Z kolei Ewa opowiedziała mu o zdradzie swego męża, o bólu i upokorzeniu. O tym, jak wielokrotnie mu wybaczała i jak on grał na jej uczuciach.
– Ja tam się nie znam na małżeńskich sprawach – oznajmił wysłuchawszy jej historii – ale wydaje mi się, że facet, który już raz cię okłamał, będzie to robił ciągle.
– Zwłaszcza, że już kilka razy dawałam mu szansę – zawtórowała mu – i on tę szansę za każdym razem zaprzepaszczał.
– Trudna sprawa. Ja przynajmniej nie miałem z Lidką dzieci. Nie byliśmy nawet małżeństwem.
– Może gdybyście byli, sprawy miałyby się inaczej? Ona by nie odeszła i bylibyście nadal razem?
– No nie wiem. Może.
– Wiesz, u nas w małżeństwie też różnie bywało. Nieraz zastanawiałam się, co robię przy tym człowieku. On też pewnie myślał to samo. Ale jakoś tak jest, że związek dwojga ludzi jest jakby trwalszy, gdy ma tę otoczkę prawną. Chociaż… – zawahała się – rozwód też jest dla ludzi. Jeden już przeszłam.
– O!
– No, kiedyś, kiedy byłam bardzo młoda. Dzisiaj myślę, że gdybym miała ten sam rozum, co kiedyś, to pewnie w ogóle nie wychodziłabym za mąż. Ciąża to nie powód, by dwoje ludzi miało trwać ze sobą, choćby nie wiem jak się nienawidzili.
– Masz rację.
– I takie rozstanie, gdy są dzieci, boli bardziej. Jest wiele więcej pretensji i więcej niepotrzebnego cierpienia. Tym razem też różnie myślałam. Że może powinnam rzucić Tomka, zacząć nowe, samotne życie. Ale z drugiej strony… jakoś nie bardzo wyobrażam sobie takie samotne życie bez mego Tomka.
Chętnie rozmawiałaby długo, nie bacząc, że Marcin coraz rzadziej zabiera głos, jakby znudzony jej monologiem. Ale przecież obydwoje byli w pracy. Nie wiedziała jak Marcin, ale ona miała dużo obowiązków. Wkrótce miała się odbyć certyfikacja systemu jakości…
Czekały też inne maile, na które należało odpowiedzieć. A było ich już całkiem sporo.
Tak jak przed godziną z Marcinem, tak teraz wdała się w rozmowę z Pawłem. Mieszkał w tym samym mieście co ona. Był o rok młodszy. Przysłał jej pocztą elektroniczną swoją fotkę. Nie był przystojny. Nie był nawet ładny. Ale przecież co za różnica. Ewa, choć nie zamierzała od razu wpadać w jego ramiona, musiała przecież wysłuchać biedaka.
– Zabrały mi dziecko – żalił się na gadu-gadu. – Wredna franca teściowa i ta idiotka, moja żona. W poniedziałek mam sprawę rozwodową. Podałem ją, tę sukę. Niech wie, że jestem i że nie popuszczę.
– Tak trzymać – poradziła Ewa, choć naprawdę nie wiedziała, co ma mu powiedzieć. Chciała jakoś pomóc, ale Paweł jej nie słuchał.
– Ja dopnę swego – pisał dalej Paweł. – Udowodnię im, że nie wolno ze mną pogrywać. Wiesz, one buntują mego chłopczyka przeciwko mnie.
– Acha.
– Mam ustalone przez sąd wizyty i one wtedy nie otwierają mieszkania. Na przykład ostatnio, gdy się u nich zjawiłem, dzwoniłem do drzwi jak głupi, firanka w oknie na piętrze poruszyła się i nic. Cisza. Ja wiem, że one tam były z moim chłopaczkiem. I nie miały prawa trzymać mnie jak psa przed drzwiami. Teraz im to wszystko wykrzyczę na rozprawie.
– Rozprawa rozwodowa nie jest taka straszna… – próbowała go pocieszyć, ale Paweł zupełnie ignorował pisane przez nią zdania.
– Zostawiłem jej wszystko, mojej żonie, mieszkanie, samochód, ale jej to było mało. Postanowiła odebrać mi dziecko. Odizolować mnie od Piotrusia. A ja tak bardzo za nim tęsknię. To była moja pocieszka. Nie pozwolę, by to się tak skończyło, będę walczył do upadłego!
Ewę zaczynał już mocno irytować ten słowotok. Facet najwyraźniej potrzebował kogoś, przed kim mógłby się wygadać z problemów. Ale ona miała własne problemy. Nie potrzebowała zagłębiać się w cudze.
Przeprosiła Pawła i pod pretekstem pilnego telefonu przerwała ich rozmowę.
Czy nie tak waśnie zrobił przed godziną Marcin, kiedy zwierzała mu się z własnych zmartwień?
Bartek, trzydziestopięcioletni żonaty mężczyzna z okolic Lublina, był mniej skory do zwierzeń o codziennych problemach, niż jego poprzednik, za to umiejętnie wciągnął Ewę w rozmowę na intymne tematy damsko-męskie. Ani się obejrzała, jak na komunikatorze gadu-gadu opowiadała zupełnie nieznanemu mężczyźnie, jaki rodzaj seksu lubi najbardziej. Z coraz większą odwagą pytała o preferencje rozmówcy.
– No, kochana – przekomarzał się z nią Bartek – jeśli tylko zechcesz, chętnie zaprezentuję ci moje ulubione pozycje. O niektórych z nich może nawet nie miałaś dotąd pojęcia.
– Taki jesteś pewien? – odpowiedziała niemal natychmiast.
– Tak. Zdecydowanie. Wyglądasz na osóbkę, która raz w tygodniu i to po bożemu.
Poczuła się tym lekko dotknięta. To nie była prawda, co natychmiast oznajmiła Bartkowi.
– Nie miej mi za złe, kochana – nazwał ją tak już po raz drugi podczas ich rozmowy – ale pomyślałem tak dlatego, że skoro twój mąż znalazł sobie na boku panienkę, to nie dlatego, że dobrze gotujesz i świetnie się kochasz.
Było w tym niemało racji.
– Ty też dlatego szukasz sobie kogoś poprzez serwis randkowy? Bo twoja żona jest marną kucharką i kochanką?
– Czy ja wiem? – przeczytała w odpowiedzi. – Szukam, bo życie jest piękne. Zbyt piękne, by trwać tylko przy jednej osobie. Zresztą, znasz pewnie powiedzenie, że przy jednej dziurze to i kot zdechnie?
– A może to w tobie jest przyczyna, skoro nie układa ci się z żoną?
– Kochanie, czy ja powiedziałem, że mi się nie układa? Nie każdy ma takie problemy, jak ty, a przynajmniej nie roztrząsa ich z takim tragizmem.
– Ty pewnie nie, ale dla twojej żony na pewno by się nie spodobało, że ledwie poznajesz kobietę przez Internet, proponujesz jej, że pokażesz swoje ulubione pozycje.
– Moja żona pewnie by tego nie zauważyła. Jest tak pochłonięta karierą, że nigdy nie ma jej w domu.
Ewa otrzymała odpowiedź. Bartek był zaniedbywanym przez żonę-karierowiczkę mężczyzną. Dlatego zdecydował się na udział w Klubie Niesamotnych Serc. Najwyraźniej zabrakło mu szczerości, by się do tego przyznać.
– No więc, jak tam, kochanie? Moglibyśmy zrobić sobie jakiś mały wypad na łono natury. Powiedzmy w najbliższy weekend. Moja żona jedzie do Gdańska w delegację i będę miał chatę tylko dla nas. Mieszkam w pięknej okolicy, spodoba ci się. Nie mówiąc już o tym, co przeżyjemy razem.
Ewa była mocno zszokowana bezpośredniością nieznajomego. Kilka chwil, parę zdań przesłanych sobie za pomocą Internetu i oto została zaproszona na randkę. Co tam randkę! Na najczystszy seks!
Chciała kogoś poznać, była zdeterminowana w swym postanowieniu zdrady. Ale nie tak od razu, nie znając faceta, z którym rozmawiała. Bardziej niż czegokolwiek, potrzebowała czyjegoś ramienia, na którym mogłaby się wypłakać, potrzebowała rady, współczucia. Nie seksu!
– Dzięki, Bartku, ale nie skorzystam z twojej propozycji. To się dzieje za szybko.
– W takim razie – nie ustawał – możemy się umówić w Lublinie, spotkać kilka razy, podzwonić do siebie, ale wierz mi, kochanie, szkoda czasu. Prędzej czy później i tak wylądujemy w łóżku, a ja wolę prędzej, niż później. Seks to piękna sprawa. To trochę jak sport.
– Uprawiaj go zatem z kim innym! – zdenerwowała się.
– Ok, nie chciałem cię rozzłościć. Gdybyś jednak kiedyś zmieniła zdanie, polecam się na przyszłość.
Bartek zmienił status gadu-gadu na niedostępny. Całe szczęście, że nie był to ostatni internetowy znajomy tego przedpołudnia.
Wiadomości z gadu-gadu przychodziły tak prędko, i to od kilku rozmówców naraz, że Ewa musiałaby mieć osiem rąk, by nadążyć odpowiadać im wszystkim. Szybko więc nauczyła się, że aby z kimś wybranym spokojnie porozmawiać, trzeba było przełączyć swój status na „niewidoczny". W ten sposób mogła wysyłać i odbierać wiadomości, nie będąc jednocześnie nagabywana przez innych, na rozmowę z którymi akurat nie miała czasu czy ochoty.