Выбрать главу

– Boję się – wyznała nieoczekiwanie. – Tłumaczę sobie, że ułożone już przeze mnie życie to bardzo wiele, ale zaraz potem przychodzi jakaś dziwna, trapiąca myśl, że to być może tylko rutyna i przyzwyczajenie. Zastanawiam się, czy będę bardzo cierpiała z powodu wyjazdu i z przerażeniem odkrywam, że nie. Owszem, obcy świat to coś nowego, wyzwanie nie lada, ja nawet lubię wyzwania, tylko że wyjeżdżając utnę coś bezpowrotnie i… jednocześnie odkrywam w sobie tchórza… Boję się, że nie umiem znaleźć w sobie wystarczająco dużo odwagi, by zakończyć ten mój chory związek. Jestem z tym samym facetem od czterech lat, mieszkam z nim, piorę jego skarpetki, robię mu żarcie i pytam siebie, co to za obcy człowiek siedzi naprzeciwko mnie w kuchni, śpi obok w moim łóżku! Czy to normalne?

– Nie odpowiem na to pytanie – odpowiedziała Ewa – ale wyjazd pomógłby ci na pewno zrozumieć pewne sprawy. Na przykład to, że całkiem dobrze ci się żyje bez twojego Marka. Jeśli nie, zawsze przecież możesz wrócić. Ale jeśli nie wykorzystasz szansy, jaką daje ci los, nigdy nie przekonasz się, czy było warto.

– Dzięki – w głosie Zosi dało się słyszeć wyraźną ulgę. – Proste i logiczne. Masz rację. Dobrze, że jesteś.

Ewa wcale nie była przekonana, że wszystko jest takie proste i logiczne. Mogła to samo powiedzieć o swoim związku, że jest chory. Wspólne mieszkanie, pranie, jedzenie, to jeszcze nie są rzeczy, które świadczą, że się z kimś jest. Czy zatem była tchórzem, skoro nie umiała postawić sprawy jasno i zażądać od Tomka, by usunął się z jej życia, skoro nie chciał należeć tylko do niej? A może lepiej było zażądać, by stał się na powrót jej, skoro na chwilę zapomniał, z kim powinien dzielić życie?

Ewa zdała sobie sprawę, że kocha męża i jeśli potrzebna jej była odwaga, to tylko po to, by stawić czoła niepowodzeniom i porażkom, jakie właśnie napotkał ich związek, który wcale nie był chory, bo jeśli przetrwał tak długo, to z pewnością zniesie jeszcze więcej.

Coś było dziwnie nie tak, gdy wróciła z pracy do domu. Nie chodziło o to, że Tomek zawiózł dzieci na nocleg do babci. Nieraz tak robili, gdy wyjeżdżała na studia, a jutro właśnie był kolejny weekend zjazdowy. Tylko że był dopiero czwartek, można było je zawieźć jutro, no ale ona jechała do Warszawy od razu po pracy, a Tomkowi też pewnie szykował się jakiś wyjazd.

Nie zapytała o to męża. Nie miała ochoty zamieniać z nim słów na temat czegokolwiek. Zawiózł dziewczynki, to bardzo dobrze, w końcu i on mógł czasem poczuć się do jakichś obowiązków.

Po pół godzinie od powrotu do domu odkryła, co ją tak dziwi. Tomek ciągle wodził za nią wzrokiem. Nie mówił nic, jakby czując, że nie może spodziewać się z jej strony zaangażowania w rozmowę. Zrobił dwie kawy, czyli zapewne jedna miała być dla niej, ale Ewa zignorowała zupełnie ten gest dobrej woli i sięgnęła po pustą szklankę, by przygotować kawę samodzielnie.

Jeśli toczyli zimną wojnę, jeśli ignorowali się wzajemnie, to ona nie potrzebowała z jego strony niczego. Brzydziła się udawaniem, że wszystko jest w porządku, bo nie było. Dlatego nie miała zamiaru udawać dobrej żony w nienagannym małżeństwie.

Tomek liczył na to, że jej ból jakoś sam rozejdzie się po kościach, że minie. Ale cierpienie żony potęgowało się z dnia na dzień. Była zbyt inteligentna, by mógł łudzić się, że milczeniem i wypieraniem się oczywistych faktów zdoła coś osiągnąć.

Kiedy wyszła ze szklanką kawy do pokoju, poczłapał za nią jak pies. Gdy usiadł obok niej na kanapie objąwszy ją ramieniem, miał na sercu ciężar stukilowego kamienia. Ewa zdumiała się, ale nie zerwała z siedzenia.

– Jak długo zamierzasz jeszcze się zadręczać? – zapytał starając się ze wszystkich sił, by jego ton nie brzmiał oskarżycielsko.

– A jak długo jeszcze ty zamierzasz mnie okłamywać? – odpowiedziała pytaniem.

– Nie kłamię – wyznał oczywistą dla obojga nieprawdę.

– Skoro się przy tym upierasz, to z góry ci powiem, że dalsza rozmowa nie ma sensu.

– Tak uważasz? – spyta ostrzej.

– Tak uważam. – Wstała powoli. – Dopóki jawnie będziesz traktował mnie jak ostatnią idiotkę, nie będę z tobą rozmawiać.

Tomek wstał również. Podszedł do żony i położył ręce na jej biodrach. Czekało go najtrudniejsze przemówienie w życiu i nijak nie mógł go uniknąć.

– No więc znam Sylwię – zaczął zaglądając żonie głęboko w oczy.

Ewa zaśmiała się szyderczo.

– Też mi nowina – parsknęła gniewnie.

– Opowiadałem ci, w jakich okolicznościach się poznaliśmy – mówił niezrażony. – Była tylko moją klientką, niczym więcej. Nigdy cię z nią nie zdradziłem. W tobie mam wszystko, czego mógłbym pragnąć, a nawet jeszcze więcej. Jesteś uosobieniem tego, co powinna mieć prawdziwa kobieta, zresztą zawsze ci to powtarzałem.

Ewa odwróciła od niego oczy, odsunęła się, zajmując ponownie miejsce na kanapie. Nawet nie chciało się jej otworzyć ust, by zadać kolejny raz pytanie: więc dlaczego? Była pełna nieufności wobec słów męża. Tyle razy odkrywała w nich kłamstwa i niejasności, że tylko patrzeć, jak usłyszy kolejne. Wbiła wzrok w podłogę. Nie zamierzała mu pomagać w tej niezwykłej jak na niego przemowie. Tomek zaczął nerwowo przechadzać się po pokoju.

– Ale od pewnego czasu zauważyłem – kontynuował – że coś między nami się psuje. Zaczęłaś się mnie czepiać o byle głupstwo. A to urwany uchwyt w szafce, który przykręcałem zbyt długo, a to nie domknięty chlebak, a to nie w porę pojechałem po dzieci. Ciągle robiłem coś nie tak. Najwyraźniej miałaś do mnie głębsze pretensje, tylko nie chciałaś ujawnić ich wprost, no to czepiałaś się błahych rzeczy, byle tylko uprzykrzyć mi życie. Stałaś się nie do zniesienia.

Nie odpowiadała, więc ośmielony jej milczeniem mówił dalej:

– Wracałem padnięty z kursu, wchodziłem do domu i nagle żałowałem, że wróciłem. Ty z naburmuszoną miną miałaś dla mnie gotowe zarzuty, albo milcząco miotałaś się po domu oburzona na cały świat, że aż człowiek bał się ciebie zaczepić. Patrzyłaś na mnie spod oka, wiecznie zmęczona, utyskująca na wszystko ze mną na czele. Im bardziej się starałem zarobić dla nas jakąś kasę, tym większą niewdzięczność otrzymywałem w zamian. Boże, nieraz wolałbym posiedzieć w domu, spędzić z tobą miły wieczór, niż chodzić po barach z kumplami i słuchać ich durnego trucia. Ale skoro tu mogłem liczyć tylko na sarkazm i narzekanie, to wolałem wyjść. Słyszałem od ciebie same oskarżycielskie słowa, nie mogłem liczyć na ciepło. Gdy już się do mnie odzywałaś, to nie po to, by powiedzieć coś czułego, ale wytknąć mi jakiś kolejny błąd. A wszystko pod płaszczykiem twego wiecznego zmęczenia. Nieraz myślałem nawet, że postępujesz tak specjalnie, tylko po to, by mnie od siebie odrzucić. Wtedy ręce same zaciskały mi się na kierownicy, jechałem przed siebie, choć wcale nie miałem takiej konieczności. Zresztą, to ci pewnie było na rękę.

Spojrzał na żoną, ale ona siedziała z kamienną twarzą i z opuszczonym wzrokiem.

– I nagle okazało się – ciągnął – że ktoś może pragnąć mego towarzystwa, że może być dla mnie ciepły i uśmiechnięty. Bezinteresownie. Słyszysz? – Usiadł obok Ewy. – Bezinteresownie. Nic mnie z tą małolatą nie łączyło, choć gdybym tylko chciał, mógłbym mieć z nią romans. Wystarczyłoby jedno moje słowo. Nie miałem jej czego zaoferować. Nie mam dużej kasy, wielkiej urody, ani bryki za dużą banię. W dodatku jestem żonaty i starszy od niej o siedemnaście lat. A mimo to czuło się, że ta dziewczyna lgnie do mnie. Może nawet aż za bardzo, biorąc pod uwagę to, jakie sms-y do mnie wypisuje, co sama miałaś okazję przeczytać. Sylwia mogła być moja, gdybym tylko kiwnął palcem. Ale nie dopuściłem do tego, chociaż nie będę się wypierał, że lubiłem jej towarzystwo. Owszem, dzwoniłem do niej, czasem by poradzić coś na temat zestawu kina domowego, który jej wcisnąłem, a czasem tylko po to, by usłyszeć choć jedno dobre słowo, skoro we własnym domu nie mogłem na to liczyć. Imponowała mi ta znajomość. Wiesz dlaczego? Bo Sylwia dostrzegła we mnie człowieka. Kogoś potrzebującego ciepła, czułości, a nie tylko obiekt do ciągłych utyskiwań. W całym swym oczarowaniu jej osobą nie zauważyłem jednego – wziął Ewę za rękę – że jednocześnie mogę zranić ciebie. Nie powinienem był pozwolić, by tamta dziewczyna dopuściła do siebie myśl, że mogłaby zająć twoje miejsce. Ona najwyraźniej się we mnie zakochała. Ale to jej problem. Powtarzam, nic mnie z nią nie łączyło i nie łączy. Ty jesteś dla mnie jedyna i najważniejsza. I nawet jeśli nie odwzajemniasz moich uczuć, ja cię kocham. Zrobię wszystko, byś mi uwierzyła.