Выбрать главу

Jutro to się zmieni – pomyślała, przymierzając przed lustrem nowiutką nocną koszulkę z cienkiego jedwabiu, jaką kupiła dziś w mieście.

Na początku myślała nawet o koszulce w czerwonym kolorze, Maciek lubił czerwony kolor. Ostatecznie nie zdecydowała się na nią, wybrała błękit, wydawał jej się bardziej do twarzy. Teraz żałowała. A jeśli nie spodoba się Maćkowi w błękicie?

Późnym wieczorem leżąc samotnie w łóżku, myślała o jutrzejszym dniu. Emocje związane z certyfikacją nie dawały jej spać. Poza tym było coś jeszcze. Wybierała się na randkę. Najprawdziwszą na świecie randkę. Nie robiła tego od lat.

Poza tym miała też szereg wątpliwości. A jeśli nie przypadną sobie z Maćkiem do gustu? Niby rozmawiało im się świetnie, ale co innego rozmowa przez telefon, a co innego w cztery oczy. Wyobrażała sobie tę ich randkę na setki sposobów. Mieli spacerować nad brzegiem zalewu, całować się w blasku księżyca… Tymczasem i w Lublinie i w Warszawie lał deszcz i panowało przenikliwe zimno. Taki ostatni oddech zimy nim ostatecznie ustąpi miejsca latu. Sięgnęła po telefon i wystukała sms-a:

– Tęsknię za tobą, Maćku. Czy wystarczy nam jutro nocy, by powiedzieć to wszystko o czym milczeliśmy do tej pory? Całuję. Twoja Ewa.

Na dźwięk nadejścia wiadomości tekstowej para kochanków niechętnie rozwarła swe ramiona z miłosnego uścisku. Uwielbiali swe ciała i uprawiali seks niemal każdej nocy, a i tak można było odnieść wrażenie, że ciągle im mało. Stanowili szczęśliwą i udaną rodzinę.

– Nie odbieraj, Karolu – poprosiła Beata, drżąc z niespełnienia, gdy jej małżonek wyjął z niej członka.

– Te cholerne sms-y zawsze przychodzą w tak nieoczekiwanych momentach. – odpowiedział. On również czuł niedosyt ciała żony.

– Daj, ja przeczytam. – Beata usiadła na łóżku i gestem nie znoszącym sprzeciwu wyjęła komórkę męża z jego ręki, jednocześnie rozchyliła uda i pchnęła delikatnie jego głowę w kierunku sromu.

Jęknęła z rozkoszy, gdy język mężczyzny zatańczył na jej łechtaczce. Jednocześnie jej oczom ukazała się treść sms-a. Kopnęła męża tak nieoczekiwanie, że ten spadł z łóżka.

– Ty świnio! – wrzasnęła. – Znowu masz jakąś dziwkę!

– O co ci chodzi? – popatrzył lękliwie, leżąc na podłodze.

– Znowu jakaś suka przysyła ci sms-y! Tym razem pisze, że tęskni i całuje. Boże! – rozpłakała się histerycznie – dlaczego ty ciągle mi to robisz? Źle nam razem ze sobą? Już myślałam, ze się wszystko między nami ułożyło. Już od roku nie miałam żadnych podejrzeń. Nawet zaczynałam ci ufać, a teraz to…

Ostrożnie wyjął telefon z jej dłoni i przeczytał wiadomość.

– Beatko, to jakieś nieporozumienie. Nie dowcip, tylko zwykłe nieporozumienie. Zobacz – zmusił, by spojrzała w telefon – to do jakiegoś Maćka. Czy ja mam na imię Maciek? – Pogładził ją po włosach. – No uspokój się, wiesz, że jesteś dla mnie jedyną kobietą na świecie i tylko ciebie kocham. – Zaczynała się z lekka przekonywać wsłuchując się w kojący, tak charakterystycznie chrapliwy głos swego męża. – Zresztą – ciągnął – zaraz zadzwonię do tego dowcipnisia, wtedy odechce mu się takich pomyłek. Podyktuj mi numer – podał żonie swoją komórkę – a ja zadzwonię z twojego telefonu.

– Pięć, dwa, pięć… – zaczęła Beata.

Pięć, zero, pięć, Karol zaczął wybierać numer.

Po dwóch sygnałach zgłosił się zaspany kobiecy głos.

– Co pani sobie wyobraża! – wrzasnął na nią Karol. – Też się chce pani takie bzdury o tęsknocie i całowaniu wysyłać! I żeby jeszcze na prawidłowy numer telefonu! A ze mną tu żona się chce rozwodzić przez panią, histerie wyprawia. No to już jest skandal! Proszę na przyszłość lepiej uważać na to, czyj numer wybiera pani na klawiaturze. Tu nie ma żadnego Maćka, rozumie pani? Nie ma! A jak jeszcze raz się sytuacja powtórzy, to zawiadomię policję, że zakłóca pani mój mir domowy!

– To chyba pomyłka… – zdążyła powiedzieć Bogu ducha winna wyrwana ze snu kobieta, ale Karol rozłączył rozmowę.

– Proszę – rzucił przed żonę jej telefon, jednocześnie zabierając własny. Szybko wykasował wiadomość tekstową. – Sprawdź, dokąd dzwoniłem, bo jeszcze zechcesz mi wmawiać, że nie pod numer, który mi podałaś.

– No co ty… – Beata zawahała się, widząc oburzenie męża na kobietę, która przysłała mu sms-a.

– Sprawdź! Nie chcę, byś podejrzewała mnie w nieskończoność!

– Nnno dobrze. – Zerknęła do spisu połączeń.

Niby wszystko było w porządku. Numer był trudny do zapamiętania, ale zaczynał na pięć, a kończył na osiem, osiem, siedem.

– No więc, masz rację – oznajmiła. – Przepraszam, Karolku.

Przez moment udawał obrażonego, ale już po chwili pogładził żonę po twarzy.

– Gniewam się na ciebie, mała – powiedział – ale wiem, jak możesz mnie przebłagać.

Uśmiechnął się do niej spod wąsów.

Beata też to wiedziała. Posłusznie wzięła w usta członek męża.

Zabiję jutro tę sukę! – myślał Karol, patrząc, z jakim namaszczeniem jego żona połyka gorącą spermę, by nie uronić ani kropli. – Głupiej dziwce sms-ów się zachciało! Przecież umawiali się, że po godzinach pracy nie będą się kontaktować przez telefon. Nigdy nie wytłumaczyłby się przed żoną, gdyby ten nieszczęsny sms był zaadresowany do Karola. Całe szczęście, że przedstawił się Ewie imieniem Maciek.

Wrócił z pracy mocno zmęczony. Czasem dziwił się, jak bycie ochroniarzem banku może wyczerpać człowieka. Dwadzieścia cztery godziny, podczas których nie było nic do roboty. Nic, poza tępym wpatrywaniem się w monitory obrazujące różne ujęcia tego samego obiektu, tyle że pod różnym kątem.

Odprawił opiekunkę zajmującą się podczas jego nieobecności jego chorą żoną. Spojrzał z pogardą na Elżbietę. Leżała jak kłoda, gruba i niezgrabna. Nawet przed wylewem była gruba i niezgrabna. Miała zamknięte oczy, ale nie miał pewności czy spala.

Uruchomił komputer. Pomyślał o młodej dziewczynie, którą miał jutro poznać w Warszawie. Na samo wspomnienie uśmiechniętej na fotografii twarzy poczuł znów silne podniecenie. Nie, postanowił, że nie będzie dziś gwałcił żony. Zaczeka do jutra, zachowa energię na upojną noc z zawiedzioną przez męża, naiwną Ewą.

O, znowu przysłała mu maila. Pośpiesznie otworzył list.

– Nie spotkam się z tobą jutro, Darku – przeczytał nie dowierzając własnym oczom. – Nie wiem, kiedy i gdzie się spotkamy, wiem na razie tylko tyle, że nie będzie to jutro. Jeszcze nie jestem gotowa.

Głupia cipa! Z wściekłości strącił popielniczkę, stojącą na biurku przed komputerem. Nie opróżniane od kilku dni niedopałki rozsypały się po dywanie. A był tak blisko! Doprowadził do tego, że pisała mu rzeczy, o których pewnie nigdy nie mówiła własnemu mężowi. Co pozwoliłaby mu zrobić z jej ciałem, gdyby stanęła przed nim żywa i naga?

Zapalił papierosa i uruchomiwszy stronę Klubu Niesamotnych Serc i zaczął przeglądać anonse kobiet. W kryteriach wyszukiwarki wpisał: poszukuję kobiety, mężatki, wiek od trzydziestu do trzydziestu pięciu lat. Po półgodzinie szperania po profilach wybrał jedno. Liliawodna miała trzydzieści dwa lata. Była wysoka, piękna i bardzo seksowna na fotografii wykonanej na tle gór. I zamężna.