Выбрать главу

Istniał tylko jeden sposób, by cokolwiek zaradzić na cierpienie zdradzonej żony. Trzeba było zbudować własny świat, stanąć w jego centrum i zakręcić nim wokół siebie. Nie ważne, czy Tomek znajdzie się w zasięgu tego cyklonu.

Tak, zamierzała wywołać huragan, choćby nie wiedzieć jakie zniszczenia miał spowodować dookoła niej. W oku cyklonu panuje przecież słoneczny spokój. A ona potrzebowała ukoić własne cierpienie. Potrzebowała schronienia przed miłością, jaką darzyła własnego męża. Schronienia w ramionach innego mężczyzny.

Gdy wczesnym rankiem Tomek odebrał telefon od Sylwii, ta powitała kochanka samymi pretensjami.

– Dlaczego nie przyjechałeś po mnie do pracy? – Po nieprzespanej nocy jej głos wydał się Tomkowi równie dokuczliwy jak drapanie paznokciem w tablicę. – Właśnie skończyłam zmianę. Wychodzę przed sklep i patrzę, a ciebie nie ma! Nie wspomnę już, że nie raczyłeś w nocy nawet do mnie zadzwonić. Zapomniałeś, że miałam nocną zmianę? A może zapomniałeś, co nas łączy? No to wreszcie przyjedziesz po mnie, czy nie? Jest chłodno i zaraz chyba będzie padać, a ja nie mam parasolki. Tomek, co z tobą?! Dlaczego nic nie mówisz?

– Idź do diabła! – wychrypiał. Rozłączył rozmowę i wyłączył telefon.

Jego dłoń bezwiednie zacisnęła się na prześcieradle. Był bliski płaczu. Uwikłał się w coś, co nigdy nie powinno było się wydarzyć. Nie miał już wątpliwości do co swojej winy, ani co do tego, kto jest w jego życiu najważniejszy. Szczerze kochał żonę, a przelotny romans z Sylwią miał mu tylko dać poczucie własnej wartości, zaspokoić jego męskie ego. Ewa nie miała o niczym wiedzieć, ale nie doceniał inteligencji żony. Przeklinał w duchu własną głupotę i brak ostrożności. Nie miało to tak wyglądać.

Postanowił błagać Ewę o ostatnią szansę i tym razem postanowił to zrobić szczerze. Sylwia stała się dla niego przeszłością, epizodem, o którym należało jak najprędzej zapomnieć. Liczyła się tylko ona, jego piękna i mądra Ewa, kobieta, z którą zamierzał spędzić całe życie. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, jak potworny ból jej zadał. Nie zasłużyła na to. Powinien nosić ją na rękach za to, że była taka wspaniała, zamiast tego przyniósł jej cierpienie, sprawił, że poczuła się jak kobieta drugiej kategorii, wymieniona na młodziutką kochankę, pozbawiona godności.

Nie miał pojęcia, jakimi słowami ją przeprosi, jakimi będzie błagał o wybaczenie. Nie było sensu się dłużej wypierać. Głupio się wkopał i dalsze kłamstwa na pewno nie wzbudzą w Ewie zaufania. Skopał sprawę swego małżeństwa i teraz jak najszybciej należało wszystko naprawić.

Liczyła się przecież tylko ona, jego najukochańsza żona. Postanowił walczyć o nią za wszelką cenę.

Dla Ewy liczyło się teraz tylko to, by jak najszybciej znaleźć sobie kochanka.

Rozdział 3

Tak jak wcześniej gryzło Ewę ogromne cierpienie z powodu zdrady jej męża, tak teraz opanowała ją obsesyjna wręcz chęć przeżycia przygody, która okaże się na tyle pikantna, że pozwoli oderwać myśli od palącego poczucia krzywdy.

Już sama myśl o tym, że mogłaby zdradzić Tomka, wydawała się jej zdradą. Nigdy wcześniej nie zwracała uwagi na innych mężczyzn, nie dostrzegała w nich żadnej seksualności, ba, nie interesowało jej nawet czy są przystojni, czy brzydcy. Było to przecież bez znaczenia, miała już męża, należała do niego całą sobą i on należał do niej, przynajmniej, dopóki nie odkryła jego podwójnej gry. Inni faceci dla niej nie istnieli, chyba że rzecz dotyczyła stosunków czysto służbowych.

Dotąd nie zauważała przystojnych mężczyzn na ulicach ani w marketach. Zmiana, jaka nastąpiła w tej kwestii po podjęciu przez Ewę decyzji o rewanżu, zaskoczyła ją samą. Zupełnie jakby z jej oczu spadł nagle zakrywający świat całun. Nie miała pojęcia, że tylu przystojniaków jest dookoła. Mijali ją na ulicy, mówili jej cześć na uczelni. Byli wszędzie.

Tylko co z tego? Łatwiej było postanowić niż wykonać. Nie mogła przecież podejść do pierwszego z brzegu i powiedzieć: hej, mam ochotę na miłostkę z tobą, bo muszę odkochać się w moim mężu. Poza tym istniała obawa, że romans z kimś z niedalekiego otoczenia zostanie szybko dostrzeżony przez osoby postronne.

Ewa nie potrzebowała niechlubnego rozgłosu niewiernej żony. Jej nie chodziło przecież o dosłowny rewanż, ani o zemstę. Chciała tylko wyrwać Tomka ze swego serca. Żeby nie zwariować z bólu, musiała to uczynić jak najprędzej.

Tomek nie próbował tłumaczyć się przed żoną. Nie miał argumentów wobec tak głupiej wpadki. Wiedział, że nigdy sobie tego nie wybaczy. Wiedział też, że nie chce nigdy więcej oglądać Sylwii na oczy.

Nie miał żalu do kochanki. Ostatecznie to on sam powinien był zdawać sobie sprawę, czym może skończyć się taka znajomość. Od pewnego czasu nawet chciał już ją zerwać, bał się, że młoda pinda zakocha się w nim, zechce go złapać na ciążę, albo zacznie nachodzić go w jego mieszkaniu. Niestety na chęciach się zwykle kończyło. Aż do teraz, gdy tak głupio skompromitował się przed Ewą.

Po powrocie z weekendowego zjazdu Ewa wydała się Tomkowi jakaś zmieniona. Jej oczy, tak smutne od tygodni, teraz nabrały dziwnego blasku. Z jej postawy biła jakaś determinacja i pewność siebie.

Nie zrobiła mu kolejnej sceny zazdrości, nie spoliczkowała, nie rozpłakała się. Przypisywał to temu, iż zapewne zdążyła wyładować złość będąc jeszcze w Warszawie. Nawet lepiej – pomyślał – to zaoszczędzi nam obojgu kolejnych nerwów. Choć z drugiej strony, przyzwyczajony do nieustających już właściwie awantur o jego romans, nie bardzo wiedział, jak się wobec tej jawnej ignorancji zachować.

Ewa najwyraźniej nie chciała słuchać jego kolejnych fałszywych wyjaśnień. Zupełnie jakby nie zauważając jego obecności w mieszkaniu, najzwyczajniej w świecie wzięła kąpiel, po czym włączyła jakiś film przygodowy na dvd.

Przerażający był ten cyniczny chłód w jej zachowaniu. Żadnych emocji. Całkowita ignorancja.

Tomek nie bardzo wiedział, co ma o tym myśleć. Znał żonę dobrze. Doskonale zdawał sobie sprawę, że nie przeszła od tak nagle do porządku dziennego nad jego ewidentnym kłamstwem. Wiedział, że to tylko taka cisza przed burzą. Tylko że burza dziwnie nie nadchodziła.

Póki co, postanowił nie poruszać bolesnego dla obojga tematu. Zamierzał znosić jej sztuczną w jego przekonaniu pozę tak długo, ile tylko Ewa postanowi trwać w tym udawaniu. Miał dosyć wszelkich romansów. Jedyne, czego teraz pragnął, to odzyskać żonę, znowu widzieć ją uśmiechniętą i czułą, troskliwą i kochającą.

Gdyby tylko mógł wynagrodzić jej jakoś upokorzenie i ból, jakich przez niego zaznała…

Nie mógł cofnąć czasu, dziś żałował jednak, że tak głupio zagrał na ich dotychczasowym szczęściu. Kupił za nie los na loterii i los okazał się pusty. Tomasz przyznał w duchu rację Andrzejowi – miał u boku wielki skarb, diament, a chciał go zamienić na przydrożny kamień.

Nie będziesz już miała przeze mnie zmartwień – przysiągł w duchu, spoglądając ukradkiem z kanapy na chłodne oblicze żony. Zastanawiał się przy tym, o czym też mogła myśleć, leżąc samotnie w ich małżeńskim łóżku i w skupieniu wpatrując się w ekran telewizora. To, że niewiele docierało do niej z włączonego filmu, nie ulegało najmniejszej wątpliwości. Na pewno rozpamiętuje swoją krzywdę i upokorzenie – pomyślał. – Dobrze, że przynajmniej nie ryczy w poduszkę.

Tomek liczył, że przestając dawać żonie powody do podejrzeń, wkrótce w ich małżeństwie wszystko wróci do normy. W końcu podejrzane telefony to nie to samo, co przyłapanie in flagranti. Z czasem wmówi jej, że tak naprawdę cały czas pozostawał jej wierny.