Oprócz tego dochodziły listy wysłane pocztą elektroniczną. Te jednak dawały Ewie chwilę wytchnienia. Mogła je odczytać w każdej chwili, zastanowić się nad odpowiedzią.
I chociaż po rozmowie z Bartkiem, w której tak niechcący zdradziła mu wiele szczegółów ze swego życia erotycznego, postanowiła sobie, że nie da się więcej wciągnąć w tego typu wymianę zdań, to jednak na niewiele to się zdało. Czy w rozmowie na gadu-gadu czy też w mailach, Ewa nie szczędziła słów o sobie, swych upodobaniach i problemach. Była przy tym niezmiernie rada, że oto wreszcie znalazł się ktoś, kogo interesowała. Kto chciał ją słuchać.
Zamiast kończyć pisanie umowy z pewnym podwykonawcą dokumentacji projektowej, które przerwała rozmawiając z Bartkiem, ponownie otworzyła skrzynkę pocztową.
Zbigniew, Krzysztof, Szegi, Wasil, Andrzej, Tadeusz.
Imiona i pseudonimy mężczyzn w różnym wieku, którym odpowiadała na maile, dosłownie mieszały jej się w głowie.
Roman, znowu Andrzej, Paweł, Mariusz, jeszcze jeden Andrzej, epidemia jakaś?
Za dużo tego było, zwłaszcza dla niej, niewprawnej w tego typu korespondencji.
Zwłaszcza, gdy siedzi się w pracy, a dookoła gwar i tętniące służbowym życiem biuro, dzwoniące telefony i pojawiający się od czasu do czasu klienci.
Tyle maili i to po jednym zaledwie dniu jej członkostwa w Klubie Niesamotnych Serc.
Krzysztof, Jarek, Michał, Piotr…
Darino.
Darek, zalogowany w Klubie Niesamotnych Serc jako Darino, był wysokim, przystojnym, szczupłym blondynem. Jego fotografia w serwisie Klubu przedstawiała go na tle ośnieżonych Tatr. Przypomniała sobie, że i jego stronę odwiedziła wczoraj.
Jego pierwszy list zaintrygował Ewę.
– Umiem rozmawiać o wszystkim i o niczym – pisał – umiem też milczeć, gdy trzeba. Może jestem tym, kogo szukasz?
Ładnie napisane – pomyślała, zupełnie nie pamiętając, że sama tak o sobie napisała, rejestrując się w Klubie Niesamotnych Serc.
Darek pochodził z Radomia. Miał czterdzieści lat. Był wdowcem.
Nie chciał przejść na gadu-gadu. Wolał wysyłanie maili jako formę kontaktu. A więc wysłała mu maila, w którym pokrótce streściła swoją historię, po raz dziesiąty chyba tego dnia.
– To podłe, nie szanować takiej pięknej i na pewno wspaniałej żony – już po pięciu minutach przeczytała w odpowiedzi.
– Nie jestem taka wspaniała, Darku i na pewno nie piękna – odpowiedziała.
Nie minęło kolejnych kilka minut, gdy znów znalazła w skrzynce list od Darino.
– Mnie się podobasz.
Miłe gorąco rozlało się gdzieś wewnątrz jej ciała. Oto zupełnie obcy facet, bardzo przystojny facet, pisał jej, że mu się podoba.
Dla Ewy było to nie lada przeżycie. Od niepamiętnych czasów nie słyszała od kogoś takich słów. Poza Tomkiem oczywiście, ale to było zupełnie co innego. Więc jednak mogła się podobać mężczyznom! Wypieki na jej policzkach zdradzały, w jakim jest stanie. Podekscytowanie połączone ze zmieszaniem. Co mogła odpowiedzieć na tak miłe słowa?
– Ty też bardzo mi się podobasz – wystukała w treści wiadomości. Sama nie wierzyła, że mogła napisać coś tak bezpośredniego. Dobrze, że nie była to rozmowa na żywo. Łatwiej było napisać słowa na klawiaturze komputera i kliknąć, by wysłać wiadomość. A potem nie było już odwrotu.
I znów odpowiedział po kilku minutach.
– Owszem, wiem, że mogę się podobać kobietom. Ale zewnętrzny wygląd to nie wszystko. Liczy się wnętrze człowieka, to, co ma w środku. Ty jesteś piękna nie tylko na fotografii. Czuję, że masz piękną także i duszę.
Jak on cudownie pisał. Jakże Ewa pragnęła czytać tak miłe słowa.
– Szkoda, że mieszkasz tak daleko ode mnie – napisała w kolejnym liście.
– Może kiedyś zawitasz do Radomia, wtedy chętnie poznam cię na żywo.
Rozmowa toczyła się za pomocą poczty elektronicznej, ale odnosiło się wrażenie, że rozmawiają jak na komunikatorze. On pisał, ona odpowiadała.
Do szesnastej, gdy skończył się dzień pracy i Ewa z niechęcią wyłączyła komputer, zdążyli wymienić ze sobą kilkanaście maili.
Ewa czuła w Darku pokrewną duszę. Tak chętnie wysłuchał jej opowieści. Choć nauczona poprzednimi przykładami starała się nie zanudzać swego internetowego znajomego problemami małżeńskimi, on sam wprost powiedział, że może mu zaufać, i pisać, o czym tylko zechce. A więc pisała. O mężu, zdradzie, telefonach do kochanki. Darek okazał się wiernym słuchaczem, a raczej czytelnikiem.
Dopiero w domu dotarło do Ewy, że tak naprawdę Darek nie napisał jej nic o sobie. Co robi, dlaczego jest wdowcem, jakie ma problemy i co skłoniło go do zalogowania się w Klubie Niesamotnych Serc. Choć to ostatnie wydawało się raczej oczywiste – facet szukał pewnie drugiej połówki, kobiety, która wypełniłaby pustkę po zmarłej żonie. Nietaktem byłoby zapytać wprost. Ewa postanowiła, że nie będzie się narzucać ze swą ciekawością. Jeśli Darino zechce, sam jej o wszystkim opowie.
Gdy następnego dnia zjawiła się w pracy, zastała w swojej poczcie wysłany wczorajszego wieczora list od Darka.
– Jesteś naprawdę fajną kobietą – pisał – piękną i inteligentną. Musiałem ci to dziś powiedzieć. Jutro, to znaczy w czwartek, mam całodobowy dyżur w pracy i nie będę uchwytny przy komputerze. Chcę, byś wiedziała, że będę tęsknił za piątkiem, gdy znów będę mógł przeczytać wiadomość od ciebie. Jeśli tylko zechcesz do mnie napisać. Jak zauważyłaś, zwykły szary ze mnie facet. Nie śmiałbym marzyć o takiej kobiecie, jak ty. Widać, że jesteś niezwykła, choć nawet cię nie znam. Ale… przy odrobinie szczęścia może kiedyś się spotkamy. Gdybyś miała w Radomiu jakąś sprawę, chętnie wyszedłbym ci na spotkanie. Śpij dobrze, moja miła. Słodkich snów. Do piątku.
– Dzień dobry – wystukała w odpowiedzi – żałuję, że dziś nie porozmawiamy. Już nie mogę się doczekać jutra.
Wysłała wiadomość do Darino.
A potem zabrała się za odpisywanie na listy innych mężczyzn.
Ewa zupełnie nie mogła skupić się na pracy. Certyfikacja systemu zarządzania jakością, która miała odbyć się już za tydzień, stała się nagle czymś tak odległym, że aż nieistotnym. Ewa z trudem pokonywała codzienne obowiązki, które nagle zaczęły ją drażnić i przeszkadzać. A przecież dotąd lubiła tę pracę. Ale dotąd nie wyszukiwała randek w Internecie, teraz zaś pochłonęło ją to bez reszty.
Żaliła się każdemu, kto tylko chciał słuchać. Mężczyźni nazywali jej męża draniem, który nie szanuje takiej pięknej, wspaniałej żony. A ona ochoczo przyznawała im rację.
– Gdybym ja miał taką piękną i mądrą żonę – napisał do niej Kazimierz, czterdziestojednoletni inżynier budowy dróg i mostów z Lublina, gdy i jemu pokrótce streściła swoją smutną historię – nosiłbym ją na rękach i całował wszędzie tam, gdzie by tego pragnęła.
– Przecież masz żonę – odpowiedziała na gadu-gadu. Przynajmniej w Klubie Niesamotnych Serc Kazimierz przedstawiał siebie jako żonatego mężczyznę, romantyka o gołębim sercu.
– Tak – jego odpowiedź przetkana była głębokim smutkiem. – Ale albo za długo ze sobą już jesteśmy, albo moja żona ma kogoś. Zupełnie się między nami nie układa. I to od lat.
– I dlatego zalogowałeś się do Klubu?
– Może i dlatego? Może chciałbym znaleźć kogoś, do kogo mógłbym się przytulić.