Выбрать главу

Mam nadzieję, że moje zwierzenia nie zniechęciły cię co do dalszej naszej znajomości. Widząc cię w moich najskrytszych marzeniach, w oczekiwaniu na list od ciebie, przesyłam ci moc najgorętszych całusów. Wszędzie. Po całym twoim ciele. Pięknym ciele. "

Po przeczytaniu tego listu Ewie płonęły już nie tylko policzki. Płonęło całe jej ciało. Podnieceniem, którego dotąd nigdy nie czuła. Nieznane ją pociągało. Przyciągało jak magnez.

Drżącymi palcami zainicjowała tworzenie wiadomości w poczcie elektronicznej. Umieściła w załączniku plik z dyskietki.

Enter.

Odpowiedziała na wszystkie wiadomości w swej poczcie. Razem dwanaście listów.

Z kilkoma z mężczyzn wymieniała już maile wcześniej, ale byli też całkiem nowi rozmówcy. Imiona, miasta, opisy osób, ich zainteresowania, codzienne zajęcia, to wszystko mieszało się ze sobą w głowie Ewy.

Za dużo osób. Gubiła się w tym wszystkim.

Darino wciąż nie odpowiadał. Zebrała się na odwagę i zadzwoniła do niego. Tak bardzo nie mogła się doczekać jego reakcji na jej śmiałego maila. Tak bardzo liczyła, że skoro już zjawiła się w pracy, spędzi czas na czułej rozmowie z mężczyzną, który podobał jej się coraz bardziej. Ale niestety komórka Darka była wyłączona. Wysłała mu sms-a.

– Odbierz pocztę – błagała. – Czeka cię niespodzianka.

Siedziała w pracy niemal dwie godziny.

Ale Darino milczał.

Telefon zadzwonił akurat w momencie, gdy Tomek brał prysznic.

Był niedzielny poranek. Ewa z dziećmi wybrały się do kościoła. On także chciał iść z nimi, ale Ewa wyraźnie dała mu do zrozumienia, że nie życzy sobie jego towarzystwa.

– Nie potrzebuję cię ani prywatnie, ani na pokaz – oświadczyła spokojnie, po czym najzwyczajniej w świecie wyszła z mieszkania.

Tomek nie poznawał żony. Od kilku dni, chyba od ostatniego powrotu z uczelni, stała się inną osobą. Wcześniej podejrzewał, że to tylko taka maska, pod którą jego żona chce ukryć rozpacz i ból. Teraz coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że to coś innego. Niebezpiecznego i groźnego.

Okręcił się ręcznikiem i pozostawiając mokre ślady stóp na terakocie wszedł do pokoju, gdzie z trudem wysupłał z kieszeni swój komórkowy telefon.

Spojrzał na wyświetlacz aparatu i odetchnął z ulgą. To tylko Andrzej, ich dobry znajomy. Na szczęście nie Sylwia, która odkąd usłyszała, że ma iść do diabła, nie dawała mu spokoju nieustannym dzwonieniem.

Tomek ani razu od tamtego momentu nie stanął z nią twarzą w twarz. Nie miałby odwagi powiedzieć jej tego w oczy. A może w oczy nigdy nie powiedziałby, że nic dla niego nie znaczy? Wolał nie zastanawiać się, którą z kobiet pragnął mieć u swego boku na zawsze. Już wybrał, wiedział, że wybrał rozsądnie. Ale gdzieś w głębi duszy tliły się pewne wątpliwości. Te same, które pchnęły go w ramiona kochanki. Czy Ewa dała mu upragnione ciepło, gdy zrezygnował z podwójnego życia? Nie! Zamiast tego odsunęła się od niego zupełnie i wciąż oddalała się coraz bardziej.

Jeszcze do niedawna miał je obie. Teraz nie miał żadnej z nich.

– Cześć, Andrzej – powiedział do słuchawki siląc się na beztroski ton. – Co słychać?

– Ano… – głos przyjaciela nie wróżył nic dobrego – miałem zadzwonić wcześniej, ale jakoś nie mogłem się przemóc… a teraz… nie wiem już sam…

– Gadasz wreszcie o co chodzi? – naskoczył na niego Tomek. Czuł, że nie będzie to miłą rozmowa.

– Lepiej nie przez telefon – odparł Andrzej. – Spotkajmy się gdzieś na mieście.

– Wpadnij do mnie. Jestem sam, Ewa wyszła z dziećmi do kościoła.

– Wolę nie – stanowczo powiedział Andrzej. – Będę czekał za pól godziny w tym małym bistro na Krakowskim Przedmieściu. Lepiej bądź.

– Powiesz w końcu, co jest grane…?

Andrzej przerwał połączenie.

Gdy Ewa wróciła z kościoła, zastała puste mieszkanie. Nie zdziwiło jej to, raczej rozśmieszyło. Tomek miał swoje sprawy, swoje podwójne życie. Ale teraz i ona miała podwójne życie. Zycie pełne mężczyzn, którzy umieli ją zrozumieć, pocieszyć, mówili, że jest piękna, mądra, wspaniała. Byli gdzieś w wirtualnym świecie jej komputera, czekali gdzieś obok i gdyby chciała, mogłaby stawać z nimi twarzą w twarz.

Wystarczyłby jeden e-mail, jeden sms czy telefon do któregoś z tych oferujących jej pomoc i zrozumienie mężczyzn, by za pół godziny móc im się zwierzać wprost do ucha w zaciszu jakiejś przytulnej restauracji czy pokoju hotelowego.

Ale Ewa nie miała aż takiej odwagi. Bała się. Nie chciała, by to, co zaczęła wokół siebie tworzyć, ta sieć czułych wyznań nabrzmiałych podnieceniem i pożądaniem, została odkryta przez jej męża, odkryta przez kogokolwiek ze wspólnych znajomych. Nie miała natomiast najmniejszych wątpliwości, że chce dalej brnąć w tę nieznaną przygodę. Potrzebowała jedynie ostrożności i cierpliwości, by to, co sobie zamierzyła, stało się namacalne. Wiedziała bowiem dobrze, że było nieuniknione.

Bistro na Krakowskim Przedmieściu, noszące szumną nazwę Czardasz, było raczej barem niż restauracją i mieściło się w piwnicy pod pasażem sklepowym. Lichtarze na ścianach, stoły z surowego oheblowanego drewna, ściany do połowy wysokości otoczone wiklinową matą, ozdobne elementy na ścianach imitujące głazy, to wszystko nadawało temu miejscu iście średniowieczny klimat.

Na dwóch z gości siedzących przy jednym ze stołów klimat ten nie zdawał się robić najmniejszego wrażenia. Byli tu dziś pierwszymi i jak na razie jedynymi klientami. Pora była zbyt wczesna, by lokal ożył wesołym gwarnym życiem.

– Jak to, odgrażała się? – Tomek nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał od przyjaciela.

– Nawarzyłeś niezłego bigosu, Tomku – powiedział Andrzej.

– Twoja żona jest inteligentną kobietą. I bardzo zdesperowaną. Gdybyś widział, z jakim błyskiem w oku mówiła, że ci się odwdzięczy pięknym za nadobne… Człowieku, nigdy nie wierzyłem bardziej kobiecie.

– Musiałeś coś pokręcić. Ewa nie byłaby zdolna do takich rzeczy.

– Tomek bardzo chciał, by tak było. – To typ domowej kurki. Jest zbyt pochłonięta pracą i zaabsorbowana domem, by mieć czas na jakieś skoki w bok.

– A te jej studia?

– Studia! – obruszył się Tomek. – Wiem, że łazi po warszawskich barach i dyskotekach, ale robi to z koleżankami. Zawsze mówi mi o tych wypadach. Owszem, to możliwe, że mogłaby kogoś poznać, ale ja znam ją bardzo dobrze. Każda, tylko nie Ewa.

– Sam mówiłeś, że ostatnio się zmieniła.

– Fakt, przesiaduje dłużej w pracy, chodzi jakaś zamyślona, ale wiem, jaka jest tego przyczyna. W piątek w jej firmie ma się odbyć jakaś certyfikacja i to jest dla Ewy bardzo ważne. Pracowała nad tym przez rok i teraz ktoś tam przyjeżdża i ma kontrolować tę pracę. Rozumiem, że…

– Nie chodzi o pracę zawodową – przerwał mu Andrzej. – Mówiłeś, że to w stosunku do ciebie jest inna, nieufna i wrogo nastawiona.

– Tak, tylko… to raczej ja jestem powodem jej zachowania. Bardzo dotknęło ją to wszystko, ta nieszczęsna historia z Sylwią… Staram się zrozumieć Ewę, a już na pewno współczuję jej jak cholera. Nie mam pojęcia, jak ja bym zachowywał się na jej miejscu. Niewesoła sytuacja. Gdybym umiał jakoś do niej dotrzeć…

– Sam jesteś wszystkiemu winien. Na miejscu Ewy wychlastałbym cię po mordzie i dał kilka potężnych kopów. Szkoda mi kobiety. Jeśli wpieprzy się przez ciebie w jakąś kabałę z facetami, to wcale jej to nie pomoże. Ani jej, ani wam obojgu. Moim zdaniem, nie zasłużyła na takie traktowanie z twojej strony. Zachciało ci się ogiera zgrywać przed małolatą!