Выбрать главу

Umiał panować nad emocjami? Chyba tylko on sam w to wierzył.

Męczył ją.

Ale odpowiedziała. Z grzeczności.

– Nie chciałam napisać nic obraźliwego, Kris. Bardzo cię polubiłam i znajomość z tobą dodaje mi otuchy. Nie bierz wszystkiego tak na poważnie.

Kogo ja chcę okłamać? – zapytała w duchu samą siebie.

Zadzwonił jej telefon komórkowy.

– Cześć, piękna z Internetu – usłyszała w słuchawce bardzo miły głos. Niski tembr, lekko chrapliwy, zdecydowanie bardziej męski od wczorajszego rozmówcy Roberta. Tylko kto to był tym razem?

– Cześć – powiedziała ze zwykłą sobie pewnością siebie, pewnością, której wczoraj tak niespodziewanie jej zabrakło.

– Maciek się kłania.

Przypomniała sobie w ułamku sekundy. W środę wymieniła z nim maila i podała swój telefon. Pochodził z Warszawy. Był od niej starszy o dwa lata. Nie zamieścił w Klubie swego zdjęcia. Sądząc z głosu, musiał być szalenie przystojnym mężczyzną.

– Witam. Nie spodziewałam się, że zadzwonisz. Nie uprzedziłeś mnie w mailu.

– Wolę rozmawiać.

– Rozmowy są drogie.

– Och, nie przejmuj się o to. Dzwonię ze służbowego telefonu.

– Ja nie mogłabym tak dzwonić – skłamała. – Nasze bilingi są kontrolowane. Poza tym nie siedzę w biurze sama.

– Ale możesz teraz rozmawiać?

– Poczekaj sekundkę, wyjdę na korytarz.

Wstała zza biurka i ruszyła do wyjścia. Nie dostrzegła, że odprowadzają ją zaciekawione spojrzenia współpracowników.

– No już – powiedziała znalazłszy się na zewnątrz.

– Masz piękny głos – nieoczekiwany komplement znów na ułamek sekundy zbił ją z tropu.

– Normalny – bąknęła. Niewiele brakowało, a powiedziałaby Maćkowi to samo.

– Jak mija dzień? – zapytał.

– Spoko. Dużo roboty. Wkrótce mam certyfikację. Pisałam ci.

– No tak – nie pamiętał nic na ten temat, ale nie wypadało się zdradzić.

– Dziwnie się rozmawia, jeśli nie zna się rozmówcy, nie sądzisz?

– Przecież mnie znasz – zaśmiał się lekko – przedwczoraj napisałem ci o sobie.

– I uważasz, że to wystarczy?

– A co chciałabyś wiedzieć?

– No… może… na początek, dlaczego żonaty facet szuka znajomości z kobietami na necie?

– To takie ważne?

– Czy ważne, nie wiem, ale ciekawe.

– Mam nadzieję spotkać kogoś, przy kim zapomnę o moim smutku – powiedział z bólem w głosie. – A ty wydajesz mi się wspaniałą kobietą. Twój mąż to desperat, jeśli uważa, że kochanka da mu coś więcej niż ty jesteś w stanie dać.

– Każdy ma jakieś smutki, ale… czy zechcesz zdradzić mi…

– Nic szczególnego, Ewuś. Żyję, bo żyję. Tylko dla dzieci. Mój związek małżeński to martwy związek. Szkoda słów. Już od dwóch lat nie utrzymujemy z żoną żadnych kontaktów.

– A dzieci mieszkają z tobą, czy z nią?

– Wszyscy mieszkamy wspólnie. Ale to sztuczne. Mówiłem ci. Tylko ze względu na dzieci.

To według Ewy w pełni usprawiedliwiało obecność Maćka w serwisie randkowym. Facet miał prawo do szczęścia osobistego. W dodatku był na tyle mądry, że martwił się o dobro dzieci.

Wysłuchała opowieści o jego pracy, zainteresowaniach. Próbowała też mówić o sobie, ale Maciek tak często zmieniał temat, że nie bardzo było kiedy kontynuować jego ostatnią myśl. To dobrze – pomyślała – przynajmniej nie jest milczkiem. Przy takim nie sposób się nudzić. Był zabawny, elokwentny i tryskał humorem. Poza tym był z Warszawy…

Rozmawiali trzydzieści pięć minut. Nikt od dawna nie poświęcił jej tyle czasu. To, że opowiadał głównie o sobie, nie było takie istotne.

– Spójrzcie – zawołała Zosia, gdy Ewa wróciła do biura – jakie nasza laska ma wypieki na twarzy. Dosłownie kwitnie.

Ewa speszyła się pod wpływem ciekawskich spojrzeń.

– Z kim tak zawzięcie rozmawiałaś? – dopytywał Michał.

– To nie był Tomek, prawda? – dorzuciła Zosia.

– Nie – krótko odpowiedziała Ewa, po czym znów usiadła przed komputerem.

– Piękna kobieta o pięknym głosie – pisał Maciek w mailu. – Miło się z tobą pisze, a jeszcze lepiej rozmawia przez telefon. Cudownie byłoby móc napić się z tobą piwa i popatrzeć w twe piękne oczy.

– To nie takie nierealne – odpowiedziała. – Nie jestem z Warszawy, ale w następny weekend przyjadę tam na studia. Moglibyśmy się spotkać, porozmawiać na żywo.

Zbyszek z Kielc wciągnął Ewę w długą rozmowę. Czterdziestoczteroletni żonaty przedstawiciel handlowy jakiejś firmy rozprowadzającej po kraju osłonki do wędlin zagadnął Ewę, ciekawiąc się, co taka piękna młoda osóbka, w dodatku zamężna, robi w randkowym serwisie.

– W zasadzie niewiele, Zbyszku – odpowiedziała za pomocą programu gadu-gadu. – Szukam zrozumienia dla moich problemów.

– Problemy? Któż ich nie ma?

– No tak, tylko jedni mają ich mniej, inni zaś całą masę.

– I ty należysz do tych innych?

– Zgadza się.

– To zależy pod jakim kątem spojrzeć, wierz mi.

– Pod moim, zdecydowanie.

– Dlatego zalogowałaś się do serwisu Klubu Niesamotnych Serc?

– Tak.

– I co? Znalazłaś już panaceum na zmartwienia? Jeśli wolno spytać oczywiście…

– Wolno. Nie znalazłam, choć ciągle mam nadzieję.

– A jeśli zaproponuję ci moją osobę jako owe panaceum?

– Brzmi ciekawie.

– Jakiego rodzaju pomocy oczekujesz?

Ewa zastanowiła się chwilkę.

– Sama nie wiem – odpowiedziała po chwili. – Przede wszystkim rozmowy. Zauważyłam, że gdy się przed kimś wygadasz, ciężar zmartwień jakby nie jest już taki dokuczliwy…

– O czym lubisz rozmawiać? – przerwał jej.

– No… – zawahała się – chciałabym rozmawiać o moich problemach. Może wtedy pojęłabym, dlaczego…

– Nie pytałem o problemy, tylko o to, co lubisz, na jakie tematy najchętniej rozmawiasz? – znowu wszedł jej w słowo.

Tu Ewa musiała się głęboko zastanowić. Nie docierało do niej, że Zbyszek najwyraźniej nie ma ochoty wnikać w jej problemy. Jej życie osobiste nie stanowiło dla niego ciekawej zagadki, a jeśli nawet, to nie w tej sferze, na którą spodziewała się skierować rozmowę.

– Na wszystkie – wypaliła.

– Widzę, że jesteś otwarta na ludzi. Piękna i szczera.

– No tak – przyznała mu rację – szczerość to moja wada. – Miły komplement wprawił ją w dobry humor. Zaczynała lubić swojego rozmówcę.

– Wydajesz się być rozsądną kobietą. Wierzę, że poradzisz sobie w Klubie Niesamotnych Serc.

– To tu trzeba sobie radzić? – Zabrzmiało to lekko, ale Ewa ciągle miała w pamięci wczorajszą rozmowę z Kazimierzem z Lublina, w której omal nie dała się wmanipulować w jakąś chorą erotyczną grę. – Co to, dżungla tropikalna?

– Nie, ale trzeba być ostrożnym. Nigdy nie wiadomo, kogo się tak naprawdę poznaje.

– Jak to, przecież są fotografie, opisy.

Teraz to Zbyszek zaśmiał się w duchu.

– Nie wiesz, co można zrobić z fotografią, kochana. Moją pasją jest fotografika.

– Ale po co? W jakim celu?

– Na przykład by udawać kogoś innego, niż się jest.

Dla Ewy było to niezrozumiałe. Gdy zaczynała przygodę z internetowymi anonsami, sama próbowała pozować się na inną osobę, ale szybko się skompromitowała.

– A ty, też próbujesz udawać?

– Nie – odpowiedział Zbyszek. – Po prostu nie wykraczam poza pewne przyjęte przeze mnie ramy. Rozgraniczam życie prywatne od tego na Internecie.