Po pięciu dniach spędzonych na ciągłym odpowiadaniu na maile i streszczaniu bez końca swej smutnej historii, Ewa dostrzegła coś jeszcze. Już nie zależało jej na tym, by opowiadać o swej krzywdzie. Zresztą, mężczyźni przyznawali jej rację – jej mąż był draniem, nie wartym tak wspaniałej żony. Znudziło ją to.
Teraz Ewa zapragnęła czegoś więcej. Nie tego, by litowali się nad nią, ale by zasypywali ją czułościami. Pragnęła, by mówili, że jest piękna i wspaniała, seksowna i pociągająca.
Tak jak pisał jej Darino z Radomia.
Tak jak mówił jej o tym przez telefon Maciek z Warszawy.
Sięgnęła po swój telefon. Z Maćkiem umówili się, że będą rozmawiać tylko podczas pracy. Chociaż Maciek mieszkał z żoną tylko oficjalnie, z powodu dzieci, a ich drogi już dawno się rozeszły, nie chciał przenosić zalążka ich romansu na grunt prywatny. Ewa nie miała nic przeciwko temu.
Ale Darino był wdowcem. Nie miał żony, która potem mogłaby się czepiać o sms-a od dziewczyny z Internetu.
– Myślę o tobie, Darku – wystukała na klawiaturze telefonu. – Nie wiem dlaczego akurat teraz, ani dlaczego o tobie. Ale myślę. I tęsknię. Choć naprawdę nie wiem dlaczego aż tak.
Nie czekając dłużej, by się nie rozmyślić, Ewa wysłała sms-a.
Ale to nie wystarczyło. Wstała po cichutku, by nie obudzić śpiącego w tym samym pokoju Tomka i uruchomiła komputer.
Pomysł z zapisywaniem listów na dyskietce był według niej bardzo sensowny. W pracy było zbyt gwarno i niebezpiecznie na pisanie czułych maili. Tam mogła jedynie skupić się na czymś płytkim. Potrzebowała czegoś głębszego.
I znów klawiatura zaśpiewała pod jej wprawnymi palcami.
– Drogi Darku, tak dobrze mieć w tobie kogoś bliskiego. Wspaniale, że los pozwolił nam się poznać, choć na razie jest to znajomość tylko wirtualna. Mam nadzieję, że przy odrobinie starań z obu stron moglibyśmy doprowadzić do spotkania. Bo czuję, że jesteś mi bardzo bliski i drogi. Tak jak napisałam ci w sms-ie, nie opuszczasz moich myśli. Intrygujesz mnie. To, jaki jesteś, co robisz na co dzień, co lubisz, a czego nie, staje się dla mnie nagle ważne i pierwszoplanowe.
Tak bardzo zapadłeś mi w duszę, że postanowiłam napisać do ciebie teraz – o świcie. Nie wiem, kiedy ci to prześlę, przed nami najdłuższy weekend w moim życiu, a w domu nie mam dostępu do netu, ale teraz po prostu muszę napisać to, co czuję. Myślę jednocześnie, że nie będzie to dla ciebie wielkim zaskoczeniem, a zapewne miłym prezentem. Usiądź więc wygodnie i przeczytaj…:
Jest sobotni poranek, siedzę przy kawie przed monitorem komputera ubrana tylko w satynową koszulkę, śledzę twoje fotografie i… moja lewa ręka zaczyna wędrować niżej, ku piersiom, masuję lewą sutkę, przenoszę dotyk na prawą…
Druga ręka leniwie nadąża pisać…
Mój dotyk snuje się po brzuchu w dół… To twój dotyk… Rozchylam uda… dotykam łechtaczki, jest nabrzmiała podnieceniem… Lekko ją masuję, robi mi się gorąco Rozpinasz rozporek i bierzesz w dłoń swego członka. Czujesz wzwód… Zaczynasz powolnymi ruchami przesuwać dłonią w górę i w dół… w górę i w dół… w górę i w dół…
Przeciągam ręką po wargach sromowych, jestem wilgotna… zanurzam w siebie delikatnie serdeczny palec… Twój palec. Niezwykła błogość i drżenie zarazem…
Twoja dłoń gładzi główkę członka… czuję jego aksamitną gładkość… Cały pulsujesz… Twój wskazujący palec pieści wędzidełko… To mój język…
Biorę Cię w usta. Całego, aż po jądra. Powoli i do końca…
Między udami czuję ogień, niepohamowana lawina zbliża się… Czujesz? Masuję wargi, łechtaczkę, raz za razem moje palce znikają w pochwie… Ta wilgoć… miesza się z Twoją śliną…
Zaciskasz swą dłoń na członku, mocno, bardzo mocno… w górę i w dół… Mój język wodzi po nim, w górę i w dół… Dotykam ustami główkę, czuję pod językiem kroplę Ciebie… Jest śliska, gorzka i trochę słona… Chcę więcej…
Chcę przedłużyć rozkosz, ale już nie mogę, moja dłoń jest poza moją kontrolą, pulsowanie w brzuchu i między udami jest coraz głębsze… silniejsze…
Twój członek naprężony do granic zanurza się we mnie głęboko, aż do bólu…
Rusza rwąca lawina… światło… pulsowanie… drżenie… kosmos…
Twoje nasienie wyrywa się z lędźwi, dużo nasienia, więcej niż zwykle… rozkosz… uniesienie…
Czujesz śliskość spermy w dłoni?… To moja dłoń… Moja wilgoć…
… Nasz orgazm…
Stróż zatrudniony przez administratora biurowca, w którym mieściło się biuro projektowe Pro-Wap, starszy mężczyzna będący już na emeryturze i dorabiający sobie na kiełbasę do chleba, popatrzył na Ewę dziwnie, gdy koło dziewiątej rano, mimo weekendu, zjawiła się w pracy.
– Nigdy nie przychodziła pani w soboty – powiedział otwierając jej drzwi. – Inni to co innego, ale pani, pani Ewo, zawsze wyrabiała się z robotą. W całym biurowcu słynie pani z szybkiego załatwiania spraw.
– Zawsze musi być pierwszy raz – zaśmiała się niewinnie. – Przyszła i na mnie kolej. Mamy tę certyfikację w przyszły piątek. W ciągu dnia, wie pan, jak to jest, ciągły zgiełk i harmider.
– Oj, tak, pani Ewo. Dyrektor Gongiewicz was nie rozpieszcza. Czasem do mojej stróżówki dochodzą jego wrzaski.
– Jakoś to wytrzymujemy – odpowiedziała wesoło. – Ale dzisiaj muszę mieć trochę ciszy i spokoju. Tylko ten tydzień, potem już luzik.
– Słucham?
– No… potem, po certyfikacji, odetchniemy trochę. Jeśli bez przeszkód otrzymamy certyfikat jakości, mam obiecany urlopik.
– Otrzymacie – powiedział z przekonaniem – skoro to pani trzyma nad tym pieczę. A długo zabawi pani na górze?
– Ja… – zawahała się – w zasadzie nie wiem. Godzinkę, góra dwie.
Stróż poczłapał do swoich ksiąg by zanotować godzinę jej przyjścia. Przez ułamek sekundy Ewa chciała poprosić go, by tego nie czynił, ale opamiętała się. Nadchodząca certyfikacja była naprawdę wspaniałym usprawiedliwieniem jej obecności w biurze w weekend. Nie powinna wzbudzić niczyich podejrzeń.
Znalazłszy się za swoim biurkiem, Ewa z niecierpliwością czekała, aż otworzy się jej poczta elektroniczna.
Dyskietka z listem, który napisała rano, siedziała już w stacji dyskietek. Pytaniem było, czy Ewa zdobędzie się na tyle odwagi, by wysłać do Darka tak śmiały list.
Z płonącymi z ciekawości policzkami otworzyła wiadomość od niego. Po jej przeczytaniu nie miała już wątpliwości, w którym kierunku zmierza ich znajomość.
„Za mało ci o sobie napisałem – wyznał Darino. – Jest świt. Nie mogłem spać, więc pomyślałem, że wyrzucę z siebie to, co mam w sercu. Choć właściwie nic stamtąd nie trzeba wyrzucać, bo mam już wszystko, czego bym pragnął. Mam ciebie. To ty znalazłaś się w moim sercu. Chociaż znamy się tylko przez Internet, czuję, że jesteś mi tak bliska…
Ewo, mógłbym cię pieścić godzinami, twoje nagie ciało stoi mi ciągle przed oczami, choć przecież nigdy nie widziałem cię nago. Od bardzo długiego czasu jestem samotny. Czasem pojawiają się jakieś kobiety, ale to nic poważnego. Ty, gdybyś była blisko, byłabyś tą jedyną. Tak bardzo cię pragnę…
Nie myśl o mnie jak o jakimś niewyżytym samcu. Nie spotykam się z kobietami często. Właściwie najczęściej robię to sam. To żaden wstyd się onanizować. W ten sposób unika się wielu rozczarowań. Taka jest prawda o mnie i chciałem byś o tym wiedziała, bo…
To niesamowite!!! Właśnie dostałem sms-a od ciebie! I to w momencie, gdy piszę takie rzeczy! Widzisz, moja słodka Ewo, to jakby znak. Myślimy o sobie w tym samym czasie, w tym samym momencie.