Выбрать главу

Była bezradna jak maleńka dziewczynka w wielkim lesie. Nie miała pojęcia, co powinna zrobić. Jeśli dotąd łudziła się, że jest jedyną kobietą dla swego męża, a zdrada to coś tak odległego, że przenigdy nie pojawi się w ich życiu, jeden króciutki sms rozwiał tę ułudę ponad wszelką wątpliwość.

„Mam wolne popołudnie – pisała kochanka jej męża. – Przyjedź, bo tęsknię i mam na ciebie ochotę. Myślisz o mnie? Pa. Twoja Sylwia. "

Tyle namiętności w tak niewielu słowach. Tyle dobitnej prawdy na temat wierności Tomka.

Ewa całą siłą woli zmusiła się do wstania z łóżka. W milczeniu zaczęła się ubierać. Trzeba było zawieźć dziewczynki do szkoły. Potem zamknie się gdzieś i zastanowi co dalej. Podświadomie czuła, że gdy wyjdzie z ich małżeńskiej sypialni, nic już nie będzie jak kiedyś. Żeby chociaż Tomek spróbował się tłumaczyć, poczuł się do winy, a nie bezczelnie wypierał się czegoś, co bezapelacyjnie miało miejsce. Tak bardzo było jej żal tego wszystkiego, co nagle zostało popsute. Ból, jaki czuła, sprawił, że znów opadła z sił. Przysiadła w fotelu i zakryła twarz dłońmi, zupełnie nieświadoma tego, że płacze.

Tomek zgasił papierosa, podszedł do niej i nieoczekiwanie klęknąwszy przed nią, położył głowę na jej udach, obejmując mocno ramionami jej kolana.

– Ewuniu – powiedział cicho. – Jesteś w wielkim błędzie. Ja…

– Brzydzę się tobą – przerwała mu silnym głosem. Próbowała wstać, ale jej na to nie pozwolił, tylko jeszcze mocniej wtulił się w jej nogi. – Zeszmaciłeś mnie. Znieważyłeś. Prowadziłeś podwójną grę w jakimś chorym, sobie tylko znanym celu. Po tym wszystkim, co dla siebie znaczyliśmy! Tak bardzo się starałam być najlepszą żoną, a ty tak bardzo mnie zraniłeś. Nie wiem, czy to, co za chwilę powiem, będzie dla ciebie w tej grze porażką czy zwycięstwem, szczerze mówiąc nie bardzo mnie to obchodzi, ale jednak jakiś cel osiągnąłeś. Straciłeś żonę.

Tomek czuł, że sytuacja go przerasta. Uspokajał płaczącą żonę, a sam był bliski płaczu. Co ja narobiłem? – myślał z rozpaczą. – Po cholerę mi to było?

– Gdy wrócę – powiedziała wstając – ma cię tu nie być.

Przeraziły go jej słowa. Wiedział, że zawinił, ale przecież nie mógł się ot tak przyznać. Jedyną rozsądną rzeczą, jaka mu tej chwili przyszła do głowy, był atak.

– Z pewnością nie możesz się już doczekać tej chwili? – zapytał, również wstając.

– Co takiego?!

– Tak łatwo mnie oskarżyłaś i tak szybko osądziłaś, że jeszcze chwila, a wykonasz na mnie wyrok śmierci! – uniósł się.

Mężczyzna, z którym od tylu lat dzieliła życie, stał teraz przed nią zimny i nieprzystępny. Obcy.

– Widzisz, Ewo – patrzył na nią bezczelnie; troska, z jaką jeszcze Przed chwilą uspokajał żonę, prysła jak bańka mydlana – myślę, że dramatyzujesz. Ale pewnie ci to na rękę. Sądzę, że marzyłaś o takiej chwili, by znaleźć na mnie jakiś niedorzeczny zresztą haczyk. Myślę, że z lubością dążysz do rozpadu naszego małżeństwa, skoro od lat skutecznie pracujesz nad tym, by uprzykrzyć mi każdy dzień. A przez ostatnie miesiące stałaś się kompletnie nie do życia!

Mężczyzna, którego wydawało jej się, że od tylu lat kocha, oskarżał ją o zmarnowane małżeństwo! Nie do wiary, że mógł zdobyć się na taką impertynencję w obliczu własnej winy.

– I dlatego poszukałeś sobie młodej kochanki – stwierdziła – Ja właściwie nie straciłem żony. Ja jej nigdy nie miałem!

Puch dmuchawca unosił się coraz wyżej i wyżej…

– Obyś tym razem był szczęśliwszy.

Ewa wraz z dziećmi wyszła z mieszkania.

Jeśli ból, jaki Ewa czuła tuż po tym, jak odkryła, że mąż utrzymuje podejrzanie znajomości z kobietami, był potężny, teraz, gdy wyszło na jaw jak bliska i intymna jest to zażyłość, ból stał się porażający. Atakował duszę i ciało. Rozpalał jej nerwy do białości. Jej serce krwawiło. Dusza krwawiła.

Poprzedni ból pozostawiał miejsce nadziei, że będzie lepiej, że wszystko się wyjaśni, że być może to tylko fałszywy alarm, wyolbrzymiona historia najzwyklejszej znajomości relacji handlarz – klient.

Ale alarm nie był fałszywy i świadomość jego realizmu przyniosła Ewie zgoła inny ból. Straszliwy. Beznadziejny, niekończący się, nie ustępujący ani na moment.

Już nie było nadziei na pomyłkę, pobożnych życzeń, że wszystko się logicznie wyjaśni. Była pustka i beznadzieja.

Nie chodziło tylko o samą zdradę, co do której Ewa nie miała już wątpliwości, choć niezbitego dowodu nie miała. Chodziło o to, że nagle coś, co obydwoje budowali przez lata, stało się dla jej męża na tyle nieważne, że nie zawahał się poszukać sobie odskoczni od tego ich poukładanego życia, które tak mocno go uwierało. Czy nie myślał o konsekwencjach? O uczuciach innych ludzi? A przecież byli taką udaną parą. Wdawało się, że się rozumieją i kochają. Obserwowali inne pary znajomych, które nie zawsze żyły w zgodzie i wierności. Jakże im się wtedy dziwili i jak bardzo byli wdzięczni losowi, że zbyt się kochają, by postępować podobnie. Byli ponad to i Ewa była bardzo z tego dumna.

Jaka ja byłam naiwna – pomyślała. – Wierzyłam w to, w co chciałam wierzyć, choć nie miało to wiele wspólnego z realnym życiem.

Kryzys nie oszczędził także jej związku. A jeśli tak, to w którymś momencie popełnili błąd. Ewa ze wszystkich sił próbowała zrozumieć, co popchnęło jej męża w ramiona innej kobiety. A jeszcze bardziej starała się pojąć, co skłoniło tę młodą osobę do romansu z niemal dwadzieścia lat starszym żonatym facetem.

Natychmiast przypomniała sobie inną historię, gdy sama miała dziewiętnaście lat. Odeszła wtedy od pierwszego męża. Przez wiele miesięcy była sama. Była zbyt zaangażowana w sprawy rozwodowe i pałała zbytnią nienawiścią do całego męskiego rodu, by wierzyć, że może jeszcze pokochać. Wówczas poznała Krzysztofa.

Właściwie to znajomi zaaranżowali im spotkanie. Krzysztof miał trzydzieści lat. Był bardzo przystojny, miły i elegancki. Miał żonę i malutką córeczkę, tylko pół roku starszą od córeczki Ewy, Oli. Dobrze im się rozmawiało na pierwszym spotkaniu. Potem odwiózł Ewę do domu.

Całowali się w samochodzie pod jej domem jak para dzieciaków, a każdy pocałunek przyprawiał Ewę o jęk rozkoszy. Zbyt długo była bez faceta, by nie przeżywać mocno każdej pieszczoty.

A potem zaczęli ze sobą sypiać. Zwykły, regularny, niezobowiązujący seks.

Czy myślała wtedy o żonie Krzysztofa? Jeśli tak, to tylko wtedy, gdy kochanek nie miał czasem wigoru, bowiem poprzednią noc spędził akurat z własną żoną.

Po pewnym czasie Ewa przyznała przed sobą, że zaczyna być zazdrosna o żonę Krzysztofa. Skarciła się wtedy za tę niedorzeczność. Nigdy nie zapytała go, dlaczego zdradza własną żonę, o której zresztą zawsze wyrażał się w najlepszych słowach.

Z upływem czasu coraz bardziej zaczęła wyczekiwać tych swoistych randek, coraz częściej też poświęcali sobie nawzajem uwagę nie tylko w łóżku. Rozmawiali o sobie, dzieciach, doświadczeniach życiowych, porażkach i radościach. Śmiali się, spacerowali.

Aż pewnego dnia zrozumieli, że są o krok od przekroczenia granicy, której za wszelka cenę przekroczyć nie mieli prawa.

– Zaczynam cię kochać, Ewo – wyznał pewnego razu Krzysztof.

Czuła do niego to samo i to od dawna, ale nie miała odwagi, by nawet przed sobą się do tego przyznać.

– Wiesz, co to oznacza? – bardziej stwierdziła, niż zapytała.

Pocałunek, który nastąpił po chwili, miał słodko-gorzki smak.