– Nie było obiadu. Auditorzy spieszyli się do innego miasta. Poza tym skończyliśmy dość wcześnie.
– To dlaczego nie zadzwoniłaś się pochwalić?
Zadzwoniła, tylko że nie do niego.
– Nie sądziłam, że będzie cię to interesować.
– Ewa, nie przesadzaj, tak bardzo przeżywałaś tę certyfikację, że nawet o zdradzającym mężu przestałaś nawijać, a teraz dziwisz się, że się tak dopytuję?
Zawstydziła się.
– A jak tam twój stary? – zapytał znowu.
– W porządku. Rozejm.
– O, coś nowego. Jeszcze kilka dni temu pragnęłaś go zabić. Co się zmieniło.
– Właściwie… nic. Zwyczajnie, pogodziliśmy się.
– No to super – jego entuzjazm naprawdę nie był udawany. – Teraz pewnie nie zechcesz już ze mną gadać…
– Z tobą? – roześmiała się. – Ależ skąd. Bardzo dobrze mi się z tobą gada. A jeszcze lepiej gadałoby się nam na żywo.
Ewa żałowała, że już jeden weekend zmarnowała, poświęcając wieczór Maćkowi.
– W porządku, mała. W sobotę będę w Warszawie, to na pewno się zobaczymy.
– Mam taką nadzieję – powiedziała szczerze.
Jeśli czuła jeszcze jakieś wyrzuty sumienia z powodu swojej sobotniej zdrady, jeśli trapiło ją to, że złamała zasady, których respektowania sama wymagała od innych, to czuła, że znajomość z Leszkiem wyleczy ją ze wszystkich rozterek. Tak bardzo pragnęła być zimna i cyniczna. Pragnęła opleść się kokonem, przez który nie miały prawa przebić się żadne już uczucia.
Nie mogła już doczekać się spotkania.
Teraz zaś mijał tydzień od certyfikacji, tydzień, odkąd przespała się z Maćkiem, a Ewa przygotowywała się do kolejnej randki. Z kolejnym nieznanym mężczyzną.
Jaki będzie ów Leszek? – zastanawiała się, przymierzając przed lustrem spódniczki mini, spodnie i bluzki, starając się dobrać jak najlepszy strój na sobotnie wyjście z nieznajomym.
– Nigdy się tak nie stroiłaś przed wyjazdem na studia – powiedział Tomek, który przypatrywał się temu swoistemu pokazowi mody.
– Nigdy nie interesowałeś się moimi przygotowaniami do wyjazdu – odparła chłodno, nie przerywając zajęcia.
Zmiana, jaka zaszła pomiędzy dwojgiem małżonków, stała się zauważalna. Teraz to Tomek stał się czuły, pragnął rozmów o wszystkim, zainteresował się domem i dziećmi, próbował wciągać Ewę w dyskusje na różne tematy. Tylko że tym razem jej wcale na tym nie zależało. Przestała mu mówić o czymkolwiek, co miało związek z jej pracą czy studiami. Gdy wieczorami oddawali się miłości, sprawiało im to obojgu niesamowitą rozkosz, jednak tuż po spełnieniu Ewa odwracała się tyłem do męża i zasypiała. Drażniło go to, dotąd sądził bowiem, że jego żona pragnie bliskości i czułości, jaką teraz starał jej się dawać. A ona ignorowała te jego usiłowania.
Tomek miał wrażenie, że to, iż zaczęli ze sobą sypiać, tak naprawdę niczego nie załatwiało. Czuł, że ta ogromna burzowa chmura, której on sam stał się przyczyną, nadal wisi nad ich małżeństwem, tylko na chwilę przestało z niej padać.
Leszek dzwonił codziennie. Ale nie zadręczał jej długimi nudnymi rozmowami, jak robił to wcześniej Maciek. Na telefony od Leszka aż chciało się czekać.
Dlaczego ciągle porównuję go do Maćka? – beształa się w duchu Ewa. Nie chciała, by tamta znajomość rzutowała w jakikolwiek sposób na jej relacje z Leszkiem. A zapowiadały się one całkiem obiecująco.
Polubiła Leszka bardzo, mimo że nawet przecież go nie widziała. Zaabsorbował jej myśli do tego stopnia, że korespondencja z mężczyznami z Internetu przestała w ogóle ją interesować. Nudziła się czytając niemalże identycznie brzmiące maile:
– Przyjeżdżam jutro do twego miasta. Chciałbym prosić, byś zechciała mi pokazać Lublin.
– Chciałem zaprosić cię jutro na kolację. Tak się składa, że będę w interesach w twoim mieście.
– Mam jutro do załatwienia pewną sprawę w Lublinie. Możemy się więc spotkać.
Śmieszyli ją ci mężczyźni – żonaci frajerzy, którzy uważali się za Casanovów. Wyjeżdżali w interesach, zostawiając w domach niczego nie podejrzewające i ufne małżonki, sami zaś oddawali się wyuzdanym harcom pod osłoną obcego miasta. Mamili swe ofiary na ładne gadki o braku zrozumienia w małżeństwie, albo umawiali się wprost na zwykły sportowy seks, ot, by życie było ciekawsze.
Tak naprawdę wcale nie chcieli słuchać o jej problemach, a już na pewno dalecy byli od udzielania jej dobrych rad.
Ewa zrozumiała, że straciła niepotrzebnie mnóstwo czasu, próbując uwierzyć w przyjaźń w wirtualnym świecie maili i sms-ów.
Na szczęście miała teraz Leszka, który dzwonił zawsze, ilekroć czuła się samotnie i nieszczęśliwie i posyłała mu strzałeczkę na jego komórkę. Tak jak wczoraj, gdy znów doszło w jej małżeństwie do kłótni.
Zaczęło się niewinnie. Poprosiła męża, by naprawił uszczelkę przy zlewie.
– Nie mam teraz czasu – odparł. – Przygotowuję się do wyjazdu.
– Tym bardziej powinieneś ją naprawić – oznajmiła – skoro znowu nie będzie cię kilka dni.
– Powiedziałem ci już, nie mam czasu.
Ewa zaczęła sama majstrować przy baterii. Tomek niespodziewanie znalazł się tuż obok.
– Daj to! – rozkazał, wyciągnąwszy rękę po kombinerki.
– Nie trzeba. Zrobię to sama, jeśli ty masz ważniejsze obowiązki. Najlepiej zadzwoń do swojej dziwki i zapytaj, czy dvd działa w porządku.
– Nie można z tobą wytrzymać – powiedział zabierając się za nieszczęsną uszczelkę. – Właściwie cieszę się, że znów wyjeżdżam.
– Jeśli chcesz, możesz nie wracać – powiedziała ze stoickim spokojem. – Poradzę sobie i bez ciebie. I tak niewielki pożytek…
Cisnął ze złością kombinerki w zlew. Miał dość jej uszczypliwych uwag.
– Uważaj, bo kiedyś naprawdę mogę nie wrócić – ostrzegł ją.
– Nie strasz mnie – wzruszyła ramionami – twoje groźby przestały na mnie działać. I lepiej sam uważaj.
– Na co?
Nie odpowiedziała, tylko roześmiała się drwiąco.
Patrzył, jak wychodzi do pokoju i znów zaczyna przymierzać te swoje szmatki. Co się z nią działo? To nie była jego żona, tylko zupełnie inna kobieta. Zimna i obca.
Nie miał pojęcia, jak odzyskać tę dawną Ewę.
Jakiś czas później, gdy Tomek wyjechał już w interesach, Ewa puściła sygnał do Leszka. Zadzwonił niemal natychmiast.
– Nie martw się, mała – pocieszył ją. – I tak trzymaj, bądź stanowcza. Niech twój facet wie, że jesteś kimś cennym. Nie powinien tylko brać. By zasługiwać na ciebie, musi też coś z siebie dawać.
Ewa była wdzięczna wirtualnemu przyjacielowi za te słowa. Tak, właśnie tak zrobi. Najważniejsze to nie dać ponieść się emocjom.
Szła na randkę z Leszkiem wyzbyta jakichkolwiek oczekiwań. Nie chciała wyobrażać, by nie rozczarować się jego osobą. Leszek był czystą kartką, którą zamierzała zapisać dopiero podczas ich spotkania twarzą w twarz.
– Znowu to samo – denerwowała się Marta. – Czy ty nie masz żadnych obaw przed tą randką?
– Nie, dlaczego? Przecież ja nie chadzam z tymi facetami do łóżka. – Ewa przemilczała przed przyjaciółką porażkę sprzed tygodnia. – Pogadamy trochę przy piwie, to wszystko.
Zresztą Marta i tak wydawała się nie rozumieć jej problemów. Dla niej było wszystko albo czarne albo białe. Nie wyobrażała sobie, jak Ewa mogła nie wyrzucić męża z mieszkania, odkrywszy jego zdradę. Kiedyś Ewa miała takie same poglądy, jak przyjaciółka. Teraz to się zmieniło. Ewa się zmieniła.