Выбрать главу

Teraz jest ni tak ni tak pomiędzy nami. Jesteśmy razem, w końcu łączy nas dziewięć lat wspólnego życia, ale… już nic nie jest takie samo. Nie ufam mu już. No i w porywie chęci zemsty zalogowałam się do Klubu, bo w moim kręgu znajomych nie mogłabym znaleźć żadnego wsparcia.

Klub Niesamotnych Serc, jak pewnie się domyślasz, aż roi się od dziwnych ludzi, napalonych mężów pragnących zrobić skok w bok, i takich tam. Ale na szczęście, jak oto mam się okazję przekonać, znaleźć w niej można ludzi zwyczajnych, kumpli. Jak Ty. Tego właśnie bardzo potrzebowałam.

O ile pamiętam z twego ostatniego maila, moja obecność w Klubie była dla ciebie zasadniczą kwestią. Mam nadzieję, że Ci ją wyjaśniłam. Ale oczywiście mogę odpowiedzieć bardziej wyczerpująco, jeśli tylko chcesz słuchać moich wywodów.

Poza tym miałam wczoraj jakiegoś cholernego doła. Dlatego moje maile mogły zabrzmieć opryskliwie i niegrzecznie. Ale nie bierz tego do siebie, już Ci powyżej napisałam, że to było do mnie. Czasem nie umiem zebrać się na ufność wobec ludzi, najeżam się, czasem niepotrzebnie, czasem potrzebnie. A czasem okazuje się, że kogoś uraziłam. Sorry jeszcze raz. Tak w ogóle to zwykła ze mnie dziewczyna, tylko nie mam z kim pogadać. To znaczy teraz mam. Ciebie, Kris. Dzięki.

Czy ja Cię aby przypadkiem nie zamęczam tym listem? Jeżeli jeszcze nie usnąłeś czytając te bzdurki, to napisz parę słów.

Eve. "

Wrzuciła plik na dyskietkę. Dlaczego tłumaczyła się przed nim za swoje humory w ciągu dnia? Nie bardzo przypominała sobie, by jej maile do niego brzmiały niegrzecznie. Raczej na pewno takie nie były. Jeżeli tak właśnie je odczytywał, to znaczyło, że był bardzo drażliwy na tle swojej młodości. A może traktował ich znajomość zbyt poważnie?

Kogo chciał w niej widzieć? Kochankę? Matkę?

Postanowiła go o to jutro zapytać.

– Bardzo cieszę się z tego długiego listu – napisał na drugi dzień Kris, pięć minut po tym, jak wysłała mu plik z dyskietki. – Jesteś wspaniałą kobietą. Widać, że lubisz rozmawiać. Gdybyś mogła i zechciała, marzę by porozmawiać z tobą przez telefon. – Podał jej swój numer komórkowy. – Możesz też napisać do mnie sms-a. Tylko nie chciałbym – zaznaczył ku jej olbrzymiemu zaskoczeniu – żeby ten numer dostał się w jakieś niepowołane ręce.

Rozśmieszyło ją to niemal do łez.

– Naprawdę musisz mnie mieć za jakąś idiotyczną małolatę – odpisała rozbawiona – skoro posądzasz mnie o rozdawanie numerów telefonu. Tak na marginesie, wolę maile. Są tańsze i można w nich tak wiele napisać. A twój numer? Jasne, że go rozgłoszę. Ukaże się w najbliższym wydaniu Rzeczpospolitej.

To miał być żart z jej strony. Za karę, że w ogóle coś takiego przyszło mu do głowy. Nawet nie przypuszczała, że on potraktuje ten żart śmiertelnie poważnie.

– Nie traktuj mnie jak jakiegoś gówniarza! – grzmiał już po paru minutach z ekranu jej monitora. – Nie jestem gówniarzem! To, że jestem od ciebie młodszy, nie znaczy, że zachowuję się jak małolat. Miałem różne doświadczenia z rozdawaniem swojego numeru, dlatego tak napisałem. Ale ty, jak widzę, traktujesz mnie jak dzieciaka!

– Nie prosiłam cię o numer twojej komórki – odpowiedziała, tym razem najzupełniej poważnie – i nie traktuję cię jak dzieciaka. Zwyczajnie ubodło mnie, że możesz mnie posądzać o szafowanie cudzym numerem telefonu. Zresztą, kogo on obchodzi? Jeśli nie możesz mi ufać, to przestań do mnie pisać. Najwyraźniej zbyt wcześnie dodałam cię do grona moich przyjaciół.

Kris najwyraźniej miał jakiś kompleks. Wirtualny przyjaciel z wirtualnym problemem niższości.

Nie miała najmniejszego zamiaru roztrząsać jego osobowości. Było przecież tylu innych.

Poruszył ją list od Darino. Dostała go koło dziewiątej rano.

– Dziś nie jestem w pracy i mogę ten dzień spędzić z tobą – pisał. – Jest piątek, od weekendu dzielą mnie godziny. Pójdę jutro z Kubą na obiad do dziadków, w niedzielę pospacerujemy po parku i tak miną te dwa smutne dni. Będę tęsknił do twojej obecności. Już tęsknię.

– Dlaczego smutne? – dopytywała się. – Rodzinny obiad to przecież miła sprawa. A spacer z żoną, toż to sama radość. Też bym tak chciała, ale ja i mój mąż… to już nie to samo.

– Nie mam żony – odpowiedział. – Jestem wdowcem, nie kłamałem w moim opisie w serwisie Klubu. Mam syna, ma na imię Kuba i chodzi do ogólniaka. Cieszę się, że cię poznałem. Bije od ciebie takie ciepło…

Zrobiło się jej przykro, gdy to przeczytała. Biedny Darek – pomyślała. Było jej szczerze żal tego niezwykle przystojnego faceta.

A swoją drogą, to chyba nie było trudne znaleźć sobie nową miłość.

– Brakuje mi kobiety – odpowiedział, gdy go o to zapytała – nie tyle miłości, co zwyczajnego ciepła kobiecego ciała. Brakuje mi normalnego seksu. Czasem umawiam się z kobietami przez Internet. Ale ciągle nie trafiłem na tę jedyną. Ty jesteś fajna, ale już jesteś zajęta. Szkoda. I szkoda też, że mieszkamy tak daleko od siebie. Gdyby było bliżej, to kto wie. Ja jestem samotny, ale i ty jesteś samotna. Gdybym mógł uczynić cię szczęśliwą… Na pożegnanie całuję, droga Ewo, tam, gdzie najbardziej lubisz.

Dreszcz podniecenia przebiegł jej po plecach, gdy przeczytała ostatnie zdanie. Serce zaczęło bić jej jak oszalałe. To były tylko słowa napisane przez wirtualnego mężczyznę na klawiaturze komputera.

A ona poczuła się tak, jak gdyby Darek sięgnął językiem najintymniejszego zakątka jej ciała.

Kris napisał, że był na mieście i dopiero teraz przeczytał jej maila.

– Przepraszam, Ewuniu moja kochana, że tak na ciebie naskoczyłem. Miałem różne doświadczenia z dawaniem komórki. Oczywiście nie musisz do mnie dzwonić. Przepraszam najmocniej. Nie miałem pojęcia… Jaki ja jestem głupi. Nie sądziłem, że dostrzeżesz we mnie przyjaciela. Jestem… Jest mi tak szalenie miło. Taka wspaniała kobieta i ja – szary zwykły facet… Też jesteś dla mnie jak przyjaciółka. Całuję cię mocno. Pa. Kris. – Było jeszcze post scriptum: – Odpisz jak najszybciej.

– Już uczyniłeś mnie szczęśliwą – napisała do Darino – skoro piszesz mi takie miłe rzeczy. Czy nie lepiej jednak, byśmy przenieśli się na gadu-gadu? Wtedy nie czekałabym z taką niecierpliwością na maile od ciebie. Moglibyśmy porozmawiać on-line. Albo może mógłbyś do mnie zadzwonić? Jeśli podasz mi swój numer, to ja bardzo chętnie usłyszę twój głos. Podejrzewam, że jest tak samo wspaniały, jak twoja fotografia na stronie internetowej Klubu. Ja także tęsknię za tobą, Darku, bardzo tęsknię. Mimo iż znamy się zaledwie trzeci dzień, mam wrażenie, że jesteś moją pokrewną duszą. Nie wiem, co by było, gdybyś mieszkał bliżej, pewnie wsiadłabym w samochód i natychmiast pojechała na spotkanie. Ja także całuję cię najgoręcej, jak potrafię. I przytulam najmocniej, jak umiem. Czujesz moje ciepło?

– Tylko się we mnie nie zakochaj – odpowiedziała Krzyśkowi i bynajmniej nie uczyniła tego od razu, tak jak jej nakazał w post scriptum. Miała to być nauczka za to nieustanne atakowanie jej. Jeśli tak miała wyglądać ta znajomość, to Ewę zaczynała delikatnie drażnić.

Także i ta odpowiedź miała być żartem z jego powagi i zadeklarowanego oddania.

Także i tym razem spotkała się z zupełnym brakiem zrozumienia dla jej poczucia humoru.

– Co ty sobie wyobrażasz? – znów ją zaatakował. – Myślisz, że jak ktoś jest młody, to już nie potrafi trzymać swych uczuć na wodzy? Mylisz się! Umiem panować nad emocjami! Nie osądzaj mnie tak pochopnie i nie traktuj jak nieopierzonego młokosa, bo nim nie jestem, mimo młodego wieku!