Выбрать главу

– Również to zauważyłem, ale nie powinno ono budzić naszego niepokoju. W Kimberley mieszka niewielu ludzi, więc wydaje się naturalne, że ciągle natrafiamy na te same osoby. W dodatku Street był najbliższym przyjacielem Windsora, o ile tak można to nazwać. Street prowadził nawet negocjacje z DHD jako przedstawiciel Windsora. Niewątpliwie właśnie on zostanie wyznaczony przez rząd do oszacowania wartości dzierżaw Abelarda Windsora.

– Trzymajcie Streeta z dala od stacji – polecił stanowczo Cole.

– Staramy się to robić. Niestety, o ile pewni pracownicy ASIO są skłonni z nami współpracować, o tyle rząd Australijski znajduje się raczej pod wpływem potężnego lobby związanego z kartelem.

– Jesteś pewien, że Street nie pracuje dla ConMinu?

– Nie znaleźliśmy na to przekonywającego dowodu, a szukamy bardzo pilnie. Sądzę, że Street jest popierany przez różnych członków kartelu głównie dlatego, że nie pracuje dla nas.

– Według zasady, że każdy konkurent naszych przeciwników jest naszym przyjacielem?

– Właśnie.

– Rozumiem, że nagrywasz naszą rozmowę? – powiedział Cole.

– Jak zwykle.

– W takim razie podyktuję ci listę sprzętu fotograficznego, który Erin wysłała do Londynu dla zmylenia kartelu.

– Cały ten sprzęt już znajduje się na stacji. Przechwyciliśmy go podczas przeładunku w Nowym Jorku i wysłaliśmy do Australii przez prywatnego kuriera. Dotarł na miejsce, kiedy spałeś. – Wing prychnął z rozbawieniem. – Ludzie z ASIO byli niezmiernie zaskoczeni, kiedy rozbili skrzynię w urzędzie celnym w Darwin. Błędnie zakładali, że pani Windsor nie jest naprawdę zainteresowana fotografowaniem ich pięknego kraju. – Cole mruknął coś pod nosem. – Spodziewali się, że znajdą jakiś tajemniczy sprzęt wydobywczy. Tymczasem znaleźli tylko zwyczajne aparaty fotograficzne, obiektywy i filmy. Wyobraź sobie ich rozczarowanie.

– A jak wytłumaczyłeś transport sprzętu elektronicznego, który tu zainstalowałeś?

– Oficjalnie nic nie zostało zainstalowane. Biuro BlackWing w Darwin będzie wkrótce rozbudowane. Po prostu z wyprzedzeniem zamówiliśmy wyposażenie i przechowujemy je w magazynie, żeby było pod ręką, kiedy nadejdzie właściwa pora.

Cole uśmiechnął się, słysząc satysfakcję, jaka przebijała z każdego słowa Winga. Potem rozbawienie zniknęło z jego twarzy.

– Jeszcze jedno, Wing.

– Słucham? – odparł czujnie Chińczyk, słysząc zmianę w głosie geologa.

– Lai ma stąd wyjechać pierwszym transportem.

– To by bardzo zmartwiło wuja Li.

– Mam to gdzieś.

– Lai to doświadczony ekspert w sprawach łączności i programowania komputerów w zakresie badań geologicznych. Jej pomoc będzie bezcenna.

– Nie dla mnie.

– Mówisz jak człowiek, który bardzo emocjonalnie podchodzi do tego tematu. Może ciągle jeszcze jesteś zakochany?

Cole chłodno pomyślał, jak to dobrze, że Wing jest po drugiej stronie długiego satelitarnego łącza. Inaczej rozerwałby go na kawałki i wysłał w paczce wujowi Li. Potem musiałby tego żałować.

– Niech się wujowi Li nie wydaje, że znów dam się ogłupić Lai tylko dlatego, że dziewczyna ociera się o mnie na każdym kroku – oznajmił sucho. – Rodzina Chen nie dostanie ode mnie nic więcej oprócz przewidzianej kontraktem połowy mojego udziału w kopalni. Powiedz Li, że martwi mnie jego niskie mniemanie o mojej inteligencji.

– Nie ma potrzeby go irytować. Kiedy wysyłał do ciebie Lai, chodziło mu tylko o to, żeby zapewnić ci najlepszą z możliwych łączność z rodziną Chen.

Cole roześmiał się zimno. Znajomy zapach uderzał jego zmysły, wywołując pogrzebane wspomnienia o gorących nocach i złotym ciele kobiety, która sięgając szczytu rozkoszy w jego ramionach wykrzykiwała słowa miłości.

Puszczacie się jęcząc coś o miłości. Królowe zdrady

Przeklinam wasze gorące uściski.

– Łączność, co? – z ironią powtórzył Cole. – Tak teraz nazywacie w Hongkongu prostytucję? – Chińczyk nic nie odpowiedział. – Posłuchaj mnie, Wing. Wasi ludzie i twoja doskonale wyszkolona siostra powinni traktować Erin Windsor jako jedyną nadzieję na przetrwanie klanu Chen. Jej dobro jest waszym dobrem. Powiedz wujowi Li, żeby sobie uważnie przeczytał mój życiorys. Zrozumiałeś mnie?

– Boli mnie, że tak mało nam ufasz.

– Jasne. I uważaj, bo może zaboleć jeszcze mocniej. Wykorzystanie Lai jako przynęty było błędem. Do widzenia, Wing. Nie będę ci przekazywał raportów z poszukiwań. Zrobi to za mnie twoja siostrunia, szpieg doskonały.

Cole przerwał połączenie i odwrócił się do stojącej za nim w milczeniu Lai. Patrzył na nią bez wyrazu. Złotoskóra kobieta stała dokładnie w środku kręgu światła, które wpadało przez otwarte drzwi. Zastanawiał się, czy ona zawsze tak dokładnie kalkuluje każdy swój ruch, każdy oddech, żeby podkreślić swoją wyjątkową urodę. Nie przypominał sobie, żeby dawniej była taka wyrachowana. Pamiętał tylko jej płomienną zmysłowość, głód tak naturalny, jak światło słońca, które zalewało teraz jej postać.

Z goryczą pomyślał, że kiedyś był bardzo młody i naiwny, a ona dojrzała i doświadczona. Bez ostrzeżenia gwałtownie wyciągnął ramię i niemal czule zacisnął dłoń na gardle Lai. Stała bez ruchu. Czuł tylko pod kciukiem mocne, szybkie bicie pulsu.

– Mam nadzieję, że wszystko słyszałaś – powiedział.

– Tak – odparła łagodnie.

– Powtórz to swoim ludziom.

– Dobrze.

Szare oczy mierzyły kruchą, doskonale zbudowaną kobietę. Kiedyś marzył o tym, żeby znów dostać Chen Lai w swoje ręce. Wing chyba to wiedział, a już na pewno wiedział to wuj Li. Tak więc rodzina Chen postanowiła spełnić marzenie Cole'a. Jeśli tylko znajdzie kopalnię, może zrobić z Lai wszystko – ukarać ją, poniżyć, zgwałcić, odebrać jej to, czego tylko zapragnie. Nawet życie.

Lai równie dobrze jak Cole wiedziała, że jest bezbronna.

Można to było poznać po skrywanym dreszczu jej ciała, mocnych uderzeniach pulsu na szyi, płytkim, szybkim oddechu, który owiewał go wyraźnie, ponieważ stali kilka centymetrów od siebie. Wpatrywała się w niego świetlistymi czarnymi oczami.

Jednak w jej wzroku nie było lęku. Patrzyła na niego, jakby był kawałkiem mięsa, a ona wygłodniałym wędrowcem. Delikatny zapach perfum mieszał się z pierwotną, wiele bardziej uderzającą do głowy wonią kobiecego pożądania. Pod cienkim jedwabiem bluzki rysowały się sutki jak twarde guziki. Lai go pragnęła.

Kciuk Blackburna przesunął się po jej szyi jednocześnie pieszczotliwie i złowróżbnie.

– Taka posłuszna córa Chin.

Opuściła czarne jak noc rzęsy.

– Dziękuję – odparła matowym głosem i poruszyła głową, ocierając się podbródkiem o dłoń zaciśniętą na jej gardle. Drgnęła, zrobiła krok do przodu, jakby chciała do niego przycisnąć. Jednocześnie lekko przesunęła palcami po jego twarzy. – Zawsze nam było dobrze razem, Cole. Śniłam o tobie.

Erin stanęła w drzwiach, niosąc dwa kubki kawy. Zobaczyła, jak Lai przysuwa się do Cole'a, który pieszczotliwie gładzi ją po szyi. Widok tej intymnej sceny tak nią wstrząsnął, że na chwilę zaniemówiła.

– Widzę, że masz zajęte ręce – odezwała się sztywno. – Zaniosę twoją kawę do kuchni.

– Zostań.

Głos Cole'a przeciął powietrze jak bicz. Erin odruchowo usłuchała. To również ją rozzłościło.

– Trzymasz w domu psa? – zapytała ostro. Odwrócił się od Lai i spojrzał na Erin.

– Psa?

– Siad. Zostań. Aport. Tak mówi się do psa.

Uśmiechnął się krzywo, wypuścił Lai i wziął kubek od Erin.

– Nie mam psa, kochanie. Żadne zwierzę by ze mną nie wytrzymało.

– Naprawdę? Jakaś krwiożercza rosiczka na pewno by cię polubiła.