Tego weekendu Ewa zdradziła męża.
W środę Ewa zdecydowała. Musiała skłonić Darka do rozmowy on-line, jeśli nie przez telefon, to przynajmniej na gadu-gadu. Nie mogła przecież tak lekkomyślnie planować spotkania z nieznajomym, z którym wymieniła tylko listy pocztą elektroniczną. Zdecydowanie lepiej można kogoś poznać, gdy rozmawia się bezpośrednio. Wówczas taka osoba nie ma czasu na przygotowanie odpowiedzi, jej przemyślenie i ewentualną zmianę. Wszystko dzieje się w realnym czasie. Ewa już kilkakrotnie przekonała się, że ktoś z pozoru ciekawy w listach, tracił swój urok w rozmowie na żywo.
Ciągle nie wiedziała, z którym z mężczyzn ma się spotkać. Obydwaj byli równie przystojni, ciekawie się z nimi rozmawiało, choć z Darkiem tylko i wyłącznie za pomocą maili. Należało to zmienić.
– Hej, najdroższy – napisała z samego rana – wiem, że masz teraz dostęp do komputera. Skoro jesteś od pół godziny dostępny w serwisie Klubu Niesamotnych Serc, to znaczy, że i pocztę sprawdzasz. Musimy przecież obgadać szczegóły weekendowego spotkania, a o to raczej trudno w mailu. Tak więc dowiedz się, mój panie, że za pięć minut czekam cię na gadu-gadu.
Wysłała wiadomość do Darino, modląc się jednocześnie, by jej stanowcze życzenie nie przyniosło odwrotnego skutku.
Jakże ucieszyła się, gdy w prawym dolnym rogu jej monitora zaczęła pulsować żółta koperta programu gadu-gadu.
Nieznajomy przesyła wiadomość!
– Twemu życzeniu stało się zadość, księżniczko – przeczytała. – Oto jestem.
– Nareszcie! – odpowiedziała rozradowana.
Miała nadzieję, że teraz wyciągnie z niego to wszystko, na czym tak jej zależało, by ta znajomość nabrała rzeczywiście zdrowych rumieńców, a nie była tylko zlepkiem erotyczno-literackich wypocin.
– Tak jak chciałaś.
– Co słychać, Dareczku?
– I jeśli chcesz – zupełnie zignorował jej pytanie – mogę to zrobić teraz. – Co?
– Czuję, że muszę.
– Co musisz? – zaczynała czuć przerażenie. W co on próbował ją wciągnąć tym razem?
– Mój członek jest nabrzmiały… zaraz eksploduję… gdy wiem, że to czytasz, jest tak słodko.
– Darku, ja nie powiedziałam, że chcę, byś mi się tu onanizował on-line!
Nie słuchał.
– Przesuwam po nim dłonią, ach, jak zadrżał…
Słowa, jakie pojawiały się na jej monitorze były… odpychające. Nie tego chciała!
– Przestań! – rozkazała.
Chwilę nie było odpowiedzi.
– Biała sperma leci mi po palcach. Śliska jak twoja cipka…
Ewa nie doczytała więcej. Skrzywiwszy się z obrzydzeniem wyłączyła gadu-gadu.
A potem dłuższą chwilę wpatrywała się tępo w monitor swego komputera i dopiero wygaszasz w postaci pływających rybek wyrwał ją z letargu.
Kim był Darino? Wydał jej się taki poważny i dojrzały, a tymczasem… Co to za facet, który jedną ręką się onanizował, a drugą pisał do niej wiadomości i jeszcze czerpał z tego dodatkową podnietę?!
Nagle Ewa zbladła. A co ja innego napisałam mu w sobotę z rana? – pomyślała ze wstydem. Tylko że wtedy był wolny dzień, ona siedziała w cieple domowego zacisza, no i nie robiła tego, o czym pisała, nie mas turbo wała się przed komputerem! A Darek miał czelność, wiedząc, że ona siedzi w biurze pełnym ludzi… Widocznie wziął ją za jakąś erotomankę, ale czyż sama najpierw nie dała mu pretekstu? Nie, to wcale nie było zabawne. Ani podniecające.
W biurze już nikt nie dziwił się, że Ewa godzinami przestaje za drzwiami biura, ze słuchawką komórki przyklejoną do ucha. Koledzy nie widzieli w tym nic złego. Przynajmniej kierowniczka nie męczyła ich ciągłym recytowaniem procedur związanych z certyfikacją, instruowaniem na wypadek wszelkich możliwych pytań mogących paść ze strony przeprowadzających audit certyfikujący osób. Poza tym uważali zgodnie, że Ewa zbytnio się przejmuje certyfikacją. Takie rozmowy dobrze jej robiły, z kimkolwiek by nie były prowadzone. Zawsze wracała po nich promienna i wesoła, co biorąc pod uwagę jej ostatnie wychudnięcie mogło wróżyć same dobre rzeczy. Współpracownicy Ewy czuli, że ich koleżankę dotknęły jakieś osobiste kłopoty, teraz cieszyli się, że dziewczyna jakoś sobie radzi i kryli ją solidarnie przed szefem.
Dyrektor Gongiewicz zresztą unikał ostatnio Ewy jak ognia. Bał się, że każe mu czytać, a nawet uczyć się jakichś wymagań norm ISO, czy też procedur, które obowiązywały w firmie jedynie na papierze.
Ewa cieszyła się z takiego stanu rzeczy i z premedytacją wykorzystywała solidarność kolegów i brak zainteresowania ze strony szefa na niekończące się rozmowy telefoniczne z Maćkiem.
Czasem też zadzwonił Leszek, ten wysoki czarnowłosy dwudziestodziewięciolatek z Warszawy, który w Klubie Niesamotnych Serc podawał się za fajnego faceta. I rzeczywiście chyba był fajny, skoro potrafił ją rozbawić do łez, wysłuchać jej problemów i udzielić rzeczowych mądrych rad, co było dziwne o tyle, że jako kawaler nie miał przecież doświadczenia na polu małżeńskim.
Po kilku takich telefonach Ewa ku własnemu zaskoczeniu odkryła, że woli rozmowy z Leszkiem niż z Maćkiem. Maciek był nudny, w kółko powtarzał właściwie jedno, że Ewa jest piękna, powabna i że czuje, że są dla siebie stworzeni. Ona jakoś nie mogła się z nim zgodzić. Nie czuła do niego tego samego, no bo i jak tu czuć, skoro znali się jedynie z rozmów przez telefon, w dodatku przysłał jej jedno i to zrobione z daleka, niezbyt wyraźne zdjęcie.
Leszek w ogóle nie przysłał jej zdjęcia. Nie miała pojęcia jak wygląda. Ale czuć było w jego głosie zainteresowanie jej osobą, śmiał się z jej dowcipów, zwierzał się, a przy tym nadal nie pozostawał nudny.
Postanowiła odłożyć Leszka na przyszły weekend.
– Sobota już za trzy dni – szeptał jej Maciek do słuchawki. – Doprawdy nie wiem, jak zdołam wytrzymać te osiemdziesiąt godzin.
– Osiemdziesiąt? – zaśmiała się. – Jak to policzyłeś?
– Jest południe. W sobotę około dwudziestej zobaczę twą piękną twarz i złączę me usta w pocałunku z twoimi.
– Wow! Jakie to romantyczne! Skąd wiesz, że zechcę cię pocałować? – przekomarzała się.
– A nie zechcesz? No to nici ze spotkania. – powiedział przekornie.
– No może… Jeśli ładnie poprosisz…
– Nie! Zgwałcę cię od razu jak wysiądziesz z autobusu. Normalnie wezmę cię na chodniku obok kiosku z gazetami.
Zawstydziła się. Często dawała się zawstydzać Maćkowi. Przytłaczał ją. Udała przed sobą, że tak nie jest.
– Nie musisz się tak oburzać – powiedziała łagodnie.
– Nie oburzam się. Po prostu robisz sztuczne problemy, moja piękna. Skromny pocałunek na powitanie to jeszcze nie koniec świata. To nic nie znaczy, poza tym, że dwoje ludzi się wita.
– Masz rację.
– I co potem?
– Potem?
– No, co będziemy robić?
– Rozmawiać, oczywiście!
– Nie chodziło mi o to, tylko dokąd chciałabyś pójść. Czy masz jakieś ulubione miejsca? Restauracje, hotele, wiesz, jakieś lokale?
– Cóż, znam parę z nich, gdzie można miło spędzić czas, potańczyć, na przykład…
– Albo inaczej – przerwał nie dając jej dokończyć. – Jest taki wspaniały zajazd niedaleko Warszawy. Wspaniałe warunki, miła obsługa.
Ewa przeraziła się. Nie chciała opuszczać Warszawy. Nie z obcym facetem!
– Sama nie wiem…
– Spodoba ci się, zobaczysz. Podeślę ci mailem adres ich strony internetowej, to pooglądasz pokoje.
Pokoje? O czym on mówił?! Nie była przygotowana na aż takie posunięcia!
– Myślałam raczej o jakiejś dyskotece, jakimś piwku, ale hotel, zajazd…
– Kobieto, czy ty czasem myślisz? Przecież nie przyjadę z drugiego końca Warszawy samochodem na spotkanie z tobą i nie będę patrzył, jak żłopiesz piwo, podczas gdy ja będę musiał zadowolić się jedynie kawą. Umawialiśmy się na piwo, a to przecież zrozumiałe, że po piwie, nawet jednym, nie wsiądę za kierownicę. Dlatego właśnie musimy wynająć jakiś pokój.