– Myślę, że to Abe napisał te słowa na odwrocie fotografii.
Cole stanął tuż za Erin i spojrzał na zdjęcie i wiersze. Im dłużej na nie patrzył, tym bardziej zgadzał się z dziewczyną. Wiele liter wykazywało podobieństwo nie tylko dlatego, że nakreślono je w tym samym starannym, wiktoriańskim stylu.
– Być może – zgodził się Cole. – Ale czy to ma znaczenie?
– Nie wiem. Tylko wydaje mi się dziwne, że ta fotografia. podpisana przez Abe'a, znalazła się u mojego dziadka.
Cole westchnął.
– Nic w tym dziwnego, jeśli obaj spali z tą samą kobietą.
– Co takiego?
– Nie bądź taka zgorszona. To twoi dziadkowie, co nie znaczy, że nie byli zwykłymi ludźmi. Twoja babka nie byłaby pierwszą kobietą, która sypiała z jednym, a zaręczyła się z drugim.
– „Królowe zdrady…”
– Właśnie.
– To by wyjaśniało, dlaczego tych dwoje wyjechało do Ameryki..
– Tak. Szczególnie jeśli Bridget była w ciąży z niewłaściwym mężczyzną.
– To mało prawdopodobne – zaprotestowała Erin.
– Dlaczego nie? Antykoncepcja nie była wtedy zbyt rozwinięta, a ludzkie namiętności nie zmieniły się od czasów, kiedy Ewa skusiła Adama tak, że jadł jej z ręki.
– Masz spaczone pojęcie o kobietach.
– Mógłbym powiedzieć to samo o twoim pojęciu o mężczyznach.
Erin zignorowała jego słowa, odwróciła fotografie i spojrzała na błyszczący, wypłowiały obrazek.
– Czy to wapień? – zapytała, pokazując dziwnie ukształtowane skały, które sięgały Bridget McQueen Windsor do kolan albo nawet do talii.
– Prawdopodobnie..
– A co jest pod ziemią?
– Pewnie też wapień.
– „Kości martwego morza”.
Cole jęknął.
– Kiedy zrobiono te zdjęcia, Abe szukał wody dla swojego bydła, nie diamentów.
– A jednak ciekawi mnie, gdzie to było.
– Dlaczego?
– To wygląda jak prawdziwe wzgórze, a jeszcze tu takiego nie widziałam – odparła zwięźle. – Chciałabym zobaczyć, jak wygląda świat z jego szczytu.
Szare oczy Cole'a wpatrzyły się w fotografie leżące przed Erin. Szacowały kąt nachylenia zbocza i dopasowywały go do utrwalonych w precyzyjnej pamięci obrazów ze stacji Windsor. W końcu doszedł do wniosku, że Erin ma rację. Żadne miejsce na stacji nie przychodziło mu do głowy. Również położone poza jej granicami działki wyglądały zupełnie inaczej i były jeszcze hardziej płaskie.
– Dziwne – wymamrotał, patrząc jeszcze raz na zdjęcia – to nie może być daleko od obozu albo osady, ponieważ jej sukienka jest wygnieciona, ale nie brudna.
Wziął zdjęcie wykonane z daleka, wyjął lupę z jednej z licznych kieszeni koszuli i uważnie się przyjrzał utrwalonej na nim scenie.
– A niech mnie. Ten przystojny chłopak to Abe.
– Jesteś pewien?
– Widzę bliznę na lewym nadgarstku. Abe miał właśnie taką pamiątkę z czasów, kiedy był jeszcze młody i tak głupi, że postanowił złapać na linę bawołu. Zwierzę omal go nie zabiło. Miał szczęście, że nie stracił dłoni.
– Tak tęsknie spogląda na Bridget.
– Biedaczysko. Jeszcze nic nie wie.
– Czego nie wie? – zapytała Erin.
– Przecież to takie wyraźne, jak ten chytry, uwodzicielski uśmieszek na jej twarzy. Ona pragnie mężczyzny, który robi to zdjęcie, nie Abe'a.
– To musiał być dziadek. Byli dobrym małżeństwem. Została z nim do końca życia.
Cole mruknął coś niezbyt pochlebnego. Wolno przesunął lupę, oglądając resztę zdjęcia.
– Nie widzę tu nic, co by wyglądało na źródło, nie mówiąc, już o billabongu. Ale to pora sucha, co znaczy, że wędrowali od wodopoju do wodopoju.
– Pieszo?
– W takich butach? Kiedyś Abe wszędzie jeździł konno, ale potem wypuścił na wolność konie i resztę bydła, żeby sobie same radziły. Wtedy, razem z bratem i Bridget, jechali pewnie na koniach, rozbijając po drodze obozowiska, robią zdjęcia i szukając najlepszego miejsca na dom dla szczęśliwej pary.
Gorzka ironia kryjąca się w jego słowach wprawiła Erin w zakłopotanie. Dziewczyna wyczuła, że Cole zalicza ją do takich kobiet jak jej babka, Lai i Ewa, które zdradziły zakochanych w nich mężczyzn.
Tłumaczyła sobie, że Cole jej nie kocha, więc to porównanie jej nie dotyczy. Poza tym, to nie ona rozgrzebywała stygnące popioły, żeby znaleźć w nich iskry.
Cole wydał okrzyk zaskoczenia, ustawił zdjęcie pod innym kątem, żeby padało na nie więcej światła, i obejrzał narożny fragment przez lupę.
– Rzeczywiście rozbili tu obóz. Widzę juki i bagaże w cieniu tych odległych drzew. Nie znalazłem źródła ani żadnych roślin, które zwykle rosną w pobliżu wody.
– Może wozili wodę ze sobą.
– Wątpię. Woda jest ciężka, a konie dużo piją. Daleko by nie zajechali.
Erin obserwowała Cole'a wpatrującego się z wielkim napięciem w fotografię. Kusiło ją, żeby wziąć aparat i zrobić mu portret. Jednak tylko sięgnęła po kawę i rogaliki, które przyniósł z kuchni. Jedząc, niedbale przeglądała strony „Pawia z Antypodów”. Kiedy uświadomiła sobie, co oznacza tytuł, skrzywiła się. Wymioty z Australii. Potem przypomniała sobie, jak diamenty przedostają się pod powierzchnię ziemi – w gwałtownie wydobywającym się z głębin stopieniu magmy.
– Czy Abe miał poczucie humoru? – zaciekawiła się.
– Pewnego rodzaju. Dlaczego pytasz?
– Czy rozbawiłaby go myśl, że diamenty to coś w rodzaju kosmicznych wymiotów?
Blackburn uniósł czarne brwi. Całą uwagę skupił na Erin, tak że dziewczyna poczuła się jak schwytana w światło reflektora.
– Tak – potwierdził. – Masz jeszcze jakieś pomysły?
Zawahała się.
– Pomyślisz, że zwariowałam, ale te skałki przypominają mi czarne łabędzie. – Erin wskazała na fotografię, na której Bridget McQueen Windsor stała na wietrznym wzgórzu. Cole przez chwilę się nie poruszał. W końcu wziął fotografię pod lupę.
– Nie – powstrzymała go. – Nie tak. Odłóż szkło i spójrz na zdjęcie tak, żebyś nie widział go ostro.
– Jakbym był pijany? – zapytał sucho.
– Dlaczego nie? Przecież Abe niemal cały czas chodził zalany w trupa.
– Możliwe, że wyglądają jak łabędzie – odezwał się po chwili. – Ale pewnie to samo można powiedzieć o każdym paśmie wzgórz, na których są kawały zerodowanego, sczerniałego wapienia.
– Ale to nie jest jakieś tam wzgórze. Na tym wzgórzu Bridget McQueen uśmiechała się do mężczyzny, który wkrótce miał zostać jej mężem, a tymczasem Abe stał z boku i myślał, że ona należy do niego.
– McQueen… królowa… królowa zdrady. – Cole uniósł jedną brew. – Wszystko się zgadza, ale w tamtych czasach Abe nie odróżniłby diamentu od kwarcu.
– Nie wydaje ci się, że miał obsesję na punkcie mojej babki?
– Prawdopodobnie. Nic mu nie pozostało, może oprócz zemsty. Tak oszukany mężczyzna zwykle chce powetować sobie krzywdę, i to z nawiązką.
Erin patrzyła na fotografię, ale widziała Lai, z jej piękną twarzą i gibkim ciałem. Zdradzona miłość łatwo może się przekształcić w żądzę zemsty. Erin zerknęła na Cole'a. Chciała go zapytać, czy to pragnienie zemsty i nienawiść łączą go z Lai, a nie miłość. Jednak to byłoby pytanie osobiste, a więc takie, które sama uznała za niedozwolone.
– Czy jest możliwe, że Abe często wracał w to miejsce, bo zrobił sobie z niego coś w rodzaju dziwacznej świątyni wspomnień? – zapytała, ostrożnie dobierając słowa.
– To więcej niż możliwe. Wydaje się bardzo do niego podobne. Jeździł tam, upijał się, wspominał i wpadał we wściekłość, aż w końcu był zbyt zmęczony, żeby czymkolwiek się przejmować.