– Gosiu, to tylko piętnaście minut – próbował spokojnie tłumaczyć. – Był środek dnia i deszcz nie padał ci na głowę. Stałem w korku, a…
– Mam gdzieś twoje wymówki. Zawsze to samo. Zawsze! – Rozżalona wyszła do pokoju i zaszyła się na kanapie przed telewizorem.
Właśnie zaczynał się popularny serial telewizyjny „Miłość i łzy". Małgorzata nie mogła przepuścić kolejnego odcinka. Mężczyźni mieli godzinę spokoju.
Andrzej niewiele sobie robił z pretensji żony. Nie czuł się winny, rzeczywiście stał w korku. Nie czuł się też na siłach wyjaśniać tego żonie, nie miało to większego sensu. Dla niej i tak zawsze był winny. Przyzwyczaił się do tego i jej wymysły nie robiły na nim już żadnego wrażenia.
– Zrobić ci kawę? – spytał gościa.
– Tak, poproszę – odparł Tomek, który także był przyzwyczajony do nieśmiertelnych czarnych chmur w domu kolegi. Znał Andrzeja od dzieciństwa, tym bardziej trudno mu było zrozumieć, jak mógł go wydać. – Myślałem, że istnieje coś takiego, jak męska solidarność – wydusił z siebie po chwili.
Andrzej podniósł brwi ze zdziwienia.
– Wiesz o czymś, o czym i ja powinienem wiedzieć? – zapytał.
– Nie udawaj, Andrzej. Ty wiesz.
– Wiem co? – Na twarzy Andrzeja napięły się wszystkie mięśnie.
– Powiedziałeś Ewie.
– O czym, do jasnej cholery?!
– Ciszej, chłopaki! – krzyknęła z pokoju Gośka. – Nie słyszę telewizora!
Andrzej wziął dwie szklanki świeżo zaparzonej kawy i zaprosił Tomka na werandę.
– No dobra – powiedział mocno zdenerwowany, gdy znaleźli się na zewnątrz – teraz wal o co ci chodzi, bo i ja mam do ciebie kilka słów.
– Powiedziałeś mojej żonie, że widziałeś nas w barze.
– Nas, to znaczy kogo? – Andrzej był szczerze zdziwiony.
– Mnie i… Sylwię.
– Ewa ci tak powiedziała? To dziwne, bo ja nic takiego nie mówiłem, nawet nie pamiętam ciebie i jakiejś tam Sylwii.
– Nie pamiętasz? Taka wysoka biuściasta blondynka, z którą byłem z miesiąc temu w tej nowej knajpie, gdzie podają taką pyszną pizzę i chińczyka.
– Biuściasta…? – Andrzej grzebał chwilę w pamięci.
– No.
– Może i przypominam sobie… I co, miałbym polecieć z tym do twojej żony?
– Byłeś u nas wczoraj.
– Ano byłem. Jestem rozczarowany, że podejrzewasz mnie o kablowanie na kumpla.
– Ale jeśli nie ty, to kto?
– Powiesz wreszcie, o co ci chodzi?
– Ewa dowiedziała się, że chodzę do baru z moją… – zawahał się czy powinien użyć określenia kochanka, ale zrezygnował z tego – z Sylwią. Od żony niewiele wyciągnąłem. Wróciła z pracy zła jak sto diabłów, zrobiła mi kolejną scenę zazdrości, wylała potok łez… W końcu nie wytrzymałem i wyszedłem. Normalka. Ale… myślałem że dowiedziała się od ciebie. Teraz wiem, że byłem w błędzie. Sorry. Tylko kto mógł nas widzieć i w dodatku donieść o tym mojej żonie?
– Skoro prowadzasz się po barach z jakąś panienką, to prędzej czy później zawsze znajdzie się ktoś życzliwy inaczej. Jeśli robisz coś, czego nie powinieneś, to musisz być ostrożny do bólu i przewidywać różne sytuacje. Musisz też mieć sensowne wytłumaczenie, na wypadek wpadki, tak jak teraz. Co w ogóle powiedziałeś Ewie?
– Nic. Nie było tłumaczenia. Zero chęci pojednania. Tylko łzy i szloch. Tak jak u ciebie, tylko twoja żona jakoś nie płacze.
– Ale ja się tylko spóźniłem po nią do pracy. To istotna różnica.
Tomek upił spory łyk kawy.
– Wiesz – odezwał się po chwili milczenia – ulżyło mi, że to nie ty.
Andrzej zamiast ulgi odczuwał coraz większe napięcie. Przyjrzał się uważnie przyjacielowi.
– A ty z tą biuściasta… z tą Sylwią… to tak na poważnie?
Tomek zaśmiał się tajemniczo.
– Ja wiem, czy od razu na poważnie…?
– Wtedy, gdy was widziałem w tamtym barze, myślałem, że to jakaś twoja klientka, albo dziewczyna jakiegoś kumpla. Taka młoda… Nigdy nie sądziłem, że poderwiesz taką laskę…
– Jakoś tak wyszło. – Tomek nie czuł się ani trochę zmieszany. W końcu tyle razy wysłuchiwał od Andrzeja opowieści o jego pozamałżeńskich przygodach. Dlatego odniósł wrażenie, że kumpel mu zazdrości.
– Ty rzeczywiście masz ten romans, o którym mówiła Ewa – Andrzej z niedowierzaniem pokręcił głową. Tomek siedział przed nim dumny jak paw. – W dodatku z taką młodziutką osobą… Ile ona ma lat?
– No co ty, o takie szczegóły będziesz pytał? Ważne, że jest dobra w te klocki. Zresztą akurat tobie nie muszę tłumaczyć, jaka powinna być dobra kochanka. Tyle się od ciebie na ich temat nasłuchałem, że jak wreszcie trafiłem, od razu wiedziałem, że to jest to.
– No to jesteś lepszy ode mnie. Ja nigdy nie miałem kochanki młodszej o piętnaście lat – w głosie Andrzeja przebijała ironia, ale Tomek był zbyt rozmarzony, by ją dostrzec.
– Siedemnaście, mój drogi – poprawił go rozpromieniony. – Siedemnaście.
– Ładny wiek – to stwierdzenie Andrzeja nie wyrażało właściwie nic, było jakieś zimne i smutne.
Tomek wrócił na chwilę z chmur na ziemię. Spojrzał na przyjaciela i dopiero teraz dostrzegł jego poważną minę. Spoważniał także.
– Czy dobrze kojarzę? Chciałeś mi o czymś powiedzieć?
– Dobrze kojarzysz.
– Więc?
Andrzej zebrał się w sobie. Nie było łatwo robić przyjacielowi wymówki na temat czegoś, czego sam niejednokrotnie się dopuszczał.
– Od bardzo dawna znasz moją Gośkę, prawda? – zaczął. – Wiesz, jaką zgagą potrafi być? Znasz mój życiorys, wiesz, że mieliśmy jako małżeństwo wzloty i upadki…
– O tak, nie obraź się, ale nie raz podziwiałem cię za to, że wytrzymujesz z Gośką. Ja bym… – Zamilkł, świadom, że powiedział za dużo.
Ale Andrzej nie obraził się za rzecz przecież oczywistą. Ciężko było wytrzymać z żoną sekutnicą, wiecznie narzekającą na wszystko, obwiniającą go o każde niepowodzenie, lodowatą w łóżku i nieporadną jako gospodyni i matka. Dlatego już dawno machnął ręką na jej zachowanie i przestał się czemukolwiek dziwić. Dał spokój z bezowocnymi próbami naprawiania jej i siebie. Zaczął żyć własnym życiem. Od czasu do czasu poznał jakąś fajną dziewczynę, nierzadko lądował z nią w łóżku. Pogodził się z takim życiem. W końcu większość jego kumpli postępowała dokładnie tak samo. Ale Ewa i Tomek byli inni. Zakochani w sobie po uszy mimo upływu lat. Pełni życia. Oddani sobie nawzajem. To, co się stało między nimi, nie miało prawa się stać!
– Między mną i Gośką – odezwał się wreszcie – nie ma nic. Miłości, zrozumienia, czułości. Od dawna tego nie ma. Ale są dzieci. A… czy twoja żona zasłużyła na to, co jej zgotowałeś?
– Niby co? – ostro zareagował Tomek – Widać, że strasznie przeżywa twój romans. Czy miłosne uniesienia z twoją kochanką są warte łez twojej żony?
– A czy ja nie mam prawa do odrobiny swobody? – uniósł się Tomek. – Ciągle słyszę tylko: trzeba zapłacić rachunek, zawieźć dzieci na basen, muszę iść do krawcowej, nie mam dzisiaj ochoty na seks, jestem zmęczona i muszę rano wstawać do pracy! To ma być żona? Nie tak sobie to wyobrażałem. Zresztą, ona się zmieniła. Kiedyś było inaczej, ale dziś… Sam nie wiem. Chyba więcej nas dzieli niż łączy… I te jej studia! Jeśli już jest w domu i ma chwilkę, to siada przed komputerem i pisze jakieś prace albo zakuwa na zaliczenia. A skąd mam wiedzieć, co ona robi w tej Warszawie, kiedy już pojedzie na zjazd? Szlaja się gdzieś po barach, Bóg wie z kim! Wtedy wszystko jest w porządku, tak?