– Dzwonił Chen Wing – powiedziała Lai. – Chce z tobą rozmawiać.
Głos Chinki był cichy, łagodny, opanowany, tylko oczy chciwie pożerały ciało Cole'a. Na moment zatrzymała wzrok na Erin, jakby brała miarę na trumnę. Potem spuściła powieki i czekała, z charakterystycznym dla chińskiej kultury posłuszeństwem i cierpliwością.
Erin poczuła się nieswojo. Jeśli miała jakiekolwiek wątpliwości, że między Cole'em i Lai przebiegają jakieś prądy, to teraz je straciła. Tych dwoje się znało i to bardzo blisko.
– Powiedz mu, że za minutę przyjdę – odparł Cole.
Lai odwróciła się i odeszła, stukając wysokimi obcasami po drewnianej podłodze. Była posłuszna, jak na typową Chinkę przystało, ale jej strój stanowił syntezę elegancji Wschodu i Orientu. Miała na sobie tradycyjne spodnie z czarnego jedwabiu, ale nie luźne i obwisłe. Przylegały do jej figury tak perfekcyjnie, że z pewnością zostały uszyte na miarę. Guziki czarnej bluzki Lai, również jedwabnej, były u góry modnie nie dopięte tak, że widać było wypukłość złotawych piersi. Błyszczące czarne włosy spadały gładką kurtyną aż na biodra.
Erin jako artysta fotografik musiała niechętnie przyznać, że nie widziała jeszcze atrakcyjniejszej kobiety.
– Jest oszałamiająca – odezwała się w końcu.
– Tak – odparł Cole z obojętną miną. Erin nie potrafiła odgadnąć, jakie emocje się pod nią kryją. Wiedziała tylko, że na pewno tam są, tłumione wyjątkową samokontrolą.
– Jak długo ją znasz? – zapytała, zanim zdążyła się ugryźć w język.
– Wystarczająco długo.
– Wystarczająco?
– Idę teraz porozmawiać z Wingiem. Możesz przynieść mi kawę? To zajmie mi trochę czasu. – Cole zatrzymał się w progu i spojrzał przez ramię. – W każdym razie, od tej chwili nie wolno ci znikać mi z oczu na dłużej niż trzy minuty. I nigdy nie oddalaj się poza zasięg głosu. Zrozumiałaś?
Erin zamrugała oczami.
– Nie ufasz Lai i tym Chińczykom?
– Nie ufam nikomu. Dlatego jeszcze żyję. Trzymaj się blisko mnie. Zawsze. Jeżeli będę musiał cię szukać, to może się źle skończyć.
Cole przeszedł przez zdemolowane pomieszczenia do pokoju, który ludzie Winga przekształcili w centrum łączności. Na miejscu zamontowano sprzęt konieczny do rozmów z Wingiem i do przesyłania w obu kierunkach danych komputerowych.
Cole podniósł słuchawkę.
– Świetna robota, Wing. Myślałem, że będę musiał wystukiwać. wiadomości do ciebie na komputerze.
– Dziękuję. Przepraszam, że nie zdążyłem jeszcze dostarczyć łóżka i nie zainstalowałem łazienki. Lai obiecała, że się postara, żeby nasi ludzie pracowali dwa razy sprawniej. Czy wszystko działa?
– Znalazłem miejscowych pilotów, którzy za odpowiednią cenę z przyjemnością przetransportowali ludzi i urządzenia, mimo braku przyzwoitego pasa startowego. Pozwoliłem też sobie natychmiast rozpocząć badania. Ich wyniki są już analizowane. Jeśli z jakiegokolwiek powodu nie ufasz kompetencjom technika albo umiejętnościom pilota, helikopter jest gotowy i sam możesz jeszcze raz przeprowadzić wszystkie badania.
– Dlaczego zacząłeś beze mnie? – zapytał wprost Blackburn.
– Dowiedzieliśmy się, że jeszcze ktoś prowadził pomiary stacji Windsora z pokładu helikoptera. Przypuszczam, że szukał tego samego, co my. W tych okolicznościach nie miałem wyboru. Musiałem przyśpieszyć operację.
– Wiesz, kto to był?
– Jeszcze nad tym pracujemy. Helikopter należał do International Mining Security Advisors Ltd., firmy doradczej zajmującej się przemysłem wydobywczym. Jej właścicielem jest Australijczyk, Jason Street. Wykonuje zamówienia różnych przedsiębiorstw wydobywczych, doradza im w sprawach bezpieczeństwa lub sam organizuje ochronę. Niestety, ochrona IMSA działa wyśmienicie. Nie potrafiliśmy się dowiedzieć, kto zlecił badania. Obsługa helikoptera dostała anonimowe polecenie i po prostu wykonała zadanie.
– Czy IMSA jest właścicielem jakichś kopalni w Australii albo ma w nich udziały?
– Nie.
– Czy przyjmuje dużo zleceń od kartelu diamentowego?
– Niewiele. Składają się one na mniej niż dwanaście procent dochodu netto. Jedno jest interesujące. Street pracował kiedyś dla ASIO.
– Kiedyś? – zapytał ironicznie Cole. – Kto raz złożył przysięgę, jest jej wierny do końca życia.
– Zdajemy sobie sprawę z takiej możliwości. W każdym razie, ponieważ rząd australijski wreszcie skłania się ku współpracy z BlackWing w tym przedsięwzięciu, wątpię, żeby Street na dłuższą metę stanowił dla nas realne zagrożenie.
– Miejcie oko na IMSA i na Streeta – polecił sucho.
– Zgoda. – Wing wziął głęboki oddech. – Lai mówiła, że jesteś ranny.
Cole spojrzał na Chinkę spod zmarszczonych brwi. Patrzyła na niego, jakby był bogiem, który zstąpił na ziemię. Kiedyś wierzył temu spojrzeniu. Teraz widział w nim tylko część zmysłowej pozy, gry równie starannie opracowanej, jak strój Lai.
– Płytki postrzał w udo w Darwin – wyjaśnił.
– A właśnie, Darwin – mruknął Wing. – Ciągle jesteś w formie, co? Wuj Li jest bardzo zadowolony. Miejscowa policja nie wie, co o tym zdarzeniu myśleć.
– Bardzo dobrze.
– Lai wspomniała też o innym wypadku… – ostrożnie sondował Wing.
– Pociąg drogowy chciał nas zgnieść w pobliżu Fitzroy Crossing.
– Czy zaistniały jakieś… hmm, fakty, które trzeba by wyjaśniać lokalnym władzom?
– Nie. Nie trafiłem sukinsyna.
– Rozumiem. – Wing zawahał się. – Tak jak chciałeś, zebrałem szczegóły na temat śmierci Abelarda Windsora. Wszystko wydaje się dość wiarygodne. Wnioskuję, że Windsor nie był zrównoważonym człowiekiem. Poszedł do buszu z puszką piwa w jednej ręce i łopatą w drugiej. Więcej nie widziano go żywego.
– Pewnie upał go wykończył – mruknął Cole. – Chryste, jak ja nienawidzę tej pory roku. – Otarł pot z czoła. – Coś jeszcze?
– Nie.
– Kto go odszukał?
W słuchawce rozległ się szelest przekładanych kartek papieru.
– Zdaje się, że ludzie na stacji, którzy mogli zauważyć jego zniknięcie, byli zbyt pijani, żeby zwrócić na to uwagę. W końcu jedna z aborygeńskich kobiet, o imieniu Sara, wytrzeźwiała na tyle, żeby spostrzec, że coś jest nie tak. Zadzwoniła po Jasona Streeta. Kiedy ten wrócił na stację, było już za późno.
– Wrócił? Czy on tu mieszka?
– Razem z Windsorem urządzali sobie wielodniowe libacje alkoholowe. Wiarygodna plotka głosi, że mieli też inne wspólne upodobania. Zdaje się, że Street ma słabość do ciemnoskórych kobiet. Umie również walczyć. To właśnie on zaskoczył naszych ludzi, kiedy przeszukiwali budynki stacji. Zabił dwie osoby, sam nie odnosząc przy tym żadnych ran.
Cole uniósł brwi.
– Dwie osoby, tak? Twardy sukinsyn. Co na to australijska policja?
– Nic. Street zaskoczył intruzów w trakcie włamania, zaatakowali go, więc ich zabił. Pożałowania godny wypadek, ale w końcu to byli tylko Chińczycy.
Cole usłyszał nutę goryczy w głosie Winga. Doskonale go rozumiał. Wielu Australijczyków, szczególnie w interiorze, nie uznawało innych ludzi oprócz białych. Chińczycy byli szczególnie dyskryminowani.
– Czy autopsja dostarczyła nowych szczegółów na temat śmierci Abe'a? – zapytał.
– Jeśli nawet przeprowadzono autopsję, to jej wyniki nie zostały dołączone do raportu. Mam tu tylko stwierdzenie, że śmierć nastąpiła w efekcie udaru słonecznego. Minęło sporo czasu, zanim znaleziono ciało. Biorąc pod uwagę klimat, wątpię czy autopsja zwłok w tym stanie dałaby jakieś znaczące wyniki.
– Nie podoba mi się, że tak często pojawia się nazwisko Streeta.