Śmiech Cole'a zagłuszył warkot obracających się łopat wirnika helikoptera, spotęgowany przez wilgotność powietrza.
– Powiedz pilotowi, że przyjdziemy za minutę – odezwał się Cole.
Słowa te skierował do Lai, ale nie oderwał wzroku od Erin. Chinka wyszła z pokoju, nie spojrzawszy nawet na dziewczynę.
Znad kubka z kawą Cole starał się oszacować, jak bardzo rozgniewała się Erin. Żałował tego zajścia, ale to nie była dobra pora na wyjaśnienia. Za bardzo sam się zirytował, że dziewczyna tak mało mu ufa. Ostrożnie wypił łyk kawy, stwierdził, że jest gorąca, ale nie parzy, i jednym haustem opróżnił kubek. Łopaty helikoptera obracały się teraz wolniej, silnik chodził na jałowym biegu.
– Gotowa do lotu? – zapytał. – Może kiedy wrócimy, ludzie Winga zainstalują już łazienkę, i to nie tylko z prysznicem, ale i z pralką.
Beztroskie słowa Cole'a rozwścieczyły Erin. Zamierzała je zignorować, ale doszła do wniosku, że wystarczająco już się skompromitowała okazując zazdrość.
– Możesz po prostu wziąć prysznic w ubraniu – odparła, starając się, żeby to zabrzmiało beztrosko. Nie udało jej się to. Nigdy nie była dobrą aktorką. – Po takiej kąpieli będzie wystarczająco czyste. Często tak robiłam na Alasce.
– Pranie ubrania z tobą w środku? To może być przyjemne.
Ta żartobliwa, dwuznaczna zaczepka zaskoczyła Erin i jeszcze bardziej ją zdenerwowała.
– To jest zabawa dla jednego. Jak pasjans.
– W takim razie to wcale nie jest przyjemne.
– Nie przejmuj się. Nie jestem jedyną kobietą w okolicy, której ubrania wymagają przepierki.
– Ale tylko z tobą chciałbym to robić.
Erin gwałtownie chwyciła powietrze.
– Na litość boską, Cole. Wiem, że głupio zrobiłam, mówiąc ci o miłości, ale nawet głupota ma swoje granice. Nie jestem ślepa. Gdybym przyszła kilka minut później, Lai przyssałaby się do ciebie jak pijawka.
– Ale ja nie przyssałbym się do niej.
– Bzdura – odparła z wściekłością.
Słońce, które zmieniło Lai w filigranową złotą statuetkę, rozpaliło złote błyski we włosach Erin i sprawiło, że jej oczy wyglądały jak drogie kamienie. W przeciwieństwie do Lai, Erin nie była świadoma swojej urody, wspaniałej barwy oczu i bijącego od niej powabu. Jednak Cole to wszystko dostrzegał. Tak bardzo pragnął Erin, że musiał odwrócić wzrok albo sięgnąć po nią. Wiedział, że jeśli teraz zechce się do niej zbliżyć, dziewczyna go odepchnie. A wtedy nie ręczyłby za siebie. W czasie pory przejściowej nigdy nie był w najlepszej formie, i zdawał sobie z tego sprawę.
– Nie pozwól, żeby wujowi Li udała się ta sztuczka – powiedział, kiedy już był w stanie panować nad głosem.
– Co… jaka sztuczka?
– Chciał nas skłócić, podsuwając mi Lai.
– Szkoda, że wcześniej o tym nie pomyślałeś. Kilka minut temu Lai podsunęła się bardzo blisko.
Cole wydał jakiś zduszony dźwięk. Dawno już nie wpadł w gniew, ale czuł, że za chwilę mu się to przydarzy. Bolała go głowa, rana na udzie dawała się we znaki przy każdym ruchu – od czasu wylotu z Los Angeles spał tylko parę godzin, temperatura dochodziła do czterdziestu stopni, wilgotność powietrza była prawie maksymalna, a teraz Erin patrzyła na niego jak na obcego człowieka, czujnie i z dystansem, jakby nigdy nie leżała obok niego naga i nie szeptała mu słów miłości.
– Czy nie widzisz, że… – zaczął szorstko.
– Widziałam wszystko, co potrzeba – przerwała mu. – I w przeciwieństwie do ciebie, wcale mi się to nie spodobało. – Zanim zdążyła się ugryźć w język, zapytała: – Kim ona jest?
– Specjalistką od łączności przysłaną tu przez Winga – odparł przez zęby.
– Nie o to mi chodziło. Kim jest dla ciebie?
Cole postawił kubek na stole z takim rozmachem, że rozbił go na kawałki. Zanim jeszcze skorupy spadły na ziemię, zrobił długi krok naprzód i stanął tak blisko Erin, że dziewczyna musiała odchylić głowę, żeby mu spojrzeć w oczy. Patrzył na nią groźnie, ale nie cofnęła się ani o centymetr.
– Dla mnie Lai jest chodzącym ostrzeżeniem – wycedził niskim, rozwścieczonym głosem. – Przypomina mi, że mężczyzna potrafi być głupim osłem i wierzyć w miłosne jęki kobiet. Abe miał o nich słuszną opinię. Pieprz je, ale się w nich nie kochaj. – Gwałtownie się odwrócił i ruszył do drzwi. – Lai wie, gdzie jest twój sprzęt fotograficzny. Zabierz go i wracaj za trzy minuty.
Rozdział dwudziesty piąty
Zanim Erin zdążyła powiedzieć, że nie ma zamiaru o nic pytać Lai, Cole odszedł. Ze złością poszła do sypialni, wzięła starą torbę z aparatem i wyszła przed dom.
Gwałtowne uderzenie żaru słońca osadziło ją na miejscu.
W domu było gorąco i duszno. Na zewnątrz miała wrażenie, że cały świat zamienił się w parną saunę bez ścian i wyjścia. Opadło na nią stado much. Odpędziła je od siebie i ruszyła do helikoptera, który przykucnął za domem. Z maszyny usunięto drzwi – a może nigdy ich tam nie było.
Cole rozmawiał z pilotem. Po chwili pilot wyszedł z kabiny i wpuścił go na swoje miejsce. Cole spojrzał na wskaźniki i zwiększył obroty silnika. Łopaty zawirowały szybciej, wzbijając pod niebo tumany piasku. Sztuczny podmuch dotarł do miejsca, w którym Abe urządził prowizoryczne wysypisko śmieci. Puszki po piwie podskoczyły i wytoczyły się poza dziedziniec, żeby wplątać się w kępy spinifeksu.
Kiedy Cole zakończył przegląd, gestem przywołał Erin.
Zacisnął usta w wąską linię, kiedy zobaczył, że dziewczyna niesie jedynie starą torbę z aparatem. Fotografowanie nie było tylko jej zawodem, ale i pasją, a jednak nie chciała odezwać się do Lai, żeby zapytać, gdzie jest reszta sprzętu. To świadczyło, jak bardzo była zdenerwowana, i jednocześnie dowodziło braku zaufania do Cole' a, mimo uprzednich wyznań miłosnych.
Reakcja Erin rozwścieczyła go, chociaż rozum nakazywał zachować zimną krew.
Powtarzał sobie raz po raz, że nie może dopuścić, żeby plan wuja Li się powiódł. Rozdzielaj i rządź to najstarsza na świecie zasada gry.
Zawsze się sprawdza. Szczególnie w piekielnym klimacie Australii Zachodniej w przejściowej porze roku. Jednak chociaż Cole rozszyfrował taktykę przeciwnika, nie potrafił stłumić szarpiących nim emocji. Wuj Li wiedział, gdzie uderzyć. Zawsze trafiał w czuły punkt. Dotychczas Cole nie wiedział, że to właśnie on jest piętą achillesową Erin.
Odkrył też, że ona jest jego najczulszym punktem: Niech szlag trafi wuja Li.
– Zapnij pasy i włóż słuchawki – polecił zwięźle, przekrzykując warkot maszyny. – W schowku przy fotelu są okulary przeciwsłoneczne i krem z filtrem ochronnym. Skorzystaj z nich.
Erin weszła do helikoptera, przypięła się pasami i obejrzała słuchawki. Nie znalazła włącznika mikrofonu.
– Włącza się na dźwięk głosu – wyjaśnił Cole i włożył ciemne okulary.
Skinęła głową, włożyła słuchawki, dopasowała je i wsunęła na nos okulary. Kiedy słońce przestało ją razić, miała wrażenie, że zrobiło się trochę chłodniej. Niestety, była to tylko iluzja. Sięgnęła po krem ochronny, który jednocześnie odstraszał owady.
– Gotowa? – zapytał Cole.
Jego głos wyraźnie zabrzmiał w słuchawkach. Erin znowu skinęła głową. Cole skrzywił się, widząc, że dziewczyna nadal nie chce się do niego odzywać, ale nie starał się tego przełamać. Nie był tak wściekły od czasu, kiedy Lai pozbyła się jego dziecka.
Ta myśl nim wstrząsnęła.
Zwiększał obroty silnika, aż helikopter zatrząsł się jak chart czekający na spuszczenie ze smyczy. Chwilę później maszyna uniosła się pod niebo.
Erin nasmarowała się kremem i wyjrzała przez okno. Nie widziała jednak krajobrazu, tylko niezwykle piękną twarz o delikatnych rysach i oczach jak czarne kryształy, wpatrujących się z uwielbieniem w Cole'a. Widziała też jego rękę pieszczącą wdzięczną szyję Chinki, dotykającą jej, jakby była z płomienia. Skonfundowana zastanawiała się, czy żaden mężczyzna nie jest godny zaufania, czy po prostu ona nie ma do nich szczęścia.