Выбрать главу

Poczuła się lepiej, gdy numer telefonu jej potencjalnej rywalki zniknął ze spisu telefonów Tomka. Gdyby tak jeszcze mogła wymazać go z pamięci.

Gdyby mogła wymazać z pamięci to wszystko, co tak dotkliwie zraniło jej duszę.

Miała świadomość, że dopóki przynajmniej nie spróbuje nauczyć się żyć z tymi wspomnieniami, będzie często robić takie głupie rzeczy, jak wpisywanie pod czyimś imieniem numeru własnej komórki.

Zdarzenie, jakie nastąpiło wieczorem, pokazało Ewie, jak gładko zawierzyła w szczerość męża, potwierdziło bezsporność istnienia kobiecej intuicji, jednocześnie sprawiło, że runął nagle cały jej świat.

Zadzwonił do niej późnym wieczorem, gdy zamierzała położyć się spać. Miała dosyć tego dnia – w pracy jak zwykle urwanie głowy, potem uciążliwa podróż do Warszawy na studia i kilka godzin wykładów. Chciała zadzwonić do Tomka sama, ale bała się, nie miała pojęcia, jakie imię pojawi się na wyświetlaczu jego komórki, jej czy może znienawidzonej rywalki. Dlatego ucieszyły ją cieple słowa płynące przez głośnik jej aparatu.

– Śpij słodko, kochanie – mówił Tomek. – Oglądam teraz jakiś głupi film i zaraz również idę spać. Tęsknię za tobą – wymruczał z pożądaniem.

– Ja też. – Potrzebowała tych czułych słów. Potrzebowała jego zapewnień, że się myliła, że jej podejrzenia były niesłuszne.

Od dłuższego czasu czuła się jak zaszczute zwierzę i zaczynała mieć do siebie pretensje, że sama trochę przekoloryzowała całą sprawę. Tomek ciągle zapewniał ją o swej niewinności, uzasadniał, tłumaczył. A ona słuchała chciwie i właściwie sama już zaczynała mieć poważne wątpliwości, czy przypadkiem nie zrobiła burzy w szklance wody.

Dlatego tak bardzo pragnęła teraz bliskości męża, jego ciepłych, troskliwych i czułych słów. Gdyby tylko mogła, nie jechałaby w ten weekend na studia. Chciała być z Tomkiem. Chciała nie wstawać z łóżka przez trzy dni, nie opuszczać ramion męża. Ale nie wszystko można w życiu mieć od razu.

– Niech no tylko wrócę – zaśmiała się zalotnie – pokażę ci, jak bardzo za tobą tęsknię.

– Kocham cię, Ewo – usłyszała. Chciała powiedzieć to samo, nie była jednak pewna, czy jej mąż zasłużył sobie na te słowa.

– Pa – szepnęła. – Miłych snów.

Kochała Tomka całym sercem, mimo tego wszystkiego, o co go ostatnio oskarżała. Gdyby było inaczej, nie przeżywałaby tak mocno jego zdrady. Zresztą, może faktycznie nie było żadnej zdrady?

– Dobranoc, najdroższa. Zadzwonię jutro – obiecał, po czym przerwał połączenie.

Odłożyła telefon obok tapczanu. Marta spała na drugim łóżku, lekko pochrapując. Tej kobiecie niewiele trzeba do szczęścia – pomyślała Ewa zdegustowana. – Parę bułek z parówkami i wygodna poduszka.

Naciągnęła kołdrę pod brodę, myśląc o wydarzeniach ostatnich dni. Dobrze, że wreszcie znaleźli z Tomkiem wspólny język. Postanowiła urwać się wcześniej z zajęć, byle tylko jak najszybciej znaleźć się przy boku kochanego męża.

I wtedy telefon zadzwonił ponownie.

Dźwięk dzwonka był tak przenikliwy, że Ewa podskoczyła w swym łóżku. Usiadła szybko, sięgając po aparat i z niedowierzaniem wpatrywała się w wyświetlacz telefonu, jakby to, co pojawiło się na nim, było snem, koszmarem, potwornością, która nie miała prawa istnieć.

To był jej mąż. Tylko że numer telefonu był inny. Ten drugi. Zarezerwowany dla kochanki.

Ewa wyrwała się z paraliżu i odebrawszy połączenie, zbliżyła słuchawkę do ucha.

– Tak? – szepnęła siląc się na zmianę głosu.

– Hej, Sylwuś, kochanie – głos Tomasza był pełen entuzjazmu – nawet nie wiesz, jak bardzo stęskniłem się za twoim pięknym ciałkiem.

Milczała. Miała wrażenie, że Tomek za chwilę usłyszy przez telefon łomot jej serca.

– Sylwuniu… jesteś tam…?

– Jestem – odezwała się zduszonym głosem. Nie było sensu udawać. Poznała już prawdę.

– Sylwia, to ty…? – zawahał się Tomek.

– A jak myślisz?

– Ee… to… to ty, Ewo…? – w jego głosie pojawiło się zaskoczenie pomieszane z przerażeniem. Nie miał pojęcia, jak to się stało, że telefon do kochanki odebrała jego własna żona.

– Niestety dla ciebie – odpowiedziała pełna spokoju i wyniosłości. Zraniona duma paliła gorzej, niż najgorętsze płomienie.

– Ha! – zaśmiał się niepewnie. – Zrobiłem ci dowcip. Mam na tej aktywacji dużo darmowych minut, pomyślałem więc, że jeszcze posłucham twego słodkiego głosiku. To o której w niedzielę będziesz w domu, Ewuniu?

Po twarzy Ewy spłynęły dwie grube łzy, ale ona zupełnie ich nie czuła. Jej świat właśnie się zawalił. Smutek, jaki czuła był tak druzgoczący, że nie była w stanie dociekać prawdy przed mężem. Z obrzydzeniem przerwała połączenie.

Trwała tak siedząc skulona w pościeli, niezdolna do płaczu, niezdolna do czegokolwiek. Chciałaby rzucić aparatem w ścianę, ale i do tego była zbyt słaba.

Gdy Tomek zadzwonił po raz kolejny, wyłączyła telefon zupełnie.

Myślała.

Mąż znów zawiódł jej zaufanie. Po raz kolejny omamił ją czczymi obietnicami, że zakończy swój romans, który według niego nie był romansem, a jedynie zwykłą handlową znajomością. A ona po raz kolejny mu uwierzyła.

Wszystko byłoby prostsze, gdyby go tak nie kochała. Niech by się wyprowadził, mogliby się nawet rozwieść. Ale głębokie uczucie, jakim darzyła męża, było tak silne, a przez to jego zdrada tak bolesna…

Ewa zupełnie już nie wiedziała, co ma począć. Gdyby go tak nie kochała, mogliby trwać, jak większość znanych im małżeństw, w sztucznym związku, takim dla oka innych ludzi, razem ale osobno. Mieli przecież dzieci, jakiś tam wspólny majątek. Czy warto było to wszystko wywracać na drugą stronę? Gdyby nie kochała męża, nie byłoby warto ruszać nic w ich dotychczasowym życiu.

Tylko że Ewa cierpiała tak silnie właśnie dlatego, że czuła do męża wielką miłość. A zatem istniały tylko dwie drogi, skoro Tomek nie skorzystał z tej trzeciej i nadal tkwił w swym romansie – Ewa mogła wywrócić ich małżeństwo do góry nogami i zostać samotną matką, za to z poczuciem własnej satysfakcji, mogła też spróbować przestać kochać męża.

Kiedy pierwsze promienie majowego świtu wpełzły do pokoju, Ewa wiedziała już, którą drogę obierze. Nie chciała myśleć o konsekwencjach. Liczyło się tylko, by pozbyć się tego nieznośnego bólu, jaki palił ją od wewnątrz.

Musiała przestać kochać własnego męża.

Sposób na to wydawał się niezwykle prosty.

Jako młoda dziewczyna, Ewa często zakochiwała się na umór w różnych chłopakach. Czasem miłość trwała kilka dni, czasem kilka miesięcy, nigdy jednak nie bolała, gdy chodzenie z którymś z chłopców się kończyło. Każda bowiem miłość niezmiennie kończyła się tak samo – powstaniem nowej miłości.

To Ewa zawsze kończyła związek, nigdy też nie zastanawiała się, co czuje druga strona, porzucona dla innego. Ważne było, że to właśnie wokół Ewy kręcił się świat, a nie odwrotnie.

Tym bardziej teraz, w obliczu niezbitych dowodów zdrady Tomka, Ewa nie umiała się odnaleźć. Świat się kręcił, a ona nie miała sił trzymać się tej karuzeli. Czuła, że z niej wypada.