Ewie żal się zrobiło tego mężczyzny.
– No proszę – jej odpowiedź miała brzmieć humorystycznie – i pomyśleć, że obok siebie żyją ludzie, którzy marzą o tym samym, choć tak naprawdę nigdy nie będzie im dane się spotkać.
– Dlaczego tak uważasz? – Kazimierz potraktował to bardzo poważnie. – Mieszkamy w Lublinie i pragniemy obydwoje tego samego. To dla ciebie niewiele? Gdybyś dała mi szansę…
Czekała dłuższy czas, by dokończył swą myśl, ale on najwyraźniej odbił już pałeczkę. Teraz była jej kolej.
– Szansę? Na co?
– Żebym ci pokazał, jak bardzo umiem cię pocieszyć.
Wzdłuż pleców poczuła miły dreszcz.
– Od czego byś zaczął?
– Gładziłbym palcami twoją śliczną twarz, przesunąłbym dotykiem niżej, do twojej szyi. Moje usta złączyłyby się z twymi, a języki muskałyby się delikatnie w rytmie bicia naszych serc. Dotknąłbym twoich sutek, zrazu dłonią, potem językiem. Drżałabyś z rozkoszy, a mnie ciągle by było mało.
Ewa nie wierzyła własnym oczom. Jak ten facet mógł tak szybko i bez pardonu wejść w tak intymne sfery jej umysłu. Nie chciała, by ta rozmowa nabrała tak erotycznego brzmienia. Nie, nie czuła podniecenia. Słowa jakie ciągle pojawiały się w oknie komunikatora przyprawiały ją raczej o obrzydzenie. Nie takiej pomocy w problemach się spodziewała.
– Mój język będzie się w tobie zanurzał – ciągnął Kazimierz – poliżę łechtaczkę i znów zagłębię go w tobie, czując słodko-gorzki smak twego soku…
Jak zahipnotyzowana czytała kolejne marzenia swego rozmówcy.
– … aż krzykniesz z rozkoszy, wyginając twe ciało w łuk. Wtedy wsadzę ci w usta mego członka, do samego końca i…
Dość!
Ewa zamknęła okno wiadomości. Oddychała ciężko ze zdenerwowania. Rozejrzała się po biurze, ale nikt nie podejrzewał, jakiego rodzaju rozmowę właśnie prowadziła. Miała wrażenie, że została zgwałcona. Nie oczekiwała tak mocnych tekstów, a przynajmniej nie od tego faceta. Półgodzinna znajomość nie upoważniała nikogo, by pisał do niej w ten sposób.
Kris mieszkał nad Zalewem Zegrzyńskim. Był dwudziestotrzyletnim studentem ekonomii. Miał na imię Krzysztof i był samotnym kawalerem, choć, jak pisał o sobie w Klubie Niesamotnych Serc, posiadał na swoim koncie wiele doświadczeń z płcią przeciwną. To Ewa wymyśliła imię Kris, a on chętnie na to przystał, nazywając ją jednocześnie Eve.
O ile dobrze pamiętała, także i na jego stronkę zaglądała wczoraj. A więc musiało go to zachęcić, gdyż napisał:
– Jeśli taka piękna kobieta zechciałaby zaszczycić skromnego, zauroczonego jej urodą wielbiciela kilkoma słowami, nie traktując go przy tym jak nieopierzonego młokosa, będzie mi bardzo miło.
Zechciała.
Pierwszy mail był zdawkowym przywitaniem, choć jak za każdym razem, gdy Ewa pisała do kogoś nowego, jej policzki zdobił rumieniec skrępowania i podniecenia.
Nie czekała długo na odpowiedź. Kris pracował w urzędzie powiatowym w Legionowie i, tak jak ona, spędzał przed komputerem większość dnia pracy.
– Dziękuję, że nie pozostawiłaś mojego listu bez odpowiedzi – pisał. – Czy zatem mój młody wiek nie przeszkadza ci w podtrzymaniu tej znajomości? Musisz wiedzieć, że dużo w życiu przeszedłem. W człowieku liczy się to, co jest wewnątrz niego, nie zaś wiek czy wygląd. Podejrzewam, że ty także miałaś bolesne doświadczenia w swoim życiu, skoro po pierwsze znalazłaś się w Klubie Niesamotnych Serc, po drugie zaś tak smutno tam siebie opisujesz.
– Nie przeszkadza mi bynajmniej twój młody wiek – odpowiedziała. – Dziwię się jedynie, że ktoś tak młody może chcieć klikać ze sporo starszą od siebie mężatką.
– Uważasz, że nie dorosłem do tego, by rozmawiać przez Internet z zamężną kobietą? Także jestem dojrzały, mimo młodego wieku. Mogę zrozumieć twoje problemy, jeśli zechcesz mi o nich opowiedzieć. Nie musisz od razu być niegrzeczna i opryskliwa!
W mailu tym zabrzmiała jakaś dziwnie płaczliwa nuta, ale Ewa była zbyt zajęta samym odpisywaniem, by zwrócić na nią uwagę. Zupełnie też zignorowała zdanie, w którym zarzucał jej niegrzeczność.
Ewie imponowało to, że Kris był od niej młodszy o kilka lat. Czyż kochanka jej męża nie była od Tomka dużo młodsza? Ciekawie byłoby odpłacić się pięknym za nadobne aż tak dobitnie.
Ale Legionowo nie leżało w zasięgu jej podróżnych możliwości. Gdy mu to oznajmiła, natychmiast pospieszył z pocieszaniem jej:
– To nic, droga Eve, mam rodzinkę w okolicy Lublina. Przyjadę do nich na wakacje, to wtedy się zobaczymy.
Tyle że ona wcale nie była smutna z tego powodu. Mieszkali daleko od siebie, owszem, tylko co z tego? Przecież Kris nie był jedynym facetem na necie. Poza tym jego typ urody wcale nie przypadł jej do gustu – szczupły, by nie powiedzieć chudy gryzipiórek, w garniturku i okularkach w drucianej oprawie, ze starannie zaczesanymi do tyłu blond włosami przerzedzonymi po bokach czoła mimo młodego wieku ich właściciela. Z wyglądu sztywny typ urzędasa. W mailach nudny i przesadnie uniżony dla jej wieku i statusu statecznej mężatki. W dodatku te jego dziwne humory, kiedy krzyczał na nią, że odpisuje mu z opóźnieniem. Grzeczność nakazywała jej odpowiadać na jego maile, które słał co pół godziny. Czy od razu musiała się z nim spotykać?
– Cóż, drogi Kris, do wakacji jeszcze dużo czasu. Jeśli wpadniesz do Lublina, to zobaczę, co da się zrobić.
Po wysłaniu tej wiadomości Ewa nagle zdała sobie sprawę, że oto rozważa spotkanie z zupełnie obcym facetem. Ogarnęło ją przerażenie. Niby jak miała spotkać się z kimkolwiek, nie wzbudzając jednocześnie podejrzeń męża?! Co z tego, że Tomek często wyjeżdżał w interesach? Przecież gdy ona się z kimś umówi, jej mąż może tego dnia nie ruszać się z domu.
W całej tej beztroskiej netowej paplaninie nie wzięła pod uwagę tego, o co przecież chodziło jej od samego początku – że miała się uwikłać w romans. Ale żeby romansować, trzeba było się spotykać. Niemal wpadła w panikę. A dom, dzieci? Jak to wszystko połączyć i jednocześnie nie wpaść przed mężem?
Zdecydowana większość facetów, którzy do niej napisali i którym ona pieczołowicie od rana odpowiadała na maile, mieszkała w Lublinie. Tak jak ona i jej mąż. Jak ich wielu znajomych. Za żadne skarby nie mogła mieć romansu z facetem z Lublina!
Zalogowała się do serwisu randkowego i weszła w edycję własnych danych. Zmieniła miasto swego zamieszkania i zapisała wprowadzone zmiany.
Nie mogła pozwolić, by ktokolwiek odkrył romans, który planowała mieć. Lublin był ostatnim miastem, w którym powinna była znaleźć kochanka.
Ale Warszawa, miasto, w którym studiowała i mieszkała w weekendy, znała niezłe knajpki i dyskoteki – była do tego celu wprost idealna.
Kiedy w południe oderwała się od komputera by zrobić przerwę na papierosa, oczy piekły ją ze zmęczenia. Tak wiele było w serwisie randkowym interesujących osób z Warszawy. Poza tym wciąż trzeba było odpowiadać na maile, które ciągle przychodziły. Od Krisa, od innych.
Nie wszyscy odpisywali od razu na jej maile, tak jak wczoraj Darmo, a dziś Kris. Kilku mężczyznom Ewa odpowiedziała na list jeszcze z samego rana i mimo że dzień pracy już się kończył, ciągle nie było odpowiedzi.
Cóż – pomyślała – nie wszyscy mają pracę ze stałym dostępem do Internetu, albo zwyczajnie mają ciekawsze zajęcia niż ciągłe przeglądanie poczty.
Niektórzy pisali wprost, że nie przepadają za klikaniem w klawiaturę. Prosili o jej numer telefonu, chętnie oferowali własne.
Ewa nie widziała nic zdrożnego w udzielaniu numeru komórki. Zastrzegała jednak za każdym razem, że ewentualne rozmowy miały się toczyć tylko i wyłącznie w godzinach jej pracy. Mężczyźni absolutnie nie wydawali się być poruszeni tym zastrzeżeniem, doskonale bowiem rozumieli, że znajomość z mężatką, to delikatna materia.