– Sam ją namawiałeś na te studia – Andrzej oddał sprawiedliwość Ewie.
– Tak, ale… czuję się odstawiony w kąt…
– Ewa cię kocha, baranie. Zresztą, ty też ją kochasz. Na własne życzenie starasz się zniszczyć coś bezcennego i niepowtarzalnego, czego zazdrości ci połowa facetów w tym mieście. Wszystko da się wyprostować. Poznałeś małolatę, zawróciła ci w głowie, ale to mija, wierz mi. Możesz obudzić się ze swego romansu z ręką w nocniku. Masz cudowną żonę, wspaniałą pod każdym względem. Zawsze cię miałem w tej kwestii za szczęściarza. Ewa trafiła ci się jak to jedyne ziarnko ślepej kurze. Powinieneś Bogu dziękować za taką żonę, a nie szukać sobie czegoś ulotnego i złudnego.
Tomek zacisnąwszy zęby słuchał chciwie słów kolegi. Potrzebował tego, bo ostatnio nie wiedział już zupełnie, gdzie jest jego miejsce na ziemi. Teraz przydał mu się ten kubeł zimnej wody na głowie.
– Nie szukałem – zaprotestował cicho. – Samo wepchało mi się w ręce.
– I jak ostatni szczeniak dałeś się na to nabrać. A teraz nie masz pojęcia jak się wyplątać z całej sytuacji.
– Zgadłeś – Tomka ogarniała rozpacz.
– Twardo i stanowczo – poradził zdecydowanym tonem Andrzej. – Odstaw małolatę, nawet jeśli będzie ci robić sceny i na miłość boską ratuj swoje małżeństwo. To Ewa jest ważna, a nie jakaś młoda lala z wielkim cycem. Nie widzisz, co się dzieje z twoją żoną? Wygląda jak cień kobiety. Możesz spokojnie na to patrzeć, a potem stukać się z kochanką?
Duma, jaką Tomek odczuwał na początku rozmowy, pozostała tylko ulotnym wspomnieniem.
– Śmieszne – powiedział smutno – podejrzewałem Ewę, że mnie zdradzi, jak tylko znajdzie się w obcym mieście… W końcu statystyki mówią wyraźnie, że na studiach najczęściej dochodzi do zdrady… A tymczasem to ja sam, nie ruszając się z miasta…
Ze spuszczoną głową wpatrywał się w fusy wypitej kawy, jakby próbując wyczytać przyszłość. Ale przyszłość pozostawała nieodgadniona i tajemnicza.
Dojechawszy do domu Tomek długo nie wychodził z samochodu. W oknach jego mieszkania było zupełnie ciemno.
Ciekawe czy Ewa już śpi – pomyślał. Tęsknił za żoną i nie chodziło mu bynajmniej o seks. O to nie musiał się martwić, wystarczyło jedno spotkanie z kochanką, by czuł się wyeksploatowany do cna. Ale potrzebował czegoś innego. Bliskości, poczucia przynależności. Tego nie mogła dać żadna kochanka. Z Ewą łączyło go bardzo wiele. To, co wygadywał u Andrzeja, było mocno wyolbrzymione. Tak naprawdę, to Andrzej miał całkowitą rację, krytykując go za ten niedorzeczny romans.
Jeśli chodzi o urodę, Tomek przyznał przed sobą, że wolał żonę. Tak samo, jeśli idzie o seks czy kuchnię. Może trochę przesadzał narzekając na nią niekiedy. Przecież starała się, jak umiała najlepiej. A że była mocno zaganianą kobietą, to on, jako najbliższa jej osoba, powinien był rozumieć najbardziej.
Więc dlaczego nadal tkwił w chorym związku z Sylwią? Nie potrafił przed samym sobą odpowiedzieć na to pytanie.
Wszystko zaczęło się od zwykłego handelku używanym sprzętem elektronicznym. Sylwia podobała mu się, owszem, ale jednocześnie onieśmielała przez swoją młodość. Zresztą i tak nie marzył o czymś więcej. Przecież miał wszystko – kochającą żonę, zdrowe udane dzieci…
Ale głupia młoda pinda nie wiedzieć czemu zaczęła dążyć do tej znajomości. Nawet nie trzeba jej było namawiać. Sama wyciągnęła rękę, uczyniła pierwszy gest. Dała mu wyraźnie do zrozumienia, że między nimi mogłoby się coś wydarzyć. Była taka… sam nie wiedział, inna niż Ewa, piękna, inteligentna, owszem, ale też taka beztroska, nie zawracała głowy przyziemnymi błahymi sprawami. Po prostu była. Chyba tego właśnie potrzebował. Nie zastanawiał się długo. Często jeździł do niej w sprawie sprzętu, który jej sprzedał. Nieraz odnosił wrażenie, że wzywa go bezpodstawnie. Nie dawał tego po sobie poznać, bowiem imponowało mu, że taka osoba może zwyczajnie pragnąć jego towarzystwa, ale nigdy nie uczynił nic, czego miałby się wstydzić przed żoną.
Aż pewnego dnia w domu żona dała mu nieźle popalić, czepiała się o byle co, jakby nagle niedomykająca się szafka zlewozmywaka stała się najważniejsza na świecie. Tego dnia poczuł że ma ogromną ochotę popatrzeć choćby na Sylwię. Nie mógł już dłużej wytrzymać we własnym mieszkaniu. Pojechał tam. Wziął ją na kanapie, potem jeszcze raz i jeszcze…
A potem zastanawiał się, dlaczego to zrobił. W czym ona była lepsza od Ewy?
Z czasem zaczęła go męczyć ta znajomość. Udawanie przed żoną, tłumaczenie z nocnych wyjazdów w interesach, które w większości były namiętnymi chwilami spędzonymi z kochanką, stawały się ponad jego siły.
Nigdy też nie przypuszczał, że Ewa w tak beznadziejnie prosty sposób odkryje jego podwójne życie. Cierpiała teraz, a on cierpiał razem z nią, patrząc, jak boleje nad jego postępowaniem. Było mu też wstyd za to wszystko, co usłyszał od Andrzeja. Nigdy nie przypuszczał, że Ewa ma tak wysoki autorytet wśród jego kumpli. W tym momencie był bardzo dumny ze swojej żony. Tyle że on sam stał się obiektem szyderstw ze strony kolegów, którzy znali dobrze Ewę, wiedzieli, jak poświęca się dla swego małżeństwa.
Najbardziej zaś miał do siebie żal o to, że teraz, gdy wszystko wyszło na jaw, nie potrafił jednoznacznie określić, gdzie tak naprawdę jest jego miejsce. Nie chodziło o to, że wybierał pomiędzy żoną a kochanką. Tomek wybierał pomiędzy wyobrażeniami i marzeniami o życiu Ewy i własnymi.
Nie przyszło mu do głowy, że nie trzeba wybierać. Wystarczyłby obopólny kompromis, by do ich związku wróciły dobre dni. Ale na to oboje byli zbyt dumni.
– Ewo – powiedziała następnego dnia Zosia, gdy robiąc sobie przerwę w pracy wyszły obie przed budynek firmy, tyle że tylko Ewa paliła papierosa – czy mi się wydaje, czy certyfikacja nie jest jedynym trapiącym cię ostatnio problemem?
– Dlaczego? – Ewa udała zdziwienie. – Nie miałabym się czym przejmować – powiedziała lekceważąco. – Albo Pro-Wap otrzyma certyfikat jakości, albo go nie otrzyma. Zrobiłam już wszystko, co mogłam, zresztą wiesz dobrze, jakie podejście do sprawy miał cały czas nasz zarząd.
– Jesteś pewna, że nic cię nie gryzie? – Zosia nie wyglądała na przekonaną.
– Nic, Zosiu – skłamała Ewa. Nie chciała martwić przyjaciółki swoimi problemami. Poza tym było jej wstyd. Nie czuła się dobrze w roli zdradzanej żony. Nie chciała, żeby cały świat się nad nią litował.
– Za to ja nie mam już pojęcia, co robić – rzekła nagle przyjaciółka.
Ewa popatrzyła na nią zdziwiona.
– Co się dzieje?
– Mam dylemat. Kroi mi się wyjazd na Zachód. Nie mam pojęcia, czy rzucić wszystko w diabły, cały ten nasz Pro-Wap z moją marną pensją i wyjechać na stałe do Wielkiej Brytanii, w obcy świat, w nieznane, czy siedzieć tu do usranej śmierci, zarabiając marne grosze, za to otoczona rodziną, bliskimi…
– Nie gadaj! Masz taką możliwość? – zainteresowała się Ewa.
– Tak. Mogę jechać już za dwa miesiące. Znam język, pracowałabym w obecnej branży, tyle że pensja byłaby o niebo wyższa.
– Dlaczego więc się jeszcze zastanawiasz? – Ewa nie rozumiała dylematów przyjaciółki. – Co cię tu trzyma tak naprawdę?
Zosia patrzyła na koleżankę i powoli ważyła wypowiedziane przez nią słowa. Co ją tu trzymało? Matka mieszkająca wiele kilometrów od Lublina, z którą spotykały się z okazji świąt Bożego Narodzenia, a i tak przeważnie się kłóciły o najbłahszą rzecz? Siostra, która wyszła za mąż i była tak zajęta rodziną, że nie znajdowała na nic czasu? Facet, z którym mieszkała od lat, choć była to chyba jedyna rzecz, która ich łączyła, bo poza tym żyli zupełnie obok siebie.