Z wolna ręka Erin zaciskała się na ciężkim pistolecie. Lai nawet tego nie zauważyła. Skupiła całą uwagę na jasnych oczach byłego kochanka. Mówiła dalej słodkim, melodyjnym głosem, jakby opowiadała o miłości, a nie zemście i śmierci.
– Kiedy weszłabym w posiadanie kopalni, rodzina Chen musiałaby zapłacić za to, że posłużyła się mną jak pionkiem na szachownicy. Nie jestem pionkiem, jestem królową. A mężczyzna przy moim boku byłby królem.
Mocne palce Cole'a przesuwały się pieszczotliwie po szyi Chinki.
– Królowa kłamstwa – wymamrotał. Spojrzał na Erin. Jej twarz pobladła, a oczy tak pociemniały, że wydawały się teraz czarne, a nie zielone. – Chyba nic nie pomoże, jeśli ci powiem, że zakochałem się w twoich fotografiach, jeszcze zanim cię poznałem?
– Zakochałeś się? Ty? – Erin wydała dźwięk, który mógł być i śmiechem, i szlochem. – Dobry Boże, Cole, naprawdę uważasz, że jestem tak beznadziejnie głupia?
– Spodziewałem się, że właśnie tak zareagujesz. Gratuluję, kochanie. Wreszcie nauczyłaś się, jak dbać o własne życie. Teraz będziesz miała taki sam problem jak ja. Nie będziesz umiała znaleźć niczego, dla czego warto by żyć. – Erin opuściła powieki, nie mogąc znieść smutku w spojrzeniu Cole'a. – Zadzwonię teraz do Chena Winga i powiem mu, żeby zabrał stąd swoją kochającą siostrę. Jeśli to ci się nie podoba, to masz w ręku broń. Użyj jej.
Erin zakręciło się w głowie. Z trudem opanowała lekkie drżenie, jakie owładnęło jej ciałem.
– Ocaliłeś mi życie na pustkowiu – odparła urywanym głosem i opuściła pistolet. – Ja nie pozwoliłam, żeby Lai cię zabiła. Rachunki zostały wyrównane.
Na widok uśmiechu Cole' a Erin poczuła na plecach lodowaty dreszcz.
– Lai nie miała zamiaru mnie zabijać. Chciała, żebym podpisał umowę ślubną. Ale najpierw zastrzeliłaby ciebie.
Chinka wdzięcznie opuściła głowę i pieszczotliwie otarła się podbródkiem o silną rękę Cole'a, która wciąż trzymała ją w żelaznym uścisku.
– Jeśli to dziecko byłoby chłopcem, nigdy bym się go nie pozbyła – oświadczyła matowo. – Ale to była tylko dziewczynka, a ty wyjechałeś do Brazylii. Jeszcze nie jest za późno, ukochany. Ona cię nie zastrzeli. Odbierz jej broń. Razem poskromimy diamentowego tygrysa.
W nabrzmiałej ciszy słychać było tylko urywany oddech Erin. Cole patrzył, jak lufa pistoletu kieruje się na głowę Lai, a palec Erin dotyka spustu. Nie poruszył się, nie przeszkodził, tylko czekał z ponadludzką cierpliwością na decyzję Erin.
– Ty sobie lepiej radzisz z jadowitymi wężami niż ja – powiedziała schrypniętym głosem dziewczyna. – Zabij ją albo zostaw sobie do zabawy. Mnie jest wszystko jedno…
Nie oglądając się wyszła z pokoju.
Rozdział trzydziesty ósmy
– To bardzo miło, że państwo przyszli – powitał ich Chen Wing.
Erin i Matthew Windsor weszli do środka, a Chińczyk zamknął za nimi drzwi biura BlackWing w Los Angeles. Spojrzenie czarnych oczu Winga zatrzymało się na Erin. Wyglądała inaczej niż na fotografii. Była dojrzalsza, bardziej nieufna i opanowana… Włosy związała na karku w gładki węzeł. Miała na sobie kosztowny, ale swobodny strój.
Jednak najbardziej zmieniły się jej oczy. Patrzyły teraz chłodno i badawczo.
– Proszę usiąść – odezwał się Wing.
Uśmiechnął się lekko i wskazał Erin i jej ojcu miejsca za długim stołem konferencyjnym. Na jego środku leżało zamknięte pudło. Erin zerknęła na nie, nie dostrzegła nic interesującego i skoncentrowała uwagę na Chenie Wingu. Na swój sposób był równie urodziwy jak siostra, doskonale zbudowany i inteligentny. Miał takie same przebiegłe czarne oczy.
– Jak się miewa pańska siostra? – zapytał uprzejmie Windsor, kiedy usiedli.
– Psychiatra robi nam nadzieję, że uda się jej dojść do siebie – odparł Wing. – Oczywiście, do tego czasu musi przyjmować lekarstwa i pozostawać pod ścisłą obserwacją psychiatryczną.
– Co się stało? – zapytała szorstko Erin. – Przecież Cole złamał jej nadgarstek, a nie uszkodził głowę.
– Obawiam się, że umysł Lai zawsze był nieco nadwątlony. Już kiedyś musieliśmy… trzymać ją pod stałym dozorem,
– Doprawdy? Dopilnujcie, żeby jej dozorca stale miał przy sobie bat.
Windsor spojrzał na zegarek.
– Trochę nam się śpieszy, panie Wing.
– Naturalnie. – Chińczyk spojrzał prosto na Erin. – Cole upiera się, że do niego należy tylko połowa Kopalń Śpiącego Psa. Ta połowa, którą mu pani dała jako honorarium dla odkrywcy.
– Dałam mu połowę swojego spadku. Czy odziedziczyłam połowę, czy wszystkie kopalnie, zależy od tego, jak wam się spodoba podpis na skrypcie, o którym wspomniała Lai. Chyba, że upieracie się przy twierdzeniu, jakoby była niespełna rozumu.
– Cole nie chce się ubiegać o uznanie długu karcianego Abelarda Windsora, chociaż taki bez wątpienia istnieje – odparł Wing, ostrożnie dobierając słowa. – Nie chce także zawierać umowy z DHD na więcej niż połowę należącego do B1ackWing wydobycia z Kopalń Śpiącego Psa. Zrozumiałe, że członkowie kartelu są trochę… zaniepokojeni. Połowa wydobycia nie gwarantuje monopolu.
Erin wzruszyła ramionami.
– Zarobią trochę mniej pieniędzy. I co z tego?
Wing spojrzał na Windsora.
– Nic jej pan nie wyjaśnił?
– Mój ojciec nie jest właścicielem ani jednego karata z kopalni, więc niech pan rozmawia ze mną, a nie z nim.
– Jeśli władza kartelu się załamie, cena diamentów przemysłowych przekroczy możliwości krajów Trzeciego Świata, takich jak Chiny – powiedział Wing.
– To jakaś bzdura. Kiedy monopol na diamenty zostanie przełamany, ceny powinny spaść.
– Owszem, ale tylko ceny diamentów jubilerskich, a nie bortu.
– Dlaczego?
– Koszt eksploatacji złoża jest niebotyczny – tłumaczył Wing. – Cena bortu nie jest w stanie go pokryć. Żeby kopalnia przynosiła dochody, diamenty jubilerskie muszą być sprzedawane po stałej, zawyżonej cenie.
– W takim razie produkujcie diamenty przemysłowe w laboratoriach – zasugerowała obojętnym tonem. Wing z niemą prośbą spojrzał na Windsora, który westchnął i zaczął mówić:
– To nie takie łatwe, dziecinko. Badania cały czas trwają, ale sztuczne diamenty wciąż nie są tak tanie jak bort kartelu. Poza tym, nawet jeśli kiedyś uda się tanio produkować sztuczne diamenty, to nie nam. Japonia jest najbardziej zaawansowana. Nikt nie chce, żeby Japonia jeszcze bardziej wzmocniła swoją pozycję ekonomiczną.
Erin przez chwilę milczała, rozważając to, co jej powiedział.
I to, co zachował dla siebie.
– Chcesz mi uzmysłowić, że bez tanich diamentów przemysłowych rozwój krajów Trzeciego Świata byłby bardzo utrudniony, tak?
Wing spojrzał na nią zaskoczony.
– Byłby prawie niemożliwy. Diamenty mają o wiele większe znaczenie dla przemysłu, niż się ludziom wydaje, szczególnie dla takiego przemysłu, jakim są zainteresowane kraje rozwijające się. – Wing rozłożył ramiona w niemej prośbie. – Czy nie lepiej, żeby dochód ze sprzedaży luksusowych diamentów w krajach zachodu subsydiował koszty wydobywania bortu dla państw komunistycznych i krajów Trzeciego Świata?
– Mówimy tu na przykład o industrializacji Chin, którą rodzina Chen może kontrolować – powiedziała spokojnie Erin. – Chiny to kraj, w którym mieszka jedna piąta ludności świata. Tradycyjnie jest główną potęgą Azji. Kto kontroluje Chiny, wkrótce przejmie kontrolę nad wszystkimi krajami rejonu Pacyfiku, oprócz Stanów Zjednoczonych i Japonii. Oczywiście, moglibyście się sprzymierzyć z Japonią. W takim wypadku Stany Zjednoczone byłyby zmuszone do ściślejszych związków ekonomicznych z Europą. Nawet z pomocą Japończyków nie możecie liczyć na zwycięstwo.