Telefon komórkowy, jaki wicedyrektor Pro-Wapu nosił w wewnętrznej kieszeni marynarki, nie był zablokowany przed niezamierzonym użyciem. Toteż nic nie przeszkodziło przypadkowemu wybraniu ostatniego wykręconego numeru, akurat w momencie, gdy mocno pijany Gerard namawiał Ewę, by jechała z nimi do dyskoteki. Pech chciał, że ostatnim wybieranym numerem był numer domu Gerarda.
Telefon odebrała żona. A potem przez dobrych kilka minut stała jak sparaliżowana, ze słuchawką przyciśniętą do ucha, chłonąc każde słowo z tego, jak jej pijany mąż namawia na dyskotekę swoją kochankę zapewne.
Na szczęście wszystko się wkrótce wyjaśniło. Zycie Olszewskich wróciło do normy, choć, co Ewa przyjęła z lekkim ubolewaniem, jej kontakty z Gerardem mocno się ochłodziły, ograniczając się do spraw ściśle służbowych. Szkoda – pomyślała, ale nie zamierzała rozwodzić się zbyt długo nad tym faktem.
Ostatecznie, to był problem Gerarda. To on miał pecha. Bogu ducha winien, wierny do bólu i zakochany w swojej żonie po uszy, poniósł konsekwencje tego, jak przypadek może płatać w życiu człowieka najbardziej niesamowite figle. Choć z drugiej strony, czy ten pożegnalny przelotny pocałunek był z jego strony tylko grzecznościowym pożegnaniem? Czy gdyby nie nieszczęsny telefon wykonany niechcący, nie prowokowałby w przyszłości podobnych sytuacji? Jednak to był tylko jego problem. Ewa była najzupełniej czysta.
Wiadomość tekstowa od Sylwii nie była dziełem przypadku. Ewa natknęła się na nią następnego dnia rano, gdy szukając kluczyków od samochodu znalazła w kieszeni śpiącego męża drugą aktywację do telefonu.
Maleńka elektroniczna karteczka. Co mogła zawierać?
Ewa bez większego namysłu włożyła aktywację do swego aparatu komórkowego. Spis telefonów zapisanych na nowej karcie męża, miał tylko kilka pozycji, ale wymieszawszy się z numerami z jej książki telefonicznej, jaką prowadziła w pamięci telefonu, stał się na tyle nieczytelny, że Ewa darowała sobie szczegółowe dochodzenie. Zresztą nie miała na to czasu. Wstała dziś zbyt późno, a należało jeszcze zawieźć dzieci do szkoły.
Jedyne, co jej przyszło do głowy, to sprawdzenie wyrytego od kilku dni w jej głowie numeru telefonu.
Pięć, zero, pięć… – rozpoczęła wybieranie z pamięci.
I nagle komórka zadrżała jej w dłoni, z głośnika zaś wydobył się sygnał odebrania wiadomości tekstowej.
Sprawdziła. I nagle zrobiło jej się słabo. Wiadomość została nadana przez osobę imieniem Sylwia. Z całą pewnością żadna Sylwia nie figurowała wśród znajomych Ewy w jej spisie telefonów.
Drżącymi palcami Ewa wybrała odczytywanie wiadomości.
– Ty draniu! – to były pierwsze słowa, jakie Tomek usłyszał tuż po tym, jak nagłe szarpnięcie zerwało z niego kołdrę. – Ty przebrzydły draniu, jak śmiałeś mi to zrobić?!
Ewa stała nad nim z twarzą wykrzywioną grymasem ogromnej furii. Nigdy dotąd nie widział żony takiej roztrzęsionej.
– Co się stało? – zapytał zaspanym głosem, siadając na łóżku.
– Ja już wszystko wiem! – krzyczała. – Już nie potrzebuję twoich kłamstw. Twoja Sylwia właśnie napisała do ciebie sms-a! – Ewa miotała się po pokoju.
Nawet nie miała siły płakać. Czuła się tak, jakby spadła z wysoka, a uderzenie to odebrało jej zdolność oddechu.
– Kto napisał?
Nie do wiary! On nadal grał na zwłokę. Odwieczna polityka jej męża – jeśli nie wiesz, ile wie przeciwnik, udawaj głupka, to może się zorientujesz i zdążysz z sensowną linią obrony. Ewa miała już dość. Podeszła do szafy i jednym ruchem ręki opróżniła jego półkę z ubraniami.
– Pakuj się – popatrzyła na niego zimo, tylko mocno przyspieszony oddech zdradzał, jak bardzo jest wzburzona. – Wynoś się do niej i nigdy więcej nie wracaj!
Złapała naręcze ubrań i ruszyła w kierunku drzwi wyjściowych.
Tomek zerwał się z łóżka i doskoczył do niej. Jednym szarpnięciem zawrócił rozdygotaną kobietę do sypialni. Dzieci, obserwując od kilku chwil całą scenę, ubierały się cichutko w swoim pokoju, nie bardzo wiedząc, o co tym razem kłócą się ich rodzice. Tylko mama jeszcze nigdy nie była tak zdenerwowana.
Ewa zaczęła się szarpać histerycznie, więc Tomek ścisnął ją za oba nadgarstki. Wyrwała się i w przypływie dzikiej furii zaczęła go okładać rękami gdzie popadnie. Trafiła go kilkakrotnie w twarz, ale on nie miał zamiaru jej oddać. Ochronił głowę ramionami, jednocześnie starając się zamortyzować ciosy, a gdy Ewa opadła z sił, powalił ją na łóżko, unieruchamiając własnym ciężarem ciała. Nie miała szans by się poruszyć. Dyszała tylko ciężko z emocji i wysiłku.
– A teraz spokojnie wytłumacz mi, o co ci chodzi – rozkazał.
– Jesteś największym gnojem, jakiego znam – wypowiedziała z trudem, Tomek zduszał jej klatkę piersiową. – W dodatku głupim gnojem. Kupiłeś sobie nową aktywację po to zapewne, by twoja żona nie mogła już przechwycić żadnego bilingu. Ale zgubił cię głupi przypadek. Znalazłam tę aktywację, jednocześnie twoja dziwka przysłała ci namiętnego sms-a. Pisze w nim, że tęskni, więc nie zwlekaj dłużej. Zabieraj się razem ze swoimi rzeczami z tego domu i z mego życia!
Patrzył w oczy żony z odległości kilku centymetrów. I milczał. Ewa nie bardzo wiedziała, co ma mu jeszcze powiedzieć wobec tak oczywistej zdrady.
– Puść mnie. I nigdy więcej mnie nie dotykaj.
Milczał nadal, a jego uścisk nie zelżał ani na moment. Po prostu nie było co powiedzieć. Nie mógł jej wyznać prawdy. Lepiej było się nie odzywać, niż łgać. W dodatku nie miał bladego pojęcia, co też ta głupia młoda siksa mogła napisać w nieszczęsnym sms-ie.
– Uspokój się – poprosił łagodnie.
– Jak mogłeś? – zapytała z takim smutkiem, że Tomka ogarnęła nagle wściekłość na samego siebie za całe to zamieszanie.
– Ja… – zawahał się. – Ja nic nie zrobiłem! – wybuchnął wreszcie. Być może Ewa grała w ciemno, a jeśli tak, to nie da jej się podejść.
– Nic? Zbezcześciłeś dziewięć lat naszego związku! – Żal ścisnął ją za gardło tak silnie, że zacinała się, z trudem wypowiadając kolejne zdania. – Dziewięć lat! Kawał życia.
Mimo iż ich ciała ściśle do siebie przylegały, Ewie wydało się, że dzieli ich wielokilometrowa przepaść. A przecież byli ze sobą od dziewięciu lat. Oddała mu dziewięć lat swego życia, najpiękniejsze lata młodości. A on odwdzięczył się kłamstwem i zdradą.
Teraz te dziewięć lat okazało się dmuchawcem, który pod wpływem wiosennego powiewu wiatru stracił bezpowrotnie swój dumny pióropusz.
– To, co było dotąd między nami – powiedziała – położyłeś na szalę z czymś tak ulotnym i niepotrzebnym, jak ten romans. To dla ciebie jest nic? Chyba że takie romanse to dla ciebie chleb powszedni!
– Nigdy cię nie zdradziłem – powiedział chłodno. – Twoja podejrzliwość jest chora i niedorzeczna!
Wciąż przyduszona jego ciałem, spoglądała w hipnotyczne piękno jego zielonych oczu, ukrytych za wachlarzem długich rzęs, jakby próbując zajrzeć do jego duszy.
Niedawno na studiach słuchała wykładów na temat mowy ciała. Dowiedziała się wtedy, że można wyćwiczyć w sobie każdy gest, odruch, drgnienie mięśnia, byle nie zdradzić swoich emocji. Wszystko. Z wyjątkiem źrenicy oka. Duże źrenice oznaczały szczerość, kiedy zaś człowiek kłamał, zwężały się do malutkich rozmiarów.
Źrenice Tomka były wielkości główki od szpilki.
– Kłamiesz! – wypaliła mu prosto w twarz.
Zwlókł się z niej i sięgnąwszy po papierosa, usiadł na kanapie. Ewa zauważyła, że lekko drżą mu ręce.
Nie była dumna ze swego odkrycia. Chciała, by nigdy nie nastąpiło, bowiem jego przerażający realizm był ponad jej siły. Czuła się fatalnie, jakby nagle uszło z niej całe powietrze. Nie miała siły się poruszyć, choć Tomek już nie krępował jej ruchów.