Выбрать главу

– To może napiszesz mi coś o sobie? – zagadnął.

– Taka ze mnie internetowa kocica – powiedziała szczerze – że zapomniałam, jak ci się przedstawiłam. Zacznę więc jeszcze raz. Mam na imię Ewa. Mieszkam w Lublinie.

– No tak – odparł – nie takie imię podałaś we wiadomości.

– Przepraszam. Nie mam doświadczenia. Nigdy nie nawiązywałam tego typu znajomości. Ale… sama nie wiem, co mnie do tego skłoniło. A właściwie… wiem, tylko… to takie smutne… Czasem życie sprawia nam ból, inne osoby, które darzymy zaufaniem, robią coś, a potem całe cierpienie skupia się na nas. Chciałam…

Ani się spostrzegła, gdy Artur zmienił status na „niedostępny". Rozzłościła się na siebie. Błąd w przesyle danych? Bardzo wątpliwe. Raczej utrata własnej wiarygodności na samym wstępie ich znajomości.

Artur nie odezwał się do niej więcej.

Odtąd Ewa postanowiła pisać tylko prawdę, tylko tak mogła uniknąć żenujących pomyłek. Nie było sensu udawać kogoś innego, niż była w rzeczywistości. Zwłaszcza, że kłamstwo miało krótkie nogi. Łatwo było wyjść na idiotkę, tak jak przed Arturem.

Nie miała najmniejszej ochoty pilnować się, co też komu naopowiadała o sobie. Tylko jeśli będzie opowiadać szczerze, stanie się wiarygodna.

A opowiadała skwapliwie i wyczerpująco. Zaś chętnych do jej wysłuchania nie brakowało.

Kolejnym zapoznanym przez Internet mężczyzną był Marcin. Był w jej wieku. Był kawalerem i mieszkał w Katowicach.

Ewa zobaczyła jego zdjęcie w jednym z serwisów randkowych. Serwis nazywał się Klub Niesamotnych Serc. Jego reklamy rozsiane były po wszystkich większych polskich portalach internetowych. Blisko dwa miliony członków pozwalały sądzić, że znajdzie kogoś, kto zechce ukoić jej ból.

Rejestracja w serwisie była darmowa, warunkiem było posiadanie adresu mailowego.

Ewa ukradkiem, by nikt ze współpracowników nie odkrył, czym też zajmuje się w czasie pracy, wypełniła formularz zgłoszeniowy. Czuła się jak złodziej. Uzupełniła po kolei wszystkie wymagane pola. Płeć, wiek, miasto, województwo, wykształcenie, zawód, wyznanie, wzrost, kolor oczu, włosów, to były banalnie proste rubryczki. Nawet przy kategorii „szukam" nie miała większych problemów, wystarczyło wybrać opcje, które administrator sam podpowiadał. Ewa zaznaczyła te, które mówiły, że szuka mężczyzn, przyjaźni i przygody. Zarumieniła się jednocześnie przeczytawszy inne – seks, romans. Jeśli nawet tego szukała, to nie była gotowa powiedzieć o tym całemu światu.

Duży problem stanowiło zdanie, które miało ją krótko opisać. Administrator zastrzegł jedynie, że ma ono być nie dłuższe niż pięćdziesiąt znaków, podpowiadał przy tym przykłady, brzmiące dla mężczyzn „wesoły i romantyczny chłopak spragniony miłości", dla kobiet zaś „gorąca kocica, ze mną nie można się nudzić".

Ewa nie miała czasu na wymyślną grę słów. Napisała jedynie: (nie)zwykła kobieta. Wydało jej się to proste, a jednocześnie dość tajemnicze, by oddać naturę jej obecności w randkowym serwisie. Musiała się spieszyć, W każdej chwili ktoś mógłby zajrzeć jej przez ramię i odkryć, czym też się zajmuje w czasie pracy.

Zasadniczym dylematem był dobór odpowiedniego nicka, tu Ewa skorzystała z uprzedniej podpowiedzi administratora. Nie dostrzegała w sobie gorącej kocicy, ale gorącą kobietą może i była. Kiedyś. Zbyt dawno, by ośmieliła się przyznać do tego nagminnie. Napisała nick po angielsku – Hotwoman. Odsłaniał mniej jej duszę niż gdyby brzmiał gorąca kobieta, a jednocześnie obnażał istotę jej obecności w Klubie Niesamotnych Serc.

Pozostały dwie ostatnie kwestie: jej opis oraz opis wymarzonego partnera.

Ewa napisała o sobie wprost z serca: Pracuję, studiuję, prowadzę dom. Mam poukładane życie. Jednak w jego szarości dobrze by było znaleźć pokrewną duszę.

Opis wymarzonego partnera wprawił ją na chwilę w zadumę. Miała partnera. I on ją zranił. Czy zatem marzenia były coś warte?

Szybko zebrała się w sobie i odgoniwszy ponure myśli, napisała: Musisz umieć rozmawiać ze mną o wszystkim i milczeć ze mną, gdy trzeba. Wierzę, że jesteś gdzieś tam…

Procedura rejestracji była niemal dopełniona. Teraz wystarczyło tylko dołączyć jakąś fotkę – Ewa wybrała swoje roześmiane zdjęcie wykonane przed miesiącem na tle biura, w czasie, gdy jeszcze nieświadoma okrutnego kłamstwa ze strony męża, była najszczęśliwszą kobietą na ziemi.

Enter.

Nareszcie mogła poruszać się po serwisie, oglądać fotografie interesujących mężczyzn, czytać ich opisy i posyłać uśmiechy tym, którzy wydawali jej się na swój sposób interesujący.

Na początku jej surfowaniu po serwisie towarzyszył chaos. Czuła się jak nastolatka dopiero co wkraczająca na ścieżki dorosłości. Na oślep wybierała kategorie wiekowe, miasta i województwa. Górę zdecydowanie brała ciekawość. Wchodziła na stronki mężczyzn, jedna po drugiej, chciwie czytała opisy, pragnienia i marzenia. Zdumiewała ją łatwość z jaką obcy ludzie uzewnętrzniali przed światem swoje potrzeby. Jedni wyraźnie zaznaczali, ze są żonaci i szukają tylko seksu i przygody, inni ujmowali swoją nieśmiałością, a ich opisy odznaczały się romantyzmem i nierzadko cierpieniem.

Następnego dnia zjawiwszy się w biurze Ewa standardowo sprawdziła pocztę elektroniczną i ku ogromnemu zdumieniu ale i radości, znalazła w niej kilkanaście wiadomości. Wszystkie przesłane były za pośrednictwem Klubu Niesamotnych Serc.

Zaciekawiło ją, że były to w przeważającej mierze wiadomości od osób, na których stronkach gościła wczoraj. Zalogowała się do Klubu i zaczęła po kolei otwierać maile. Zdecydowana większość to były same uśmiechy, zwykłe zwrócenie uwagi, żadnego tekstu. Ale było też kilka wiadomości tekstowych, chociaż, co stwierdziła z niesmakiem, więcej w nich było buziek niż tekstu.

Ewa nie miała wykupionej aktywacji członkowskiej, nie mogła więc odpowiadać na otrzymane wiadomości, ani korzystać z niektórych przywilejów dostępnych dla członków Klubu jedynie po wykupieniu abonamentu.

Ale jedna z wiadomości zaintrygowała ją do tego stopnia, że Ewa zaczęła mocno rozważać, czy by nie opłacić aktywacji. Michał z Katowic napisał, że w opisie jej osoby wyczuł głęboki smutek.

Tak bardzo chciała mu opowiedzieć o tym smutku…

Do południa podjęła decyzję. Nie zastanawiając się dłużej, wystukała w treści sms-a hasło wymagane do aktywacji, po kilku sekundach otrzymała sms-a zwrotnego. Zawierał kod aktywacyjny. Niezwłocznie wybrała ten kod. Teraz stała się pełnoprawnym członkiem Klubu Niesamotnych Serc.

Nareszcie mogła odpowiedzieć Marcinowi.

I wielu innym, od których listów przybywało w jej poczcie elektronicznej z każdym kwadransem.

– Nie szukam już miłości – tak Marcin opisywał siebie na stronie Klubu Niesamotnych Serc – ale może raczej zrozumienia, dlaczego świat jest tak okrutny, że za miłość odpłaca cierpieniem.

Ów opis oraz to, że nieznajomy dostrzegł i w jej opisie głęboki smutek, sprawiły, że ochoczo przystąpiła na gadu-gadu do pogawędki z obcym mężczyzną.

Marcin był agentem ubezpieczeniowym. Zalogował się do Klubu mając nadzieję, że spotka tu jakąś miłą dziewczynę, dzięki której zapomni choćby w niewielkim stopniu o dziewczynie, z którą spotykał się osiem lat i która porzuciła go dla innego.

– Nie wiem, w czym zawiniłem – pisał. – Może byłem za mało stanowczy?

– A jeśli nie było w tym twojej winy? – zapytała Ewa, starając się wczuć w sytuację Marcina.

– Może zbytnio przyzwyczaiłem się do tej sytuacji, że Lidka była ze mną? – zastanawiał się dalej. – Wmówiłem sobie, że tak będzie zawsze, a tymczasem… Zostałem sam.