Выбрать главу

Erin już chciała zapytać, czy on też ma taką świątynię, w której rozpamiętuje zdradę, ale w ostatniej chwili ugryzła się w język.

– Ile sióstr i braci ma twój ojciec? – zapytał Cole z roztargnieniem?

Zamrugała.

– Nie ma rodzeństwa. Jest jedynakiem.

– Jeśli się nie mylimy co do Bridget i Abe'a, to chyba zdajesz sobie sprawę, co to oznacza?

Zanim Erin zdążyła się odezwać, zacytował fragment wierszy Abe'a.

– Przybądź na mą ziemię, Wnuczko zdradzonej miłości. Tyś krew z mojej krwi. I kość z mojej kości. Jesteś wnuczką Abe'a. To ciebie nazywa „owocem zdrady”.

– Cudownie – stwierdziła Erin, ale jej ton mówił, że wcale jej to nie cieszy. – Tylko tego mi brakowało, przodka, który postradał zmysły.

Cole uśmiechnął się krzywo.

– Nie przejmuj się. Jeśli nawet Abe miał jakieś złe geny, to nie przekazał ich twojemu ojcu. To najzdrowszy, najrozsądniejszy człowiek pod słońcem.

Erin przerzuciła kartki z poezją.

Znajdź ją, jeśli potrafisz,

Jeśli masz odwagę iść

Tam gdzie czarny łabędź gości

Nad martwego morza kośćmi…

– To jest całkiem jasne. Natomiast następnych linijek w ogóle nie rozumiem.

– Jak chcesz, wytłumaczę ci to jeszcze raz – zaproponował Cole.

– Dziękuję – odparła szybko. – Wiem już wystarczająco wiele na temat nieprzyzwoitych wyrażeń w australijskim slangu.

– Sama mnie o to pytałaś.

– A ty chętnie odpowiedziałeś. – Skrzywiła się. – Sprowadzamy to do absurdu. Jednak muszę przyznać, że Abe potrafił nadać słowom podwójne, a nawet potrójne znaczenie. Spójrz tylko na tytuł. Może oznaczać opinię o tych wierszach, opis powstawania diamentów albo określenie samych diamentów. Niezbyt to ładne, ale bardzo zgrabnie pomyślane.

Cole czekał patrząc na Erin. Jej długie, szczupłe palce przesuwały się po kartkach z wierszami, ale oczy patrzyły w przestrzeń. Z takim samym skupieniem robiła zdjęcia… i kochała się.

– Jesteś pewien, że ani na stacji, ani na żadnej z działek nie ma jaskiń? – zapytała w końcu.

– Nigdy się z nimi nie spotkałem.

Erin westchnęła.

– Cóż, miałam taki dobry pomysł.

– Jaki pomysł?

– Gdyby były tu jakieś jaskinie, przechodzące przez kości martwego morza, to Abe, ze swoim dziwacznym widzeniem świata, mógł postrzegać wejście człowieka do jaskini jako coś przypominającego akt płciowy. Jaskinię uważał za kobietę. Często się przecież mówi Matka Ziemia. – Cole popatrzył na nią zaskoczony. – Z literatury w college'u miałam same piątki. Słowa były moją pasją. Potem odkryłam fotografię. A poza tym, Abe podobno znał się na dziełach literackich, prawda?

– I to dobrze, ale tylko na trzeźwo. Kiedy piliśmy, recytował mi Miltona i Pope'a.

– Musiałeś się, biedaku strasznie męczyć.

– Pewnie mi nie uwierzysz, ale bardzo to lubiłem. Abe miał zadziwiająco dobry głos. – Erin spojrzała na Cole'a i uświadomiła sobie, że wierzy w jego słowa. Miał bardzo różnorodne zainteresowania. – Jest jednak pewien problem, jeśli chodzi o taką interpretację jego wierszy – ciągnął Cole. – Ściśle mówiąc, kilka problemów.

– Jakich?

– Nie ma tu jaskiń.

– Pewnie są, tylko trzeba je znaleźć.

– Oczywiście – odparł zwięźle. – To nam pozostawia problem samego Abe'a.

– Nie rozumiem.

– „Pijaczyna, wiecznie zalany”. Te słowa bardzo dobrze go opisują.

– Nigdy nie trzeźwiał? – zapytała.

– Nie. I to mnie martwi. Pamiętasz ostatnie wersy na testamencie? – Erin potrząsnęła głową i zaczęła szukać odpowiedniej kartki. – Nie trudź się – powiedział Cole. – "Królowo kłamstwa, już się żegnamy. A ja jestem królem." Cały ten spadek to może być największe oszustwo świata.

– Ale te diamenty są prawdziwe.

– Tak prawdziwe jak śmierć – zgodził się ponuro Cole.

Sekrety czarniejsze niż śmierć

I prawda, za którą mogę zginąć.

Ale do ciebie przemówię… dziecko smutku.

– To do ciebie mówi, Erin.

Przyjdź do mnie,

dziecię zdradzonej miłości.

Tu jest mój grób, tu leżą moje kości.

Wsłuchaj się w ich jęk.

– On ci ofiarowuje śmierć – dodał.

– Powinieneś studiować literaturę. Wyczytałeś z tych wierszy więcej niż ja. – Spojrzała na zegarek Cole'a. – Ile mamy czasu do następnego lotu?

Chwilę panowała cisza, zanim zareagował na nagłą zmianę tematu.

– Zrobię przegląd helikoptera.

Odszedł, nie mówiąc nic więcej o śmierci i poezji. Erin westchnęła głęboko i wypiła łyk kawy. Parujący płyn był niewiele gorętszy od otoczenia.

Silnik zbudził się do życia i zaterkotał równym rytmem.

Nagle zadławił się, znów jakiś czas chodził równo, po chwili zawahał się i jeszcze raz wpadł w rytm. Minęło kilka minut, zanim umilkł. Cole wyskoczył z kabiny, otworzył pokrywę I zaczął szperać w mechanizmie.

Erin dopijała właśnie drugą filiżankę kawy, kiedy wszedł pod cień rzucany przez daszek. Z jego ruchów i zaciętej linii ust odgadła, że jest zły. Przyniósł ze sobą okrągły metalowy cylinder.

– Jeden dzień mamy z głowy, a może nawet dwa – oznajmił, pokazując jej cylinder. Spojrzał na zamglone od upału niebo. W kilku miejscach już gromadziły się chmury. Było jeszcze zbyt wcześnie na początek pory deszczowej, ale wszelkie znaki wskazywały, że się zbliża. Deszcz mógł spaść już wkrótce, odbierając im możliwość poszukiwania kopalni Szalonego Abe'a aż do powrotu pory suchej.

– Lai!

Na wezwanie Blackburna zjawiła się tak szybko, że z pewnością stała tuż za drzwiami, czekając na polecenie albo podsłuchując. A może i jedno, i drugie. Cole dobrze o tym wiedział.

– Słucham? – zapytała, patrząc tylko na Cole'a.

– Powiedz Wingowi, żeby nam przysłał cały komplet filtrów paliwa dla helikoptera. Lepiej trzy komplety. Części zapasowe będę cały czas woził ze sobą.

Lai skinęła głową i powiedziała coś po chińsku.

– Mów po angielsku – nakazał jej surowo.

– Ale przecież dobrze znasz chiński – zamruczała w odpowiedzi.

– Ale Erin go nie zna.

– To dlaczego jej nie nauczysz, jak ja nauczyłam ciebie?

Było to proste pytanie, ale wypowiedziane głosem wywołującym obraz dwojga splecionych w uścisku kochanków, którzy uczą się nawzajem rzeczy, nie mających nic wspólnego z obcymi językami. Lai równie zmysłowo poruszyła ręką, jakby chciała przebłagać albo zatrzymać mężczyznę. Ten gest wydał się tak intymny, że Erin odwróciła wzrok.

– Zadzwoń do brata – polecił ostro Cole.

Lai z pozbawioną emocji miną skinęła głową i wycofała się do wnętrza domu.

– Co się stało? – zapytała Erin.

– Paliwo jest zanieczyszczone.

– Co takiego?

Cole odkręcił pokrywkę cylindra i wyjął papierowy rożek.

– Dotknij tego.

Przesunęła palcami po papierze, a następnie potarła nimi o siebie. Z początku wydawało jej się, że to tylko czyste paliwo, ale stopniowo coraz wyraźniej czuła na skórze jakąś dziwną szorstkość.

– Zawsze można się spodziewać drobnych zanieczyszczeń Właśnie dlatego używa się filtrów – wyjaśnił Cole. – Ale to wygląda tak, jakby cały pył z pobliskich wzgórz znalazł się w przewodach paliwowych.

– Jak to możliwe, że paliwo jest aż tak brudne?