Weszli do środka. Puścił ją przodem i Ewa dosłownie czuła, jak jego wzrok dotyka jej nóg osłoniętych od góry krótką mini.
– Jesteś jeszcze piękniejsza niż na fotografii – stwierdził.
– Dziękuję. – Niestety nie przeszedł jej przez gardło podobny komplement skierowany w jego stronę.
– Czego się napijesz? – zapytał.
– Poproszę piwo.
Była też głodna, ale nie śmiała nic mu sugerować. Nie chciała, by posądził ją o to, że liczy na jego gest.
– Piękna dziewczyna z Internetu – mówił Maciek.
Uśmiechnęła się nieśmiało.
– A ja, czy ci się podobam? – zapytał wprost.
– Tak – skłamała – ale nie przywykłam mówić tego facetom.
– Cóż, ja się nie pogniewam. Nawet sobie nie wyobrażasz – zmienił temat – jak bardzo mnie ucieszył twój telefon, gdy byłaś na jakiejś tam kolacji. Stałem zmęczony w garażu, miałem ręce urobione po łokcie w smarze, a tu nagle ty. Naprawdę cieszę się, że do mnie zadzwoniłaś. Przeklinałem cały świat, aż tu taka niespodzianka.
– Po prostu czułam, że muszę się z kimś podzielić tym, co widzę. Pomyślałam o tobie. Wiesz, tam były takie wspaniałe stare budowie odrestaurowane i przystosowane na potrzeby hotelowe. Po prostu cudnie. I wszystko w takim wspaniałym staropolskim klimaciku…
– Jesteś taka piękna – zajrzał jej głęboko w oczy, obejmując ją przy tym ramieniem.
Nie miała czasu rozzłościć się, że jej znowu przerwał, tak bardzo poczuła się dziwnie, gdy obejmował ją ten obcy facet.
– No więc, tam, w tym ośrodku…
– Ach, nie mówmy już o tym. Jej piękne czarne oczy - zanucił niespodziewanie, znów czarując ją tym swoim romantycznym w jego mniemaniu spojrzeniem.
– Mam szare oczy – stwierdziła.
– Nie szkodzi, śliczna. Ale ten sms wczoraj wieczorem nie był potrzebny – powiedział nieco zbyt ostrym tonem.
– Obudziłam cię? Nie odpowiedziałeś mi na niego.
– Niewiele brakowało, a miałbym przez ciebie kłopoty. Moja żona go odebrała i zrobiła mi niezłą awanturę.
– Jak to? Przecież mówiłeś, że wy już nie jesteście razem? – Ewa nie wytrzymała pytania.
– Bo nie jesteśmy. Ale nie chcę w jej oczach wyjść na jakiegoś Casanovę. Po co kobiecina ma mi później truć nad uchem. Lepiej, niech nic nie wie. Będzie się nam obojgu lepiej żyć obok siebie.
– A dlaczego nie próbujecie naprawić waszego związku?
Zaśmiał się, jakby usłyszał najprzedniejszy dowcip.
– Już mi się znudziło wychodzić na ciągłego głupka. Załatwiłem tej flądrze pracę, teraz jest kimś, zarabia już prawie trzecią część tego, co ja, no więc jej odbiło. Zaczęła się stroić, nie zwracała na mnie uwagi. Przestałem ją interesować, a z czasem ona też przestała interesować mnie. Na szczęście wyłgałem się, że ten sms nie był do mnie. Zielone wzgórza nad Soliną - znów zanucił – okrywa szarym płaszczem mrok. Nie żegnaj się, choć lato minie, spotkamy się tu za rok.
– Piękne – powiedziała na przekór sobie. – To Gąsowski? – Dziwne, pomyślała w duchu, przecież wyraźnie napisałam w tym sms-ie „Maćku". Czy jego żona była aż taką totalną idiotką?
– Nie wiem. Często to śpiewam.
– Lubisz śpiewać?
– O tak.
– Ja też. Najbardziej lubię piosenki typu…
– Ewo – zagadnął bardzo poważnie – jest coś, co muszę zrobić, bo inaczej nie wytrzymam.
– Co?
Nie odpowiedział. Jedną rękę miał założoną od kilku dobrych chwil za jej szyję, teraz drugą ręką ujął jej twarz i dotknął ustami jej ust. Ewa ze zdziwieniem nie zdążyła zaprotestować. Jego język wniknął w jej usta. Poddała się temu uczuciu. Łaskotał wąsami jej wargi. Zamknęła oczy i oddała pocałunek.
Zaskoczyło ją, z jaką beznamiętnością pocałowała się z obcym, właściwie nieznanym zupełnie facetem, w dodatku takim, który w ogóle nie pociągał jej urodą. Nie czuła się przy nim dobrze, nie dawał jej dojść do słowa, nucił jakieś śmieszne frazesy, a ona musiała tego słuchać i uśmiechać się głupawo.
Po godzinie nic się nie zmieniło. Maciek nadal unikał jakichś głębszych rozmów, podśpiewywał kawałki muzyki typu szanty i powtarzał frazy ze znanych kabaretów. Był zabawny, ale jedynie dla samego siebie.
Chciała mu opowiedzieć, jak bardzo cierpiała przez swojego męża, chciała rady, pocieszenia, wskazówki, jak ma dalej żyć, jak sobie z tym radzić. To, co usłyszała w zamian, dosłownie wbiło ją w twardą ławkę.
– Nie chcę rozmawiać o życiu prywatnym. Ani o twojej pracy. To twoja sprawa. Nie psujmy wieczoru.
Nic na to nie odpowiedziała, ale w środku aż się zagotowała ze złości. Przecież właśnie po to się spotkali! Czyż ciągle nie powtarzał jej przez telefon po kilka razy na dzień, jak to cudownie będzie pogadać o problemach, gdy się spotkają?
A teraz tylko nudne podśpiewywanie i kabaretowe tanie kawałki. Jakiś czas udawała, że ją to bawi, wreszcie już nie miała siły.
Maciek zauważył jej znudzenie, wziął je jednak za zmęczenie wywołane ciężkim dniem i podróżą do Warszawy, a także trzema wypitymi piwami.
– Pora przenieść się do pokoju – powiedział czule. – Tu robi się zbyt tłoczno.
Nie zauważyła, by gości przybyło, ale poddała się jego poleceniu. Miała nadzieję, że w zaciszu pokoju, który przecież będą dzielić wspólnie, z dala od hałasu tandetnej muzyki płynącej namolnie z głośników, uda jej się wciągnąć Maćka w rozmowę przynajmniej w połowie tak interesującą, jak te dotychczasowe, telefoniczne.
Rozczarowanie nowo poznanym mężczyzną jeszcze się pogłębiło, gdy znaleźli się w pokoju. Rzeczywiście były tam dwa łóżka, małe wąskie tapczaniki, i Maciek natychmiast rzucił się na jedno z nich.
– Och, jaki jestem zmęczony – oznajmił. – Cały tydzień harowałem jak wół przy mojej nieszczęsnej łodzi, niedosypiałem po nocach. No i jeszcze w pracy urwanie głowy.
– Nigdy bym nie powiedziała – odparła – sądząc po ilości rozmów, jakie do mnie wykonujesz dziennie. I to w dodatku za moje pieniądze. Raczej stawiałabym na to, że się śmiertelnie nudzisz.
– To, że pracuję w budżetówce, nie oznacza od razu, że dzwonię na koszt podatników. Mamy oddzielne rozliczenia. Zresztą, to nie twój problem.
– Jasne, jasne – powiedziała i pociągnęła spory łyk z puszki z piwem, którą zabrała z baru.
Wypite tego wieczora piwo zrobiło już swoje, Ewa czuła się wyluzowana i trochę pewniejsza siebie. To z kolei działało Maćkowi na nerwy. Wolał, gdy z uwielbieniem wpatrywała się w niego i słuchała jego pięknego głosu, niż z lekceważeniem ignorowała jego opowieści o sobie.
– Jestem strasznie śpiący.
Z niedowierzaniem patrzyła, jak ściągnął z siebie ubranie, pozostając w samych tylko bokserkach. Nie wydawał się już szczupły. Był niewyobrażalnie chudy. Jego drobna budowa ciała rozśmieszyła Ewę, przyzwyczajoną dotąd do męskiego, silnego ciała własnego męża.
– Połóż się obok mnie – zaproponował. Nie chciał tracić czasu na zbędne ceregiele. I tak wytrzymał z nią w barze dwie godziny. Teraz należało odebrać nagrodę. – Nie zamierzam na ciebie włazić, jeśli się tego boisz. Chcę się zwyczajnie przytulić do ciebie, nim usnę.
Ewa jednak nieugięcie siedziała przy maleńkim stoliku, pijąc piwo.
– Mieliśmy rozmawiać, Maćku. Tak mi obiecywałeś przez telefon.
– Aleś ty dziecinna. Nie dam rady. Sorry, że się przemęczyłem, ale najzwyczajniej nie mam siły siedzieć z tobą i roztrząsać twoich problemów.