Выбрать главу

Milczała, wpatrując się w niego przenikliwie.

– No, skarbie – powiedział zachęcającym szeptem – chodź do mnie. Przecież cię nie zgwałcę.

Wahała się.

– No, chodź.

Wstała niepewnie i położyła się na wąskim miejscu obok niego. Objął ją ramieniem i przez chwilę leżał spokojnie, po czym pocałował ją delikatnie w policzek. Pozwoliła, by przeniósł pocałunki na usta. Jego ręka znalazła pod bluzką jej sutek, który naprężył się dumnie pod jego dotykiem.

Ciało Ewy ożyło własnym, nieodgadnionym dla niej życiem. Zadrżało i wyprężyło się nagle. Zaczęła oddawać pocałunki z taką namiętnością, jakiej nie pamiętała od lat. Pozwoliła Maćkowi pieścić się, także i wówczas, gdy jego ręka zagłębiła się w jej intymności.

Doznanie było niesamowite. Dotykał jej obcy facet, było to takie ekscytujące, że aż napawało ją to strachem. Na jedną krótką chwilę dotarło do niej, jak do tego wszystkiego doszło. Z przerażeniem wyswobodziła się z jego ramion i usiadła na łóżku.

– Nie mogę, Maćku – rzekła przepraszająco. – Naprawdę, nie mogę. I tak nie powinno było do tego dojść.

– Czego nie możesz? – zdenerwował się. – Co my złego robimy? Czy to, że jesteśmy teraz razem, jest złe? Przecież jesteśmy oboje samotni, brakuje nam ciepła, czujemy się zawiedzeni życiem. Powinniśmy pomóc sobie nawzajem.

– Nie wiem – powiedziała wstając z łóżka i poprawiając ubranie. – Najwyraźniej się myliłam. Nie jestem jeszcze gotowa na tak mocne wrażenia.

Maciek podążył za nią. Stanęła na środku pokoju, a on objął ją czule. Przez bokserki poczuła, jak bardzo jest podniecony. To onieśmieliło ją jeszcze bardziej.

Była wściekła na siebie. Na co liczyła? Na romantyczne rozmowy przy świecach? Na spacer w blasku księżyca? Zamiast tego stał przed nią facet z krwi i kości, który marzył o tym, by ją przelecieć. Czy mogła być aż tak naiwna, by tego nie przewidzieć?

– Zdradził cię mąż – mówił Maciek – teraz kolej, byś mu się odpłaciła. Jestem tu, słyszysz? – objął ją i zasypał jej twarz gradem pocałunków. – Jestem tu po to, byś mogła mu odpłacić.

Jak on nic nie rozumie – pomyślała przerażona coraz bardziej.

– Jak ja będę mogła mu spojrzeć potem w oczy? – zapytała bardziej siebie, niż jego.

– Normalnie – powiedział. – Tak, jak teraz patrzysz w moje. – I nie czekając na dalsze słowa z jej strony, zaczął pieścić jej piersi. – Przynajmniej połóż się obok mnie. Obiecuję, że już nie będę cię zaczepiał, jeśli naprawdę tego nie chcesz.

Pozwoliła poprowadzić się do łóżka. Pozwoliła też rozebrać się do bielizny.

Zaczynała czuć podniecenie, gdy ten obcy mężczyzna badał dotykiem najdalsze zakątki jej ciała. Nabierała coraz większej odwagi, wróciła jej pewność siebie. Na powrót stała się zdeterminowaną w postanowieniu zdrady kobietą. Zapragnęła dotknąć Maćka. Jej dłoń nieśmiało zaczęła zataczać kręgi na jego szczupłym torsie. Coraz niżej i niżej. Pokonała swoje onieśmielenie i dotknęła go przez bokserki. A potem sięgnęła ręką pod bieliznę.

Całe podniecenie prysło jak bańka mydlana.

Nie myślała, że facet może mieć tak cienkiego i krótkiego penisa. Nie miała zbyt dużego doświadczenia na tym polu, czasem oglądała filmy porno, ale tam wszystko było raczej normalnych rozmiarów. To, co trzymała teraz w garści, w swej śmieszności dosłownie ją przerażało. Stojący członek Maćka wręcz mieścił się w jej drobnej przecież dłoni. Przez chwilę miała nadzieję, że gdy się bardziej podnieci, nabierze jakichś realnych kształtów. Nic bardziej mylnego.

Po długiej grze wstępnej, wbrew samej sobie, pozwoliła mu wejść w siebie. Maciek bardzo się starał. Robił takie miny i wydawał takie dźwięki, jak gdyby pozował do filmu porno. Mało brakowało, a wybuchłaby śmiechem. Jego wyolbrzymione mniemanie o sobie, przerośnięte ego i jego maleńki penis. Nic nie czuła. Zupełnie nic. Fasolka szparagowa. Okropność.

Wreszcie jej partner jęknął jakoś tak szczególnie przejmująco. Domyśliła się, że przeżywa orgazm.

Usnął niemal natychmiast po tym, jak zsunął się z niej na tapczan. Leżała przez chwilę nasłuchując jego miarowego oddechu, po czym przeszła na drugie posłanie. Już nie liczyło się to, że nie spojrzy w oczy mężowi.

Teraz nie bardzo wiedziała, jak spojrzeć w oczy samej sobie.

Jeszcze nigdy chyba Ewie nie dłużyła się tak bardzo droga z Warszawy do domu. Jechała najprędzej, jak mogła, dociskając pedał gazu do podłogi. Samochód gnał grubo ponad sto czterdzieści na godzinę, a jej i tak się wydawało, że wlecze się z prędkością ślimaka.

W duchu przeklinała własną głupotę.

To nie miało tak być!

Kiedy obudzili się rano z Maćkiem, on liczył na jeszcze jakieś wrażenia erotyczne. Ona jednak była stanowcza. Wciąż mając w pamięci nieudane zbliżenie z poprzedniego wieczora, chciała jak najprędzej wyjść z ciasnego i obskurnego pokoju zajazdu.

– Następnym razem przespacerujemy się nad zalewem – powiedział Maciek, ubierając się. Już nawet nie próbował jej pocałować. Zauważył, w jakim jest nastroju. Cóż – pomyślał – głupia dziwka ma wyrzuty sumienia. Miałem pecha, że jestem jej pierwszym facetem po mężu.

Nie będzie następnego razu – pomyślała Ewa, pakując swoje rzeczy do torby.

Ani myślała iść tego dnia na zajęcia. Nie mogła doczekać się chwili, kiedy wróci do swojego mieszkania i zmyje z siebie upokorzenie i hańbę, jakiej się dopuściła. Czuła się okropnie przez to, co zrobiła.

Było coś jeszcze, co kazało jej gnać do domu niemal na oślep. Nie mogła doczekać się dotyku własnego męża.

Dojechawszy do Lublina zostawiła samochód przed blokiem i pognała na górę.

Było niedzielne przedpołudnie.

– Jesteś dziś wcześniej – zauważył Tomek, podnosząc głowę znad gazety. – Dużo wcześniej.

Nie odpowiedziała, tylko zamknęła się w łazience. A potem długo stała pod strumieniem gorącej wody, jak gdyby to ona miała zmyć z Ewy jej wstyd.

Usłyszał odgłos bosych stóp na terakocie. Podniósł głowę znad gazety. Widok, jaki ukazał się jego oczom, wprawił go w osłupienie.

Jego żona stała przed nim naga i drżąca, piękna i tajemnicza. Od tygodni jej takiej nie widział.

Podeszła do niego i pociągnęła za ręce, by wstał, po czym niespodziewanie zarzuciła mu ramiona na szyję.

– Kochaj mnie, Tomku – wyszeptała.

Nie dopuścił, by musiała to powtarzać.

Długo potem, gdy leżeli zmęczeni miłością, Tomek popatrzył Ewie głęboko w oczy.

– Kocham cię, najdroższa – szepnął czule. – Przepraszam, jeśli tak bardzo cię zraniłem.

Ewa nic nie odpowiedziała. Przytuliła się tylko do męża i zamknęła oczy.

Dobrze było wrócić do domu. Dobrze było czuć znajome ciało męża obok własnego.

Moja Ewa wróciła – pomyślał Tomek, nim usnął, szczęśliwy z odzyskania drogiej istoty. – Teraz już wszystko będzie dobrze. Jak dawniej.

Muszę bardziej uważać przy wyborze następnego kochanka – postanowiła Ewa i poprawiwszy się w ramionach męża zasnęła na dobre.

Rozdział 6

Zima wydała wreszcie ostatnie tchnienie i już na dobre ustąpiła miejsca latu. Polska wiosna stała się jakby kilkudniowym przejściowym stanem pomiędzy chłodem, śniegiem i deszczem, a prażącym słońcem.

Tego roku słońce długo się ociągało, by wreszcie stanowczo zająć miejsce dokuczliwego wilgotnego zimna. Kończyła się druga dekada maja. Wraz z nadejściem majowego ciepła świat ożył nagle. Zieleń trawy nabrała wreszcie soczystości, liście drzew rozpostarły na oścież swe pąki, chłonąc życiodajne światło.