Выбрать главу

Wrzuciła do wózka kilka opakowań zmielonej kawy, parę pudełek herbaty i zmierzała w stronę stoiska z ciastkami, gdy nagle stanęła jak wryta. Przy stoisku chemicznym stała Ulka. Ubrana w żółty sklepowy fartuch z zielonymi oblamówkami i taką samą czapeczkę z daszkiem, ustawiała na półce pudełka pasty do zębów.

Ewa powoli zbliżyła się do dawnej koleżanki.

– O, cześć! – rozpromieniła się na jej widok Ulka, a jej chytre oczka jak wykrywacz metalu zlustrowały Ewę od stóp do głów.

Ewa wyglądała bardzo modnie i elegancko w białej kurtce do pasa, błękitnych dżinsowych spodniach ukazujących dokładnie jej szczupłą talię i uda oraz w błękitne pantofelki na wysokim obcasie.

Po sekundzie wyraz oczy Urszuli nie pozostawiał najmniejszych wątpliwości co do tego, co czuła ich właścicielka. Zazdrość. Chorobliwa i niepohamowana zazdrość.

– Cześć – odpowiedziała Ewa, jednak bez cienia entuzjazmu.

– Co tu robisz?

– Zakupy. A… ty?

– Ja… cóż… pracuję tu.

Na chwilę zapadło milczenie. Ewa nie bardzo wiedziała, jak ma zacząć tę nieprzyjemną rozmowę, ale zdawała sobie sprawę, że nie może zmarnować takiej okazji.

Nieoczekiwanie to Ulka sama zaczęła drążyć interesujący Ewę temat.

– Wiem, że mieliście z Tomkiem kłopoty.

– Z Tomkiem? – parsknęła Ewa. – A skąd o tym wiesz?

– Ewa… jest mi strasznie głupio… Wiem, że to przeze mnie, że Podejrzewałaś mnie… nas…

– O czym ty mówisz? – szczerze zdziwiła się Ewa.

– Tomek mówił mi, że dowiedziałaś się, że dzwoniliśmy do siebie parę razy ostatnio, ale uwierz, między nami nie…

– Ulka, nie pochlebiaj sobie – przerwała jej Ewa głosem pełnym pogardy. – Jeśli sądzisz, że byłabym zazdrosna o ciebie – to słowo Ewa wypowiedziała takim tonem, jakby wymawiała nazwę wyjątkowo wstrętnego pająka – to się bardzo mylisz, moja droga. Tomek mimo wszystko nie gustuje w kobietach twego pokroju.

Ulka najwyraźniej była odporna na rażąco kpiące słowa koleżanki. Wydawała się jakaś smutna, jakby mocno coś przeżywała.

– To nie o ciebie poszło i przynajmniej z tego mam jakąś satysfakcję – ciągnęła bezlitośnie Ewa.

– A więc chodzi o Sylwię? – Spojrzenie Ulki znów stało się chytre i wszędobylskie. Ona też miała satysfakcję, że jednak coś zburzyło spokój tej kochającej się pary.

– O, to wy się znacie? Może mi o niej opowiesz?

– Nie – stanowczo odparła Ulka.

Dla Ewy stało się jasne, ze Ulka wie na temat Sylwii bardzo dużo. Może nawet Sylwia pracowała w tym supermarkecie, może wynajmowały wspólnie pokój. Jakkolwiek wyglądała ich znajomość, nie układała się chyba teraz zbyt pomyślnie, jako że na wspomnienie Sylwii Ulka zaczęła rzucać wzrokiem gniewne błyski. Czyżby zatem młoda i zapewne piękna kobieta była także i jej rywalką w jej dziwnym chorym dążeniu do zdobycia Tomka?

– Chciałabym porozmawiać z Sylwią – powiedziała Ewa. – Pomożesz mi w tym? Gdzie mogę ją znaleźć?

– Nie, Ewo, nic ci nie powiem.

– Rozumiem, że bronisz koleżankę, ale…

– Koleżankę?! – prychnęła Ulka. – Jak ona śmiała! Najpierw wszyscy chodziliśmy do baru, potem Tomek przestał mnie zapraszać. A gdy kiedyś byłam u Sylwii, to przysięgała, że nie utrzymuje z nim znajomości. I wtedy do niej zadzwonił! Gadali jak gołąbeczki, a ona potem wypierała się, że to nie Tomek. A przecież słyszałam jego głos! To ma być koleżanka?!

– To bardzo ciekawe, co mówisz – zachęcała ją Ewa.

Ulka zrozumiała, że się zagalopowała i niechcący powiedziała więcej, niż powinna. Ale może i dobrze. Niech ta wyfioczona lalunia wie, że nie jest najważniejsza w życiu swego męża. Skoro ja nie mogę go mieć – pomyślała ze złośliwą satysfakcją – to miło, że i ty także go tracisz.

Ewę bardzo dużo kosztowało, by zachować zimny spokój. Chciała zatkać uszy, by tego nie słuchać. Pragnęła wybiec ze sklepu, zaszyć się w mysią dziurę i płakać, płakać, płakać, przeżywając wciąż od nowa swój ból.

Zamiast tego stała dumna i wyniosła, a na jej twarzy nie drgnął najmniejszy mięsień.

– Nie do wiary, ty jesteś zazdrosna. – Patrzyła z pogardą na Ulkę. – Czy to oznacza, że mi pomożesz?

– Nie. Tomek nigdy by mi nie wybaczył.

– I w dodatku jaka lojalna. – Ewa wzruszyła ramionami. – Ale w zasadzie co mnie to obchodzi? – Złapała wózek i pchnęła go w kierunku kas.

– Tomek to wspaniały facet. Ja bym takiego męża na rękach nosiła – powiedziała za nią z goryczą Urszula. – Nie doceniasz go. Nie wiesz, ile jest wart.

– Za to ty wiesz? – Ewa zatrzymała się na moment. – Najnowsze wieści. Możesz go sobie wziąć. Ja już go nie chcę. Rozstaliśmy się.

Ileż ja bym dała – pomyślała Ulka patrząc za oddalającą się koleżanką – by go sobie wziąć. Tyle że to on mnie nie chce. Obie z Sylwią razem wzięte przegrywamy w przedbiegach przy takiej kobiecie jak Ewa. Niech ją szlag!

Z trudem docierało do Ewy to, co kasjerka przy kasie do niej mówiła. Zapłaciła za zakupy i czym prędzej wyszła przed sklep.

Znalazłszy się w samochodzie zacisnęła dłonie na kierownicy i ciężko oparła o nią głowę. Nie liczyło się już to, że Olszewski czekał na służbowe volvo, ani że zaraz kończyła pracę. Była taka dumna ze swego małżeństwa, taka szczęśliwa… A tu okazało się, że wszyscy wiedzą, że mąż przyprawiał jej rogi! Ale w końcu żona zawsze dowiaduje się ostatnia. Tylko czy musiała o tym wiedzieć jeszcze Urszula, jej zagorzała rywalka? Było jej wstyd za tę dumę. Czuła się tak bardzo poniżona i upokorzona, że nie była w stanie rozsądnie myśleć.

Wybrała w telefonie numer męża, ten legalny, w którym nie miał zapisanej kochanki.

– Tak? – zgłosił się już po dwóch sygnałach.

– To ja – powiedziała bezbarwnym głosem.

– Cześć. Właśnie miałem do ciebie dzwonić. Jestem już w domu. Zabrałem też dziewczynki ze szkoły. Teraz obieram ziemniaki. Jak będziesz wracać, to…

– Tomek – weszła mu w słowo – ktoś mi właśnie powiedział, że ciągasz się ze swoją dziwką po barach.

– Kto? – zawołał zaskoczony. – Jak to? Gdzie ty jesteś? Czy nie powinnaś być teraz w biurze? Kto ci powiedział? To kłamstwo!

– Nie zaprzeczaj – odpowiedziała zrezygnowana. – Po prostu ktoś mi powiedział. Nieważne, kto. Przecież i tak ci nie powiem. Ale wiesz co? Jesteś fałszywy do bólu. – Wyłączyła telefon.

Ta krótka rozmowa trochę ją uspokoiła. Czuła się lepiej, gdy to z siebie zrzuciła. Jednocześnie zdawała sobie sprawę z beznadziejności całej sytuacji. Mieszkała z facetem, który utrzymywał intymne stosunki z młodą kochanką, jednocześnie wmawiał własnej żonie, że ją kocha i że jest dla niego jedyna. Na co liczył, próbując trzymać dwie sroki za ogon?

A ona nie miała w sobie na tyle siły by wyrzucić go za drzwi mieszkania i swojego życia. Jednak czy chodziło tylko o siłę? Ewa przyznała przed sobą, że nie. Akurat jej nie można było nazwać słabą kobietą. Była silna, nieraz udowodniła sobie i światu, jak bardzo. Ale teraz była bezradna jak dziecko. Upokorzona i zdruzgotana. I nie była pewna czy chce żyć nadal z Tomkiem, któremu przestała ufać, czy bez niego, za to z poczuciem satysfakcji, że położyła kres swemu upokorzeniu.

Niczego już nie była pewna.

Gdy późnym wieczorem Tomek zjawił się w mieszkaniu Andrzeja, mimo spokoju na twarzy dosłownie gotował się w środku.

Andrzej akurat przechodził kolejną burzę z piorunami. Spóźnił się kwadrans, gdy miał zabrać żonę z pracy i ona teraz nie zostawiała na nim suchej nitki.

– Ty durniu! – wrzeszczała na męża. – Znowu mi to zrobiłeś. Mogłeś zadzwonić i uprzedzić, ale nie, ty jak zwykle wierzyłeś, że ci się uda. A ja stałam jak głupia przed pracą! Wszystkie koleżanki miały uciechę. Wiecznie masz mnie gdzieś, lekceważysz mnie! Mam już tego dość!