacji rządowych. Oczywiście DHD spełnia żądania swoich bezpośrednich kontrahentów, czyli w tym przypadku amerykańskich firm jubilerskich.

Uśmiech Faulkner był równie lodowaty, jak woda, którą wypiła, zanim zaczęła mówić dalej.

– Tak, na tym polegają problemy z prawdziwą demokracją – stwierdziła, zapalając następną cygaretkę. – Jednak mogę pana zapewnić, że nie trzeba wiele wysiłku, żeby podnieść podatki na brylanty na każdym etapie produkcji, od podatku za sprowadzanie surowca, przez podatki na szlifowane kamienie aż do gotowej biżuterii. Za rok lub dwa cena biżuterii z brylantami wzrosłaby na rynku amerykańskim o jakieś sześćdziesiąt procent. Luksus to jest tylko luksus. Jeśli jest zbyt drogi, ludzie mogą się bez niego obejść. Jeśli zaś chodzi o sentymentalne zakupy spowodowane modą – ciągnęła Faulkner, spodziewając się, co za chwilę odpowie van Luik – wielu Amerykanów weźmie za wzór księżnę Dianę i kupi swoim narzeczonym zaręczynowe pierścionki z kolorowymi kamieniami, zwłaszcza jeśli firmy jubilerskie rozpoczną kampanię reklamową pod hasłem: „Potraktuj swoją ukochaną jak księżnę”. Możliwe też, że w tym samym czasie powstanie oddolny ruch na rzecz bojkotu diamentów pochodzących z kraju stosującego apartheid.

– ConMin w żadnym aspekcie swojej działalności nie popiera apartheidu – zaprotestował oschle dyrektor. – Dotyczy to również DHD.

– Nic nie szkodzi. Ludzie kojarzą diamenty z Republiką Południowej Afryki. W ciągu najwyżej pięciu lat amerykański rynek skurczy się o połowę. Może nawet o siedemdziesiąt pięć procent.

Faulkner zaciągnęła się papierosem i nic więcej nie mówiła.

Nie musiała. Sprzedaż diamentów jubilerskich w Stanach Zjednoczonych stanowiła więcej niż jedną trzecią światowego obrotu, i to tę najbardziej dochodową.

– Zostaje jeszcze Japonia – zauważył van Luik.

– Niewątpliwie – zgodziła się energicznie Faulkner. Wzięła dzbanek i zaczęła nalewać wody do szklanki. – Japończycy, za przykładem Amerykanów, zaczęli kupować zaręczynowe pierścionki z brylantami. Mogą przestać to robić również za naszym przykładem. W ten sposób zostanie wam połowa dawnego rynku, co oznacza, że dochody każdego kraju reprezentowanego przy tym stole również zmniejszą się o połowę. Czy warto tak ryzykować tylko po to, żeby jeszcze raz wymierzyć klapsa Izraelowi?

– Przypominam pani, pani Faulkner, że ConMin zajmuje się nie tylko diamentami.

– I właśnie dlatego dotychczas nie powstał jeszcze w Stanach ruch nawołujący do bojkotu brylantów – odparowała Amerykanka, z hukiem odstawiając dzbanek na miejsce. – Wy potrzebujecie naszego rynku zbytu, my potrzebujemy waszych strategicznych minerałów. Więc przejdźmy do rzeczy i znajdźmy jakiś łagodniejszy kompromis niż ten, który pan przedtem proponował.

Van Luik mógł odliczać uderzenia swojego serca według rytmu pulsującego bólu głowy. Ostrzegał zwierzchników, że Stany Zjednoczone będą się sprzeciwiać zbyt silnym naciskom na Izrael. Nie chcieli go słuchać. Teraz nie będą mieli wyboru.

– Być może da się zrekompensować spadek zatrudnienia i obrotów w handlu zagranicznym Izraela w jakiś inny sposób – odezwał się zerkając w stronę Singha.

– Nie ma mowy – powiedziała Faulkner. – Izrael nie chce żadnych przysług kosztem Indii. Dlaczego nie dobrać się do skóry staremu syberyjskiemu niedźwiedziowi? Od dziewięciu lat radziecki udział w zakupach drobnicy wzrasta co sześć miesięcy o dziesięć procent.

Jarakow spojrzał na Faulkner i zaczął mówić, nie dopuszczając dyrektora do głosu.

– W rezultacie ostatnich zmian politycznych w moim kraju stopa zatrudnienia się obniżyła, a handel zagraniczny przeżywa trudności. Wasz kraj oficjalnie popiera glasnost, ale nadal musimy płacić za amerykańskie zboże amerykańskimi dolarami.

– Wprowadźcie dalej idące zmiany – poradził twardym głosem Aram. – Sprywatyzujcie rolnictwo. Wtedy nie będziecie wiedzieli, co robić ze zbożem, tak jak Amerykanie.

– Panowie! – wtrącił ostro van Luik, masując sobie nasadę nosa. – Wydaje mi się, że mamy szansę na osiągnięcie kompromisu. Rosja nadal będzie szlifowała coraz większe ilości lepszego rodzaju drobnicy, ponieważ robi to lepiej niż inne kraje za tę samą cenę. – Aram nie wyglądał na uszczęśliwionego, ale milczał. To, co powiedział dyrektor, było prawdą, chociaż niezbyt dla niego miłą. – Związek Radziecki zagwarantuje godziwą cenę oszlifowanej drobnicy, którą dostarczy izraelskim jubilerom – ciągnął van Luik, bez drgnienia powiek spoglądając na Jarakowa. – Z kolei Izrael zgodzi się przeszkolić pewną liczbę radzieckich rzemieślników i nauczyć ich sztuki wytwarzania luksusowej biżuterii. – Zwrócił się do Nan Faulkner: – Czy taki kompromis wydaje się pani zadowalający?

– Niech pan zapyta Moshego. To jego kraj – odparła Amerykanka, wydmuchując smugę jasnego dymu. – Stany Zjednoczone nie mają nic przeciwko temu, jeśli ostateczny rezultat nie zaszkodzi pozycji Izraela w światowym systemie gospodarczym.

Van Luik z ulgą skinął głową. Opinia Faulkner była decydująca. Jej niewypowiedziana zgoda na takie rozwiązanie oznaczała, że na tej sali znów zaczną rządzić prawa rynku, a nie ideologia.

– Panie Aram? – Van Luik zwrócił się do Izraelczyka.

– Musielibyśmy zawrzeć na następne dwadzieścia lat umowę o zaniechaniu konkurencji – oświadczył stanowczo Aram. – Nauczyliśmy Rosjan szlifować drobnicę, i proszę, co się stało. Wypierają nas z rynku.

– Pięć lat – odezwał się Jarakow. Unikając wzroku Arama wpatrywał się w swoje duże dłonie.

– Piętnaście.

– Pięć.

– Trzyna…

– Pięć! – przerwał mu zniecierpliwiony Rosjanin. – To moja ostateczna propozycja.

– To może być pana ostateczna propozycja, ale czy może pan zawrzeć tak znaczącą umowę bez aprobaty Moskwy? – zapytała Faulkner. Kołysała szklanką na boki, aż obijające się o siebie kostki lodu podzwaniały cicho. Kiedy Jarakow nie odpowiedział, zwróciła się do Arama: – Co pan powie na dwanaście lat?

Chociaż głos Amerykanki brzmiał beztrosko, Aram wiedział, że z jej propozycją należy się liczyć. Po krótkim wahaniu skinął głową. Jarakow również nie wyglądał na uszczęśliwionego, ale przytaknął, pieczętując umowę.

– Pani Faulkner, zapotrzebowanie pani kraju jest zaskakująco małe.

– Rynek się kurczy.

– Nie zgadzam się z tą opinią. Badania przeprowadzone przez DHD wskazują, że popyt na luksusową biżuterię wzrasta na całym świecie. Dodaliśmy pani dwadzieścia procent do żądanej ilości. Jesteśmy pewni, że rynek amerykański to wchłonie, zwłaszcza że wkrótce wasze firmy jubilerskie rozpoczną nową kampanię reklamową.