Erin biła się w milczeniu i zażarcie, ponieważ siedem lat temu obiecała sobie, że prędzej zabije lub sama zginie, niż da się jeszcze raz zgwałcić jakiemuś mężczyźnie. Nagle dostała cios w przeponę, który dosłownie ją sparaliżował i zaparł dech w piersi. Niewyraźnie usłyszała, jak jeden z atakujących wysokim głosem krzyknął z bólu, odskoczył od niej i padł na piach. Znów wyczuła obok siebie poruszenie i drugi mężczyzna został uniesiony w powietrze i odrzucony na bok. Wylądował z głuchym hukiem na ziemi i ciężko dyszał.
Trzech pozostałych odstąpiło od Erin i rozglądało się gorączkowo, próbując dostrzec niewidocznego wroga.
– Uciekaj! – rozkazał Cole.
W pierwszej chwili Erin nie rozpoznała jego głosu. Nigdy jeszcze nie słyszała, żeby brzmiał tak szorstko. Wyczuła jakiś ruch po lewej i odwróciła głowę.
– Uciekaj, do cholery!
W mrocznej poświacie Cole wydawał się jeszcze większy.
Jego ciało i dłonie wykonywały jakieś wężowe, niemal hipnotyczne ruchy w oczekiwaniu na atak. Przy każdym płynnym poruszeniu starannie kontrolował utrzymanie równowagi ciała, Zawsze gotowy do zadania lub odparowania ciosów ze wszystkich stron. Trudno się było domyślić, jaki będzie jego następny manewr. W ręce trzymał nóż, który połyskiwał blado jak rtęć. Cofał się wolno, odciągając przeciwników od Erin, która jeszcze nie wstała z ziemi.
Mężczyźni ruszyli na Cole'a w nierównym szyku. Erin dostrzegła krótki błysk stali, kiedy dwóch z nich wyciągnęło noże. Chciała krzyknąć i ostrzec Cole'a, ale nie miała powietrza w płucach. Walczyła z własnym ciałem, tak jak przed chwilą z napastnikami. Starała się nabrać powietrza, żeby wreszcie odzyskać siły i nie leżeć już bezwładnie na zimnym piasku.
Cole obserwował nadchodzących mężczyzn, ustalając w myślach kolejność ciosów z precyzją człowieka przyzwyczajonego do bójek, w których napastnicy mają nad nim przewagę. Wiedział, że dwie rzeczy działają na jego korzyść. Po pierwsze, nie musiał się martwić, że w walce przez pomyłkę zrani przyjaciela. Po drugie, mężczyźni spodziewali się, że raczej będzie się bronił, a nie ruszy do ataku.
Dwóch napastników uzbrojonych w noże rzuciło się na niego z wściekłością, zachowując między sobą taką odległość, żeby Cole mógł w danej chwili walczyć tylko z jednym. Blackburn już wybrał pierwszy cel ataku – większego z dwóch napastników, tego który poruszał się jak zawodowy wojownik Zamarkował ruch w stronę mniejszego, odwrócił się błyskawicznie i skoczył na większego. Lewą ręką wytrącił mu nóż. Jednocześnie kantem prawej wymierzył mu miażdżący cios w gardło. Mężczyzna charcząc osunął się na ziemię. Nie był już niebezpieczny.
Wykorzystując rozpęd, jaki nadał mu obrót, wymierzył kopniaka w głowę niższego. Głuchy odgłos upewnił go, że trafił w cel. Mniejszy napastnik upadł twarzą na piach i znieruchomiał.
Nie opodal stał jeszcze jeden mężczyzna. Dwóch pozostałych z trudem dźwigało się na nogi. Znów zaczęli go otaczać.
– Erin! – zawołał Cole.
Próbowała odpowiedzieć, ale nie mogła. Wciąż brakowało jej powietrza.
– Erin! – Odpowiedziała mu cisza. Spojrzał na trzech mężczyzn. – Już po was – wycedził.
Z nieartykułowanym okrzykiem jeden z nich sięgnął pod kurtkę i wyjął długi pistolet o dziwnym kształcie.
Nagle Cole płynnym, błyskawicznym ruchem schylił się, wyprostował i z półobrotu cisnął mu garść piachu prosto w oczy. W tej samej chwili dwaj nieuzbrojeni napastnicy skoczyli na niego. Cole pochylił się i pozwolił im się zbliżyć, żeby zyskać możliwość wyeliminowania przynajmniej jednego, zanim mężczyzna z pistoletem znów będzie w stanie coś zobaczyć.
Erin z wysiłkiem dźwignęła się na kolana, dysząc i z wysiłkiem wciągając cienki strumień powietrza w płuca. Zobaczyła, jak Cole pada pod naporem dwóch atakujących. Słyszała, jak mężczyzna z pistoletem klnie w londyńskiej gwarze. Chwilowo oślepiony, klęczał i złorzecząc tarł oczy. Nie miała siły wstać, więc zrobiła jedyną rzecz, na jaką starczyło jej energii. Podczołgała się bliżej, nabrała w obie ręce piachu i rzuciła nim w twarz zbira. Rozwścieczony, jeszcze silniej wcierał nową porcję ostrych ziaren w oczy. Głośno przeklinając, wstał i zaczął wymachiwać pistoletem na wszystkie strony.
Erin zastanawiała się, czy nie rzucić się na niego i nie odebrać mu broni, ale była na to jeszcze za słaba. Nabrała więcej piasku i rzuciła nim w mężczyznę. Z ciemności dobiegły ją postękiwania, przekleństwa i charakterystyczny trzask łamanej kości. W nagłej ciszy odgłos przeładowywanego pistoletu zabrzmiał jak grzmot.
– Padnij!
Słysząc rozkaz Cole'a, Erin rozpłaszczyła się na ziemi, przetoczyła kilka razy i przywarła do piasku. Oślepiony mężczyzna strzelał chaotycznie w kierunku, z którego rzuciła w niego piachem. Spodziewała się głośnego huku wystrzałów, tymczasem słyszała tylko głuche klaśnięcia.
Cole również uskoczył na bok, spodziewając się, że strzały padną tam, skąd rozległ się jego okrzyk. Sekundę później dwie kule przeszyły piasek w miejscu, gdzie przed chwilą stał. Najwyraźniej napastnik, chociaż oślepiony, nie był ani głuchy, ani tępy.
Erin leżała bez ruchu, starając się nie oddychać. Wiedziała, że jeśli wyda jakiś dźwięk, ściągnie na siebie kulę. Wokół panowała cisza, więc dziewczyna miała wrażenie, że Cole również znieruchomiał. Nagle kątem oka zauważyła jakiś ruch. Ostrożnie odwróciła głowę. Wytężyła całą siłę woli, żeby nie krzyknąć na widok rozgrywającej się przed nią sceny.
Wolno, uparcie, synchronizując ruchy z lekkim szumem fal omywających plażę, Cole zbliżał się do człowieka z bronią.
Erin zalał zimny strach. Jeśli Blackburn popełni jeden błąd, zginie od kuli, zanim zdąży jakkolwiek zareagować. To samo czekało Erin w tej potwornej ciuciubabce, w której stawką było życie. Tylko pozostając w absolutnym bezruchu, byli bezpieczni. Z drugiej strony, tylko podejmując jakieś działanie w ostatecznym rachunku ujdą z życiem, bo oślepiony mężczyzna za chwilę odzyska wzrok.
Erin głębiej wbiła palce w szorstki piasek, żeby jeszcze raz rzucić nim napastnikowi w oczy. Spoglądała to na mężczyznę z bronią, to na Cole'a, szacując odległość, jaka ich dzieli. Cole stanowczym ruchem pokręcił przecząco głową. Dostrzegł jej dłonie wbite w piach. Nie chciał, żeby wykonała gwałtowny ruch i ściągnęła na siebie kulę, zanim zdąży uskoczyć.
Stąpał ostrożnie, starając się zbliżyć do uzbrojonego napastnika na tyle; żeby móc go obezwładnić. Mężczyzna stał między nim a Erin. Istniało niebezpieczeństwo, że jeśli Cole rzuci w niego nożem, albo skoczy, żeby powalić go na ziemię, napastnik tracąc równowagę strzeli prosto w nią. Żeby tego uniknąć, Cole musiał podejść do niego na odległość ramienia, tak blisko, że szum fal nie mógł już zagłuszyć szmeru jego ruchów i nawet oddech go zdradzał.
Erin z taką siłą i zaciskała piach w dłoniach, że aż bolały ją palce. Wolno zaczęła podnosić się z ziemi. Serce Cole'a zamarło, a potem zaczęło mocniej bić, pobudzone nową dawką adrenaliny. Jeśli zbir wyczuje ruch Erin, odwróci się i strzeli, zanim on zdoła temu przeszkodzić. Dziewczyna będzie bezpieczna, jeśli pozostanie nieruchoma. Ale ona się poruszała. Chciała przysunąć się bliżej i cisnąć piachem w oczy mężczyzny.