Выбрать главу

– A w ogóle czego szukasz w randkowych serwisach?

– Niczego. Poznawanie ludzi samo w sobie jest ciekawe. Zwłaszcza wtedy, gdy spotyka się kogoś tak pięknego, jak ty.

– Przesadzasz. – Zarumieniła się.

– Wcale nie. Czasem można pogadać, czasem wymienić się spostrzeżeniami. Czasem można wypić z kimś kawę. To wszystko.

– Jesteś żonaty. – To stwierdzenie zabrzmiało oskarżycielsko. Po chwili Ewa zawstydziła się go, sama bowiem także nie była stanu wolnego, a mimo to jej internetowe znajomości kwitły z każdym kwadransem.

– A co to za problem? – zdziwił się. – Mam wspaniałą żonę. Zadzwoniła do mnie przed kilkunastoma minutami, umówiliśmy się wieczorem na kolację w restauracji.

– Jakie to romantyczne. Kolacja. Świece.

– Rzadko się widujemy. Praca, praca i jeszcze raz praca. Przynajmniej kiedy jesteśmy razem, staramy się, by ta bliskość nabrała szczególnego wymiaru. A ty, jesteś szczęśliwa w swoim małżeństwie?

– Jestem taka szczęśliwa, że aż zaczęłam szukać internetowych znajomości – odpowiedziała gorzko.

– Więc to jest twój problem? Szukasz odwetu na facecie, który dał ci w kość?

– Poniekąd.

– I jakie są rezultaty?

– Na razie trudno powiedzieć.

– Powodzenia zatem. Odezwę się później, bo teraz muszę wyjechać z biura.

– Ok.

– Może porozmawiamy wieczorem?

– Nie mam w domu Internetu.

– Szkoda. W pracy trudno o sensowną ciekawą rozmowę. Jest tyle do zrobienia.

– A co powiedziałaby twoja żona, gdyby zobaczyła że rozmawiasz w domu przez gadu-gadu?

– A co to ma do rzeczy? – Zdziwił się szczerze. – Tysiące ludzi rozmawia ze sobą na różnych komunikatorach. Ja też. Moja żona o tym doskonale wie i nie ma absolutnie nic przeciwko. A ty widzisz w tym coś złego?

Dla Ewy samo zapoznanie się z obcym mężczyzną przez Internet było rzeczą niesłychaną. Niewyobrażalne byłoby, gdyby jej mąż miał się o tym dowiedzieć.

– Cóż, zatem do następnej rozmowy.

– Do następnej.

„Kiedy oglądam twoje zdjęcie na stronkach Klubu, to tak, jakbym znalazł tam boginię. Piękna twarz, oczy roześmiane, ale gdzieś w głębi duszy kryje się smutek.

Chciałbym, byś niczym Wenus z muszli, wyszła z mojego komputera, stanęła przede mną piękna i naga. Ukoiłbym twój smutek delikatnym muskaniem mojego języka. Wyszeptałabyś mi swój ból, a ja scałowałbym twe cierpienie.

Tak bardzo cię pragnę…

Darino.

PS. Dziś już nie mogę pisać maili. Ten jest ostatni. Wrócił mój syn ze szkoły i za chwilę zajmie komputer. Uschnę w weekend z tęsknoty za tobą. Podaję ci numer telefonu: sześćset sześć dziewięćset dwadzieścia sto piętnaście. Jest wyłączony, ale sms-y zawsze dotrą.

Całuję, całuję, całuję. D. "

Maciek z Warszawy dzwonił tego dnia jeszcze dwa razy. Za każdym razem rozmawiali nie krócej niż kilkanaście minut.

Gdy Ewa wychodziła do domu na weekend, w jej skrzynce pocztowej pozostało jeszcze kilka nie otwartych maili od nieznajomych mężczyzn.

Nie znalazła czasu, by na nie odpowiedzieć.

Pisanie do Darka, Krisa i Maćka, a także rozmowy telefoniczne z tym ostatnim, pochłonęły cały jej czas. Nawet na gadu-gadu nie zdążyła wejść.

Dziś nie kiwnęła nawet palcem, by wykonać jakiekolwiek służbowe obowiązki.

Rozsadzała ją jakaś niezdrowa radość. Była atrakcyjna. Wzbudzała zainteresowanie. Niemal tysiąc mężczyzn odwiedziło jej stronę internetową. Dziesiątki do niej napisały. A przecież minęło dopiero pięć dni od zalogowania.

Wiedziała, że jak tak dalej pójdzie, zabraknie jej doby, by podtrzymywać całą tę korespondencję. Ale czy rzeczywiście trzeba ją było podtrzymywać? Czy już nie znalazła Maćka, który przed długie kwadranse zabawiał ją rozmową? Czy nie znalazła Darka, który tak wczuwał się w jej cierpienie, który tak czule i romantycznie zachwycał się jej urodą?

– Jesteś jakaś zamyślona – zauważył Andrzej, przyjaciel Ewy i Tomka, który zjawił się wieczorem w ich mieszkaniu.

Ewa była tylko z dziećmi. Nie było niczym nowym, że nie miała pojęcia, gdzie jest Tomek. Może już nigdy nie wróci? Nie miało to dla niej najmniejszego znaczenia.

– Wygląda na to – ciągnął Andrzej – że nasz Tomuś nabiera rozumu. Nie wiem, co go łączyło i z kim, ale jedno wiem na pewno. On ciebie kocha, Ewo. Jesteś dla niego wszystkim.

– Powiedział ci to?

– Nie musiał. To widać.

Zaśmiała się gorzko.

– Trochę za późno na takie czułości – stwierdziła.

– Nigdy nie jest za późno na opamiętanie ani na wybaczenie. Wy jesteście wprost dla siebie stworzeni. I myślę, że to nareszcie dociera do jego zakutego łba. Nie wiem, w czym ci zawinił, ale sądzę, że jeśli jest w twym oskarżeniu choć ziarenko prawdy, to on teraz gorzko żałuje.

– I niech sobie żałuje. Mnie przestało interesować, co też czuje mój mąż i do kogo czuje.

– Nie mów tak! – zmartwił się Andrzej.

– Dlaczego? – uniosła się. – Dlaczego mam tak nie mówić? Co to? Jemu wolno wszystko, a mnie nawet nic powiedzieć nie można? Nie tak, drogi Andrzeju, wyobrażam sobie partnerstwo. Jeśli mój mąż ma prawo do prywatnego pozamałżeńskiego życia, to wiedz, że i ja uzurpuję sobie takie prawo.

Żachnęła się, że być może powiedziała za wiele. Przecież Andrzej był bardziej przyjacielem Tomka niż jej i pewnie trzymał jego stronę. Zdała sobie sprawę, że cała rozmowa prawdopodobnie zostanie powtórzona jej mężowi. I bardzo dobrze! – przyszło jej do głowy.

– Skoro Tomek uważa, ze wolno mu mieć przygody – ciągnęła dalej – to ja nie pozostanę mu dłużna. Odpłacę się pięknym za nadobne. Niech wie, jak to bardzo boli. Nie jestem jeszcze taka ostatnia i jeśli zechcę, polecą na mnie tabuny facetów. Tak samo dużo młodszych jak ta jego suka! Nie jest jedynym mężczyzną na świecie i pora, by zdał sobie z tego sprawę!

Andrzej nie miał wątpliwości, że Ewa jest zdolna do takiej zemsty. Piękna i powabna. Inteligentna i zdeterminowana. Złowrogi błysk w jej oczach mówił mu, że nie są to czcze słowa rzucone na wiatr.

– Uważaj, Ewo – ostrzegł ją – by zemsta, jaką szykujesz mężowi, nie dotknęła także ciebie. Pamiętaj, że późniejsze poczucie winy może cię zniszczyć.

– Zniszczyć? – Znów się roześmiała. – Czy jest coś, co może mnie dotknąć jeszcze bardziej niż kłamstwo własnego męża?

Rozdział 4

Ewa przywitała sobotni świt z szeroko otwartymi oczami. Nie mogła spać. Zbudziła się chyba ze dwie godziny temu. Leżąc w ciemności zbierała myśli z minionego tygodnia.

Nie spodziewała się, że w Internecie można tak łatwo zawrzeć znajomość z mężczyznami. Nie sądziła też, że tak szybko wciągnie się w grę czułych słów. Podobało jej się to i to bardzo.

Tomek nie mówił do niej nigdy, że chce pieścić jej ciało delikatnym muskaniem języka. Nie wdawał się w dyskusję nad jej inteligencją, nie mówił, że jest piękna i powabna. Przyzwyczaił się do tego, że była, brał ją jak swoją własność, a gdy nadarzyła mu się okazja, nie odmówił sobie płomiennego romansu. Co więcej, całą winą za to obarczył właśnie ją, Bogu ducha winną żonę.

Ale jakże przyjemnie było czytać takie czułości. Zwłaszcza, że pochodziły z zakazanego drzewa. Nowo poznani mężczyźni nie szczędzili jej miłych słów. Zupełnie nie przeszkadzały jej teksty o tym, jak pragną ją całować i pieścić. Tego właśnie potrzebowała. To właśnie była jej zdrada. Jej rewanż.

Najważniejsze było to, że już nie przeżywała tak mocno bólu, który zadał jej mąż. Ból ten był w niej nadal, tkwił gdzieś głęboko, ale nie był już taki rwący i dokuczliwy. Znalazła sobie kogoś, przed kim mogła się wygadać, wyżalić ze swej złości i cierpienia.