Ewie zrobiło się szczerze żal Maćka. O tym nie pomyślała. Rzeczywiście nietęgo by się czuła, będąc w jakimś barze czy dyskotece i patrząc, jak ktoś inny pije piwo.
– Ja… już mam pokój w Warszawie. Wynajmuję stancję…
– I co, chyba nie przyprowadzisz tam obcego faceta!
– No… nie. Chyba nie…
– Więc widzisz, że muszę o wszystkim pomyśleć. Zresztą, nie jestem z samej Warszawy, tak tylko napisałem w moim profilu w Klubie Niesamotnych Serc.
– Aha. A dlaczego nie napisałeś prawdy?
– Żartujesz?! Żeby moja żona odkryła, że zamieszczam anonse na Internecie?
– Skoro żyjecie tylko na niby, to chyba nie jej sprawa, nie sądzisz?
– Nie jej, zgoda, ale inni znajomi mogliby zrobić z tego aferę, gdyby znaleźli mój profil w randkowym serwisie. Nie chce się narażać. Zwłaszcza dla dobra moich dzieci.
– Ale przecież to nic złego, że ludzie szukają ze sobą kontaktu w wirtualnym świecie – powtórzyła Maćkowi słowa Zbyszka z Kielc.
– Chyba sama nie wierzysz w to, co mówisz, kobieto – oburzył się Maciek. – Czy ty musisz tak wszystko komplikować? Naprawdę nie mam względem ciebie niecnych zamiarów. Nie chcę cię zgwałcić ani wykorzystać, okraść, ni zamordować. Chcę po prostu przytulić, pogadać. – Ton jego głosu znów stal się łagodny. – Marzę o spokojnym wieczorze z normalną kobietą. Nie miałem tego od lat.
Milczała, ciągnął więc dalej:
– Jeśli cię to tak niepokoi, zawsze możemy wziąć dwa osobne pokoje. Dwie jedynki. Co ty na to?
– Bo ja wiem?
– A kto ma wiedzieć, ślicznotko?
– Chyba mogę się zgodzić – odrzekła bez przekonania.
– Grzeczna dziewczynka. A teraz pozwól, że zajmę się formalnościami. Trzeba zarezerwować pokoje wcześniej. Ten zajazd jest dosłownie oblegany w weekendy. Na szczęście jego szefowa to moja dobra znajoma. Możemy liczyć na dyskrecję i szczególne względy.
Po godzinie Maciek zadzwonił znowu, był zmartwiony do granic.
– Ewuniu, skarbie, nie wiem, jak ci to powiedzieć, ale nici z naszych planów.
– Dlaczego? Co się stało?
– W tym zajeździe, o którym ci mówiłem, nie mają wolnych jedynek na sobotę.
– No to rzeczywiście pech. A pytałeś w innych miejscach?
– Może w Hotelu Westin albo Radisson? – Maciek z sarkazmem wymienił pierwsze z brzegu warszawskie pięciogwiazdkowe hotele.
– Maćku, znowu przesadzasz. Powiedz lepiej od razu, o co ci chodzi.
– Mają tylko wolne dwójki. Niestety, kosztuje to drożej. Chyba że… – zawiesił głos.
– Co chyba że?
– Chyba że weźmiemy wspólny pokój. Wtedy będzie dużo taniej niż gdybyśmy wynajęli jedynki, nie mówiąc już o dwóch dwójkach. I tak, znając życie, pewnie przesiedzimy do rana przy barowym stoliku, i przegadamy o wszystkim i o niczym, jak para starych dobrych znajomych.
Nie bardzo wiedziała, czy przystać na tę propozycję.
– Wspólna dwójka – namawiał. – Dwa łóżka, żadnego wspólnego spania. Ty osobno i ja osobno. I jak?
Ostatecznie byli dorosłymi ludźmi. Nie miała do czynienia z napalonym zboczeńcem, który rzuci się na nią, gdy tylko zamkną się za nimi drzwi hotelowego pokoju. Chyba nie miała. Zawsze mogła się wycofać.
– Zgoda. Zarezerwuj dwójkę.
– Ciężka z tobą przeprawa – westchnął. – Tylko żebyś mi się nie rozmyśliła w ostatniej chwili.
Zaśmiała się do słuchawki, po czym przerwała rozmowę. Nie to, żeby czuła się osaczona, czy zmuszana do czegokolwiek, ale Maciek miał na nią dziwny wpływ. Sprawiał, że robiła dokładnie tak, jak od niej oczekiwał. Gdy miał ochotę zwierzyć jej się ze swoich zmartwień, miała go słuchać. Gdy on z kolei nie miał ochoty wysłuchiwać jej narzekania na ciężkie życie, musiała milczeć. Jednocześnie dzięki tej znajomości czuła się interesująca i potrzebna.
I coraz mniej myślała o zdradzie swego męża.
Darino milczał całą środę. Pod koniec dnia pracy napisała do niego krótką wiadomość.
– Trochę to dziwne – zaczęła – że tylko jeśli rozmawiamy o seksie, ty nagle się ożywiasz. Owszem, umiesz wysłuchać mnie, gdy zwierzam ci się z problemów, ale sam jesteś nieodgadnionym milczeniem. Dlaczego nie chcesz mi opowiedzieć o swoim życiu? O tym, jaki jesteś? Czuję, że mamy ze sobą wiele wspólnego. Intrygujesz mnie i sprawiasz, że ciągle o tobie myślę. Dzięki tobie mój ból zdradzonej żony zmalał niemal do zera. Zamiast bólu rodzi się dziwne uczucie, którego nie potrafię nazwać. Dlaczego nie dasz mi szansy, bym cię poznała bliżej? Seks jest piękny, ale nie stanowi całości naszego życia. Są jeszcze inne uczucia, marzenia, pragnienia. Dlaczego nie powiesz mi o nich. O tych innych?
Odpowiedział niemal natychmiast.
– Moim marzeniem jest spotkać się z tobą. Tak, jak mi pisałaś, w ten weekend jestem w stanie przyjechać do Warszawy. Nie mam samochodu, więc przyjadę autobusem. Tak mnie pociągasz, że wszystko inne jest nieważne. Po prostu muszę cię zobaczyć. Czego pragnę? Ewuniu moja najsłodsza, ciebie pragnę, jak żadnej innej kobiety na świecie. Chciałbym pieścić twe piersi, brzuch, łono. Chciałbym wejść w ciebie, o ile mi pozwolisz. Teraz czuję, że to jest możliwe. Trzy dni, które nie wiem jak zniosę. Samotność wdowca nie doskwierała mi tak bardzo, jak teraz, gdy poznałem ciebie. Nie takiej odpowiedzi oczekiwała.
Za to Darino był z siebie bardzo zadowolony. Piękna i młodsza od niego o piętnaście lat kobieta siedziała gdzieś tam przed komputerem i myślała o nim. Nie podał w Klubie prawdziwego wieku. No bo po co? Czy wtedy taka ciekawa osóbka zainteresowałaby się jego osobą? Teraz to nieistotne. Najważniejsze, że już po jutrze będzie ją trzymał w ramionach. Jej jędrne młode ciało będzie się wyginać z rozkoszy, gdy będzie w nią zanurzał swego członka. Raz za razem. Raz za razem. Głębiej i głębiej. Już niemal słyszał jej krzyk rozkoszy…
Poczuł silny przypływ podniecenia. Pomasował się po kroczu przez spodnie. Jego męskość była naprężona do granic wytrzymałości, a dżinsowy materiał zaczął go nagle uwierać. Rozpiął guzik i rozsunął zamek u spodni. Naprężony członek wyskoczył na zewnątrz, lecz nie opadł ani na moment. Darek wstał od komputera i dysząc ciężko podszedł do leżącej na wznak na łóżku nieruchomej postaci. Zadarł kołdrę do góry, podniósł też nocną koszulę Elżbiety, swojej żony, cierpiącej od dwóch lat na paraliż układu nerwowego na skutek udaru mózgu. Wtargnął między jej uda brutalnie, zadając biodrami ciosy, jak gdyby mierzył się z jakimś wrogiem, nie zaś z podnieceniem i pożądaniem. Lecz bynajmniej nie Elżbiety pożądał. Oczyma wyobraźni widział Ewę.
Pojutrze – pomyślał, gdy dreszcz spełnienia ustąpił realnej rzeczywistości – to ty, Ewo, będziesz w moich ramionach. Nie będziesz martwą za życia kłodą, lecz ogniem i żywiołem. Będziesz moja.
Dzień przed certyfikacją w biurze projektowym Pro-Wap Ewa dokonywała ostatnich szlifów, choć tak naprawdę, nie było co poprawiać. Wszystko było uporządkowane. Dokumentacja związana z systemem zarządzania jakością czekała na wizytę auditorów, dwoje państwa w średnim wieku, który mieli przyjechać aż z Krakowa, z firmy zajmującej się udzielaniem certyfikatów jakości.
Wieczorem Ewa oraz dyrektor Gongiewicz byli umówieni z tymi ludźmi na kolację w podlubelskim dworku, gdzie zakwaterowali swoich gości za całkiem niebagatelne pieniądze. Poza tym dyrektor był zdania, że odpowiednie wrażenie podczas kolacji pomoże w jakiś sposób w przychylnym wejrzeniu ich gości na projakościowe działanie firmy.