Выбрать главу

Cole poszedł w głąb tunelu i obejrzał się, chcąc sprawdzić, co zatrzymuje Erin. Kiedy zobaczył, co dziewczyna robi, włączył przyniesioną z helikoptera elektryczną latarnię i skupił się na badaniu ścian tunelu. Stemple były prymitywne, ale nadal mocno się trzymały. Abe, jak do niczego w życiu, przykładał się do prac wydobywczych.

Cole upewnił się, że tunel jest względnie bezpieczny i poszedł dalej, zagłębiając się w korytarz, który Abe wydrążył wzdłuż żyły lamprofirowej, aż do miejsca, gdzie się rozwidlała. Od czasu jego ostatniej wizyty nic się tutaj nie zmieniło. Ściany wciąż stanowiła ciemna skała, z wyjątkiem miejsc, gdzie Abe źle przewidział ukształtowanie złoża i musiał zawrócić. Korytarz kończył się niespodziewanie, tam gdzie kończyła się również żyła lamprofiru i Abe rezygnował z dalszego drążenia, ponieważ jakość wydobywanych diamentów była zbyt niska, żeby opłacało się dalej kopać. Tylko diamenty jubilerskie zwracają koszt wydobycia.

Wracając Cole badał każdą ślepą odnogę, gdzie korytarz wychodził poza żyłę lamprofiru. Uważnie oglądał ściany tych bocznych tuneli, szukając znaku, który świadczyłby o tym, że Abe przypadkowo natrafił na paleozoiczne koryto strumienia, pradawną plażę albo jakąś inną warstwę naniesioną przez płynąca wodę. Nie spostrzegł nic interesującego.

Głos Erin dobiegł go z ciemności. Skierował światło latami na zegarek, zobaczył, że minęła godzina, i z rozbawieniem potrząsnął głową. Wreszcie spotkał kobietę, która nie nudzi się podczas wyprawy badawczej.

– Idę! – zawołał. Oświetlił drogę przed sobą i ruszył szybkim krokiem.

– Znalazłeś coś? – zapytała Erin, kiedy wynurzył się z ciemności, poprzedzany równym kręgiem światła latami.

– Nic nowego.

Światło prześlizgnęło się po małej hałdzie ziemi i kamieni, zepchniętej pod ścianę. Erin zaintrygowały jakieś ciemne błyski na powierzchni kopczyka.

– Co to jest? – zapytała.

Cole jeszcze raz oświetlił kopczyk.

– Ruda diamentowa – odparł obojętnie.

Erin wydała okrzyk zaskoczenia, nachyliła się i podniosła garść ziemi z hałdy. W żółtym świetle elektrycznej latami ruda wyglądała jak zwykła kamienista gleba. Maleńkie kryształki wbite w odłamki skały miały barwę słabej kawy i były równie mętne.

– To zupełnie nie przypomina diamentów – powiedziała.

– Masz na myśli diamenty jubilerskie. To jest bort.

Przez dłuższą chwilę Erin przyglądała się kawałkom rudy i małym, brzydkim diamentom.

– Nie widzę tu zielonych kryształów.

– Gdyby takie tu były, Abe nie mógłby się opędzić od kupców. Tymczasem kupcy rzadko się tu pojawiali.

– Czy Abe nigdy nie opuszczał stacji?

– Nigdy nie pojechał dalej niż do sklepu w Fitzroy Crossing. Miał dużo pieniędzy na sprzęt wydobywczy, jedzenie i piwo. Tylko tyle potrzebował od cywilizacji.

– Chyba rzeczywiście nie lubił ludzi.

– Ludzie mogą cię osaczyć i zdradzić – odparł Cole. – Tutaj niektórzy znajdują wolność, od której trudno się odzwyczaić.

– Jesteś podobny do Abe'a. Raz się sparzyłeś i już stale unikasz ognia.

– Nikt nie zna się na tym lepiej od ciebie, skarbie. Uciekasz od ognia tak szybko, jak tylko potrafisz. – Cole oświetlił wyjście. – Nic tu nie znajdziemy. Chodźmy.

Erin bez słowa ruszyła w rozpalony krąg światła słonecznego, który jarzył się u wylotu korytarza kopalni.

Rozdział dwudziesty szósty

– Nie – zaprotestował Matthew Windsor. – Street zbyt często przechodzi na drugą stronę barykady. Nie ufam mu.

– ASIO za niego ręczy – powiedziała Nan Faulkner oschle, gasząc cygaretkę. – MI-6 również.

– MI-6 ręczyła już za wielu zdrajców.

Faulkner zaklęła, zapaliła następną cygaretkę i spojrzała na człowieka, który siedział po drugiej stronie jej szerokiego biurka.

– Mogłabym ci to oznajmić w formie rozkazu – zauważyła, wydmuchując kłąb dymu.

– Masz w szufladzie moją rezygnację. Wykorzystaj ją.

– Wolę wykorzystywać ciebie. – Niecierpliwie bębniła palcami po blacie. Wreszcie podjęła decyzję. Otworzyła środkową szufladę, wyjęła przenośny magnetofon i położyła na biurku. – Wysłuchaj tego.

Windsor spojrzał na nią ostro, a potem skupił się na nagraniu. Pierwszy męski głos brzmiał obco. Drugi należał do Cole'a Blackburna. Z rozmowy jasno wynikało, że Cole został zatrudniony, żeby odnaleźć kopalnię diamentów i to za wszelką cenę – nawet za cenę życia Erin.

– Rozpoznałem głos Blackburna – oznajmił, kiedy magnetofon zamilkł. – Domyślam się, że ten drugi mężczyzna to Chen Wing.

– Strzał w dziesiątkę. – Uśmiechnęła się niewyraźnie. – Ale przecież zawsze byłeś dobry w swojej robocie. Tak, to był Wing. – Windsor nic nie powiedział. – Nie jesteś głupi, Matt – ciągnęła zirytowana Faulkner. – Wiesz, co to oznacza.

– Powiedz mi, co ty o tym myślisz.

– Cole Blackburn to nie wolny strzelec, za jakiego go uważaliśmy. Pracuje dla ambitnego klanu z Hongkongu, na którego czele stoi sprytny, bezwzględny stary drań. Tak się składa, że to wuj Chena Winga. – Faulkner czekała, ale z ust spokojnego, rosłego mężczyzny po drugiej stronie biurka nic padł żaden komentarz. – Tu chodzi o życie twojej córki, a ty nie masz nic do powiedzenia?

– Życie Erin jest w niebezpieczeństwie od chwili, kiedy została spadkobierczynią Abelarda Windsora.

– Cholera! – Faulkner zaciągnęła się mocno, aż zajaśniał czubek cienkiej cygaretki. – To był błąd, że nie wyeliminowaliśmy Blackburna z gry, i ty o tym dobrze wiesz.

– Nic podobnego. To, co przed chwilą słyszałem, wcale nic dowodzi, że Cole ma zamordować Erin.

Faulkner spojrzała na niego z odrazą.

– Wing powiedział, że jeśli kopalnia zostanie znaleziona, nic więcej nie będzie miało znaczenia, a Blackburn nawet nie pisnął.

– To nie dowodzi, że… – zaczął Windsor.

– Chryste, Matt! – przerwała triu Faulkner ze złością. – Myślałam, że się ucieszysz na wieść, że wysyłamy do twojej córki goryla. Inaczej zginie, kiedy tylko znajdą kopalnię i klan Chenów od razu przejmie kontrolę nad połową udziałów. Wiesz to równie dobrze jak ja.

– Rząd australijski…

– Nie! – wpadła mu w słowo. – Australijczycy nawet nie kiwną palcem. Chłopcy z drugiej półkuli o niczym bardziej nie marzą, jak o ukręceniu łba kartelowi. Wciąż są na niego wściekli za tamtą historię z Argyle.

– To nie znaczy, że Blackburn jest zabójcą. Całe życie starał się pozostać niezależny. Co mogłoby go nagle tak odmienić?

– Pieniądze – odparła zwięźle Faulkner.

– Już dawniej kuszono go pieniędzmi. I to wielkimi sumami. Odmówił.

– Chyba ci coś padło na mózg! Jeśli Kopalnie Śpiącego Psa są warte połowę tego, co podejrzewamy, to wkrótce nie jeden człowiek nagle się odmieni. Jeśli Blackburn dla kogoś pracuje, to właśnie teraz się to ujawni.

– Wciąż nie jestem przekonany.

– Nie zamierzam cię przekonywać – odparła lodowato. – Ja ci to oznajmiam. Europa przechodzi teraz największą restrukturyzację ekonomiczną od czasów, kiedy zamordowano cara, Rosjanom skończyła się twarda waluta, a kartel to ich najlepsza dojna krowa. Jeśli kartel przepadnie, to oni razem z nim. A my tego nie chcemy, skarbie. Musimy przejąć kontrolę nad tą pieprzoną kopalnią! – Wydmuchnęła gęstą chmurę dymu. – Nieźle mi się dostało za to, że się nie zgodziłeś, żeby Thomas został ekspertem do spraw diamentów twojej córki.

– Thomas pracuje dla CIA.

– No jasne, że tak. Właśnie o to chodzi.

– Nie, chodzi o to, że przehandlowałby życie Erin za tę kopalnię, gdyby tylko ktoś mu to zaproponował. – Windsor zobaczył, że na twarzy Faulkner pojawiły się nowe bruzdy, wywołane napięciem. – Kto na ciebie naciska?