Выбрать главу

Szła teraz ulicą, niepewna, kogo spotka za chwilę. Knajpka „Wiedeńska", w której się umówili z Leszkiem, była miejscem częstych wypadów Ewy z kolegami z roku. Wybrała tę restauracyjkę, ponieważ czuła się pewniej w znajomym miejscu, niż gdyby znów miała rozczarować się jakąś spelunką szumnie nazywaną zajazdem.

– Jak cię poznam? – zapytała, gdy zadzwonił przed kilkoma minutami.

– Będę czekał na zewnątrz. Mam na sobie dżinsową bluzę i jasne spodnie.

– A ja… – zawahała się, nie wiedząc, jak ma siebie opisać – po prostu zobaczę wysokiego przystojniaka pod „Wiedeńską" i od razu będę wiedziała, że to ty.

Skręciła w przecznicę w lewo i na chwilę zaparło jej dech. Leszek już czekał. Szła do niego, wpatrując się jak urzeczona w jego przystojną twarz. Był rzeczywiście wysoki. Mimo że miała na sobie szpilki, musiał się mocno pochylić, by cmoknąć ją w policzek na powitanie.

– Cześć, mała – powiedział przy tym. – Z daleka domyśliłem się, że to ty.

– Cześć – odparła onieśmielona, jak gdyby rozmawiała z nim po raz pierwszy. Był taki inny niż Maciek. Znowu zbeształa się za wspomnienie faceta z penisem wielkości fasolki szparagowej.

Pozwoliła poprowadzić się do środka.

Leszek zachowywał się swobodnie. Popijając piwo pozwolił, by jeszcze raz opowiedziała mu historię związaną ze zdradą jej męża, wysłuchał też z ciekawością, jak udało jej się zdobyć certyfikat jakości dla firmy. Potem opowiedział jej o sobie. Był wysokim urzędnikiem w firmie produkującej wyroby cukiernicze. Zwyczajnie pracował w Toruniu, jednak jego firma często delegowała go do placówek rozsianych po kraju, by kontrolował tamtejsze filie.

Potem rozmawiali o przeróżnych rzeczach – o zainteresowaniach, przyzwyczajeniach, o zwyczajnym życiu.

– Jak sobie mnie wyobrażałaś? – zapytał ją w którymś momencie. Onieśmielenie, jakie wywołało spotkanie z nieznajomym, już niemal się ulotniło, teraz Ewa odpowiadała na pytania towarzysza pewnie i rzeczowo.

– Nie wyobrażałam cię sobie wcale. Na wypadek, gdybym miała się potem rozczarować rzeczywistością.

– I jak wypadła rzeczywistość?

– Nie rozczarowałam się. Wręcz jestem zaskoczona, bo wypadasz naprawdę pomyślnie. A… ja? – zadała wreszcie dręczące ją pytanie, chociaż wcale nie była pewna, czy chce usłyszeć odpowiedź.

– Ty? Masz najdłuższe nogi w Warszawie. – To był oczywiście komplement. – Uwielbiam kobiece nogi. W przeciwieństwie do was, wy podobno wolicie męskie pośladki.

Zaśmiała się.

– Skąd te dane?

– Tak mówią statystyki – zawtórował jej swym niskim męskim głosem.

– W takim razie, nie mogę ci odpowiedzieć komplementem, bo nie widziałam twojego tyłeczka. – Nie wierzyła, że mogła tak powiedzieć do dopiero co poznanego mężczyzny.

Jemu najwyraźniej jednak odpowiadał taki lekki styl rozmowy, bo podchwycił szybko:

– Jak chcesz, mogę ci pokazać. – Zaśmiał się znowu. – Tu i teraz. Tu mnie wszyscy znają, wierz mi, nie będą się wielce dziwić.

– Wolę nie – zawstydziła się.

– Coś ty, mała, żartowałem. Powiedz mi jeszcze – szybko zmienił temat – jak tam ci idzie randkowanie przez Internet.

– W zasadzie… – zawahała się na moment, ale postanowiła nie mówić mu prawdy – nie mam wielkiego doświadczenia. Parę rozmów o wszystkim i o niczym.

– A często się z kimś spotykasz?

– No coś ty! – udała oburzenie. – Jesteś pierwszym facetem poznanym w Klubie i pewnie ostatnim. Nie mam na to czasu ani możliwości. Sam rozumiesz, praca, dom, mąż. Poza tym faceci wydają się tacy nudni, gdy odkryją pierwsze karty… Szkoda zachodu. Na szczęście spotkałam ciebie i nikt inny nie będzie mi już potrzebny – dokończyła wesoło. Podświadomie odczuwała, że to, co mówi, jest prawdą.

Leszek strasznie jej się spodobał. Był nie tylko śliczny i przystojny, ale umiał też słuchać i zaciekawiać rozmową. Wyróżniał się nie tylko spośród wszystkich jej internetowych znajomych, ale także spośród mężczyzn, jacy otaczali ją dookoła w realnym życiu. Gdyby była wolna, chciałaby mieć takiego chłopaka.

– Nieźle bajerujesz, mała – zaśmiał się. – Czy temu gościowi, z którym mnie pomyliłaś parę dni temu, też wciskasz taki kit?

– Jakiemu gościowi? – starała się udać zdziwienie, mimo że na jej policzki wpełzł rumieniec wstydu. Na szczęście „Wiedeńska" była dość skąpo oświetlona przez gustowne latarenki zawieszone dyskretnie nad każdym stolikiem.

– Nie musisz mnie nabierać – wziął jej rękę w swoją dłoń. Był to gest przyjacielski i nie miał w sobie nic z romantyzmu. – To twoi znajomi, masz prawo, by ich mieć. Ale nie mów, że wiedziałaś, z kim rozmawiasz, gdy wtedy zadzwoniłem. Wzięłaś mnie za jakiegoś Maćka, nieprawdaż?

Lekceważąco machnęła ręką.

– Nie wspominaj – poprosiła. – Netowe znajomości są bardzo ulotne. Ja nawet nie pamiętam za bardzo całego zdarzenia – skłamała.

– Czy i mnie zapomnisz tak prędko? – zapytał zalotnie.

– Ciebie? Ty mi się podobasz. Jesteś w moim guście i miło mi, że się spotkaliśmy. – Boże, co ja plotę?! – pomyślała przerażona.

Leszek jednak najwyraźniej nie był wcale oburzony tym swoistym wyznaniem.

– Także się cieszę. Wyobrażałem sobie ciebie jako taką mamuśkę, z cyckami wyciągniętymi do pasa od karmienia dzieci, z oponkami tłuszczu na bioderkach, zawiedzioną życiem, narzekającą na cały świat. Ubierałem się na to spotkanie i myślałem: Lesiu, co ty robisz? Gdzie ty idziesz? Po co?

– I jak wypadła konfrontacja?

– Spotkałem się z zawalistą laską, zgrabną, piękną i wyszczekaną na wszystkie tematy. Mówiłem ci już, że masz piękne nogi?

– No – wyszczerzyła zęby w uśmiechu. – Tylko nie oczekuj, że powiem to samo o twoich pośladkach. Może innym razem, gdy przyjdzie pora.

– Dobra, ale gdy będziemy opuszczać tę knajpę, pójdę przodem, a ty dyskretnie sprawdź wzrokiem, co trzeba i dasz mi znać, jak wypadły.

– Masz to u mnie – zaśmiała się.

– Moja dawna dziewczyna mówiła, że mam piękny tors.

Ewa patrzyła, jak Leszek porusza ustami, opowiadając jej o swojej dawnej wielkiej miłości. Ciekawe, jak smakują te usta – pomyślała, a jej ciało przeszedł nieoczekiwanie dreszcz. Natychmiast zawstydziła się swoich myśli.

Spędzili w „Wiedeńskiej" dwie godziny, dwie godziny, które dla obojga wydały się zaledwie mgnieniem.

Gdy wyszli na dwór, panowała już wieczorna ciemność.

– I jak? – zapytał.

– Co jak?

– Moje pośladki. Miałaś patrzeć.

– Patrzyłam – powiedziała od niechcenia.

– No i? – niecierpliwił się.

– Lewy wygląda na nieco zwisający, ale ogólnie ok. A gdyby tak ze dwie, trzy wizyty u chirurga plastycznego, mogłoby być całkiem nieźle.

– Ech, ty – przejechał jej palcem po nosie. – Naprawdę nie myślałem, że mężatki mogą być takie spoko.

– Dokąd teraz? – zapytała Ewa, z lekka oszołomiona wypitym piwem.

– Jest tu niedaleko taka fajna dyskoteka – powiedział. – Chodźmy tam, jeśli nie masz nic przeciwko. Przedstawię cię moim przyjaciołom.

Nie miała.

Pozwoliła spleść swoją dłoń z dłonią mężczyzny, którego tak naprawdę znała zaledwie od dwóch godzin, i poprowadzić się skąpo oświetlonymi uliczkami Warszawy w kierunku dyskoteki. Leszek był doprawdy wyjątkowy. Nie dość, że taki przystojny i ciekawy, to jeszcze nie obawiał się zapoznać jej ze swoimi znajomymi. Jego szczerość i otwartość znacznie podwyższyła jego i tak wysokie notowania.

Ewie zaimponowało coś jeszcze. Nie zaproponował jej hotelu, ani niczego, co by w jakikolwiek sposób nabrało seksualnego wydźwięku. On po prostu miło i zwyczajnie spędzał z nią sobotni wieczór.