Cole ledwie mógł się opanować. Szczerość i zmysłowość Erin nadal go zaskakiwały. Każde jej słowo, głodny ruch, zielony ogień płonący w oczach odbierały mu panowanie nad sobą. Starał się być delikatny, kiedy zdejmował z niej resztę ubrania, ale wiedział, że porusza się zbyt szybko, prawie niezręcznie, poganiany gwałtownym pożądaniem.
Zamknął oczy i modlił się w duchu, żeby nie musiał sprawdzać, czy potrafi spełnić daną jej kiedyś obietnicę. Powiedział przecież, że nawet gdyby oboje byli nadzy, a ona by go uwodziła ze wszystkich sił, ale potem nagle zmieniła zdanie, wstałby i ubrałby się bez jednego słowa protestu.
– Cole? – wyszeptała Erin. Otworzył oczy.
– Boisz się? – zapytał. Wolno potrząsnęła głową. – Jesteś pewna?
Przytaknęła.
– To o co chodzi, skarbie?
Erin nie mogła znieść jego spojrzenia, więc przytuliła twarz do jego ramienia i wyszeptała:
– Mogę cię dotknąć?
– Kiedy, gdzie i jak tylko chcesz.
Niepewnie przesunęła ręką po jego ciele.
– Nawet tutaj?
Wstrzymał oddech.
– Zwłaszcza tutaj.
Chłodnymi, niepewnymi palcami badała nieznaną jej powierzchnię rozpalonego, męskiego ciała.
– Czuję bicie twojego serca – wyszeptała, zaciskając dłoń.
Zadrżał i jęknął.
– Przepraszam. – Natychmiast cofnęła rękę.
– Jeśli zrobisz to jeszcze raz, to ci wybaczę. – Oddychał urywanie, kiedy Erin znowu dotknęła naprężonej, wrażliwej skóry. – Tak. Właśnie… tak.
Rytmicznie przywierał do jej dłoni, rozrywany dojmującym uczuciem rozkoszy. Wreszcie udało mu się odzyskać panowanie nad sobą.
– Możemy dotykać się jeszcze inaczej – powiedział niskim, niemal szorstkim głosem. – Obojgu nam będzie dobrze. – Zobaczył wyraz jej twarzy i uśmiechnął się. – Mówiłem o dotykaniu. Nie wezmę cię siłą. Sama musisz mnie zaprosić. Wierzysz mi?.
Erin skinęła głową, a Cole uniósł ją i ułożył na sobie. Wstrzymała oddech, kiedy poczuła go między udami. Był tak blisko, ale nie w niej. Z każdym lekkim poruszeniem ich ciał przebiegał ją lekki dreszcz. Cole kołysał łagodnie jej biodrami, przesuwając nią po swoim naprężonym ciele. Cichy okrzyk wydarł się z jej ust. Znów nią zakołysał, starając się nie stracić kontroli nad sobą. Puścił ją, ale ona nadal poruszała ciałem, nie zdolna przestać. Oddychała szybko i urywanie, drżąc z podniecenia.
– Cole – wyszeptała i sięgnęła po niego. Nie spodziewała się, że kiedykolwiek tak bardzo zapragnie, żeby ich ciała całkowicie się połączyły. – Pomóż mi.
Nakrył ręką jej dłoń i poprowadził do celu.
– Tak – powiedział, całując ją. – Właśnie tak.
Ich usta i ciała połączyły się jednocześnie. Erin westchnęła głucho, czując jak wolno w nią wchodzi, nie śpiesząc się, czekając, aż sama mu na to pozwoli. Z wolna wnikał w nią do samego końca. Chciała się odezwać, powiedzieć mu, co czuje, ale kiedy ich usta się rozłączyły, ciała zwarły się jeszcze mocniej.
Słowa przetopiły się w ciszę. Erin poruszyła się znowu, zgodnie z rytmem ciała Cole'a. Z każdym ruchem, z każdym oddechem cały świat zdawał się od nich odsuwać, aż wreszcie Cole krzyknął boleśnie i znieruchomiał. Czuła w sobie pulsowanie jego rozkoszy i sama również zadrżała. Miała wrażenie, że stanęła u wrót jakiegoś nieznanego żywiołu.
Ręka Cole'a przesunęła się po jej rozgrzanym zmysłami ciele i odnalazła aksamitny, najwrażliwszy punkt. Pieścił Erin, aż jej oczy rozwarły się szeroko, kiedy wybuchła w niej niespodziewana, intensywna rozkosz. Jej ciało zadrżało lekko, a z ust wydobył się urywany jęk. Wchłonął jej głos pocałunkiem i mocno ją przytulił, aż ich oddechy znów się uspokoiły.
Trzymając ją w objęciach poczuł na ustach słonawy smak łez.
– Kochanie, bolało cię? – zapytał, całując ją miękko, chociaż jego głos brzmiał szorstko i matowo. Potrząsnęła głową. – Ale płaczesz..
– Naprawdę? – Dotknęła ręką policzka. – Rzeczywiście. – Z westchnieniem przylgnęła do jego piersi. – Jestem szczęśliwa, Cole. Nie spodziewałam się tego. Nie w ten sposób. Nie podejrzewałam, że po tym, co spotkało mnie z Hansem, kiedykolwiek się zakocham. Tymczasem spotkałam ciebie.
Ręka Cole'a, gładząca wdzięczną linię jej pleców, zawahała się.
– Nie myl tego, co przed chwilą robiliśmy, z miłością. W ten sposób narażasz się na cierpienie. Ja nie chcę, żebyś cierpiała.
Na moment zamknęła oczy. Nie oczekiwała, że Cole odwzajemni jej miłość, ale miała taką nadzieję.
– Wierzę ci – odparła, oddychając z drżeniem. – Niestety, nie potrafię nic robić połowicznie. Ale nie martw się. Nie oczekuję od ciebie żadnych przysiąg aż po grób. To wcale nie znaczy, że od czasu do czasu nie będę próbowała dać ci nauczki.
Roześmiał się zaskoczony i przelotnie ucałował jej włosy.
– Trzymam cię za słowo.
Erin dotknęła jego gorącej skóry czubkiem języka, niemal ukradkowo próbując jej smaku. Potem westchnęła głęboko i wygodniej oparła się o Cole'a. Po jakimś czasie głęboko zasnęła.
Ufność, z jaką się w niego wtulała, poruszyła Cole'em równie głęboko, jak namiętność, którą przed chwilą dzielili, i zburzyła w nim jakieś wewnętrzne bariery, których istnienia nawet nie podejrzewał. Długo leżał spokojnie, gładząc włosy i kark Erin, rozmyślając o przeszłości i nieznanej przyszłości.
Jednak przede wszystkim zastanawiał się, jak ocalić życie Erin, kiedy ConMin nie na żarty zechce wyeliminować ich z diamentowej rozgrywki.
Rozdział osiemnasty
Hugo van Luik siedział z słuchawką w ręku w półmroku gabinetu i starał się skupić. Jednak trudno było to zrobić, kiedy do jednego ucha wlewał mu się australijski slang Jasona Streeta, w drugim dzwoniła nocna cisza, a w dodatku środki przeciwbólowe przytępiały zmysły.
Holender uniósł jedną brew i spojrzał przez uchylone drzwi na sypialnię po drugiej stronie korytarza. W padającym z ulicy świetle widział, jak żona poruszyła się w łóżku. W mroku jej włosy przybrały kolor jasnego srebra. Nawet jeśli się obudziła, nie zawołała go. Trzydzieści osiem lat małżeństwa nauczyło ją nie wtrącać się do spraw męża. Rzadko komentowała jego pracę, bez względu na to, czy problem, który pojawił się w środku nocy, dawało się rozwiązać w pięć minut czy pięć dni. Może po prostu nie zwracała już na to uwagi.
Van Luik westchnął bezgłośnie. Kiedyś bardzo lubił, kiedy w nocy wyrywano go ze snu w jakiejś pilnej sprawie. Dowodziło to, że jest ważnym człowiekiem w kartelu i ma wpływ na sprawy międzynarodowe. Teraz niespodziewany telefon w sprawie pościgu za nieuchwytnym Cole'em Blackburnem wydał mu się uciążliwym zakłóceniem spokoju. Van Luik miał dosyć trudnych do rozwiązania problemów. Tę sprawę trzeba zakończyć, i to szybko.
– Czy jeszcze są w Darwin? – zapytał Street oddalonego o tysiące kilometrów rozmówcę.
– Wyprowadzili się Z hotelu, zanim dopadli ich wynajęci ludzie. Nikt nie zameldował się w innym darwińskim hotelu pod nazwiskiem Blackburn albo Windsor. Nikt o jednym z tych nazwisk nie wypożyczył samochodu. Podejrzewamy, że Blackburn jest ranny.
– Postrzelony?
– Tak.
– W takim razie będzie unikał lekarzy.
– Uważamy, że ta dwójka nie opuściła Darwin.
– Być może – zgodził się Australijczyk. – Możliwe, że używają fałszywych dokumentów. Ojciec dziewczyny bez trudu mógł załatwić im każdy papier, jakiego potrzebowali.
– Zgadzam się. Poprosiłem McLarena, żeby uruchomił swoje kontakty w ASIa. W poszukiwaniach wykorzystają zdjęcia.
– Prosiłeś McLarena, co? Tego partacza, co wynajął tę bandę ciot, którą Blackburn rozpędził w kilka sekund?