Na salę wszedł profesor Iwański. Niósł ich wyniki z kolokwiów.
– Opowiem ci wszystko, Martuniu, ale wieczorem – szepnęła Ewa.
Naprawdę nie miała ochoty wnikać w swoje zmartwienia. Teraz była studentką. Wszystko inne zostało daleko i musiało poczekać trzy dni, nim pozwoli znów ogarnąć się rozpaczy bez dna. Musiała odreagować domowe stresy, a Warszawa była do tego wprost idealna. Z trudem odsunęła uporczywie powracające myśli w najdalsze zakamarki umysłu.
– Jak to ma kochankę? – Marta siedziała z podkulonymi nogami na tapczanie w ich wynajętym pokoiku i wytrzeszczała oczy na Ewę. Był wieczór, a one wróciły właśnie z zajęć. – I mówisz to tak spokojnie?
– A jak mam mówić? – smutno uśmiechnęła się Ewa i ugryzła olbrzymi kęs bagietki.
– Przecież Tomek dzwonił do ciebie dzisiaj, rozmawialiście jak gdyby nigdy nic!
– No tak… rozmawialiśmy. My… On nadal ze mną mieszka. I twierdzi, że nic go nie łączy z tą kobietą.
– A ty? Wierzysz mu?
– Skąd! – prychnęła Ewa i ze złością zabrała się za winogrona.
– No wiesz? Gdyby mój Artur wywinął mi taki numer, to już by dawno ze mną nie mieszkał! Nie wiem nawet czy pozwoliłabym mu zabrać jakieś rzeczy z mieszkania, albo odwiedzać dzieci! Takich rzeczy się nie wybacza! – Marta zsunęła się z tapczanu by sięgnąć po owoce.
Obie panie szybko, niemal z nienawiścią, rozszarpywały kiść winogron, która tego wieczora najwyraźniej stała się uosobieniem wszystkich niewiernych mężczyzn.
– To nie takie proste, Marto, rozstać się z kimś po tylu latach…
– Ja bym na pewno się nie zastanawiała – z przekonaniem stwierdziła Marta.
Była mężatką od trzech lat. Czuła się bardzo dobrze w swoim związku, miała bowiem świadomość, że ludzie jej zazdroszczą. Sprzedawała w sklepie hydraulicznym, ale stać ją było na luksusowe życie, bowiem Artur, jej mąż, pracował na kilku etatach. Często nie było go w domu po kilka dni. Ewa czasem miała wątpliwości, czy mąż Marty przebywa poza domem z konieczności, czy po prostu ma kogoś na boku. Biorąc pod uwagę ciągle potęgującą się tuszę przyjaciółki, Ewa stawiała raczej na to drugie.
– Nie możesz wiedzieć, co byś zrobiła – zauważyła Ewa – dopóki sama nie znajdziesz się w takiej sytuacji. Ja zresztą nie oczekuję od ciebie rad. To mój problem i wezmę się z nim za rogi, tylko nie wiem jeszcze jak. Na razie wiem tylko, że to bardzo boli. Ale mam nadzieję, że Tomek się opamięta. Zresztą – z trzaskiem otworzyła puszkę z piwem – nie sądzę, że zabrnął tak daleko, by myśleć o drastycznych zmianach w swoim życiu.
– Dlaczego tak sądzisz? – Marta również sięgnęła po piwo.
– Sprawdzałam bilingi. Numer tej cholernej dziwki pojawia się od jakichś dwóch miesięcy. Tylko że teraz… Tomek ma drugą aktywację. Na kartę. Więc już nici z bilingów.
– To znaczy, że nie zamierza z nią kończyć, bo po co byłaby mu ta druga aktywacja?
Ewa skrzywiła się na te słowa.
– Też zdaję sobie z tego sprawę, tym bardziej, że ona mu śle na ten numer namiętne sms-y.
– Rzuciłabym drania – stwierdziła Marta bez ogródek.
Ewa ze zdziwieniem stwierdziła, że jeszcze do niedawna wyznawała takie samo sztywne stanowisko wobec małżeńskiej zdrady. Następstwem niewierności mogło byś jedynie rozstanie. Było to jasne, oczywiste i logiczne. Przynajmniej kiedyś. Teraz, gdy doznała tego na własnej skórze, nic już nie było takie oczywiste. Czy romans jej męża mógł przekreślić dziewięć wspólnych lat? Co mogło przynieść rozstanie? Czy było warto stosować aż tak drastyczne posunięcie? Ewa myślała nad tym przez te wszystkie nieprzespane noce. A im dłużej myślała, tym częściej zauważała, że na czoło wysuwa się jedno pytanie: czy chciała jeszcze naprawiać to, co między nimi istniało i czy w ogóle zależało jej na tym, by to naprawiać? Z przerażeniem docierało do niej, że nie umiała przed samą sobą odpowiedzieć na to pytanie, a przyczyną tej niewiedzy nie był bynajmniej fakt zdrady jej męża, ale coś o wiele bardziej głębokiego. Nagle Ewa przeanalizowała całe swoje małżeństwo, zastanowiła się nad rolą, jaką grała w ich związku i jaką rolę odgrywał Tomek. I wcale nie była pewna, czy udał im się ten dziewięcioletni teatrzyk. Scenografia była przestarzała, aktorzy pełni marazmu, zdolni jedynie oskarżać się wzajemnie i wytykać winy. A sufler nie chciał podpowiadać.
Zadzwonił telefon. To Tomek dopytywał się, jak jej mijał wieczór.
– Nieźle – powiedziała bez emocji. – Właśnie wychodziłyśmy do baru.
– Uważaj na siebie. – Trudno powiedzieć, czy mówił to z troską, czy ze złością.
– Będę – zapewniła. – A ty? Co robisz? – zadała bezwiednie pytanie.
– Obejrzę film i idę spać.
– Aha.
– Ewciu… – zawahał się.
– Tak?
– Uważaj na siebie… – powtórzył. – I dobranoc.
– Dobranoc. Pa.
Marta ostentacyjnie przewróciła oczami.
– Ty jesz mu z ręki, kobieto! – wyrzuciła Ewie, gdy tylko ta odłożyła słuchawkę. – Miej trochę godności! Ten facet cię okłamał, a ty mu czule: dobranoc, pa – przedrzeźniała Ewę.
– Ja… Właściwie to o co ci chodzi? Że porozmawiałam z własnym mężem? – uśmiechnęła się na wspomnienie rozmowy sprzed chwili. – Żebyś tylko słyszała jego skruszony głosik. – Wstała i założyła kurtkę. – Chodźmy wreszcie do tego baru, bo nam wszystkie miejsca zajmą.
– Właściwie to mi się odechciało – Marta wyciągnęła się na łóżku. poszłabym spać.
– No, nie – zbulwersowała się Ewa. – Wstawaj i chodź. Wyśpisz się później.
– Sorki, ale… nie chcę… może jutro – zamrugała sennie powiekami.
– Marta, ja potrzebuję gdzieś wyjść – Ewa usiadła na brzegu tapczanu. – Odreaguję… obydwie odreagujemy. Tylko dom, dzieciaki, nauka, a przecież jesteśmy młode, zwłaszcza ty – uśmiechnęła się do przyjaciółki – trochę nocnego życia nie zaszkodzi. Proszę.
– Nnno dobrze, ale na krótko.
– Obiecuję.
– Nie rozumiem, dlaczego stałeś się nagle taki opryskliwy – posiedziała Sylwia, tuląc się do nagiego torsu mężczyzny. Leżeli razem w jej mieszkaniu.
– Moja żona szlaja się gdzieś po warszawskich barach – odrzekł oburzony. – Szlag mnie trafia!
– No i co? My też przed chwilą wróciliśmy.
– My to co innego!
– Jesteś niesprawiedliwy – uniosła się na łokciu i zadziornie pocałowała go w czubek nosa. – Tobie wolno, a jej nie?
Przetoczył się nad nią, przygniatając swym ciężarem drobne ciało. Także często tak się zabawiał z Ewą. Twarz żony tak niespodziewanie pojawiła się w miejscu kochanki, że aż zastygł cały w przerażeniu. Zamrugał oczami. Sylwia wpatrywała się w niego ze zdziwieniem.
– Co ci się stało? – spytała.
– Nic. – Zerwał się i zapalił papierosa. Z niedopałkiem w ustach zaczął się w pośpiechu ubierać – Tomek, o co chodzi? Powiedziałam coś nie tak?
– Nie. Po prostu coś mi się przypomniało. Muszę jechać.
– Dokąd.
– Mam sprawy. Przepraszam.
Wyszedł z mieszkania, zostawiając kochankę zdziwioną i zarazem zdenerwowaną jego zachowaniem.
Do świtu jeździł obwodnicą wokół miasta. Ze wszystkich sił powstrzymywał się, by nie wykręcić na Warszawę. Ale i tak by to nic nie dało. Nie miał pojęcia, gdzie żona mieszka podczas studiów.
Nie było większych niespodzianek co do ocen z kolokwiów.
– Piątka, pani Turzyńska – usłyszała Ewa trzykrotnie pod czas tego weekendu, ilekroć wykładowcy wyczytywali wyniki z kolokwiów.
Marta za to była niepocieszona.